poniedziałek, 14 września 2015

#118 Kiki van Beethoven („Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje...”)

Kiki van Beethoven
Éric-Emmanuel Schmitt
152 strony
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ocena: 5/10
Bach - to muzyka którą pisze Bóg.
Mozart - to muzyka, której Bóg słucha.
Beethoven - to muzyka, która przekonuje Boga, żeby stwierdziwszy, że teraz człowiek zajmuje Jego miejsce, zejść ze sceny.”*

Jak dobrze wiecie, jestem oddaną czytelniczką Érica-Emmanuela Schmitta i postawiłam sobie za cel poznanie wszystkich utworów, które wyszły spod jego pióra. Z każdym tygodniem i miesiącem konsekwentnie realizuję swoje plany, ale muszę przyznać, że nie jestem biernym odbiorcą i szybko reaguję, kiedy książka nawet mojego ulubionego autora nie przypada mi do gustu. Tak właśnie było z „Kiki van Beethoven”. 

* * *

Nic nie dotyka nas głębiej ani szybciej niż muzyka.”*

Zdecydowanie zgadzam się z tym zdaniem. Muzyka towarzyszy mi w codziennym życiu od bardzo wielu lat i prawdopodobnie relacja pomiędzy mną i dźwiękami jest jeszcze starsza niż romans z książkami. Czasem obcowanie z nią jest skutkiem tego, co dzieje się na co dzień, a innym razem to ona ma moc generowania we mnie różnych emocji - począwszy od radości, skończywszy na smutku.

Kiki van Beethoven” to książka składająca się generalnie z dwóch części. Pierwszą z nich jest opowiadanie, w którym poznajemy staruszkę imieniem Kiki. Bohaterka pewnego dnia poczuła, że muzyka Beethovena, wyzwalająca w niej niegdyś przeróżne uczucia, dzisiaj nie ma dla niej większego znaczenia. Kiki postanawia na nowo odnaleźć sens utraconych emocji, chce pogodzić się z samobójstwem syna i stać się osobą, którą naprawdę chce być. Ta część książki Érica-Emmanuela Schmitta wzrusza, skłania do refleksji i najbardziej przypomina styl francuskiego autora. 

Drugą część stanowi bardzo osobisty i długi esej Érica-Emmanuela Schmitta zatytułowany: „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje...”. Jest to opowieść o tym, jak muzyka Beethovena „namieszała” w życiu francuskiego filozofa. Schmitt prezentuje nam swoją relację z muzyką poważną - nie tylko z Beethovenem, ale również z Mozartem. I tutaj zaczynają się schody. Bo o ile autor w swoich innych książkach przyzwyczaił nas do uniwersalnych prawd, z których każdy może uszczknąć kawałek dla siebie. Tak „Kiki van Beethoven” nie jest dla wszystkich, a tylko dla wybranych. Dla tych, którzy kiedyś spotkali się z muzyką Beethovena, a co więcej potrafili ją docenić

 

Doceniam próbę odmalowania muzyki słowami. Ale niestety poniosłam klęskę w zrozumieniu tego „obrazu” . Muzyka poważna to dla mnie odległa, nieodkryta planeta. Co więcej, nie podoba mi się stawianie w tej książce człowieka przed Bogiem. Bóg nie ustępuje miejsca człowiekowi i ta koncepcja nie mieści mi się w głowie. Wcale nie uważam, żeby obecność na ziemi tak niezwykłych postaci jak Chopin, Beethoven, Mozart czy każdego innego wybitnego człowieka była dowodem na powolne „schodzenie Boga ze sceny”. Jakiejkolwiek sceny. 

Polubiłam jednak staruszkę o imieniu Kiki, której problemy i refleksje nadal mam w głowie. Kiedy resztę książki wymażę z pamięci okaże się to całkiem przyjemny i zrozumiały tekst do poczytania przy kawie. 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Kiki van Beethoven”.

A Wy, 
słuchacie muzyki poważnej? 

Miłego tygodnia Mole!

3 komentarze:

  1. Od pewnego czasu mam w planach zapoznać się z twórczością tego autora, jednak nie jest mi po drodze. A muzyki poważnej czytam bardzo rzadko, aczkolwiek zdarza się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach :) Twórczość autora znam i szczerze polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od czasu do czasu słucham muzyki poważnej, ale muszę mieć odpowiedni nastrój. Nad książkę się jeszcze zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...