poniedziałek, 5 października 2015

#123 Znalezione nie kradzione („Ten człowiek zrobił to z głębokiego przeświadczenia, że pisarstwo jest ważniejsze od pisarza.”)

Znalezione nie kradzione
Stephen King
480 stron
Wydawnictwo Albatros
Ocena: 8/10
Dobry pisarz nie tworzy wydarzeń, ale obserwuje ich przebieg, a potem opisuje, co zobaczył. Dobry pisarz rozumie, że jest sekretarzem, a nie Bogiem.”*

Nieco ponad trzy miesiące po premierze, drugi tom najnowszej serii Stephena Kinga zatytułowanej „Bill Hodges” znalazł się w moich dłoniach. „Znalezione nie kradzione” to książka będą kontynuacją „Pana Mercedesa. Jeszcze rok temu zastanawiałam się, czy tytułowy bohater tamtej książki jest wariatem, a może nieszczęśnikiem...

Dzisiaj już wiem, że jest jednym i drugim, a do tego jeszcze „cwanym spryciarzem. „Znalezione nie kradzione” to już nie eksperyment z powieścią detektywistyczną, jak pisałam w czasie recenzowania pierwszej części, ale sprawdzony przepis na książkę

Czym tym razem Stephen King zaskoczył swoich czytelników? 

* * *

Głównym bohaterem książki „Znalezione nie kradzione” jest psychopatyczny czytelnik, którego literatura, a właściwie jej chore uwielbienie popycha do zbrodni. Morris, bo tak mu na imię, pod koniec lat 70. postanawia włamać się do domu pisarza Johna Rothsteina i wykraść nieopublikowane wcześniej przez twórcę materiały, a także wzbogacić się na rzekomych ukrytych w sejfie pieniądzach. Jako czytelnicy szybko orientujemy się, że to nigdy nie był zamierzony napad na tle rabunkowym, ale właśnie związany z książkami Rothsteina. Choć początkowo Morris nie dawał nam do zrozumienia, że chce pozbawić życia pisarza, to ostatecznie dokonuje zbrodni, a po krótkim czasie zabija również dwóch kolegów, którzy pomagali mu w napadzie. Gdy wszystko zdaje się iść po myśli Morrisa (skarb ukryty w kufrze, nikt nie powiązał go ze zbrodnią), wtedy bohater trafia do więzienia z wyrokiem dożywocia i to nie wcale za zabójstwo pisarza. Sprawy się komplikują. 

Dla Morrisa pisarstwo było niewyobrażalnie ważniejsze od samego Johna Rothsteina. Zbrodniarz nie mógł pogodzić się z tym, że bohater wykreowany przez pisarza, czyli Jimmy Gold zmienił się z buntownika w zwyczajnego pantoflarza i że zatracił swoje ideały. Morris czuł się oszukany i to uczucie przechyliło szalę nienawiści wobec Rothsteina. 

Kto mógłby się spodziewać, że za ponad 30 lat od zapadnięcia wyroku, Morris wyjdzie na wolność za sprawą zwolnienia warunkowego, a jego kufer będzie wtedy opróżniony. Kto mógłby przypuszczać, że pieniądze i nieopublikowane wcześniej książki zostaną znalezione przez nastoletniego Petera Saubersa. Morris postanawia odzyskać to, co stracił. 


Najnowsza książka Stephena Kinga pozwala nam poznać zbrodniarza już w czasie czytania pierwszych stron, a więc to nie wątek kryminalny, ale raczej psychologiczny odgrywa tutaj główną rolę. „Znalezione nie kradzione” łączy się z „Panem Mercedes” w sposób nienarzucający się i bardzo delikatny. Tak naprawdę tym łącznikiem jest postać podstarzałego policjanta Billa Hodges'a, który zmienił się w kolejnym tomie. Przeszedł na emeryturę, pracuje na własną rękę w firmie detektywistycznej, zmienił nawyki zdrowotne i żywieniowe, ale jednocześnie sporo w jego charakterze zostało z tamtego policjanta, którego poznaliśmy w pierwszej części cyklu. W „Znalezione nie kradzione” Bill współpracuje z poznaną wcześniej Holly Gibney i Jerome'm Robinsonem. Ta trójka daje nam poczucie bezpieczeństwa, że zawsze obok znajduje się ktoś na straży sprawiedliwości. 


Psychologia, psychologia, a właściwie thriller psychologiczny od początku do końca, w którym przysłowiowe „flaki i krew” pojawiają się dopiero od 300 strony wzwyż. Stephen King praktycznie rok w rok daje nam możliwość przeczytania nowości, która wyszła spod jego pióra, ale nieprzerwanie jest w stanie zapewnić swoim czytelnikom większą lub mniejszą dawkę rozrywki. To wielki sukces pisarza. „Znalezione nie kradzione” to książka o książkach, czyli coś wprost idealnego dla każdego mola książkowego. Jest to misternie ułożona intryga i lektura, która pokazuje jak zainteresowanie literaturą przeradza się w chory fanatyzm. 

Wspomniany Peter Saubers, któremu po latach grozi wielkie niebezpieczeństwo ze względu na odkrycie kufra z pieniędzmi i utworami Rothsteina jest dzieckiem jednej z ofiar Pana Mercedesa. Gdzieś ten pierwszy tom subtelnie wplata się w fabułę „Znalezione nie kradzione” nie tylko w treści, ale i na okładce. Nie ma już na niej mnóstwa parasoli, jak to było w przypadku „Pana Mercedesa”, ale ten jeden jedyny najlepiej uzmysławia nam, że ta historia miała już swój początek, a „Znalezione nie kradzione” jest jej rozwinięciem. 

Nic dodać, nic ująć.
Naczytałam się wielu rozbieżnych opinii na temat tej książki. Stephen King zawsze budzi skrajne emocje. Jedni uwielbiają go, cokolwiek by nie napisał, a inni wręcz przeciwnie starają się u niego dopatrywać spadku pisarskiej formy, głównie ze względu na wiek i presję po tylu opublikowanych utworach. Ja w pełni subiektywnie stwierdzam, że „Znalezione nie kradzione” to bardzo dobra książka, ale „Pan Mercedes” i postać Brady'ego Hartsfielda, który kradzionym mercedesem dokonał masakry pod City Center dużo bardziej mnie zaintrygowała, przestraszyła, wciągnęła i generalnie brakowało mi tej osoby w drugim tomie. 

Liczę na to, że podsumowanie całej historii, czyli trzeci tom cyklu „Bill Hodges” okaże się najlepszą książką ze wszystkich i będzie brakującym elementem układanki, na który czeka każdy fan Stephena Kinga. Mam nadzieję, że wszystkie „smaki i aromaty”, których mogliśmy spróbować w „Panie Mercedesie” i „Znalezione nie kradzione” wzajemnie się przenikną i uzupełnią, a rozwiązanie historii zaskoczy niejednego czytelnika. 


Cykl „Bill Hodges

Pan Mercedes | Znalezione nie kradzione | End of Watch

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Znalezione nie kradzione

Wydawnictwo Albatros po raz kolejny otrzymuje
wielkiego plusa,
za przyjazną oku czcionkę. 

Jak wrażenia? 
Kto z Was wyczekuje ostatniej części trylogii Stephena Kinga? 

Zapraszam na #Instagram
i życzę Miłego dnia Mole!



7 komentarzy:

  1. Do mnie jakoś ta część nie przemówiła. Czekam jednak na ostatnią część, bo ciekawi mnie, jak zakończy się ta cała sprawa. No i w końcu...King to King :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Pan Mercedes" był niezły, ale nie zachwycił mnie tak mocno, bym chciała sięgnąć po "Znalezione..." - może w końcu wrócę do tej serii, ale na razie wolę nadrobić inne książki Kinga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również chciałabym nadrobić Jego wcześniejszą twórczość, ale odkąd pamiętam, borykam się z brakiem czytelniczego czasu.

      Usuń
  3. Póki co mam w planach "Pana Mercedesa". Książka już od dawna czeka na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja i pan King nie lubimy się za bardzo. :( Może kiedyś się do niego przekonam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale wstyd, że jeszcze nie czytałam nic Kinga ;/ Ale wszystko przede mną, mam nadzieję już niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam "Pan Mercedes" i King w odłonie kryminalnej bardzo mi się podoba, z przyjemnością przeczytam drugi tom tej serii. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...