piątek, 28 października 2016

Spotkanie z Magdaleną Grzebałkowską - relacja. O naturze podglądacza, zaglądaniu księżom pod sutannę i planach na przyszłość.



27 października 2016 r. w budynku Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie odbyło się spotkanie z autorskie z Magdaleną Grzebałkowską, na które zapraszałam wszystkich czytelników z Rzeszowa i okolic w poprzednim poście

Magdalena Grzebałkowska to polska pisarka i do niedawna reporterka Gazety Wyborczej. Ukończyła studia historyczne na Uniwersytecie Gdańskim. Do niedawna reporterka Gazety Wyborczej, ponieważ w połowie 2015 roku całkowicie zrezygnowała z etatu w tym czasopiśmie na rzecz tworzenia własnych książek. 
Magdalena Grzebałkowska jest laureatką Nagrody Grand Press oraz Śląskiego Wawrzynu Literackiego. W 2016 nominowana została do Nagrody Literackiej „Nikeza książkę „1945. Wojna i pokój.” Ostatecznie otrzymała z tego tytułu nagrodę czytelników. Rzeszowskie spotkanie poprowadził jeden z pracowników Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego - dr Jan Wolski.

Po rozpoczęciu spotkania przez Barbarę Chmurę – dyrektor WiMBP w Rzeszowie, dr Jan Wolski przedstawił licznie przybyłym gościom bohaterkę spotkania i owoce jej reporterskiej pracy w postaci biografii księdza Jana Twardowskiego: „Ksiądz Paradoks...”, biografii Zdzisława i Tomasza Beksińskich znaną jako „Beksińscy. Portret podwójny” oraz jej najmłodsze dziecko czyli „1945 Wojna i pokój”.  

Kim jestem? 

Kluczowym na początku spotkania okazało się zdefiniowanie zawodu Magdaleny Grzebałkowskiej. Czy widzi w sobie pisarkę, reportażystkę, reporterkę, a może biografistkę. Pani Magdalena zdecydowanie opowiedziała się za reporterką. Dlaczego? To słowo jako jedyne unosi ciężar ciężkiej, rzemieślniczej pracy jaką jest zbieranie materiałów, przeprowadzanie rozmów, ich późniejsze odsłuchiwanie czyli tworzenie z wszystkich drobnych fragmentów niepowtarzalnej całości w postaci książki. Zarówno po książce „Ksiądz Paradoks...”, jak i „Beksińscy. Portret podwójny”, Magdalena Grzebałkowska mówiła: już nigdy więcej nie napiszę książki! A jednak swoistym narkotykiem stało się kopanie w historii i podglądanie tych, których nikt wcześniej nie podglądał

Grzebałkowska już od momentu gdy jej wzrost przekroczył półtora metra lubiła podglądać innych ludzi. Początkowo byli to rodzice, a z czasem sąsiedzi. To chyba dlatego tak dobrze odnalazła się w zawodzie reportera. Ma dobre oko, ma dobre ucho i smykałkę do pisania. Potrafi w interesujący i jednocześnie nienarzucający się sposób poszerzać wiedzę czytelników, a w jej książkach słychać głosy wielu bohaterów, z których każdy przemawia swoim językiem, a nie językiem Grzebałkowskiej. 


Początki

Kiedy więc w głowie Magdaleny Grzebałkowskiej zapaliła się lampka, a tajemniczy głos zaczął podpowiadać: tak, napiszę książkę! Zarówno za włączeniem światła, jak i podpowiedzią stoi zespół kreatywny pracujący w Społecznym Instytucie Wydawniczym  „Znak. Ani napisanie książki o księdzu Twardowskim, ani dzieje życia Beksińskich nigdy nie znajdowały się w kręgu zainteresowań Magdaleny Grzebałkowskiej. Zainteresowanie przyszło z czasem i nabytą w trakcie zbierania materiałów wiedzą. 

Zwyczajny nadzwyczajny

Ksiądz Paradoks...” to było wyzwanie. Szczególnie dla osoby, która przed rozpoczęciem pracy nad książką o księdzu Janie Twardowskim chyba nie końca wierzyła, że księża to też ludzie. Gdy Wydawnictwo Znak poprosiło ją o stworzenie konspektu książki, który jak wiadomo stanowi właściwie połowę sukcesu w kwestii przyjęcia tekstu przez wydawcę, Magdalena Grzebałkowska w trzech zdaniach określiła swoje cele, które można podsumować jednym zdaniem. W swojej książce o księdzu Janie Twardowskim chciałaby zajrzeć mu pod sutannę. Wyrzucić i zapomnieć o wszystkich fałszywych tezach, którymi ta postać została obudowana i spojrzeć na nią zupełnie świeżym okiem. Magdalena Grzebałkowska przywołała tu pewne porównanie. Autorka chciała pokazać księdza Jana Twardowskiego jako bohatera w szlafroku - zwyczajnie, domowo, a nie jako postać wyświęconą, najlepiej przy ołtarzu. Dlaczego w szlafroku? Magdalena Grzebałkowska nie chciała odrzeć księdza Twardowskiego z godności. Innymi słowy: piszę prawdę, bez słodzenia. Niech ta prawda o księdzu Twardowskim pozostanie w głowach czytelników. 

Dobra biografia - 
czyli jaka?  

Dobre biografie to te, których bohaterowie już nie żyją, a w najlepszych biografiach rodzina bohatera także jest martwa. To smutny, ale prawdziwy wniosek wysnuty przez Magdalenę Grzebałkowską. „Beksińscy. Portret podwójny” to kolejna książka, którą można określić bardzo dobrą pozycją, biorąc pod uwagę powyższe zastrzeżenia. Tutaj znowu bohaterów książki zaproponowało Wydawnictwo Znak. Choć autorka początkowo sceptycznie podchodziła do tematu tworzenia nowej książki, to jej reporterski, doświadczony nos poczuł dobry temat. Gdy Magdalena Grzebałkowska zgodziła się napisać o Beksińskich dopiero wtedy zrozumiała jak daleko od Sopotu, w którym na co dzień mieszka, znajduje się Sanok. 
Sanok - miasto, a właściwie miasteczko, które posiada niepowtarzalny klimat, w którym ludzie z czasem zaczęli się do niej przyzwyczajać, a może i pomagać, a w końcu miasto, do którego teraz z chęcią wraca. Choć jak sama mówiła, pierwsza wyprawa samochodem z Sopotu do Sanoka przy pomocy GPS-u i wybraniu najkrótszej, a nie najbardziej komfortowej trasy okazała się koszmarem.

Coś w tym jest, że choć za wybór tematów książek odpowiada Wydawnictwo Znak, to jednak Magdalena Grzebałkowska wprost idealnie odnajduje się w biografiach samotników, poniekąd introwertyków o dwóch obliczach. Podczas pracy nad książką o księdzu Janie Twardowskim mówiła, że każdego dnia przeżywała coraz większe zdziwieniq. Z jednej strony był to niezwykle skromny człowiek, a z drugiej autor, który lubił wypytywać o sprzedaż swoich tomików na tle takich autorów jak Szymborska, czy Miłosz. Z jednej strony to symbol wiary i fundament polskiego Kościoła, a z drugiej zwyczajny, prosty człowiek, który też miał swoje prywatne stany zwątpienia. 

Jedna z uczestniczek spotkania autorskiego zapytała, dlaczego książka o Beksińskich tak naprawdę nie jest portretem potrójnym. Przecież bez Zosi - żony Zdzisława Beksińskiego, tak naprawdę ta rodzina rozpadłaby się w mgnieniu oka. Magdalena Grzebałkowska uznała, że wobec dwóch tak „rozbuchanych” charakterów - ma tu na myśli Zdzisława i Tomasza - postawienie na równym poziomie Zofii byłoby swego rodzaju niesprawiedliwością.  Na temat Zofii Beksińskiej zachowało się niestety bardzo mało źródeł w porównaniu z mężem i synem. Zofia Beksińska była po prostu szczęśliwa i jednocześnie schowana u boku swojego męża - jak sama go nazywała - geniusza. Mówienie w tym kontekście o portrecie potrójnym mogłoby by sprawić, że część czytelników oczekiwałaby więcej od postaci Zofii i poświęcenia jej większej przestrzeni, aniżeli pozwalałyby na to źródła historyczne. 

Czy w 1945 istniało szczęście?

1945. Wojna i pokój.” to już pomysł Wydawnictwa Agora i przyjaciela Magdaleny Grzebałkowskiej z Gazety Wyborczej. Początkowo miał być to jedynie reportaż na temat Gdańska w roku 1945. Z czasem ten pomysł rozszerzył się na całą Polskę. „1945. Wojna i pokój.” to książka - odpowiedź na pytanie jak ludzie w 1945 roku pojmowali szczęście. Czy w ogóle to szczęście istniało, a jeśli istniało, to czy z tych szczęśliwych momentów się cokolwiek zachowało. Niewątpliwie rok 1945 był jednym z najbardziej dramatycznych w XX wieku, a jeśli ktoś myśli inaczej, to najwyższy czas to zweryfikować. 1945 to formalny koniec wojny i początek walki każdego człowieka o przetrwanie. To straszne, że w roku 1946 i w kolejnych latach wcale nie było lepiej, a my na myśl o końcu wojny mamy przed oczami słynną fotografię marynarza całującego pielęgniarkę na Times Square. W tej książce jak w żadnej innej Magdalena Grzebałkowska ujawniła swoją pasję podglądacza. Każdy rozdział książki poprzedzają tzw. ogłoszenia drobne. Nic bardziej nie odda nastrojów i nic nie będzie stanowić lepszego tła roku 1945 jak problemy zwyczajnych ludzi. Ogłoszenia drobne mówią więcej niż tysiąc słów. 

Krzysztof Komeda

Jak na każdym spotkaniu autorskim nie mogło zabraknąć pytań o przyszłość. Nad czym teraz pracuje Magdalena Grzebałkowska? Reporterka zbiera materiały do książki, której bohaterem będzie Krzysztof Komeda - polski kompozytor, i pianista jazzowy. Czekam z niecierpliwością na efekty. Każda kolejna książka jest dla autora jeszcze większym wyzwaniem, bo wysokość zawieszenia poprzeczki stale rośnie. O Magdalenę Grzebałkowską jestem jednak spokojna. Ten rzemieślnik o naturze podglądacza na pewno temu podoła. Trzymam kciuki.

Spotkanie zostało zorganizowane w ramach projektu „Spotkania pod znakiem Pegaza”, dofinansowanego ze środków MKiDN w ramach programu „Promocja literatury i czytelnictwa”.


Słowem całkowicie subiektywnego podsumowania muszę dodać, że spotkanie można uznać za bardzo udane. Zapomnijmy o tych wszystkich problemach z nagłośnieniem i kilku brakujących krzesłach. Magdalena Grzebałkowska i dr Jan Wolski znakomicie poradzili sobie bez mikrofonu, a słuchając samych interesujących rzeczy, człowiek zapomina, że bolą go nogi. Pani Magdalena ma z pewnością naturę gawędziarza i słuchało się jej wyśmienicie. Na początku zastanawiałam się, kto przybył do biblioteki dla książki o księdzu Janie Twardowskim, kto dla Beksińskich, a kto dla roku 1945, ale pod koniec uznałam, że przecież to nie ma znaczenia. Po spotkaniu z Grzebałkowską i tak każdy sięgnie po wszystkie napisane przez nią książki. 
Mój osobisty apel brzmi: średnia wieku na spotkaniu to 50+ (to nic złego, ja wiem) ale Młodzi! Gdzie Wy jesteście? Gdzie się ukrywacie? Przecież ja wiem, że Wy też czytacie. 

Chapeau bas dla wszystkich, którzy przebrnęli przez tą wijącą się jak wąż relację. 
Chciałam jak najlepiej oddać klimat tego spotkania. 




* okładki książek: lubimyczytac.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...