poniedziałek, 28 grudnia 2015

#139 Małe wielkie odkrycia („Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów...”)

Małe wielkie odkrycia
How We Got To Now
Steven Johnson 
288 stron
Wydawnictwo Sine Qua Non

Ocena: 7/10
Premiera: 2 grudnia 2015
Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.”*

Każdego dnia jesteśmy bombardowani ze wszystkich stron nowinkami technicznymi i wieloma odkryciami naukowymi. Tymczasem świat codzienności również potrafi być niezwykły i zaskakujący. Takie przesłanie niesie za sobą książka Stevena Johnsona „Małe wielkie odkrycia”, która propaguje naukę i wiedzę, ale w sposób nienachalny.

. . . 

Steven Johnson to amerykański twórca i autor takich książek jak: „Odkrywanie mózgu: co wiemy o sobie dzięki nowym odkryciom neurobiologii”, oraz „Umysł szeroko otwarty” - reportażu na temat pracy ludzkiego mózgu.



Małe wielkie odkrycia” to kolejny przykład literatury popularnonaukowej, który wyszedł spod jego pióra, a jednocześnie książka systematyzująca wiedzę na temat osobliwości rzeczy, które otaczają nas każdego dnia.



Steven Johnson w „Małych wielkich odkryciach” uświadamia nam, że jedno odkrycie pobudzało stworzenie kolejnego. Autor w swojej książce opisuje nam historie, który doprowadziły do powstania szkła, żarówki, okularów, czy zegarka. Subiektywnie rzecz ujmując, najbardziej spodobała mi się historia odkrycia lodu, który na zawsze zrewolucjonizował transport pożywienia. Mało kto z nas zdaje sobie sprawę, że po odkryciu ruchomej czcionki przez Gutenberga, ludzie dowiedzieli się o swojej wadzie wzroku. W końcu wcześniej nikt nie czytał książek, a co więcej nie starał się pisać. 

Małe wielkie odkrycia” to książka inspirująca, łącząca w sobie styl potoczny z namiastką stylu naukowego - zdecydowanie ten pierwszy do mnie bardziej przemawia. Książka Stevena Johnsona jest podana w atrakcyjny sposób, dlatego ta forma przekazu jest dobra dla czytelników w każdym wieku. 

Znaczenie większości przedmiotów ukazanych w tym zestawieniu można określić jako pozornie trywialne, jednak gdyby nie one, nie wiadomo na jakim etapie rozwoju byśmy utknęli. 
Małe wielkie odkrycia” polecam wszystkim - Małym i Dużym Odkrywcom

Małe wielkie odkrycia [Steven Johnson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania
dziękuję
Wydawnictwu Sine Qua Non
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Małe wielkie odkrycia

Witajcie po Świętach!
Czy pod Waszymi choinkami znalazło się miejsce
dla książkowych prezentów? 

Co sądzicie o Małych wielkich odkryciach?
Czy to książka dla Was? 

Czekam na Wasze opinie
i życzę udanego tygodnia!




piątek, 25 grudnia 2015

#138 Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?

Jak rozmawiać o książkach,
których się nie czytało?

Pierre Bayard
160 stron
Państwowy Instytut Wydawniczy 
Ocena: 6/10
Czasem trudno stwierdzić, czy mówimy prawdę, czy kłamiemy, oświadczając, że czytaliśmy jakąś książkę. Byłoby to możliwe, gdyby istniała wyraźna granica oddzielająca czytanie od nie-czytania, tymczasem większość naszych spotkań ze słowem pisanym przybiera formy, które sytuują się między tymi dwiema skrajnościami.”*

Jestem świeżo po lekturze, która wyszła spod pióra Pierre'a Bayarda - francuskiego literaturoznawcy. 
Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?” to obszerny esej, którego autor w dużym skrócie stara się porzucić czytanie książek „od deski do deski” i klasyczną wizję „nieskazitelnej kultury (...) narzucaną od dziecka przez rodzinę i instytucje edukacyjne” na rzecz nie-czytania, które też jest według niego swego rodzaju sztuką.

Na czym polega paradoks czytania opisany przez Bayarda i dlaczego jego książka jest tak bardzo kontrowersyjna? 
O tym w dzisiejszym poście. 

. . . 

Zacznijmy od tego, że po przeczytaniu krótkiej książki Bayarda - niezależnie od tego, czy zostanie odebrana pozytywnie, czy też negatywnie - na czytanie książek spogląda się inaczej. Francuski pisarz w swoim eseju wielokrotnie podkreśla, że inteligentny książkowy robak to nie ten, który czyta, co mu wpadnie w ręce, ale ten, który dokonuje konkretnej selekcji. Mało tego. Czasem sama selekcja nie wystarcza. Niekiedy dopiero w połowie czytanej książki, stwierdzamy że jest totalnie nie w naszym guście, wtedy powinniśmy porzucić ją w kąt i „uwolnić się od nakazu czytania”*, nie wstydząc się jednocześnie dzielenia opinią o książce z innymi. Finalnie według Bayarda ważniejsza niż treść książki jest cała jej „otoczka”. Aby wyrazić opinię na temat dzieła nie musimy go czytać, nie musimy nawet kojarzyć autora, ani tym bardziej jego pozostałej twórczości. Do wyrażenia opinii na temat utworu wystarczy nam jego przekartkowanie, podsłuchanie fragmentów opinii innych. W końcu i tak w większości przypadków zapominamy to, co kiedyś przeczytaliśmy, a jeśli uda nam się coś zapamiętać z treści książek, to finalnie każdy z nas zapamiętuje co innego. I każdy z nas ma w głowie inny obraz tej samej książki. 


Początkowo to, co napisał Pierre Bayard, wydawało mi się czystą herezją, ale z czasem... Z czasem uznałam, że ten facet może mieć sporo racji. W końcu przeczytanie wszystkich książek, które szczerze chcielibyśmy poznać, jest rzeczą niemożliwą. Inteligencja w codziennym życiu też jest postrzegana jako swobodna zdolność wypowiadania się na różne tematy - nie tylko te związane z naszą specjalizacją, czy zawodem. Pamięć ludzka jest ulotna, jednak czytanie coraz większej ilości nieprzypadkowych książek sprawia, że nawet na temat dzieł, które znamy ze słyszenia, będziemy mogli się wypowiadać całkiem płynnie i bezproblemowo. 

Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?” to z pewnością esej pobudzający do refleksji. Według mnie jednak tylko w wybranych fragmentach. Na szczególną uwagę zasługuje wstęp i równie krótki epilog. Jak się okazuje, to tam można znaleźć całą esencję wiedzy, którą chciał nam przekazać Pierre Bayard. Wnętrze to nagromadzenie przykładów autorów, postaci, bohaterów i dzieł, którzy służą prezentacji rodzajów nie-czytania, a także sytuacji, w których znalazły się osoby nie znające wybitnych dzieł, a w końcu sposoby, jak wybrnąć z tak trudnego położenia, jak nieznajomość dzieł klasyków. Dla niewprawionego w czytanie tego typu utworów, wnętrze książki Bayarda może okazać się nudnym rozwinięciem tego, co już wiemy na podstawie wstępu

. . . 

Są tacy, który książkę francuskiego pisarza nazywają pochwałą słodkiego lenistwa - i właściwie trudno im się dziwić, skoro autor pisze, że rozmawiając o jakimś utworze można, a wręcz należy ominąć biografię twórcy, a niekiedy i samo źródło, czyli książkę. Pierre Bayard zachęca nas do wydawania oceny o książce na podstawie opinii o twórcy, albo uśrednionej opinii innych ludzi na temat samego utworu. Fakt, że często zapominamy przeczytane dzieła, ale czy taki sposób nie rozmija się z wartościami jakie niesie za sobą rzetelna recenzja czy rekomendacja? 

Człowiek kulturalny i oświecony czytać powinien. To nie ulega wątpliwości. Lecz nie wszystko i nie naraz. „Przejście [bowiem] przez książkę”* nie jest równoznaczne z zyskaniem miana świadomego czytelnika. Panie Bayard, tutaj miał Pan całkowitą rację. 
Nad resztą pomyślę. 



Wielka Inspiracja


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?

Co sądzicie o idei nie-czytania? 
Czy naprawdę można wydać opinię na temat książki, 
której nie miało się rękach? 

Wydaje mi się, że z książką jest jak z człowiekiem. 
Może nie każdy jest piękny, ale czasem chwila rozmowy uświadamia nam, 
że ktoś nie jest skończonym idiotą, za jakiego go uważaliśmy. 

Co podczytujecie w trakcie Świąt? 


środa, 23 grudnia 2015

#15 Między książkami. Co nasi bliscy znajdą pod choinką?


Jest poniedziałkowy wieczór. Siedzę samotnie przed komputerem, zajadając się mandarynkami, które jako jedyne w tym roku przypominają mi klimat, a przede wszystkim zapach świąt. Większość moich znajomych już dawno wymknęła się do domu. Tylko ja mam zajęcia przez całe wtorkowe popołudnie. 
Dzisiaj cały dzień świeciło słońce. Pogoda przypomina bardziej październik, czy kwiecień, ale na pewno nie grudzień. Czas szykować kółka do sanek

Dość bycia malkontentem. Dzisiejszego wieczoru przeglądam także oferty księgarni internetowych. Zastanawiam się, którą książkę Polacy najchętniej kupowali na prezent pod choinkę. Choć sama większą wagę przywiązuję do upominków z okazji 6 grudnia, miło jest pomarzyć o kolejnej dawce podarków dla bliskich. 

W momencie publikacji wpisu będę zapewne siedzieć w tłocznym autobusie, w drodze do domu i po raz kolejny będę zastanawiać się, jak to się stało, że 2015 rok dopiero co się zaczął, a już się kończy? Naprawdę nie mam pojęcia. Czas ucieka między palcami nie tylko mnie. Mam nadzieję, że uda nam się zatrzymać choć na chwilę w najbliższych dniach. 

Życzę, aby te Święta upłynęły Wam z dala od smutków i rozterek i okazały się naprawdę przemiłym czasem spędzonym w gronie rodziny. Na większe podsumowania książkowo-życiowe i tak jeszcze przyjdzie czas. 

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować 5 książek, które według mnie zdominowały na koniec roku rynek polskich książek. Oto i one: 

. . . 

Siedem życzeń 
Publikacja zbiorowa
408 stron
Wydawnictwo Filia
Premiera: 04/11/2015
Wystarczy spojrzeć na tę okładkę, by poczuć klimat Świąt Bożego Narodzenia. Tak naprawdę Siedem życzeń zdaje się być lekarstwem dla tych, którzy dotychczas nie wpadli na żaden innych pomysł na prezent, a chcą podarować bliskiej osobie książkę w klimacie zimowej, magicznej i przede wszystkim śnieżnej nocy. 
Siedem życzeń to jedyna książka w tegorocznym zestawieniu, która przypomina wpis z ubiegłego roku o lekturach o tematyce typowo świątecznej. Więcej możecie znaleźć pod tym linkiem
Publikacja zbiorowa, której okładkę widzicie powyżej to tak naprawdę zbiór kilku klimatycznych opowieści. 

Śnieg ciągle pada, zaspy uniemożliwiają jazdę samochodom, a prąd w całej okolicy zostaje odcięty. W małym pensjonacie koło Pięknej Góry, tej Wigilii, wbrew swojej woli, spotka się kilka rodzin. Okna Pensjonatu rozświetlą się, a jego pokoje wypełni gwar rozmów. Niespiesznych, i chociaż przypadkowych, pełnych nadziei na lepsze jutro. (...) Jeden Pensjonat, jeden wieczór, kilka opowieści...*

. . . 

Kołonotatnik z Bohaterem
Małgorzata Halber
416 stron
Wydawnictwo Znak
Premiera: 12/10/2015

Zacznijmy od tego, że niezależnie czy ktoś zna Bohatera, czy też nie - jego teksty trafiają do wszystkich i każdy może się z nimi utożsamić. Bohater to lajfstajlowy komiks dla aktywnych i cieszących się życiem. Wesołe przygody ziemniaka skrzyżowanego z mrówkojadem rysowane na rachunkach za gaz przez Małgorzatę Halber. Obrazki o tym jak się w środku czujesz, ale nikomu przecież nie będziesz tego mówić. W ciągu trzech lat 40 tysięcy osób zadeklarowało, że ma tak samo.*
Bohater to może marna książka jeśli chodzi o sedno znaczenia tego słowa, ale z pewnością genialny i zabawny gadżet. 

Tak, jestem studentem.
Trochę zdziczałym.
 

. . . 

Harry Potter
Książka do kolorowania

Praca zbiorowa
96 stron
Wydawnictwo Otwarte
Premiera: 16/11/2015

Szał kolorowania ciąg dalszy. Dla wszystkich fanów Harry'ego Pottera - zarówno tych młodszych, jak i starszych - Wydawnictwo Otwarte przygotowało kolorowankę, która ożywia na kartach papieru głównych bohaterów, ale także fantastyczne stworzenia i niebezpieczne przedmioty. Zajrzyj do zakamarków Hogwartu, odkrywaj też inne niezwykłe miejsca w świecie czarodziejów.* 
Mam nadzieję, że wraz z tą książką niektórzy z Was znajdą także wypasiony zestaw kredek

. . . 

Dziewczyna z pociągu
Paula Hawkins
328 stron
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 7/10
Premiera: 21/10/2015

Tak, tak, tak. A ja znowu piszę o tej książce. Ale cóż poradzić kiedy to nadal bestseller większości księgarni i wiele Moli Książkowych jeśli nie znalazło jej w prezencie od Mikołaja, z pewnością zobaczy ją pod swoją choinką. 

Bohaterką książki Pauli Hawkins jest Rachel. Kobieta pogrążona w alkoholizmie, zdradzona przez męża, osamotniona i użalająca się nad sobą. Rachel codziennie o 8:04 wsiada do pociągu w kierunku Euston, by o 17:56 wrócić, mijając te same budynki, tych samych ludzi i te same krajobrazy. 

Jedni z nas w czasie podróży słuchają muzyki, inni pogrążają się w lekturze, a Rachel czerpie przyjemność z podglądania innych za oknem i snucia historii na temat nieznajomych. Szczególną uwagę poświęca młodemu małżeństwu. Nadaje im nawet wymyślone przez siebie imiona. Z czasem jednak przekracza barierę obcej osoby i staje się kimś więcej w życiu dotąd idealnych ludzi, a dzieje się tak za sprawą tajemniczego zaginięcia bohaterki jej wymyślonych historii. 
Co się z nią stało? Czy ktoś ją zabił? A jeśli tak, dlaczego? 
Czy Rachel ma coś wspólnego z zaginięciem obserwowanej osoby? 

. . . 

Gwiezdne wojny
Jak podbiły wszechświat?

Chris Taylor
480 stron
Wydawnictwo Znak Horyzont
Premiera: 30/11/2015
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
Oto i jest książka dla prawdziwego fana Gwiezdnych Wojen, który chce się smakować premierą Przebudzenia Mocy nieco dłużej niż tylko dwie godziny kinowego seansu. 

Taylor szuka odpowiedzi na pytanie, jak Gwiezdne wojny przyciągnęły i zainspirowały miliony i dlaczego będą rozpalać naszą wyobraźnię i zarabiać gigantyczne pieniądze przez kolejne pokolenia.*

. . . 

Grafika: matras.pl
Tekst z *: lubimyczytac.pl

Jak Wam się podobają moje książkowe propozycje? 
Co podarowaliście bliskim w prezencie pod choinkę? 

Pysznych, ciepłych Świąt Mole!
Widzimy się niebawem. :)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

#Zapowiedzi: Kuracja samobójców (tom II), Trawa bardziej zielona

Kuracja samobójców 
TOM 2
Suzanne Young

448 stron
Wydawnictwo Feeria
Premiera: 13/01/2016
Cykl PROGRAM:
(na podstawie goodreads.com)

#0,5 (The Remedy)
#1 Plaga samobójców (The Program) | #2 Kuracja samobójców (The Treatment)

Wśród książek, które zostaną wydane przez Wydawnictwo Feeria na początku 2016, znajdują się dwie pozycje, które szczególnie przykuły moją uwagę. 
Jak wiecie w ciągu 2015 roku wielokrotnie zdarzało się recenzować książki od Ferii. Raz były to bardziej, innym razem mniej przychylne opinie. Wierzę jednak, że Kuracja samobójców będąca kontynuacją I tomu cyklu Program, okaże się naprawdę wciągającą i oderwaną od rzeczywistości historią. 

Tych, którzy nie czytali pierwszego tomu, odsyłam do recenzji. A dla tych, którzy już przymierzają się do kontynuacji, krótki opis fabuły najnowszej książki. 

Sloane i James podjęli próbę ucieczki przed epidemią i programem, ale zagrożenie nie znikło. Bo program nie chce o nich zapomnieć… Teraz, dołączywszy do grupy buntowników, muszą uważać na to, komu mogą zaufać, i znaleźć sposób na obalenie programu oraz powstrzymanie epidemii. A to jest bardzo trudne, gdy w pamięci mają tyle białych plam. Pomóc im może tylko kuracja – tajemnicza tabletka, która może przywrócić wspomnienia. Za bardzo wysoką cenę. I istnieje tylko jedna dawka.

. . . 

Druga pozycja, na której premierę czekam, nosi tytuł Trawa bardziej zielona. Jest to całkowite przeciwieństwo Kuracji samobójców. Książka życiowa z bohaterami bardzo podobnymi do nas samych. Mam nadzieję, że prostocie tej książki jest ukryta bardzo poruszająca historia. 

Trawa bardziej zielona
Magdalena Kołosowska
312 stron
Wydawnictwo Feeria
Premiera: 14/01/2015
Znaleźć miłość w najmniej spodziewanym momencie. Odkryć w sobie pasję i pozwolić, by marzenia stały się rzeczywistością. Odrzucić schematy, w które wtłoczyło nas życie, i wreszcie nabrać wiatru w żagle. Otworzyć się na pojawiające się na naszej drodze możliwości i odnaleźć siebie… Nic nie zapowiadało takiego rozwoju wypadków. Pochopnie podjęta decyzja o małżeństwie postawiła 30-letnią Maję na życiowym rozdrożu. Papierowe małżeństwo, praca nie dająca prawdziwej satysfakcji, samotność, poczucie wypalenia. 

Wszystko zmieniło się jednak podczas krótkiego wypadu z przyjaciółką na Mazury. To tamtejsze spotkanie dało Mai i Moni impuls do życiowych zmian. Życie nie zawsze toczy się jednak liniowo, a konsekwencje pewnych decyzji ujawniają się w najmniej spodziewanym momencie, ku zaskoczeniu otoczenia, a nawet samych zainteresowanych. Trawa bardziej zielona to pogodna i ciepła książka o odnajdywaniu zagubionej pasji życia, o potrzebie bliskości, którą odczuwa każdy z nas.




Zarówno Kuracja samobójców jak i Trawa bardziej zielona to propozycje od Wydawnictwa Feeria. Jeszcze dobrze nie skończył się rok 2015, a wydawnictwa zasypują nas kuszącymi nowościami. Czujecie się bombardowani zapowiedziami książek? 

Czy macie ochotę
na przeczytanie jednej z tych książek? 
Czekam na Wasze opinie. 

środa, 16 grudnia 2015

#137 Dziewczyna z pociągu („I zobacz. Zobacz, do czego mnie zmusiłaś.”)

Dziewczyna z pociągu
Paula Hawkins
328 stron
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 7/10
Premiera: 21 października 2015
Ludzie, z którymi coś nas kiedyś łączyło, nie pozwalają nam odejść i żebyśmy nie wiem, jak bardzo próbowali, nie wyplączemy się z tego, nie uwolnimy. Może po pewnym czasie przestajemy po prostu próbować.”*

WSZĘDZIE DOBRZE, 
GDZIE NAS NIE MA. 

Tak myślała główna bohaterka książki Pauli Hawkins. Czy jest wśród nas - czytelników - osoba, która nie widziała okładki „Dziewczyny z pociągu”? Szczerze wątpię
The Girl On The Train” to bestseller wszystkich większych księgarni, który ukazał się w 47 krajach. Prawa filmowe sprzedano wytwórni Dreamworks. Sam Stephen King z okładki przekonuje nas, że nie wyspał się właśnie przez „Dziewczynę z pociągu”. Co więcej, w czasie gdy czytacie te słowa, ktoś już zapewne kupił kolejny egzemplarz (minęło jakieś 6 sekund). Szaleństwo to mało powiedziane. 

Dobra książka, czy dobry marketing? 
A może jedno i drugie?

. . . 

Czuję czytelniczy niesmak, gdy jakaś książka jest tak intensywnie reklamowana, że mam wrażenie, że znajdę ją też w swojej lodówce. Czuję też jednocześnie wielką ciekawość. Może pomijając ją w swoich czytelniczych planach, tracę coś wyjątkowego? 
Dziewczynę z pociągu” otrzymałam w prezencie, stąd powyższy konflikt szybko się rozwiązał. Zmodyfikowałam nieco listę lektur do przeczytania w grudniu i nie żałuję, bo czuję, że dzięki Pauli Hawkins zażegnałam deptający mi po piętach kryzys czytelniczy. 


Kluczem do zrozumienia tej książki jest dostrzeżenie, że wysnuty przez nas samych obraz innych ludzi, często mija się z prawdą. Bohaterką książki Pauli Hawkins jest Rachel. Kobieta pogrążona w alkoholizmie, zdradzona przez męża, osamotniona i użalająca się nad sobą. Rachel codziennie o 8:04 wsiada do pociągu w kierunku Euston, by o 17:56 wrócić, mijając te same budynki, tych samych ludzi i te same krajobrazy. 

Jedni z nas w czasie podróży słuchają muzyki, inni pogrążają się w lekturze, a Rachel czerpie przyjemność z podglądania innych za oknem i snucia historii na temat nieznajomych. Szczególną uwagę poświęca młodemu małżeństwu. Nadaje im nawet wymyślone przez siebie imiona. Z czasem jednak przekracza barierę obcej osoby i staje się kimś więcej w życiu dotąd idealnych ludzi, a dzieje się tak za sprawą tajemniczego zaginięcia bohaterki jej wymyślonych historii
Co się z nią stało? Czy ktoś ją zabił? A jeśli tak, dlaczego? 
Czy Rachel ma coś wspólnego z zaginięciem obserwowanej osoby? 


Dziewczyna z pociągu” jest wciągającym i pełnym napięcia thrillerem psychologicznym. Czy porywającym - tutaj bym polemizowała. Ta książka jest po prostu dobra. Paula Hawkins stworzyła zaledwie piątkę charakterystycznych bohaterów, przejrzystą fabułę co bardzo sobie cenię, będąc w czytelniczym kryzysie i nazwijmy to - dość przewidywalne zakończenie, co stwierdziłam po przeczytaniu opinii innych. Sama byłam chyba za bardzo zaślepiona życiem głównej bohaterki, by wymyślać teorie spiskowe w czasie czytania. 

Paula Hawkins porusza w swojej książce dwa bardzo ważne problemy. Pierwszym z nich jest choroba alkoholowa Rachel. Typowy przykład człowieka uzależnionego, pogrążonego w depresji, który nie może poradzić sobie z życiem i któremu nikt nie chce pomóc. Rachel traci pracę, zaczyna gromadzić długi, nie ma własnego mieszkania i to co jej zostało, to jedynie przyglądanie się, w jak szybkim tempie jej były mąż uwił sobie gniazdko z kochanką w domu, w którym niegdyś sama mieszkała. 

Alkoholizm bohaterki był w dużym stopniu spowodowany chorymi relacjami z Tomem. Jej toksyczny związek z byłym mężem polegał na tym, że gdy ona nadużywała alkoholu i mówiąc kolokwialnie urywał się jej film, on wmawiał jej wiele rzeczy, by później czuła się winna popełnienia czynów w alkoholowym marazmie


Najbardziej w tej książce podobało mi się, w jaki sposób Paula Hawkins połączyła dwie historie, pozornie całkowicie różne i biegnące jak dotąd dwutorowo. Taki zabieg zastosował na przykład Nicholas Sparks w jednej z moich ulubionych powieści pt. Najdłuższa podróż. Na pierwszy rzut oka, ludzie których spotkamy w tej powieści są tak różni, że to niemożliwe, by mieli ze sobą coś wspólnego. Jednak świat jest mały. Z czasem i oni zaczynają dzielić swoje problemy, historia zatacza koło. Zapętla się

Dziewczyna z pociągunie jest arcydziełem wśród thrillerów, ale na wielką uwagę zasługuje aspekt psychologiczny tej książki. 
Ta książka posiada genialny marketing. Nie wiem kto i dlaczego wydał tyle na jej promocję, ale się udało. Udało się, bo trzeba mieć świadomość, że „Dziewczyna z pociągu” w wielkim stopniu broni się sama. 

Szukałam historii, od której nie będę mogła się oderwać. Od książki Pauli Hawkins mogłam się oderwać, ale nie na długo. Bohaterowie chodzili za mną krok w krok i kusili mnie, bym poznała zakończenie. Polecam. 

Kładę się i gaszę światło. Nie zasnę, ale muszę spróbować. Myślę, że koszmary kiedyś odejdą, że kiedyś przestanę odgrywać to w nieskończoność w głowie, lecz na razie wiem, że czeka mnie długa noc. A muszę wcześnie wstać, bo nie zdążę na pociąg.”*

...Długo rozmyślałam nad sposobem, w jaki można poddać tę książkę ekranizacji. Zaciekawiło mnie to, bo „Dziewczyna z pociągu” w dużej mierze opiera się na przemyśleniach głównej bohaterki, opisie jej uczuć, aspekcie psychologicznym postaci. Na ekranie widzę bardzo dobrą, doświadczoną aktorkę, albo (słyszę) narratora-gawędziarza o interesującym głosie...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Dziewczyna z pociągu

Pytanie do Was:
Czytaliście książkę Pauli Hawkins? 

Co o niej sądzicie? 

Udanej reszty tygodnia Mole - 
zapraszam tutaj: @absurdalna



piątek, 11 grudnia 2015

#136 Ewangelia według Piłata („A więc, być może, ty jesteś pierwszym chrześcijaninem?”)

Ewangelia według Piłata
Éric-Emmanuel Schmitt
352 stron
Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena: 7/10
Po pierwsze, ta religia zrodziła się w nieodpowiednim miejscu: Palestyna jest ziemią małego narodu, który nie ma znaczenia ani wpływów w dzisiejszym świecie. Ponadto Jeszua głosił swoje nauki wyłącznie wśród analfabetów; za uczniów obrał sobie prymitywnych rybaków znad Jeziora Tyberiadzkiego, którzy z wyjątkiem Johanana mówią tylko po aramejsku, ledwie znają hebrajski i bardzo źle grecki.

Czymże stanie się jego historia, gdy wymrą ostatni świadkowie? (...) Nie dał sobie czasu na przekonanie zbyt wielkiej liczby ludzi, zwłaszcza ludzi znaczących w świecie.”*

Kiedy czytam te słowa kilka razy pod rząd uzmysławiam sobie, że te zdania to nie tylko krzyk człowieka niewierzącego, ale wnioski oparte o rzeczywistość i o historyczne fakty, które niegdyś naprawdę się wydarzyły. 

Do listy książek autorstwa Érica-Emmanuela Schmitta, które przeczytałam, dołączyła ostatnio „Ewangelia według Piłata” - książka która daje „religijno-refleksyjnego kopa”. 

. . . 

Jak wyglądałaby Dobra Nowina, gdyby stworzył ją rzymski prefekt Judei? 

Otóż wyglądałaby całkiem inaczej, ale według mnie nie oznacza to, że byłaby zła. Wręcz przeciwnie. Być może to co piszę dla wielu może okazać się kontrowersyjne, ale w momencie kiedy w coś nie wierzymy, a nie jest nam to obojętne - zadajemy pytania, drążymy temat - niczym zadający setki pytań dziennie czterolatek staramy się znaleźć rozwiązanie. Kiedy żyjemy definiując siebie jako ludzi wierzących - przestajemy. Dlaczego? Wykazujemy się na co dzień w stosunku do wiary wielką obojętnością. O wielu jej aspektach nie mamy, bądź nie chcemy mieć pojęcia i zamiatamy tę niewiedzę  pod dywan. Skoro wierzę, nie muszę poddawać mojej wiary jakiejkolwiek dyskusji. Nie do końca. 

 „Tak, jestem królem, królem z innego świata, tego, skąd przyszedłem i dokąd powrócę, a który trzeba tutaj dopiero stworzyć. Przybyłem tutaj, do Palestyny, aby mówić o prawdzie. Każdy, kogo interesuje prawda, słucha tego, co mam do powiedzenia.”*

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu książki Schmitta była taka: co byście zrobili , gdyby ktoś dzisiaj przyszedł do Was, ktoś całkiem nieznajomy i powiedział, że jest Zbawicielem. Albo inaczej: królem, ale nie tego świata. No cóż, każdy chyba potrafi sobie wyobrazić taką sytuację. Powiecie mi, dobrze ale początki naszej wiary sięgają innych czasów, a co za tym idzie innych ludzi, innej mentalności innych tradycji. Tak. Ale to nie zmienia faktu, że Ci sami ludzie MIELI ŚWIĘTE PRAWO nie uwierzyć. 

. . .

Książka pt. „Ewangelia według Piłata” składa się z dwóch części. W pierwszej młody Galilejczyk o imieniu Jeszua, który ma świadomość, że wkrótce zostanie skazany na śmierć wspomina swoje życie. Jawi się on nam jako człowiek uduchowiony, inteligentny, ale jednocześnie bardzo słaby i delikatny pod względem fizycznym, który cały czas szuka swojej ścieżki życia. Zdecydowanie nie widać w nim przywódcy, ani jego wybitnych zdolności do perswazji. Jeszua początkowo sam jest zdziwiony swoimi zdolnościami, np. uzdrawiania ludzi, a przede wszystkim tym, że tak bardzo odróżnia się od swoich rówieśników, a nawet całego społeczeństwa. Chcemy uwierzyć w jego misję i rolę, którą ma odegrać dla wszystkich ludzi, ale tak naprawdę sam Jeszua nam w tym nie pomaga. 

Ja także, podobnie jak Kajfasz, jak inni kapłani, jak większość spośród nas, oczekiwałem na przyjście Mesjasza w pełni chwały, czekałem na człowieka silnego i potężnego, który by najpierw dał się poznać jako wielki generał lub wielki król.”*

Nasze obawy w stosunku do Jeszui najlepiej odzwierciedla druga część powieści Schmitta. Piłat w pisanych przez siebie listach opowiada, jak doszło do ukrzyżowania Jezusa. W naszej podświadomości Piłat - to ten zły. Skazał Jezusa na śmierć. A czy miał inną możliwość?
Skoro ludzie przybywali do niego skarżąc się, że w kraju znajduje się ktoś nazywający siebie królem. Skoro dał społeczeństwu możliwość uwolnienia jednego z więźniów, a oni wybrali Barabasza? Piłat spełniał swoją pracę, która kosztowała go bardzo wiele. Chciał uwierzyć, jak jego żona Klaudia, ale jednocześnie choć raz w życiu chciał zobaczyć materialne świadectwo sam, a nie tylko dowody pozostawione przez innych. Można powiedzieć, że wszędzie przybył za późno, i że jego czątkowa wiara nie została poparta empirycznymi dowodami. 

...zawsze będzie jedno tylko pokolenie chrześcijan: tych, którzy widzieli Jeszuę zmartwychwstałego. Ta wiara zgaśnie wraz z nimi, z ludźmi tego pokolenia, z chwilą gdy zamknie powieki ostatni starzec przechowujący w pamięci twarz i głos żywego Jeszui. 

- Nie będę więc nigdy chrześcijaninem, Klaudio. Ja bowiem niczego nie wiedziałem; wszystko przegapiłem, przybyłem za późno. Gdybym chciał wierzyć, musiałbym najpierw uwierzyć w świadectwo zostawione przez innych.”*

Na tym właśnie polega proces niewiary. Nie wierzymy w świadectwo zostawione przez innych, a jeśli nam się to uda jesteśmy niczym PIERWSZE POKOLENIE CHRZEŚCIJAN. 

Ewangelia według Piłata” to książka nietuzinkowa, której warto poświęcić swój czas. Przełamuje temat tabu i pokazuje oryginalną historię zbudowaną na fundamentach, które przez dużą część społeczeństwa są nie do ogarnięcia zwyczajnym ludzkim rozumem. Polecam. 

Inne książki tego autora,
których recenzje znajdziesz na blogu: 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Ewangelia według Piłata

Zostawiam Was ze swoimi refleksjami na cały weekend. 

Co myślicie o tej książce? 
Zapraszam na: @absurdalna

poniedziałek, 7 grudnia 2015

#18 Podsumowanie listopada | Zapowiedzi na grudzień

Znalezione na tumblr.

3 książki
to i tak całkiem sporo
jak na bardzo zabiegany listopad.

Jednak na blogu wcale nie było nudno. Pojawiło się kilka zapowiedzi interesujących nowości, a także zaległe recenzje np. Biesów Fiodora Dostojewskiego (książki, do której przeczytania gorąco zachęcam). Listopad to także miesiąc, w którym obejrzałam wiele ciekawych filmów. Wśród nich na uwagę zasługuje Most szpiegów, który niedawno wszedł na ekrany kin. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się podzielić z Wami opinią na jego temat. 

Dzisiejszy post poświęcę jednak przypomnieniu trzech recenzji książek przeczytanych w listopadzie. Oto i one:


. . . 


. . . 




Za egzemplarze do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non i Wydawnictwu Znak Literanova

. gru . dzień . 

W grudniu zamierzam przeczytać książkę Korzeniec Zbigniewa Białasa (w wersji ilustrowanej od Wydawnictwa MG). Po tym, jak spodobała mi się powieść pod tytułem Tal (więcej można przeczytać tutaj), można się było spodziewać, że prędzej czy później na Niebieskiej Obwolucie pojawi się kolejna recenzja lektury spod pióra sosnowieckiego autora. 


W grudniu także opublikuję post o książce Fynf und cwancyś. Zabieram się do tego od dłuższego czasu, ponieważ to książka całkowicie nietrafiona pod względem mojego czytelniczego gustu. 


Listopad to miesiąc, w którym poczyniłam wiele zakupów (prezenty od siebie, dla siebie). Kto obserwuje mojego Instagrama, ten już może kojarzy tytuły książek. 
Nie wiem, czy do końca roku uda mi się przeczytać wszystkie pozycje z tego stosu, ale już dziś mogę Was zaprosić do przeczytania recenzji Wariatki z Komańczy Marii Nurowskiej, która ukazała się w poprzednim poście. 


Nie wyobrażam sobie grudnia bez wpisu podsumowującego mijający rok. Z każdego miesiąca wybiorę jedną książkę i w ten sposób postaram się stworzyć unikalne rekomendacje dla Was. Będzie to subiektywny wpis na temat najlepszych, przeczytanych książek w 2015 roku. 

W tym samym poście opublikuję informacje i zdjęcia na temat wszystkich książek z mojej biblioteczki, które czekają na przeczytanie, a w nowym roku mam nadzieję, że będę stopniowo stworzoną listę skracać. 

W niedalekiej przyszłości spodziewajcie się jednak recenzji: Małych wielkich odkryć S. Johnsona i Ewangelii według Piłata E.E. Schmitta. To książki, które aktualnie czytam. 

. . . 

5 grudnia zakończył się konkurs na moim blogu, w którym do wygrania była książka Między światami Roxany Saberi. Powędruje ona do Eweliny Wiśniewskiej (swoją drogą mojej imienniczki), z którą już skontaktowałam się mailowo. Gratuluję i życzę udanej lektury! Post z konkursem do znalezienia tutaj. 


Tradycyjnie dziękuję za Waszą dotychczasową obecność i zapraszam do odwiedzania Niebieskiej Obwoluty w grudniu. Niech to będzie piękny miesiąc i piękny czas dla wszystkich Moli Książkowych. 

Jakie książkowe prezenty przyniósł Wam Mikołaj?
POCHWALCIE SIĘ!

Instagram: 


Uwielbiam Wasze zdjęcia książek. 
Swoimi też się zachwycam - trochę prywaty.


piątek, 4 grudnia 2015

#135 Wariatka z Komańczy („Bieszczadzkiego nieba nie da się porównać z żadnym innym.”)

Wariatka z Komańczy
Maria Nurowska
272 strony
Ocena: 7/10
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 20 października 2015
Wioska, bo tak wolę nazywać Komańczę, położona jest w Bieszczadach, w południowo-wschodniej Polsce, można sprawdzić na mapie. Pojawiłam się tam jako uciekinierka od wielkomiejskiego życia. Chciałam odpocząć, pooddychać czystym powietrzem i... zostałam na kolejne lata.”*

Maria Nurowska to autorka ponad trzydziestu książek o tytułach takich jak: „Rosyjski kochanek”, „Tango dla trojga”, „Dom na krawędzi”, czy „Miłość rano, miłość wieczorem”.
Jej najnowsza powieść „Wariatka z Komańczy” szczególnie przykuła moją uwagę ze względu na tytuł oraz miejsce akcji. Komańcza to wioska oddalona tylko kilka kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości.
Wariatkę z Komańczy” postanowiłam podarować bliskiej osobie na Mikołaja, a jeszcze wcześniej zadecydowałam sama po nią sięgnąć...

. . . 


O czym jest „Wariatka z Komańczy”? Czy warto po nią sięgnąć? 
I komu warto polecić najnowszą powieść polskiej pisarki - o tym w dzisiejszym poście


Wariatka...” to druga książki Marii Nurowskiej, po którą miałam okazję sięgnąć. Jakiś czas temu przeczytałam powieść pod tytułem „Zabójca” (co swoją drogą przypomniałam sobie dopiero w momencie pisania posta). Gdybyście zapytali mnie, o czym była tamta książka, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Czytana dawno temu, zdecydowanie nie przykuła mojej uwagi. Trafiłam na nią przypadkiem i jeszcze szybciej niż trafiła w moje ręce, wypadła z nich w niepamięć. 

Całkiem inaczej było z „Wariatką z Komańczy”. 

Na „Wariatkę...” czekałam i „Wariatką” byłam zaintrygowana. Ot, zwykła ludzka ciekawość, co w pobliskiej miejscowości odnalazła główna bohaterka powieści Marii Nurowskiej. 
A znalazła całkiem sporo. Marta Kohn - znana malarka, której obrazy zachwyciły niejednego znawcę sztuki na świecie ma już dość wielkomiejskiego życia. Na zaproszenie pewnej osoby postanawia wybrać się w Bieszczady na nieplanowany wcześniej urlop. Urlop się przedłuża, a z czasem nawet przestaje nim być. Bieszczady stają się domem Marty - jedynym, prawdziwym, takim którego zawsze jej brakowało. A my... My stajemy się obserwatorami jej życia - zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości. Poznajemy jej trudne relacje z siostrą bliźniaczką, pierwsze miłości, ale i rozczarowania, osobiste tragedie, wzloty i upadki - jak to w życiu. 

Komańcza z kolei okazuje się być miejscowością zamieszkiwaną przez ludzi, którym często zdarza się nie tolerować ekscentryków (stąd też tytułowa wariatka). Niemniej jednak, gdy w życiu potrzebne jest wytchnienie w samotności, bieszczadzki kąt jak najbardziej spełnia swoją rolę


Po osiedleniu się w Bieszczadach, Marta nie spodziewała się, że w przyszłości trafi w nią strzała amora. Jak sama mówiła, nie wierzyła, że po śmierci męża będzie w stanie komuś zaufać tak, jak temu pierwszemu i jedynemu mężczyźnie. Wszystko się zmieniło, gdy do Komańczy przyjechała trójka francuskich architektów, którzy mieli zrekonstruować spaloną osiemnastowieczną cerkiew. Po burzliwych początkach znajomości Marta zostaje żoną jednego z nich – i oboje wyjeżdżają do Lwowa, gdzie Jean-Paul miał nadzorować prace nad renowacją jednego z zabytków. 

Kilkaset kilometrów dalej toczy się okrutna wojna, w którą Marta zostaje zamieszana głównie ze względu na swój charakter i chęć niesienia pomocy najsłabszym i najniewinniejszym z ofiar. Ostatecznie bohaterka zostaje uwięziona, a czas pozbawienia wolności okazuje się być dodatkową szansą na przeanalizowanie całego swojego życia. 

. . . 

Wariatka z Komańczy” to powieść zwyczajna, prosta w odbiorze, a przy tym niezwykle wciągająca. Staje się tak za sprawą głównej bohaterki, której oblicze zostało przedstawione w sposób wielowymiarowy. Marta to artystka, Marta to żona, Marta to macocha, Marta to kobieta uwięziona. Maria Nurowska wykreowała postać silną, ale i w swojej niezależności potrzebującą równie silnego mężczyzny, który sprawi, że stanie się mniej nieokrzesaną przedstawicielką płci pięknej. 

Poglądy bohaterki zostały jasno określone w wielu kwestiach. Dajmy na to - religia. Marta chciałaby uwierzyć w Boga, ale nawet ksiądz, z którym dzieliła celę nie był w stanie odpowiedzieć, ani nawet spróbować znaleźć odpowiedzi na najbardziej nurtujące ją pytania dotyczące wiary. 

Maria Nurowska wplata do „Wariatki z Komańczy” coś, co nie do końca przypadło mi do gustu, a mianowicie w jaskrawy sposób przedstawia swoją opinię na temat (między innymi) decyzji podjętych przez jednego z byłych prezydentów Polski. Podejmuje równie odważnie temat zbrodni katyńskiej. Nie jestem przekonana, czy tego typu powieść nadaje się, by umiejscowić w niej tak dyskusyjne refleksje. Osobiste przekonania polityczne dobre są chyba na kartach literatury faktu, a nie współczesnej powieści dla kobiet. 

Wariatka z Komańczy” to powieść dla tych, którzy lubią sięgać po pewne, nazwijmy to, książkowe schematy na przykład, jak trudne dzieciństwo wpłynęło na dorosłe życie. Wszyscy ci, którzy lubią podejmować analizę bohaterów od strony psychologicznej, powinni czuć się tą książką usatysfakcjonowani. 

Każdy w życiu niesie jakiś bagaż doświadczeń. Sprawdźcie, co w swoim ukryła główna bohaterka powieści Marii Nurowskiej - Marta Kohn

Wariatka z Komańczy [Maria Nurowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Wariatka z Komańczy

w którym możecie wygrać książkę Roxany Saberi. 

Moja czytelnicza nieobecność w ostatnich dniach wynika głównie z obowiązków na uczelni. 
Całe szczęście, powoli wracam do żywych. 

Co sądzicie o najnowszej książce Marii Nurowskiej? 

. . .

Życzę Wam fantastycznych książkowych prezentów 
z okazji zbliżającego się Mikołaja. 

Już w następnym poście podsumowanie listopada. 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...