sobota, 26 marca 2016

#146 Więcej czerwieni („Krew okazała się świetną farbą.”)

Więcej czerwieni
Katarzyna Puzyńska
560 stron
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 8/10
Cykl: Lipowo (tom 2)
Premiera: 04/09/2014
Jak widzisz, ulepszyłam jeszcze dzieło Mistrza. Dodałam więcej czerwieni. Zdecydowanie więcej. Krew okazała się świetną farbą. Nawet się tego nie spodziewałam.”*

W ramach czegoś w rodzaju pójścia za ciosem, niespełna kilka dni po Motylku na moim blogu zagościła książka pt.: „Więcej czerwieni”. 
O wiele bardziej krwawa, bezlitosna i brutalna od swojej poprzedniczki powieść odwiodła mnie od sprzątania, gotowania i malowania pisanek. 
Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie dla niej chwilę. 

* * *

Lipowo jak Lipowo - choć chyba nie brzmi to zbyt zachęcająco. Malownicza wioska na Mazurach, a zdawać by się mogło, że dzieje się tam więcej niż w niejednej europejskiej stolicy. To właśnie tam zamordowanych zostało w przeciągu kilku wakacyjnych dni cztery osoby. Pomimo tego istnieją spore wątpliwości, czy zabójcę można określić mianem seryjnego mordercy. 

Policjanci z Lipowa i pobliskiej Brodnicy nie marzą o niczym innym, jak o schwytaniu kata, a ten cały czas pozostaje nieuchwytny. Wina niczym gorący kartofel przerzucana jest z rąk do rąk. 
Czy uda się zapobiec kolejnym zabójstwom? 


Zacznę od rzeczy, które w drugiej części serii Katarzyny Puzyńskiej wyjątkowo działały na mój układ nerwowy. Zaliczyć do nich można irytujące pseudonimy bohaterek, a właściwie dwóch zamordowanych ofiar - Kózka i Śmieszka - które cały czas przewijały się na kartach książki -szczególnie w pierwszej części „Więcej czerwieni”. Te określenia choć idealnie „skrojone” pod nazwiska postaci, jednocześnie odbierały na każdym kroku powagi zaistniałej w Lipowie sytuacji. 

Oczywiście tak jak w przypadku Motylka nie udało mi się rozwikłać zagadki przed sięgnięciem po zakończenie. Bardziej to zaleta niż wada. Jestem wdzięczna autorce, że do końca potrafiła utrzymać w mojej wyobraźni stan napięcia przemieszanego z podekscytowaniem


Drugi tom sagi o Lipowie utwierdził mnie w przekonaniu, że komisarz Klementyna Kopp to najbardziej zaskakująca i jednocześnie irytująca postać polskiego kryminału. Nie do końca podoba mi się ścieżka, którą prawie sześćdziesięcioletnia, pełna sprzeczności bohaterka zaczyna podążać. Twarda, niedostępna, o podejrzanej przeszłości nagle ulega zauroczeniu niczym nastolatka i zaczyna darzyć szczególną atencją młodszego współpracownika? 

W „Więcej czerwienimoje rozbawienie obudziła postać nadkomisarza Cybulskiego, który na każdym kroku podkreślał, że nie ma nic wspólnego „z tym znanym Cybulskim”, nawet jeśli nikt nie był zainteresowany kwestią jego pochodzenia i rodzinnych koligacji. 


W książce Katarzyny Puzyńskiej trup ściele się gęsto, dlatego pomimo dostrzegalnych na pierwszy rzut oka niedoskonałości, książkę czyta się dobrze i jest to powieść która z pewnością ma moc przyciągania. Autorka doskonale wie jak utrzymać zainteresowanie czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Jeśli w równie udany sposób prezentuje tę umiejętność w kolejnych tomach, to chyba jestem stracona i nie spocznę, póki nie przeczytam całego cyklu. 
Liczę na to, że w następnych częściach będzie na tyle czerwieni, że przysłoni ona wszelkie niedociągnięcia. Polecam!

Więcej czerwieni [Katarzyna Puzyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Cykl LIPOWO: 
2. Więcej czerwieni
3. Trzydziesta pierwsza
4. Z jednym wyjątkiem
5. Utopce
6. Łaskun
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Więcej czerwieni

Musicie przyznać, że okładki książek Katarzyny Puzyńskiej
są niezwykle fotogeniczne. 

Z racji zbliżających się świąt Wielkiej Nocy, chciałabym Wam życzyć
czasu na refleksje, spokoju, a przede wszystkim 
uśmiechu na Waszych twarzach, 
Dużo Słońca 
i pięknych Świąt!

(Sporo książkowych i mniej książkowych ujęć.)

czwartek, 24 marca 2016

Marcowy numer magazynu POCISK 02/2016


Magazyn literacko-kryminalny POCISK // Cena: 9,90

Tyle razy zdarzyło mi się kupić gazetę, a potem rzucić ją w kąt, że zwątpiłam iż kiedykolwiek znajdę magazyn, który z zainteresowaniem przeczytam od deski do deski. Pocisk będący nowością na polskim rynku uświadomił mi, że nieprawdą jest to, co sobie wmawiałam przez dłuższy czas, a mianowicie: 

Stosy nieprzeczytanej makulatury piętrzą się na parapecie, bo ja nie mam czasu na czytanie gazet! 

Otóż nie. Mam czas, a nawet sporo czasu, tylko nie wszystkie magazyny są warte jego poświęcenia. 


Trzy dni temu w moje ręce wpadł magazyn Pocisk. Zakupiłam go w Empiku za 9,90 i jednocześnie za tę kwotę pozyskałam możliwość przeczytania wielu dobrych tekstów, które wyszły spod pióra m.in. Katarzyny Puzyńskiej, czy Łukasza Orbitowskiego. 


Początkowo nie zwróciłam uwagi na to co najważniejsze, a mianowicie na słowa: magazyn literacko-kryminalny. Stworzyłam w swojej głowie wizję gazety tylko i wyłącznie o książkach, a dostałam magazyn przede wszystkim o antybohaterach, czyli moich ulubionych postaciach książek. To ci, którzy mają na swoich rękach krew, ale przede wszystkim stanowią doskonałą bazę pod wszelkie analizy psychologiczne i fundament pod budowę przeróżnych historii. 


W najnowszym numerze znajdziecie opowiadania Katarzyny Puzyńskiej i Jana Krasnowolskiego. Choć obydwa czytało się bardzo dobrze, to większe wrażenie zrobiła na mnie historia pt.: Wszędzie krew, ze względu na inspirację prawdziwymi wydarzeniami. Sprawa ta odbiła się dość głośnym echem w polskich mediach, a dotyczyła zabójstwa małżeństwa z Lubelszczyzny, którego dokonał ich własny syn wraz z dziewczyną. 


Zarówno pierwsze jak i drugie opowiadanie uświetnione zostało rysunkami autorstwa Rafała Szmidta. 

W marcowym Pocisku znajdziecie także wywiad z Katarzyną Bondą, który w dużej mierze krąży wokół tematu rozwoju ścieżek jej kariery. Sporo w tej rozmowie wzmianek na temat profilowania. O nim również głośno w artykule autorstwa Wojciecha Chmielarza - tutaj jednak bardziej w kontekście słabej przydatności tej techniki w rozwiązywaniu spraw o podłożu kryminalnym. 

- Wie pan, jasnowidzów też zdarza się nam prosić o pomoc


Magazyn Pocisk daje czytelnikowi możliwość samodzielnego dokonania analizy kryminalnej po to, by w następnym numerze sprawdzić, na ile nasza intuicja była w zgodzie z faktami. 

Sporo w tym magazynie artykułów z historii kryminalistyki. W marcowym numerze można poczytać o początkach policji państwowej, o roli badań antropologicznych nagrań w odnajdywaniu oprawcy, czy o seryjnym zabójcy dzieci - Anatoliju Sliwce


Obok tych wszystkich krwawych historii znalazło się także miejsce dla recenzji filmów i seriali, które zaliczyć możemy do kategorii kryminalnego kina, a także dość obszerny przegląd literacki. 

Pocisk nie ogranicza się tylko i wyłącznie do literatury polskiej, choć trzeba przyznać, że to ona dominuje. 


Pocisk to magazyn będący oryginalnym połączeniem literatury i kryminalnych zagadek. Jest to prawdziwa gratka dla fanów sensacji i mrocznych historii zakrapianych krwią. Dla mnie to przejrzysta publikacja, w której znalazłam artykuły, jakich wcześniej nie mogłam znaleźć w żadnej innej gazecie. Przeczytałam od deski do deski i mam nadzieję, że nie zawiodę się na kolejnych numerach, a mój zachwyt nad drugim numerem przerodzi się w trwałą fascynację. 
Trzymam kciuki za nowe numery.

Kawał dobrej roboty, aż chciałoby się być tego częścią!

3 numer magazynu Pocisk już 19 kwietnia!

poniedziałek, 21 marca 2016

#145 Motylek („Nie zawsze trzeba być efektownym, aby być efektywnym.”) + Nowości w biblioteczce

Motylek
Katarzyna Puzyńska
608 stron
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena:9/10
Cykl: Lipowo (tom 1)
Premiera: 06/02/2014
Czuję się jak gąsienica, która wkrótce się przepoczwarzy w cudowną istotę. Przepiękne kolory ukrytych dotychczas skrzydeł błysną, rozjaśniając szarość monotonnych dni. Zajmę miejsce Motylka. Stanę się Motylkiem.”*

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, od kiedy po głowie chodził mi pomysł sięgnięcia po książki Katarzyny Puzyńskiej. Cykl „Lipowo” gości już od dwóch lat na Waszych blogach, portalach czytelniczych i magazynach literackich, a mi do niego było zupełnie nie po drodze. 

Całe szczęście w jednej z rzeszowskich bibliotek znalazłam „Motylka”. Siedział gdzieś zapomniany wśród innych kryminałów. 
Dzisiaj, kiedy jestem w trakcie czytania książki pt.: „Więcej czerwieni” (II tom cyklu: „Lipowo”), postanowiłam podzielić się z Wami przemyśleniami na temat powieści, którą połknęłam w parę dni. 

* * *

Na początku „Motylka” znajduje się wspaniały cytat. Wspaniały, bo zapadający w pamięć, dający do myślenia i intrygujący od pierwszej, aż to ostatniej linijki. 

I dreamed I was a butterfly, flitting around in the sky; then I awoke. Now I wonder: Am I A man who dreamt of being a butterfly, or am I A butterfly dreaming that I am a man?”** Okazuje się, że i książka Katarzyny Puzyńskiej będzie posiadała w sobie pierwiastki tej sentencji. Będzie zapadała w pamięć i intrygowała, jednocześnie opowiadając o codziennych problemach zwykłych ludzi. 

Ale czy do końca codziennych? W małym Lipowie na Mazurach zostaje zamordowana zakonnica. Ktoś pod przykrywką wypadku samochodowego dokonał brutalnego morderstwa, a kilka dni po tak spektakularnym wydarzeniu dla małej społeczności Lipowa, sytuacja się powtarza. Czy na Mazurach na dobre osiadł seryjny morderca? Jak można i czy w ogóle można zapanować nad falą kolejnych morderstw? 


Motylek” to opowieść o miasteczku, w którym wszyscy się znają i jednocześnie skrywają olbrzymie tajemnice. Zagadek jest tyle, że w pewnym momencie można czuć przesyt. Każdy z nas - czytelników - posiada instynkt, który będzie skłaniał nas do rozwiązania sekretów, jednak w książce Katarzyny Puzyńskiej nie będzie to takie proste, bo jest to autorka, która potrafi skutecznie uśpić naszą czujność. Osobiście wielokrotnie poczułam się przechytrzona przez mordercę. 

Motylek” to cała paleta różnorodnych postaci. Na plan pierwszy wysuwa się grupa policjantów z Lipowa, którzy zdawać by się mogło, niczym nie różnią się od innych mieszkańców wsi, a z drugiej chcą udowodnić, że profesjonalizm w pracy nie jest im obcy. Każdy z bohaterów posiada podwójne oblicze - jedno ukazywane sąsiadom, drugie które pokazuje czytelnikowi w formie swoich przemyśleń. To co najważniejsze, Katarzyna Puzyńska za pomocą mnóstwa wątków potrafi znakomicie dozować napięcie. Sugestie dotyczące rozwiązania tajemnicy są delikatne i na tyle wątłe, że tak jak w przypadku kryminałów Agathy Christie ciężko jest w pełni przeniknąć umysł zabójcy. 

Motylek” to także w dużej mierze postać Weroniki Nowakowskiej - kobiety, która po rozstaniu z mężem przeprowadza się z wielkiego miasta do Lipowa, i która próbuje odbudować swoje życie w klimatycznym dworku z psem i końmi u boku. Bohaterka wyjątkowo szybko odnajduje się w małomiasteczkowej społeczności i błyskawicznie zostaje zamieszana w sprawę okrutnego zabójstwa.

Mała wioska, posterunek policji i pełno kontrastowych postaci zamieszanych w śledztwo. Taki właśnie jest „Motylek”. Warto pamiętać, że książka Katarzyny Puzyńskiej jest debiutem. Pomimo tego, że całkowicie udało mi się w niej zatopić, powieść nie jest pozbawiona powtórzeń, czy irytujących jednostek, takich jak na przykład 59-letnia komisarz Klementyna Kopp. Jednak fantastycznie było powędrować ścieżkami śledztwa wyznaczonymi przez polską autorkę.

... a dla serii „Lipowo” szykuję miejsce w biblioteczce obok książek Katarzyny Bondy i Zygmunta Miłoszewskiego.


Motylek [Katarzyna Puzyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Cykl LIPOWO: 

1. Motylek
2. Więcej czerwieni
3. Trzydziesta pierwsza
4. Z jednym wyjątkiem
5. Utopce
6. Łaskun
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Motylek
**cytat autorstwa Zhuangzi

N o w o ś c i  w  b i b l i o t e c z c e: 

Wydawnictwo Znak
Premiera: 04/04/2016

Ballada o drobnym karciarzu
Lawrence Osborne
272 stron
Wydawnictwo Znak Literanova
Premiera: 04/04/2016!
Makau, miasto ekskluzywnych kasyn, zostało stworzone dla ludzi takich jak lord Doyle. Outsiderów, wyrzutków, utracjuszy w chińskiej stolicy hazardu poszukujących ucieczki i zapomnienia. Doyle noce spędza na grze w bakarat i piciu, dnie przesypia w eleganckim hotelu. Topniejąca gotówka ma dla niego coraz mniejsze znaczenie, liczy się jedynie gra, w której można się zatracić, szukając satysfakcji zarówno w zwycięstwie, jak i w gorzkiej przegranej.

Młoda call girl, zapoznana przypadkiem w jednym z kasyn, niespodziewanie dla samego Doyle’a stanie się osobą, z którą połączy go nić porozumienia i która jako pierwsza usłyszy prawdę o jego przeszłości. Prawdziwa relacja między nimi wyda się obojgu obietnicą odkupienia. Jednak w świecie pozorów i sztuczności zaufanie nie może być niczym trwałym.


Książka Osborne’a, podobnie jak pamiętne dzieła Dostojewskiego i Grahama Greena, wpisuje się w znakomitą tradycję powieści opowiadających o nałogu, a także o samotności oraz winie, która ciąży na całym życiu. [Wydawnictwo Znak Literanova]

Do sięgnięcia po tę książkę skłoniło mnie ostatnie zdanie z opisu mówiące, że to powieść o nałogu, a także o samotności oraz winie, która ciąży na całym życiu, a także interesująca okładka. 
Mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Wydawnictwo Powergraph

Wróżenie z wnętrzności
Wit Szostak
234 strony
Wydawnictwo Powergraph
Premiera: 21/10/2015
Każdy choć raz chciał zostawić wszystko i zniknąć. Mateusz porzuca karierę i zamieszkuje na opuszczonym dworcu. Jego brat Błażej od lat nie wypowiedział ani słowa. Ale nic nie jest takie, jak się wydaje. To pełna niedopowiedzeń i pulsującego erotyzmu opowieść o dwóch braciach i kobiecie.

Wit Szostak (1976)  urodził się, ożenił i mieszka w Krakowie. Z wykształcenia doktor filozofii, na co dzień wykłada na jednej z krakowskich uczelni. Ostatnia z jego powieści, Sto dni bez słońca, nominowana była do Paszportów Polityki 2014; przedostatnią, Fugę, nominowano do nagrody NIKE 2013. [Materiały nadesłane]

To mój debiut w kwestii współpracy z wydawnictwem Powergraph. Mam nadzieję, że książka spełni moje oczekiwania. Więcej o „Wróżeniu z wnętrzności” znajdziecie pod tym linkiem (fragment programu Cappuccino z książką)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

W dzisiejszym poście rozpoczynającym nowy tydzień, znalazło się miejsce dla trzech książek. Którą z nich czytaliście, którą polecacie, a po którą macie ochotę sięgnąć. 


Udanego tygodnia!

poniedziałek, 14 marca 2016

#144 Posiadacz („Każdy Forsyte ma praktyczny sposób zapatrywania się na rzeczy (...) oparty przede wszystkim na poczuciu własności”)

Posiadacz
John Galsworthy
387 stron
Wydawnictwo MG
Ocena: 8/10
Premiera nowego wydania: 02/03/2016
Miałbym nieraz ochotę - odparł młody Joylon - wygłosić odczyt na temat  „Właściwości i cechy Forsyte'ów”. Miłe te stworzonka, najbardziej obawiające się okrycia śmiesznością w oczach innych przedstawicieli własnego gatunku, obojętne są na drwiny odmiennych od nich istot. Obciążone dziedziczną krótkowzrocznością, zdolne są rozpoznawać jedynie osobników i środowisko własnego ich gatunku, wśród którego pędzą żywot, walcząc spokojnie o byt.”*

Saga rodu Forsyte'ów” - mówi Wam to coś? Spokojnie, przed sięgnięciem po „Posiadacza” też nie zdawałam sobie sprawy z jej istnienia. Dzisiaj jednak bogatsza o wiedzę, przybywam, aby zaprezentować Wam pierwszy tom serii, która przyniosła angielskiemu twórcy Nagrodę Nobla w 1932 roku

John Galsworthy - angielski powieściopisarz żyjący na przełomie XIX i XX wieku nazywany jest „epikiem epoki wiktoriańskiej”. Niestety za życia był bardziej ceniony aniżeli po śmierci. Dzisiaj jego dzieła wywołują spory i dzielą krytyków na dwa obozy. Po przeczytaniu „Posiadacza” bliżej mi do tych, którzy widzą w jego osobie wielki talent pisarski, a przecież „Posiadacz” to dopiero niewielka część wielotomowej sagi, nad którą pracował przeszło 20 lat twórczej aktywności. 

Miłość do literatury angielskiej obudziła we mnie Jane Austen. Właściwie to dzięki urodzonej blisko sto lat wcześniej niż John Galsworthy autorce, które zajmowała się opisem angielskich sfer wyższych na początku XIX wieku, z tak wielkim entuzjazmem zareagowałam na premierę nowego wydania „Posiadacza”. 

Drugim bodźcem, który skłonił mnie do sięgnięcia po to dosyć pokaźne tomiszcze była oczywiście przykuwająca wzrok oprawa, za którą stoi Wydawnictwo MG. W tym wydaniu widać pasję i szacunek do klasyków literatury. 

Jestem wzrokowcem jak większość ludzi, ale jednocześnie będąc w tej grupie, przynależę to nielicznych, którzy się do tego przyznają i bez owijania w bawełnę głoszą, że oceniają książkę po okładce. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy zaspokoję już swój zmysł wzroku, szukam w książce czegoś zdecydowanie oryginalnego, co przyciągnie mnie na dłużej. 

Posiadacz” zdecydowanie to coś posiada. 

Książka Johna Galswothy'ego przedstawia mieszczański ród, który na każdym kroku wyolbrzymia swoje znaczenie. Jest to historia o pełnych charyzmy ludziach zdominowanych przez chęć posiadania, którzy choć o uczuciach mówią, to w ostatecznym rozrachunku odkładają je na boczny tor. Forsyte to nazwisko, które reprezentuje skomplikowane układy rodzinne, ale jest to też swoisty sposób myślenia. Kiedy nazwiemy kogoś Forsyte'em, to znaczy że mamy na myśli osobę, którą na co dzień spotykamy, która nas otacza, choć nawet czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy, dla której poczucie własności od dawna znajduje się na pierwszym miejscu w hierarchii uczuć i która co gorsza jest niewolnikiem tej własności. 

Każdy z nas jest Forsyte'em

John Galsworthy
[źródło]
To zdanie z pewnością było aktualnie w czasach, o których pisał John Galsworthy, a co więcej w warstwie społecznej, którą obrał sobie za przedmiot analizy. Dzięki dogłębnej interpretacji społeczeństwa angielski pisarz odmalował ze szczegółami portret mieszczaństwa angielskiego oraz miłość, pożądanie, wstręt, a nawet wrażliwość na piękno. 
Na pierwszy plan w „The Man of Property” wysuwa się postać Soamesa Forsyte'a i jego żony Ireny - zadurzonej w innym mężczyźnie. To Irena staje się burzycielką porządku ustalonego w rodzinie, ale uważa że to jej prawo, bo niegdyś Soames obiecał jej, że gdy ich małżeństwo okaże się nieszczęśliwe, ten zwróci jej wolność. 
Innym ważnym wątkiem w „Posiadaczu” są losy głowy rodziny - starego Jolyona i jego relacji z synem, a właściwie próby ich naprawy. Najstarszy z rodu Forsyte'ów - choć tego nie ukazuje - zdaje się najbardziej odczuwać wszystkie niedoskonałości w swoim rodzie, ponieważ sam reprezentuje stare porządki. Książka Johna Galsworthy'ego to także historia, która głosi do czego mogą doprowadzić niespełnione nadzieje

Klimat epoki 

Posiadacz” to napisana przystępnym językiem książka, której akcja przyspiesza proporcjonalnie do liczby przeczytanych stron. Mnóstwo tu długich, kwiecistych opisów zarówno natury, jak i strojów, czy rodzinnych spotkań. Niemniej jednak to właśnie te ozdobniki rewelacyjnie oddają klimat epoki i stanowią portret charakterów na przełomie wieków. 

Bardzo dobrze pisze się o książce, która przypadła nam do gustu. Tak właśnie czuję się pisząc opinię o „Posiadaczu”. Mam nadzieję, że ta powieść, a z czasem cała saga znajdzie się na Waszej liście utworów to przeczytania. A ja czekam na kolejne części wydane przez Wydawnictwo MG

Za możliwość przeczytania dziękuję
Wydawnictwu MG.
W Internecie znalazłam mnóstwo informacji na temat książek Johna Galsworthy'ego i choć już wiem, gdzie Saga rodu Forsyte'ów” się zaczyna, to nie do końca jestem pewna, przy której książce się kończy. Może ktoś z Was wie? 

Załączam spis książek angielskiego pisarza: 

[źródło]
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Posiadacz

Jestem bardzo ciekawa, co myślicie o tej książce. 
Podzielcie się opinią. 

piątek, 11 marca 2016

#143 Gniew (Pożegnanie z pewnym „zrzędliwym, socjopatycznym mizantropem”.)

Gniew
Teodor Szacki: TOM 3
Zygmunt Miłoszewski
380 stron
Wydawnictwo W.A.B.
Ocena: 8/10
Nawet jeśli faktycznie określał go gniew, skłonny był się z tym zgodzić, to drugim filarem prokuratora Teodora Szackiego był smutek przemijania. Pielęgnował go u siebie jak piękną, rzadką  wymagającą nieustającej opieki roślinę. Odkąd pamiętał, od najmłodszych lat. Wygląda na to, że przekazał córce gen tego jedynego w swoim rodzaju, nigdy nie znikającego smutku.”*

Nadeszła wiekopomna chwila pożegnania się z jedną z najbardziej charyzmatycznych i błyskotliwych postaci literackich.
Taki był Teodor Szacki. Jednak czy wobec bohaterów ulubionych książek możemy używać czasu przeszłego? Przecież oni są ciągle żywi.
Wystarczy wziąć do ręki książkę.

Gniew”, który przez dłuższy czas funkcjonował w zapowiedziach jako „Na czerwonej ziemi”, przenosi nas do Olsztyna. Stolica województwa warmińsko-mazurskiego ma w sobie zdecydowanie mniej uroku od Sandomierza, co więcej pozbawiona jest też przebojowości Warszawy. Szacki też jakby wyzuty jest ze swojego prokuratorskiego uroku.

Sam kryminał to jednak kawał świetnie opisanej i obfitującej w nieoczekiwane zwroty historii.

* * *

Ani „Na czerwonej ziemi”, ani tak naprawdę „Gniew” nie oddają w pełni charakteru tego, co czytelnik znajdzie w książce. Podczas czytania przyszedł mi do głowy pomysł na tytuł: Polowanie na Szackiego i ilekroć pomyślę sobie o książce Zygmunta Miłoszewskiego, mam przed oczami to sformułowanie.
Nie da się ukryć, że „Gniew” jest powieścią wyczekiwaną. Jednocześnie niosącą ze sobą pewne nadzieje, że może intryga zawarta na stronach tej książki nie będzie jednocześnie ostatnim dochodzeniem Teodora Szackiego. Nic z tych rzeczy. Pomimo imponującej fabuły czas wrócić na ziemię i pogodzić się z myślą, że tak jak niegdyś Artur Conan Doyle, tak dzisiaj Zygmunt Miłoszewski ogłosił koniec przygód swojego bohatera.


Niecodzienne odkrycie

Akcja „Gniewu” toczy się w 2013 roku. 25 listopada prokurator zostaje wezwany w okolice szpitala miejskiego, gdzie ulokowany jest zrujnowany bunkier. W czasie robót drogowych odnaleziono tam ludzki szkielet. Teodor Szacki po krótkiej analizie miejsca tajemniczego znaleziska, równie szybko zamyka sprawę, uznając że ofiarą jest pewnie kolejny Niemiec z czasów wojny. Jakież jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, że zwłoki należą do mężczyzny, który jeszcze tydzień temu miał się całkiem dobrze. Kto mógł dopuścić się tak straszliwej zbrodni? Kto był zdolny zamienić człowieka w stertę kości i kosteczek, z zegarmistrzowską precyzją dbając, by każda z nich znalazła się w miejscu odkrycia. 

Ponure miasto

Sandomierzem mogliśmy się zachwycać, choć pewnie dla Teodora Szackiego był on namiastką końca świata. Warszawę mogliśmy znieść - w końcu to stolica, ale opis Olsztyna, którego na co dzień doświadcza „prokurator” wiąże się tylko i wyłącznie  z chęcią „puszczenia pawia w przestrzeń publiczną”. Miejscem akcji jest ponure miasto, którego zabudowa pozostawia wiele do życzenia. Szacki zdecydowanie nie może pogodzić się z tym, jak współcześni budowniczy zmasakrowali ostoję cywilizacji północno-wschodniej Polski. 

Odmieniony Teo

W życiu Szackiego zmieniło się nie tylko miejsce pracy, ale przede wszystkich nastąpiła pewna stabilizacja w życiu prywatnym. W książce „Gniew” Teo okazuje się być kandydatem na przyszłego męża, ale i realizuje się jako ojciec. W ostatnim tomie trylogii znalazło się sporo miejsca dla córki prokuratora - Heleny, która okazuje się być istną kopią swojego ojca. 
Zmian jest sporo, jednak nie da się ukryć, że to właśnie warstwa obyczajowa „Gniewu” wypada prawdopodobnie najsłabiej w porównaniu z poprzednimi częściami cyklu. Ciężko określić, czy Szacki w tej części jest człowiekiem mniej odważnym, bardziej smutnym, a może wypełnionym czymś na kształt smutku przemijania. Co więcej dialogi między bohaterami bywają płytkie i tak naprawdę niewiele wnoszące do całości. 

Rozczarowanie? 

Analizując „Gniew” okazuje się, że można znaleźć w tej książce sporo powodów, aby „powybrzydzać”, wynika to z pewnością z tego, że Zygmunt Miłoszewski w poprzednich częściach bardzo wysoko postawił poprzeczkę. Jest jednak coś w narracji, stylu, przekazie tego autora, co wciąga, satysfakcjonuje i daje poczucie czytelniczej uczty
To, co wyróżnia książkę „Gniew” od poprzedniczek to nastrój - pełen smutku, goryczy, złości. Atmosfera tej powieści budzi grozę, a gdybyśmy chcieli przełożyć to na kolory, byłby to obraz w odcieniach szarości i czerni. „Gniew” jest dużo bardziej dramatyczny. To, co dzieje się na końcu książki może wyprowadzić z równowagi najbardziej spokojnego czytelnika, a samo zakończenie posiada moc zdezorientowania nawet największego fana powieści Zygmunta Miłoszewskiego. Czy czuję się rozczarowana z powodu zakończenia? 

Raczej nie. 
Ale zaskoczona - owszem. Życzę Wam i sobie wielu tak wciągających książek. 
Do widzenia Panie Szacki. 

Słowem zakończenia dodam, że szczerze polecam Wam tę trylogię w szczególności Ziarno prawdy, a sama planuję zakup pozostałych książek tego autora. Co myślicie o Bezcennym?

Gniew [Zygmunt Miłoszewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Trylogia Zygmunta Miłoszewskiego:
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Gniew

Dlaczego tak bardzo cenimy „zrzędliwych, socjopatycznych mizantropów
będących bohaterami książek? 
Może dlatego, że zazwyczaj są jednocześnie inteligentni? 

piątek, 4 marca 2016

#142 Eleonora i Park („Przy Parku nie istnieje wstyd. Nic nie jest nieprzyzwoite. Bo Park jest słońcem...”)

Eleonora i Park
Rainbow Rowell
340 stron
Wydawnictwo Otwarte
Ocena: 6/10
Premiera: 16/03/2015
-Powiedz coś żebym nie czuł się tak głupio.
-Nie czuj się głupio, Park.
-Dzięki.”*

Dzisiaj przybywam do Was z książką, która została przeze mnie przeczytana jako pierwsza w 2016 roku. „Eleonora i Park” - książka, na którą polowałam bardzo długo. Wychwalana, promowana i obecna na większości blogów, które obserwuję. Nie mogłam nie sprawdzić, co kryje w środku. 

Eleonora i Park” to taka trochę historia Romea i Julii XXI wieku, ale z nadzieją na lepsze zakończenie. Przede wszystkim jest to powieść o miłości dwójki szesnastolatków. Jeśli ktoś waha się, czy taka istnieje, książce autorstwa Rainbow Rowell z pewnością uda się zetrzeć w pył wszelkie wątpliwości. 

Przy Parku nie istnieje wstyd. Nic nie jest nieprzyzwoite. Bo Park jest słońcem. I tylko tak potrafiła to sobie wyjaśnić.”*

* * *

Eleonora to ta dziewczyna, której burza rudych loków przysłania cały świat. Jest biedna, skryta, a przy tym bardzo inteligentna i wrażliwa. Park z kolei - w połowie Koreańczyk - chłopak, dla którego prowadzenie samochodu w obecności ojca jest tragedią, nie spodziewał się, że kiedykolwiek zwróci uwagę na pulchną koleżankę, która musiała usiąść akurat obok niego w szkolnym autobusie. 
Jak to w życiu bywa, strzała miłości potrafi uderzyć w najmniej spodziewanej chwili. Choć bohaterowie początkowo nie darzyli się sympatią, z czasem zaczynało łączyć ich coraz więcej. 
Kto się czubi, ten się lubi” - a może nawet kocha.


[Źródło]
Eleonora i Park” to jednak nie tylko powieść o miłości. Przede wszystkim jest to książka o przemianie i o tym, jak bardzo jesteśmy się w stanie zmienić pod wpływem drugiego człowieka. Rainbow Rowell porusza w swojej powieści wiele bardzo trudnych i delikatnych tematów. Jednym z nic jest znęcanie, którego na co dzień doświadcza Eleanora z rąk ojczyma. Na tle książki wyróżnia się także problem relacji między ojcem a synem, który znajduje odzwierciedlenie w tym, jaki pomysł na siebie ma Park, a jak przyszłość wyobrażają sobie jego rodzice. 

Pomimo tak „mocnych” tematów, książka Rainbow Rowell niestety nie wzrusza, nie ekscytuje, ani nie wzbudza żadnych innych skrajnych uczuć. Mam słabość do porównywania „Eleonory i Parka” do innych powieści młodzieżowych, w tym na przykład do książek autorstwa Johna Greena i tu niestety trzeba przyznać, że wypada blado w porównaniu z Gwiazd naszych wina, czy Szukając Alaski
Wydaje mi się, że znam przyczynę tego stanu, a właściwie dwie przyczyny. Pomimo humoru, ale i dramatu, czy też smutku na stronach powieści, Rainbow Rowell zastosowała zbyt luźny - młodzieżowy styl, a przesadnie uproszczony język sprawia, że książkę zwyczajnie momentami źle się czyta. Druga wada to wspomniane wyżej humor, smutek, dramat - jednocześnie. Autorka w tej małej książeczce dotknęła tak wielu ważnych problemów, że naprawdę chyba nie zajęła się żadnym z nich na poważnie, czyli analizując go do głębi. 

Zaletą „Eleonory i Parka” jest z pewnością naprzemienność narracji. Wydarzenia pisane z perspektywy dwójki bohaterów dają nam możliwość obiektywnej oceny rzeczywistości. 

Jeśli macie ochotę na lekką, mało wymagającą powieść należącą do gatunku tzw. young adult - „Eleonora i Park” na pewno się sprawdzi. Jeśli jednak liczycie na bardziej skomplikowaną i złożoną powieść młodzieżową - zrezygnujcie. Lepiej zaoszczędzić rozczarowań. 

Eleonora i Park [Rainbow Rowell]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Inne książki autorstwa Rainbow Rowell:

  
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Eleonora i Park

Czy polecacie książki autorstwa Rainbow Rowell? 
A jeśli nie, to czy lubicie powieści z gatunku young adult? 

Miłego weekendu Mole!
@absurdalna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...