piątek, 11 grudnia 2015

#136 Ewangelia według Piłata („A więc, być może, ty jesteś pierwszym chrześcijaninem?”)

Ewangelia według Piłata
Éric-Emmanuel Schmitt
352 stron
Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena: 7/10
Po pierwsze, ta religia zrodziła się w nieodpowiednim miejscu: Palestyna jest ziemią małego narodu, który nie ma znaczenia ani wpływów w dzisiejszym świecie. Ponadto Jeszua głosił swoje nauki wyłącznie wśród analfabetów; za uczniów obrał sobie prymitywnych rybaków znad Jeziora Tyberiadzkiego, którzy z wyjątkiem Johanana mówią tylko po aramejsku, ledwie znają hebrajski i bardzo źle grecki.

Czymże stanie się jego historia, gdy wymrą ostatni świadkowie? (...) Nie dał sobie czasu na przekonanie zbyt wielkiej liczby ludzi, zwłaszcza ludzi znaczących w świecie.”*

Kiedy czytam te słowa kilka razy pod rząd uzmysławiam sobie, że te zdania to nie tylko krzyk człowieka niewierzącego, ale wnioski oparte o rzeczywistość i o historyczne fakty, które niegdyś naprawdę się wydarzyły. 

Do listy książek autorstwa Érica-Emmanuela Schmitta, które przeczytałam, dołączyła ostatnio „Ewangelia według Piłata” - książka która daje „religijno-refleksyjnego kopa”. 

. . . 

Jak wyglądałaby Dobra Nowina, gdyby stworzył ją rzymski prefekt Judei? 

Otóż wyglądałaby całkiem inaczej, ale według mnie nie oznacza to, że byłaby zła. Wręcz przeciwnie. Być może to co piszę dla wielu może okazać się kontrowersyjne, ale w momencie kiedy w coś nie wierzymy, a nie jest nam to obojętne - zadajemy pytania, drążymy temat - niczym zadający setki pytań dziennie czterolatek staramy się znaleźć rozwiązanie. Kiedy żyjemy definiując siebie jako ludzi wierzących - przestajemy. Dlaczego? Wykazujemy się na co dzień w stosunku do wiary wielką obojętnością. O wielu jej aspektach nie mamy, bądź nie chcemy mieć pojęcia i zamiatamy tę niewiedzę  pod dywan. Skoro wierzę, nie muszę poddawać mojej wiary jakiejkolwiek dyskusji. Nie do końca. 

 „Tak, jestem królem, królem z innego świata, tego, skąd przyszedłem i dokąd powrócę, a który trzeba tutaj dopiero stworzyć. Przybyłem tutaj, do Palestyny, aby mówić o prawdzie. Każdy, kogo interesuje prawda, słucha tego, co mam do powiedzenia.”*

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu książki Schmitta była taka: co byście zrobili , gdyby ktoś dzisiaj przyszedł do Was, ktoś całkiem nieznajomy i powiedział, że jest Zbawicielem. Albo inaczej: królem, ale nie tego świata. No cóż, każdy chyba potrafi sobie wyobrazić taką sytuację. Powiecie mi, dobrze ale początki naszej wiary sięgają innych czasów, a co za tym idzie innych ludzi, innej mentalności innych tradycji. Tak. Ale to nie zmienia faktu, że Ci sami ludzie MIELI ŚWIĘTE PRAWO nie uwierzyć. 

. . .

Książka pt. „Ewangelia według Piłata” składa się z dwóch części. W pierwszej młody Galilejczyk o imieniu Jeszua, który ma świadomość, że wkrótce zostanie skazany na śmierć wspomina swoje życie. Jawi się on nam jako człowiek uduchowiony, inteligentny, ale jednocześnie bardzo słaby i delikatny pod względem fizycznym, który cały czas szuka swojej ścieżki życia. Zdecydowanie nie widać w nim przywódcy, ani jego wybitnych zdolności do perswazji. Jeszua początkowo sam jest zdziwiony swoimi zdolnościami, np. uzdrawiania ludzi, a przede wszystkim tym, że tak bardzo odróżnia się od swoich rówieśników, a nawet całego społeczeństwa. Chcemy uwierzyć w jego misję i rolę, którą ma odegrać dla wszystkich ludzi, ale tak naprawdę sam Jeszua nam w tym nie pomaga. 

Ja także, podobnie jak Kajfasz, jak inni kapłani, jak większość spośród nas, oczekiwałem na przyjście Mesjasza w pełni chwały, czekałem na człowieka silnego i potężnego, który by najpierw dał się poznać jako wielki generał lub wielki król.”*

Nasze obawy w stosunku do Jeszui najlepiej odzwierciedla druga część powieści Schmitta. Piłat w pisanych przez siebie listach opowiada, jak doszło do ukrzyżowania Jezusa. W naszej podświadomości Piłat - to ten zły. Skazał Jezusa na śmierć. A czy miał inną możliwość?
Skoro ludzie przybywali do niego skarżąc się, że w kraju znajduje się ktoś nazywający siebie królem. Skoro dał społeczeństwu możliwość uwolnienia jednego z więźniów, a oni wybrali Barabasza? Piłat spełniał swoją pracę, która kosztowała go bardzo wiele. Chciał uwierzyć, jak jego żona Klaudia, ale jednocześnie choć raz w życiu chciał zobaczyć materialne świadectwo sam, a nie tylko dowody pozostawione przez innych. Można powiedzieć, że wszędzie przybył za późno, i że jego czątkowa wiara nie została poparta empirycznymi dowodami. 

...zawsze będzie jedno tylko pokolenie chrześcijan: tych, którzy widzieli Jeszuę zmartwychwstałego. Ta wiara zgaśnie wraz z nimi, z ludźmi tego pokolenia, z chwilą gdy zamknie powieki ostatni starzec przechowujący w pamięci twarz i głos żywego Jeszui. 

- Nie będę więc nigdy chrześcijaninem, Klaudio. Ja bowiem niczego nie wiedziałem; wszystko przegapiłem, przybyłem za późno. Gdybym chciał wierzyć, musiałbym najpierw uwierzyć w świadectwo zostawione przez innych.”*

Na tym właśnie polega proces niewiary. Nie wierzymy w świadectwo zostawione przez innych, a jeśli nam się to uda jesteśmy niczym PIERWSZE POKOLENIE CHRZEŚCIJAN. 

Ewangelia według Piłata” to książka nietuzinkowa, której warto poświęcić swój czas. Przełamuje temat tabu i pokazuje oryginalną historię zbudowaną na fundamentach, które przez dużą część społeczeństwa są nie do ogarnięcia zwyczajnym ludzkim rozumem. Polecam. 

Inne książki tego autora,
których recenzje znajdziesz na blogu: 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Ewangelia według Piłata

Zostawiam Was ze swoimi refleksjami na cały weekend. 

Co myślicie o tej książce? 
Zapraszam na: @absurdalna

2 komentarze:

  1. Nie mam obecnie ochoty na taką specyficzną książkę, ale w przyszłości kto wie. Może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spotykam same pozytywne recenzje tej książki. I czuję wielką chęc, aby dokładnie poznać jej treść.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...