środa, 29 lipca 2015

#107 Tajemnica Domu Helclów („Tak to już jest (...) że i zbrodnie mają swój styl.”)

Tajemnica Domu Helclów
Maryla Szymiczkowa
288 stron
Wydawnictwo Znak
Ocena: 9/10
Premiera: 13 lipca 2015
Zofia z Glodtów Szczupaczyńska nie była bowiem rodowitą krakowianką. Z czasem (...) przejęła wszystkie zwyczaje tutejszego mieszczaństwa i trzymała się ich tak ortodoksyjnie, że budziło to niekiedy uśmiech politowania jej męża: zakupy robiła w Sukiennicach, w towary kolonialne zaopatrywała się jedynie w sklepie Antoniego Hawełki, na sumę chodziła do kościoła Mariackiego, a z gazet czytała wyłącznie Czas.”*

Vintage” - styl, który bardziej kojarzy nam się z wystrojem salonu, aniżeli z fabułą kryminału. Jak się jednak okazuje, można popełnić „vintage-zbrodnię”, której upływ czasu nadaje swoistej szlachetności. W dodatku można ją popełnić w miejscu, które nigdy nie było miejscem popełnienia morderstwa. A opisać to mogła tylko i wyłącznie Maryla Szymiczkowa, która tak naprawdę nigdy nie istniała. Skomplikowane? Bardzo się cieszę, że tak. Zatem przeczytajcie uważnie do końca. Dzisiaj przybywam do Was z „Tajemnicą Domu Helclów

* * *

Maryla Szymiczkowa to duet, który powołała do życia dwójka literatów. Pierwszym z nich jest Jacek Dehnel - pisarz, poeta, tłumacz i prowadzący bloga „Tajny Detektyw”, a drugim Piotr Tarczyński - tłumacz historyk, amerykanista i Krakus od pokoleń. Z jednej strony stworzyli kryminał w ukryciu, by także autor w pełni wpasowywał się w klimat Krakowa u schyłku XIX wieku, a z drugiej szybko się zdemaskowali. Najważniejsze jednak jest to, że ich eksperyment się udał. Stworzyli dzieło bardzo oryginalne, którego bohaterki nie da się tak łatwo zapomnieć. 


Ową bohaterką jest Zofia Szczupaczyńska - żona profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, charakterna, sprytna, energiczna, wielka hipokrytka, mająca w sobie coś z Herkulesa Poirota i Sherlocka Holmesa, którzy zapewne nie powstydziliby się pracy z nią, bowiem to właśnie ona potrafi łączyć najbardziej zawiłe wątki w całą opowieść. Z jednej strony typowa krakowska dama, dla której najważniejszą świętością są „porządny niedzielny obiad i równie porządne sobotnie sprawunki”, a z drugiej znudzona swoim dotychczasowym życiem kobieta, szukająca emocji, tajemnicy, zagadek, do tego wścibska, która swoją osobą miażdży konwenanse i decyduje się wziąć na swoje barki typowo męskie zajęcie. 

Postać Zofii Szczupaczyńskiej przenosi nas do 1893 roku do tajemniczego Domu Helclów - coś na kształt współczesnego domu spokojnej starości. Czy spokojnej? Nie byłabym tego taka pewna. Najpierw w tajemniczych okolicznościach ginie jedna staruszka, potem druga... A potem trzecia. I gdy okazuje się, że ta pierwsza tak naprawdę nie zmarła śmiercią naturalną, a została otruta cyjankiem, wtedy do akcji wkracza Profesorowa. 

Tajemnicę Domu Helclów” oceniam jako naprawdę dobry kryminał retro. Książka Maryli Szymiczkowej jest wypełniona barwnymi dialogami i humorem. Zabiera nas w arcyciekawą podróż w czasie, do tego niebanalną. Choć akcja nie porywa - toczy się powoli, w dość ślimaczym tempie, to jednak nie ona jest w tej książce najważniejsza. Nie sam kryminał, ale jak to określił Michał Rusinek „arcyszczegółowo odtworzony XIX-wieczny Kraków i jego socjeta”. 


To właśnie ten Kraków z krótkich rozdziałów „Tajemnicy Domu Helclów”, z przydługim wstępem do każdego z nich. Z każdym zdaniem stylizowanym na wiek XIX, z każdym odwołaniem i aluzją do poprzednich wieków. Na tym właśnie polega sedno tej książki. Pastisz - słowo, które w największym stopniu może oddać głębię utworu Maryli Szymiczkowej. 
Teraz pozostaje tylko jedno pytanie. 
Czy ambitna Profesorowa będzie chciała rozwiązać jeszcze jedną zagadkę? 
W końcu powiadają, że: „Co raz wejdzie w krew, to nigdy z niej nie wyjdzie”*. 


Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty w tytule i w treści posta pochodzą z książki Tajemnica Domu Helclów”.

Czy zbrodnia w stylu vintage, 
to coś o czym chcielibyście poczytać? 

29 lipca, to bardzo ważna data dla bloga NiebieskaObwoluta, 
ktoś może wie dlaczego? 

W następnym poście wspomnienie Powstania Warszawskiego.
Niebawem także podsumowanie lipca. 

Cudownego tygodnia Mole!

Zapraszam na: #Instagram

10 komentarzy:

  1. Nie mogę doczekać się lektury :) Uwielbiam kryminały retro :)
    A tak na marginesie- piękny odcień lakieru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kolor mojego lata! Pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Z takim czymś chyba nie miałam jeszcze do czynienia, ale chętnie ten stan rzeczy zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zofia mnie zaintrygowała. ;) Chyba będę zmuszona poznać tę vintage-zbrodnię. Widać, że książkę pisały dwie osoby?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze że o to pytasz, bo zapomniałam wspomnieć w poście, że według mnie jest to nie do rozpoznania. I wydaje mi się, że nie jestem w tej opinii odosobniona, bo nie natknęłam się jak dotąd na recenzję, w której autor pisałby o jakimkolwiek zróżnicowaniu poszczególnych rozdziałów "Tajemnicy Domu Helclów".

      Usuń
  4. Podoba mi się określenie "vintage-zbrodnia". Koniecznie muszę mieć tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałem kiedyś okładkę tej książki na stronie wydawcy, nie sądziłem jednak, że jest to tak ciekawa pozycja z wyjątkowo barwną bohaterką :) Bardzo chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniale! Kawał prześwietnej polskiej literatury. Ja kupię, choćby zaraz. I przeczytam oczywiście. I mam nadzieję na porządny zachwyt! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, kryminał to nie moja bajka, ale z pewnością polecę mamie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na razie mam co czytać, więc podziękuję. Jednak, jeśli będę mieć ochotę na jakiś kryminał to możliwe, ze przeczytam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...