środa, 30 września 2015

#16 Podsumowanie września | Zapowiedzi na październik

Sierpień był owocny pod względem przeczytanych książek, ale jak to mówią, wrzesień przeszedł samego siebie. Dużo wolnego czasu, 12 przeczytanych tytułów - ten miesiąc to absolutny rekordzista. Zapraszam Was na przegląd książek, o których mogliście lub będziecie mogli w najbliższym czasie przeczytać. 

Pierwsza siódemka. Oczywiście to nie wszystko. :)
Tak, tam pod Okularnikiem coś jeszcze się dusi. 

+


Książki migrują, wędrują, wychodzą z biblioteki, za chwilę do niej wracają, czasem zmieniają właściciela - różnorodne kombinacje. Pierwsze siedem grzecznych tytułów nadal jednak pięknie prezentuje się na mojej półce. Niektóre z nich aż proszą się, by ponownie je przeczytać. 

Idąc od góry:

  1. Szukając Alaski John Green (9/10) 320 stron
  2. Wzorzec zbrodni Warren Ellis (6/10) 296 stron
  3. Plaga samobójców. Program - tom I Suzanne Young (7/10) 455 stron
  4. Znalezione nie kradzione Stephen King (8/10) 480 stron
  5. Człowiek w poszukiwaniu sensu Viktor E. Frankl (9/10) 224 strony
  6. Okularnik Katarzyna Bonda (8/10) 848 stron
  7. Medaliony Zofia Nałkowska (-/--) 64 strony 
  8. Fortuna i namiętności. Klątwa Małgorzata Gutowska - Adamczyk (7/10) 464 strony
  9. Harry Potter i Czara Ognia Joanne Kathleen Rowling (8/10) 768 stron
  10. Bajecznie bogaci Azjaci Kevin Kwan (3/10) 496 stron
  11. Kiki van Beethoven Éric-Emmanuel Schmitt (5/10) 152 strony
  12. Maybe Someday Colleen Hoover (7/10) 440 stron
Gdyby to wszystko potraktować w sposób czysto matematyczny, wyszłoby na to, że we wrześniu czytałam na akord. Ponad 5000 przeczytanych stron, czyli około 167 na dzień. Wrześniowe czytanie było jednak przyjemnością i sposobem na złagodzenie straszliwej bezczynności i nudy. 

Trzeba wziąć pod uwagę, że czwartą część przygód Harry'ego Pottera czytałam także w sierpniu, podobnie jak Bajecznie bogatych Azjatów. 

Wszystkie wrześniowe pozycje zostały poddane recenzji (prócz 4. tomu Harry'ego Pottera, którego konsekwentnie czytam tylko i wyłącznie dla przyjemności, a swoje przemyślenia pozostawiam w szufladzie). Teksty, które do tej pory nie znalazły się na blogu, zostaną opublikowane w październiku. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

We wrześniu na Niebieskiej Obwolucie pojawił się (według mnie) bardzo ciekawy tekst na temat lektur z opracowaniem, który sprowokował interesującą dyskusję. Jeśli chcecie się przyłączyć, zapraszam serdecznie. Wystarczy kliknąć w obrazek. 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Statystyki pokazują, że jesteście szczególnie zainteresowani promocjami książek. Mam tu na myśli takie okazje, jakie na przykład dla swoich klientów przygotowała we wrześniu Biedronka. Jeśli tylko w porę będę dostrzegać tego typu wydarzenia, to na pewno nie zapomnę o nich wspomnieć na Niebieskiej Obwolucie. 

Linki do wrześniowych postów: 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

P a ź d z i e r n i k 


1. Przeczytać Gniew Zygmunta Miłoszewskiego = dokończyć trylogię o Szackim.
2. Przeczytać Florystkę Katarzyny Bondy = dokończyć trylogię o Hubercie Meyerze. 
3. Zająć się premierami książkowymi od wydawnictw SQN, MG oraz wydawnictwa OTWARTEGO

W październiku naprawdę nie będzie miejsca na nudę. Przewidziałam również post z wyjątkowymi jesiennymi widokami i prawdopodobnie opublikowany zostanie jakiś tekst w stylu cyklu Między książkami. Jeśli chcecie być na bieżąco, to najlepszym wyjściem jest obserwowanie mojego Instagrama, na którym prawie codziennie znajdzie się miejsce dla jakiejś książki. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tradycyjnie dziękuję za Waszą dotychczasową obecność i zapraszam do odwiedzania Niebieskiej Obwoluty w październiku. Nie ukrywam, że może być to miesiąc zabiegany i na pewno (z mojej strony) mniej aktywny w blogosferze. Jednak przynajmniej przez pierwszą część października możecie być spokojni. Recenzje i inne posty czekają grzecznie na publikację.

Instagram (jakby co): 


Uwielbiam Wasze zdjęcia książek. 

wtorek, 29 września 2015

#122 Szukając Alaski („Gdyby ludzie byli deszczem, to ja byłbym mżawką, a ona huraganową ulewą.”)

Szukając Alaski
John Green
320 stron
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 9/10
No więc, znaczenie tej nazwy poznałam dopiero później. Pochodzi od aleuckiego słowa Alyeska. Znaczy 'ta, o którą rozbijają się fale' i cholernie mi się podoba. Ale wtedy po prostu zobaczyłam na górze globusa Alaskę. Była wielka - taka, jaka ja chciałabym być. I była cholernie daleko od Vine Station w Alabamie - tak jak ja chciałam być.”*

Dawno temu przeczytałam „Buszującego w zbożu” J.D. Salingera i do dzisiaj mam przed oczami zbuntowanego Holdena Caulfielda, który w jakiś sposób próbował sobie poradzić z podłością otaczającego świata. Wielokrotnie obiecując sobie, że ponownie sięgnę po tę książkę, przychodzę do biblioteki i biorę z regału nieczytany wcześniej przez nikogo egzemplarz autorstwa Johna Greena - „Szukając Alaski”. Książki porównywanej do wyżej wspominanego „Buszującego w zbożu”. 
I to nie byle jakie „przechwałki”. Ta książka ma naprawdę wiele wspólnego z wybitnym klasykiem. 



O czym jest „Szukając Alaski”? Dlaczego książka Johna Greena po raz kolejny (recenzja „Gwiazd naszych wina) skradła mi serce? O tym w dzisiejszym poście. 

* * *

Szukając Alaski” to debiut amerykańskiego autora. Warto pamiętać, że dopiero po „Looking for Alaska” spod pióra Johna Greena wyszły takie bestsellery jak 19 razy Katherine, „Gwiazd naszych wina, czy „Papierowe miasta. Pierwszy utwór, a więc wielkie wyzwanie i próba zyskania grona wiernych czytelników. W tym przypadku, nie da się ukryć, zakończona wielkim sukcesem. 


Szukając Alaski” to książka pisana z perspektywy głównego bohatera - Milesa Haltera. Chłopak daje się poznać jako nudny przeciętniak, a do tego samotnik. Jego życie było spowite monotonią do momentu rozpoczęcia nauki Culver Creek - szkole z internatem
Miles ułożył w swojej głowie plan odnalezienia czegoś w rodzaju Wielkiego Być Może - prawdziwych przyjaciół, sensu codzienności, życia wypełnionego czymś więcej niż tylko drobnostkami. Culver Creek daje mu taką sposobność. Bohater zaprzyjaźnia się z grupą nastolatków. Znajduje się wśród nich Pułkownik, Takumi oraz piękna, inteligentna i niezwykle tajemnicza Alaska Young. Dziewczyna ma moc owijania Milesa wokół palca. Jest intrygująca i dlatego tak kusząca. Niestety pewnego dnia Alaska „wymyka się” swoim przyjaciołom z rąk. 
To prowokuje mnóstwo pytań. 
Czy miłość potrafi wywrócić nasze życie do góry nogami? Dlaczego młodzi ludzie tak często uciekają w głąb siebie i dążą do samozniszczenia? Czy naprawdę jesteśmy tak niezniszczalni, za jakich się uważamy? 

W końcu uznałem, 
że ludzie wierzą w życie pozagrobowe, 
ponieważ niewiara w nie byłaby nie do zniesienia.”*

Miles Halter. Pokochałam go od razu i bezwarunkowo. Za jego fajtłapowatość fizyczną i kulturalną. Za nieumiejętność zachowania się wśród ludzi i wypowiedzenia jednego sensownego zdania w towarzystwie. Za jego niezwykłą pasję dotyczącą zapamiętywania ostatnich słów wypowiedzianych przed śmiercią przez ważne osoby. Pokochałam Milesa, bo tak bardzo przypominał mi moją własną osobę. Moją niezdarność w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich i zamknięcie się w sobie, przy jednoczesnym odnalezieniu wąskiego grona oddanych przyjaciół. Pomimo tego, przez dłuższy czas czytając „Szukając Alaski”, myślałam o tej książce w kategoriach wielkiego gniota. Zastanawiałam się tylko, czy większego, czy mniejszego. 

Dlaczego? 

Zacznijmy od tego, że narracja prowadzona przez Milesa Haltera dzieli się na dwie główne części: „przed” i „po”. I to właśnie część „przed” sprawiła mi najwięcej trudności. Nie wiedziałam, do czego dąży ta książka. Nie przewidziałam, że nuda towarzysząca czytaniu pierwszych rozdziałów zostanie mi tak gwałtownie i brutalnie wydarta. Nie boję się powiedzieć, że „Szukając Alaski” jedno z moich największych czytelniczych zaskoczeń 2015 roku

Kilka słów...

Szukając Alaski” to powieść młodzieżowa, ale trudno znaleźć bardziej dojrzały utwór na rynku książek dla dorosłych. Debiutancka powieść Johna Greena porusza tak wiele ważnych problemów. Zamknięcie się w sobie, niechęć w dzieleniu się z innymi własnymi uczuciami, niedojrzała - wykluwająca się miłość, poczucie straty bliskiej osoby, doświadczenie wielkiej pustki w sercu, której nie można niczym zapełnić, aż w końcu wielka przyjaźń, która powinna nam towarzyszyć całe życie, jednocześnie nie zawsze będąc lekiem na całe zło. 

Chwilami zabawna, chwilami wprawiająca w konsternację. Całkiem jak emocje młodego człowieka. Ciągła sinusoida nastrojów. Burza hormonów. Skłamałabym mówiąc, że porywająca od pierwszej strony, ale warta tego, by wytrwać do momentu narracji zatytułowanej „po”. Gardzę spoilerami, więc sami sprawdźcie dlaczego. 

Więcej tego autora: 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Szukając Alaski

Co myślicie na temat tego pisarza? 
Czy John Green zagościł na stałe w Waszych biblioteczkach? 
A może polecacie ekranizacje jego książek?

Ubóstwiam szatę graficzną serii wydawnictwa Bukowy Las 
wydaną w stylu Szukając Alaski”. 
Jest lekka, delikatna i urocza w swej prostocie - 
tak jak pióro Johna Greena. 

Pozdrawiam wszystkich, którzy trzymając w rękach tę książkę, 
mieli na myśli jeden z amerykańskich Stanów. 

Niezłe zaskoczenie, czyż nie? 

znalezione na tumblr
Edit: 

Aj, aj, aj...
Post miał zostać opublikowany w połowie października, 
ale jakimś dziwnym trafem jego autorka zaplanowała publikację 
nie na 11/10, a na 11/09.
Tym samym wczoraj rano zrobił się mały bałagan. 
Wybaczcie. 
(Pisanie postów po 23:00 to zło :))

poniedziałek, 28 września 2015

#121 Maybe Someday („Człowiek nie ma władzy nad swoim sercem.”)

Maybe Someday
Colleen Hoover
380 stron
Wydawnictwo Otwarte
Ocena: 7/10
W angielskim alfabecie jest tylko dwadzieścia sześć liter. Można by pomyśleć, że z tyloma literami niewiele można zrobić. Można by pomyśleć, że kiedy wymiesza się je i połączy w słowa, mogą one wywołać tylko ograniczoną liczbę uczuć. A jednak tych uczuć może być nieskończenie wiele i ta piosenka jest dowodem na to. Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób kilka prostych słów połączonych ze sobą może kogoś zmienić, a jednak ten utwór i jego słowa całkowicie mnie odmieniają. Czuję się tak, jakby "może kiedyś" zamieniło się we "właśnie teraz"”*

Bardzo rzadko sięgam po książki będące typowymi „romansidłami”. Ot, zwyczajnie - nie mój gatunek. Kiedy jednak zobaczyłam „Maybe Someday” na półce w bibliotece, uznałam że muszę dowiedzieć się, czym ta książka podbiła serca czytelniczek na całym świecie. 
Dzisiaj postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

* * *

Bohaterami książki Colleen Hoover są Sidney i Ridge. 

Ona. 

Sidney jest szczęśliwą studentką wychowania muzycznego. Ma chłopaka, lojalną przyjaciółkę i wydaje jej się, że to właśnie oni stanowią fundament jej szczęśliwej przyszłości. Pozornie poukładane życie ulega zniszczeniu z dnia na dzień, gdy okazuje się, że mężczyzna z którym planowała spędzić życie od dawna ma romans z jej przyjaciółką. Sidney z dnia na dzień straciła dwie najważniejsze osoby w swoim życiu. Coś jak cios w obydwa policzki jednocześnie

On. 

Ridge nie słyszy od dzieciństwa, dzięki czemu odbiera świat zupełnie inaczej niż Sidney. Ma dziewczynę, z którą od pięciu lat tworzy szczęśliwy związek, ale przez większość czasu jedynie na odległość. Bohater jest niezwykle utalentowany i mimo swojej niepełnosprawności jest członkiem zespołu muzycznego. Tworzy muzykę oraz teksty lecz ostatnio zmaga się z barierą twórczą. Lubi przesiadywać z gitarą na balkonie. W ten sposób po raz pierwszy ujrzała go Sidney. Przelotne spotkania stały się początkiem wspaniałej więzi. 


Kiedy Sidney postanawia całkowicie zmienić swoje życie i stłamsić w sobie poczucie zdradzonej kobiety, pomocną dłoń wyciąga do niej Ridge. Z czasem jej obecność w życiu bohatera staje się czymś zupełnie zwyczajnym. Sidney pomaga mu tworzyć teksty do nowych piosenek, a ich współpraca udowadnia, że pasują do siebie jak dwie połówki jabłka. „Maybe Someday” to książka prezentująca przyjście na świat niezwykłej relacji dwojga ludzi, która przeradza się w miłość. Miłość dość daleką od fizycznych uniesień, ale bardziej duchową, taką o której w głębi serca każdy myśli i marzy. 

Colleen Hoover pokazała w swojej książce chyba najbardziej brutalne oblicze zdrady. Dała nam też do zrozumienia, że tak naprawdę nic w życiu nie jest pewne. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy można kochać jednocześnie dwie osoby, a „Maybe Someday” z pewnością prowokuje taką refleksję. 

Mnóstwo w tej książce emocji, punktów kulminacyjnych i nie sposób odrzucić ją w kąt przed poznaniem ostatniej strony. Ubolewam, że książka została wydana pod obcojęzycznym tytułem. Uważam, że jeśli poruszamy się na polskim rynku wydawniczym, to książki powinny od początku do końca być dostosowane do właśnie takiej rzeczywistości. Język „Maybe Someday” jest z kolei prostyi przystępny i wręcz sprawia, że książkę można bez problemu pochłonąć w jedno popołudnie. 

Maybe Someday” to więcej niż książka. To projekt będący połączeniem lektury i ścieżki dźwiękowej dostępnej w Internecie. Główny bohater to członek zespołu muzycznego i autor tekstów, więc możliwość usłyszenia tworzonych przez niego utworów jest dodatkową zaletą tej książki i sprawia, że „Maybe Someday” staje się nam jeszcze bliższe i bardziej prawdziwe. 


Powracając jednak do początkowego pytania, dlaczego ta książka podbiła serca czytelniczek na całym świecie, odpowiem że w większości przypadków Mole Książkowe lubią „emocjonalne bomby” wśród lektur. A tak z pewnością można określić bestseller Colleen Hoover. W kwestii samych uczuć mogłabym nawet dać jej ocenę 9, jednak język, przebieg fabuły i konstrukcja bohaterów bardziej przemawia za 7. „Maybe Someday” to książka, która bardzo mnie wzruszyła i jednocześnie zrelaksowała. Tęskniłam za lekturą, która przypomni mi znaną myśl „dziś jest pierwszym dniem reszty twojego życia”. Bierz się w garść i działaj, bo nigdy nie wiesz, co czeka na Ciebie za rogiem. 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Maybe Someday

Nurt NEW ADULT wśród książek to coś, co Wam się podoba?
Czytacie romanse? 
A może czytaliście Maybe Someday”?
Co myślicie o tej książce? 


Więcej zdjęć na: #Instagram

piątek, 25 września 2015

#120 Plaga samobójców. Kiedy samobójstwa urastają do rangi epidemii.

Plaga samobójców
Cykl: Program TOM I
Suzanne Young
Ocena: 7/10
455 stron
Wydawnictwo: Feeria Young
Premiera: 23/09/2015
Masowe samobójstwa wśród nastolatków zaczęły się nagle, niespełna cztery lata temu, i wkrótce uznano je za epidemię. W tamtym czasie jeden nastolatek na troje odbierał sobie życie. Jasne, samo zjawisko istniało już wcześniej, ale w pewnym momencie, z dnia na dzień, moi rówieśnicy niemal zespołowo zaczęli skakać z okien albo podcinać sobie żyły.”*

Dwa dni po premierze przychodzę do Was z recenzją jeszcze ciepłej nowości od wydawnictwa Feeria, a właściwie Feeria Young. „Plaga samobójców. Program - część 1” - książka o przerażającym tytule. Zakładam, że niejednego rodzica przechodzą w tym momencie dreszcze, kiedy na biurku swojego dziecka widzi pierwszy tom cyklu Suzanne Young. Niemniej jednak to książka warta uwagi, wciągająca i będąca przedsmakiem całkiem oryginalnej serii dla młodzieży.

O czym jest „Plaga samobójców”. Czy powinniście zwrócić na nią uwagę robiąc jesienne zakupy książkowe oraz czy pierwszy tom ma w sobie potencjał. O tym w dzisiejszym poście. 

* * *

W USA młodzi ludzie coraz częściej decydują się na świadome przerwanie własnego życia. Ogarnia ich apatia, odrętwienie, beznadzieja i depresja. W przypadku niektórych jest to spowodowane utratą bliskiej osoby, ale łatwo zauważyć, że to niezwykłe, narastające przygnębienie i poczucie bezsensu, które opanowało jednego na trzech nastolatków jest spowodowane wirusem i jeśli nie zostanie podjęte leczenie, ostatecznym krokiem zawsze będzie samobójstwo i zwycięstwo choroby. 

[Źródło]
Jedynym sposobem, aby przeciwdziałać zjawisku, które zbiera tak wielkie plony wśród młodzieży jest pilotażowy program, który ma zapobiegać samobójstwom. Młodzi ludzie są przymusowo aresztowani na żądanie bliskich, czy opiekunów i kierowani na obowiązkowe sześciotygodniowe leczenie do specjalistycznego ośrodka. Nie byłoby w tym nic złego (bo jak pokazują statystyki leczenie okazuje się stuprocentowo skuteczne) gdyby nie fakt, że nastolatkom podczas leczenia wymazywane są wspomnienia

Młodzi nie wiedzą po wyjściu z ośrodka, kim tak naprawdę są. Nie pamiętają pierwszych przyjaźni, miłości, pierwszych pocałunków i traumatycznych wydarzeń, z okresu przed leczeniem. Ich mózg po udziale w niezwykłym P R O G R A M I E przypomina białą kartkę. Całkowitego oczyszczenia pamięci doświadczyła większość bohaterów książki Suzanne Young. Znaleźli się wśród nich Sloane i James

Nie da się opisać słowami jak bardzo Sloane przeżyła samobójczą śmierć swojego starszego brata. Mimo tego stara się na co dzień ukryć swoje emocje przed bliskimi, aby spanikowani rodzice nie skierowali jej do Programu. Jedyną osobą, która wie o wszystkich jej rozterkach jest James - jej chłopak. Łączy ją z nim szczególna więź, która w brutalny sposób zostaje przerwana po śmierci ich wspólnego przyjaciela. Sloane i Jamesa dopada depresja, a to jest pierwszym krokiem do wzięcia udziału w dramatycznej terapii. Czy mimo utraty wspomnień uda im się w przyszłości odnaleźć siebie nawzajem? 


Suzanne Young zadaje w swojej książce mnóstwo pytań, co jest ważniejsze. Czy w ogóle spośród rzeczy ważnych można jeszcze wyodrębnić jakieś priorytety. Czy powinniśmy za cenę śmierci walczyć o swoje wspomnienia, czy może porzucić je na rzecz totalnego emocjonalnego wydrążenia i uczuciowej wegetacji. Czy w ogóle życie ma sens, jeśli jesteśmy pozbawieni swoich wspomnień? 

 „Plaga samobójców” daje do myślenia. Jest to dystopia wywołująca ciągły niepokój w czytelniku. Ukazuje przerażającą wizję świata, w której jeden z globalnych problemów (swoją drogą często zamiatany pod dywan) urasta to rangi zakaźnej choroby. Jest to wizja świata, w którym epidemia pochłania tych, którzy są przyszłością naszego globu - młodych ludzi. Bohaterowie znajdują się w stanie ciągłego zagrożenia. Zaczynamy popadać razem z nimi w paranoję, a to dopiero pierwszy tom całego cyklu. 

Suzanne Young pisze lekko i przyjemnie, choć te określenia w żaden sposób nie pasują do fabuły. „Plagę samobójców” można pochłonąć w jedno popołudnie, a później tylko zastanawiać się, co czeka nas w kolejnym tomie. A myślę, że czeka nas całkiem sporo. Nie mam wątpliwości, że Ci, którzy przeczytają pierwszy tom, będą chcieli poznać dalsze losy bohaterów

Ich z kolei można pokochać i im współczuć, albo ich znienawidzić. Z jednej strony są pełni nadziei na lepsze jutro, by już w kolejnym rozdziale pogrążyć się w totalnej apatii. Sloane - główna bohaterka powieści Suzanne Young ma w sobie coś buntowniczego na wzór Katniss z „Igrzysk śmierci”, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że jej prawdziwą osobowość i niezrealizowany potencjał z pierwszego tomu poznamy w kolejnych częściach. 

Polecam Wam „Plagę samobójców”, ponieważ to książka bardzo oryginalna. Jeśli lubicie powieści młodzieżowe z nutą fantasy, to jest to materiał dla Was. 
To czego mi brakuje w tej książce to z pewnością geneza całej plagi. Autorka nie przywiązała zbyt wielkiej wagi do „korzeni” epidemii, lakonicznie tłumacząc jej pochodzenie. Mam nadzieję, że zostanie to bardziej zobrazowane w kolejnych częściach. Suzanne Young zdecydowanie za bardzo skupiła się na trójkącie miłosnym, dość typowym dla takiej dystopii, co z pewnością wciąga, ale także przyczynia się do powstania wielu niedopowiedzeń w kwestii samej choroby u młodych ludzi. 


Życzę sobie i wszystkim czytelnikom tej książki, aby kolejny tom okazał się jeszcze lepszy. Wszystkich szukających świeżego powiewu wśród powieści młodzieżowych zapraszam do księgarni po pierwszą część cyklu Suzanne Young. 

Za możliwość przedpremierowego czytania
dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.

Cykl PROGRAM:
(na podstawie goodreads.com)

#0,5 (The Remedy)
#1 Plaga samobójców (The Program) | #2 Kuracja samobójców (The Treatment)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w treści posta pochodzą z książki Plaga samobójców

Być może czujecie się zasypani recenzjami tej książki
na blogach. 
Jednak i tak skieruję do Was pytanie, 
czy myślicie, że „Plaga samobójców” to książka dla Was? 
Czy ta seria ma potencjał? 

W międzyczasie zapraszam na #Instagram
miłego dnia i weekendu Mole!

środa, 23 września 2015

DZIŚ PREMIERA: Między światami. Moje życie i niewola w Iranie

Między światami
Moje życie i niewola w Iranie

Roxana Saberi
Wydawnictwo Sine Qua Non
Ocena: 7/10
380 stron

PREMIERA: 23/09/2015



Chciałabym Wam przypomnieć, że dzisiaj w księgarniach zagości książka Roxany Saberi.

Między światami” to przejmująca relacja z aresztowania i pobytu amerykańskiej dziennikarki w okrutnym teherańskim więzieniu Evin. Oskarżona o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych każdego dnia pobytu w tym miejscu starała się o prawo do jakiejkolwiek obrony. Jej historia przeraża i porusza do szpiku kości. Żyjemy w XXI wieku, a nadal istnieją państwa, w których respektowanie praw człowieka zdaje się być dobrem luksusowym. 

* * *

7 września otrzymałam drugą i jednocześnie finalną wersję tej książki. W porównaniu z egzemplarzem do recenzji, delikatnie został zmodyfikowany projekt okładki, jak i również zmniejszona czcionka oraz dodana wkładka ze zdjęciami. 

Szczerze polecam Wam tę publikację. 


* * *

Wersja niebieska jest wersją ostateczną. 

* * *


Za egzemplarze dziękuję

poniedziałek, 21 września 2015

Moja książkowa jesień



Długo zastanawiałam się, czy jestem w stanie wybrać ze swojej biblioteczki jedynie trzy idealne książki na jesienne wieczory i poranki. Ostatecznie się udało. Tym samym postanowiłam dać sobie szansę na wygranie prenumeraty wszystkich tytułów, wydanych przez wydawnictwo Feeria Young do końca 2015 roku. 

Wśród książek, które chciałabym Wam polecić znalazł się jeden wybitny klasyk, książka, którą polecam przy każdej możliwej okazji i i jeden poradnik motywacyjny, który uchroni Was przed czymś na kształt jesiennej depresji. Mając dookoła siebie tyle fascynujących książek, powinniście już dawno porzucić to wyrażenie w kąt. 

Liczę na to, że propozycje przypadną Wam do gustu i zapraszam na krótki przegląd Mojej książkowej jesieni

Pani Fotograf i jej modelki. Co kryje się na tym zdjęciu?
Książkowe propozycje na jesień. 

Duma i uprzedzenie Jane Austen


Nie wyobrażam sobie jesieni bez tej książki, a szczególnie w tym pięknym wydaniu. Fantastyczna, pełna humoru, a także uwielbianej przeze mnie książkowej ironii opowieść o zamążpójściu i życiu na angielskiej prowincji na przełomie XVIII i XIX wieku. Znalezienie odpowiedniego męża dla jednych to zadanie bardzo łatwe, a dla drugich wręcz nieosiągalne. Ale dlaczego? Przecież jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony
Zbliżająca się wielkimi krokami jesień to idealna okazja, aby poznać lub przypomnieć historię państwa  Bennet i postać urzekającego Pana Darcy'ego


Oskar i pani Róża Éric-Emmanuel Schmitt


Książka, o której wspominałam niezliczoną ilość razy. Oskar i pani Róża to idealne rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą zatapiać się w grubych lekturach. Schmitt przedstawił w tej książce historię, która rozbawi, ale i wzruszy do łez. Piękna puenta i dająca do myślenia treść. W czasie tej jesieni może zrobić się melancholijnie, nastrojowo i refleksyjnie - a wszystko to za sprawą Schmitta. 
Czy w ciągu dwunastu dni można odkryć smak życia? Sprawdźcie sami. 



Bóg zawsze znajdzie Ci pracę Regina Brett
(a raczej: Bóg zawsze zatrudnia)


Zaproponowanie Wam tej książki na jesień to nic innego jak wyciągnięcie ręki w stronę tych, którzy chcą odkryć sens w różnych sferach życia. Tak wiele razy czuliśmy się niepotrzebni, beznadziejni, pozbawieni jakichkolwiek talentów. Regina Brett uzmysłowi nam, że każdy jest w stanie odkryć swoje idealne miejsce, i co więcej: że każdy ma takie miejsce! 50 lekcji jak szukać spełnienia to nasz książkowy drogowskaz i motywator. 
W głębi duszy wszyscy wiemy kim jesteśmy

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Post powstał w ramach akcji #jesienzfeeria -> oznacz wydarzenie na Instagramie
i przy współpracy z wydawnictwem Feeria Young -> Znajdź go na Facebook'u
Znaleźć tam można wiele inspirujących postów, propozycji i zdjęć. 



. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 



Robienie zdjęć książkom, 
to jedna z najprzyjemniejszych rozrywek,
jakie sobie ludzkość wymyśliła. 

Co byście mi polecili na jesienne wieczory? 
Kryminał? Romans? Jakiś klasyk? 

piątek, 18 września 2015

#119 Człowiek w poszukiwaniu sensu („...człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego (...) swobody wyboru własnej drogi.”)

Człowiek w poszukiwaniu sensu
Victor E. Frankl
224 strony
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 9/10
Żaden człowiek nie powinien osądzać innych, jeśli sam całkowicie szczerze nie odpowie w głębi serca na pytanie, czy w podobnych okolicznościach nie postąpiłby tak samo.”*

Victor E. Frankl był profesorem neurologii i psychiatrii Uniwersytetu Wiedeńskiego, a także twórcą trzeciej wiedeńskiej szkoły psychoterapii (po bardziej znanym Freudzie i mniej znanym Adlerze). Podczas drugiej wojny światowej Viktor Frankl był przez trzy lata więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych. Ostatecznie zmarł w 1997 roku w Wiedniu. 

Jego dzieło „Człowiek w poszukiwaniu sensu” - znane na świecie jako „Man's Search For Meaning” - to jedna z 32 książek Frankla, które zostały przetłumaczone na 34 języki. Nie bez przyczyny zalicza się ją do dziesięciu najbardziej znaczących książek w Ameryce, a sam Los Angeles Time scharakteryzował ją w ten sposób:


Gdybyś w tym roku miał przeczytać tylko jedną książkę, 
powinno być nią dzieło doktora Frankla.

* * *

Człowiek w poszukiwaniu sensu” to klasyk wśród książek z dziedziny psychiatrii, jednak nieprzerwanie ponadczasowy, inspirujący i aktualny. Wydanie, które trzymam w dłoniach składa się z trzech głównych części, a mianowicie z opisu przeżyć autora w obozie koncentracyjnym, rozdziału obejmującego podstawy nauki jaką jest logoterapia oraz z wykładu wygłoszonego przez Frankla w latach 80., zatytułowanego „Obrona tragicznego optymizmu.


Oczywiście najwięcej emocji obudziła we mnie pierwsza część książki, czyli opis obozowej codzienności. Victor Frankl w wyniku wojny stracił prawie wszystkie bliskie mu osoby, a także naukowy dorobek życia, chociaż jak wiadomo drugi element jego strat mógł zostać chociaż w jakimś ułamku odzyskany po latach (zakładając, że uda mu się przeżyć obozową masakrę). 

Pomimo tego, czego doświadczył, mam nieodparte wrażenie, że jego słowa są głosem nadziei w otchłani Holocaustu. Frankl odkrył sens swojego życia w miejscu, w którym pozornie nikt go nie dostrzega. 

Autor w swojej książce nie przedstawia więźnia jako ofiary w klasycznym tego słowa znaczeniu. Frankl ukazuje bezpardonową walkę między więźniami, a ich życie dzieli na trzy charakterystyczne etapy. Po pierwsze, jest to okres zaraz po przybyciu. Później czas przyzwyczajenia do obozowej rutyny oraz etap po uwolnieniu. 

* * *

Pierwszy stopień czyli przybycie do obozu wiąże się przede wszystkim z wielkim szokiem i czymś w rodzaju „iluzji odroczenia wyroku”. Więzień początkowo nie może uwierzyć w jak trudnej sytuacji się znalazł. Jednocześnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo jest silny i jak wiele może znieść. Zdziwieniu towarzyszy strach, przede wszystkim przed śmiercią. 
W drugim etapie więzień przyzwyczaja się do swojego nowego życia. Towarzyszy mu względna apatia na kształt emocjonalnej śmierci. Wszystkie uczucia więźnia zostają stępione i nabywa on coś w rodzaju braku wrażliwości, całkowitego wyjałowienia. 

Człowiek w poszukiwaniu sensu” to książka, w której klarownie zostały zdefiniowane uczucia obozowe. Viktor Frankl pokazał, jak bardzo człowiek cierpi w wyniku poczucia ciągłej niesprawiedliwości. Pokazał także ucieczkę więźnia w najbardziej prymitywną formę życia psychicznego, ale JEDNOCZEŚNIE nie wini za to całego świata, ale mówi, że jest to świadomy wybór więźnia. Viktor Frankl podkreśla, że w każdych warunkach człowiek jest w stanie odnaleźć sens swojego życia. To właśnie sens stanowi podstawę nauki jaką jest logoterapia. 

„To nie poszło na marne, bo żadna siła na ziemi
nie odbierze ci tego, czego doświadczyłeś”*

70 lat temu, tak jak i dzisiaj, żyli różni ludzie. Jedni mniej, drudzy bardziej odważni. Jedni skłonni sprzeciwić się oprawcy, a drugi wręcz przeciwnie. Viktor Frankl przypomina, że nieważne w jakiej rzeczywistości się znajdujemy, bo mamy wolną wolę. To, czy z niej skorzystamy, to nasz świadomy wybór. Świadomy pomimo środowiska, w którym się znajdujemy, czy ludzi, którzy nas otaczają. 

* * *

W etapie po wyzwoleniu Frankl dokonał charakterystyki psychiki na przykład strażników. Można ich podzielić identycznie jak więźniów. Jest rasa ludzi przyzwoitych, ale i rasa ludzi, którzy nie wiedzą co to przyzwoitość. Często zapominamy o tym, a przecież w tak wielu przypadkach bywało, że to więźniowie ulegli większej demoralizacji i depersonalizacji, niż osoby, które ograniczały ich wolność. 

Bardzo szanuję i cenię to niepospolite i nieschematyczne, ale także otwierające oczy spojrzenie na tak istotne sprawy. Warto jednocześnie zwrócić uwagę na naukę jaką jest logoterapia:

„Ten, kto wie, dlaczego żyje,
nie troszczy się o to, jak żyje”*

- powiedział kiedyś Nietzsche. I to jest właśnie istotą logoterapii. Znalezienie w życiu sensu, który mówiąc brutalnie, będzie powstrzymywał nas od popełnienia samobójstwa, nawet w sytuacji, która pozornie będzie zdawała się być stanem bez wyjścia. 

Człowiek w poszukiwaniu sensu” to pozycja ambitna, nietuzinkowa, którą trzeba poznać, i którą szczerze polecam. Szczególnie powinny przeczytać ją osoby zainteresowane tym, co skrywają zakamarki ludzkiej psychiki. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z pokładów siły, jakie posiadamy. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Człowiek w poszukiwaniu sensu”.


Słyszeliście kiedyś o tej książce? 
Macie ochotę po nią sięgnąć? 

Zapraszam na #Instagram
i życzę udanego czytelniczego weekendu 
wszystkim Molom.

czwartek, 17 września 2015

Czy biedronkowe okazje faktycznie nimi są?

Przewrotny tytuł, nie sądzicie? Ale to właśnie Wy sprowokowaliście publikację tego posta. Kiedy ceny książek w supermarketach nie przekraczają magicznej bariery 22 lub 23 złotych, wtedy zazwyczaj mówi się, że trafiliśmy na wielką promocję. Jednak kiedy sięgają 24,99, albo 26,99 jak to zdarzyło się ostatnio w Biedronce, wtedy włącza nam się czerwona kontrolka i zaczynamy sami siebie pytać: Hmm, czy to aby nie za dużo? 

Z mojej perspektywy wygląda to tak, że (mówimy oczywiście o bestsellerach) każda cena książki poniżej 30 złotych jest atrakcyjna, albowiem ze świecą szukać egzemplarza, który miałby na okładce niższą cenę sugerowaną. Nie zmienia to jednak faktu, że po Biedronce, czy każdym innym markecie bardziej spodziewam się cen takich jak 19,99, niż 26,99. 

Wrodzona ciekawość nie daje mi jednak spokoju i postanowiłam sprawdzić, czy moje i Wasze obawy dotyczące ostatniej promocji i cen bestsellerów są uzasadnione i czy faktycznie w innych księgarniach internetowych jesteśmy w stanie znaleźć tańsze egzemplarze, a jeśli tak to o ile

W tym celu wybrałam pięć książek. W większości przypadków to mój subiektywny wybór (książki, które generalnie znam), ale znalazły się tu również pozycje, o których wspominaliście w komentarzach pod poprzednim postem. Oczywiście biorę pod uwagę ceny książki w takim wydaniu, w jakim była dostępna w supermarkecie. 

1. Znalezione nie kradzione Stephen King

Pierwszą książką, którą wybrałam jest oczywiście najnowsze dzieło Stephena Kinga, które sama zakupiłam w cenie 26,99. Czy przepłaciłam? Zaraz wszyscy się dowiemy. 


Jak się okazuje, zestawienie cen i sklepów z zakładki Gdzie kupić? na portalu LubimyCzytac.pl wskazuje, że taniej znaleźć by się nie udało (nawet na Matrasie, który czasem bywa moją ostatnią deską ratunku, bo na Empik już dawno przestałam liczyć w kwestiach promocji). 


2. Okularnik Katarzyna Bonda

Mój wybór padł na tę książkę, bo trzeba przyznać że jest konkretną cegłą, przekraczającą 800 stron, więc w tym przypadku 26,99 nie wydaje się być aż tak straszną kwotą. Przypominam, że na stanowisku promocyjnym Wydawnictwa Muza w czasie Warszawskich Targów Książki, najnowszą propozycję od Katarzyny Bondy można było zakupić za równe 30 złotych. 


Biedronka proponuje nam tę książkę w cenie 26,99, a inne sklepy: 


3. Papierowe miasta John Green

Książka na topie, niedawno film na podstawie powieści wszedł na ekrany kin. Wiele osób, które znam skusiły się w Biedronce właśnie na tę książkę i nabyły ją w cenie 24,99. 


Czy da się kupić taniej? Być może. Ale niestety te 9 księgarni odpada na wstępie. 


4. Tron z czaszek. Księga 1 P.V. Brett

Pozycja, która przewinęła się we wczorajszych komentarzach, a której właściwie nie znam. W Biedronce do nabycia w cenie 26,99. 


Porównywarka cen na LubimyCzytac.pl nie okazała się zbyt pomocna. Ale zaczęłam poszukiwania na własną rękę. 


Matras.pl proponuje nam cenę 37,56, Ravelo.pl 32,33 za ebook, a dalej jest tylko gorzej. 

I ostatnia wyróżniona pozycja. 

5. Odnaleziony Harlan Coben.



Do nabycia w cenie 24,99. 
Tym razem LubimyCzytac.pl wskazuje jedynie możliwość zakupienia książki w formie ebooka: 


W Matrasie wersja papierowa do nabycia w cenie 25,50. 

Na pomoc może przyjść jedynie mój ulubiony Dyskont Książkowy
czyli Aros.pl:


Wydawałoby się, że przepłaciłam za książkę Stephena Kinga, ale nawet z najtańszym kosztem przesyłki, jestem na plusie. Biedronkowe okazje to naprawdę okazje. 

* * *

A teraz krótko to podsumujmy. 
Moim celem nie było zabłyśnięcie wiedzą na temat cen książek, ani przekonywanie Was, że trzeba już natychmiast wsiadać w autobus i lecieć do supermarketu. Nie jest to też żaden typ reklamy, a raczej eksperyment. Pięć z dwudziestu czterech książek też oczywiście nie musi być wystarczającym dowodem na to, że biedronkowe okazje faktycznie nimi są, ale przyznacie chyba, że taki mały research daje do myślenia. Wydaje się drogo, a okazuje się być najtaniej. 

Oczywiście nie wzięłam pod uwagę aukcji na Allegro, czy innych fantastycznych okazji zdobycia czy to używanych, czy też całkiem nowych książek, ale nie jestem w stanie tego zrobić. 

Pokazałam Wam jednak jak najczęściej sama postępuję zanim wpadnę między książkowe promocje. I Wam również polecam ten sposób. 

Miłego dnia Mole!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...