poniedziałek, 15 czerwca 2015

#98 Analfabetka, która potrafiła liczyć („Różnica między głupotą a geniuszem polega na tym, że geniusz ma swoje granice.”)

Analfabetka,
która potrafiła liczyć

Jonas Jonasson
416 stron
Wydawnictwo W.A.B.
Ocena: 7/10
Holger milczał, ale mózg pracował mu na pełnych obrotach. Wszyscy, którzy musieli kiedyś przewozić na pace bombę atomową, znają to uczucie.”*

Choć swoją premierę miała 16 lutego, a jej przeczytanie zaplanowałam sobie już dobre parę miesięcy temu, to plany zamienić w czyn udało mi się dopiero na przełomie maja i czerwca. „Analfabetka, która potrafiła liczyć” nie jest bowiem książką, którą udało mi się „strawić” w jeden wieczór, ale którą smakowałam się rozdział po rozdziale przez dobre pół miesiąca. 

Oryginalnym stylem i humorem Jonasa Jonassona zachwycałam się już przy okazji Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął. Pisałam też wtedy, że jest to książka stworzona do tego, by ją zekranizować, i że czytając ją, uśmiech nie schodził mi z twarzy. 

Subiektywnie rzecz biorąc, pomiędzy tymi dwoma pozycjami jest dużo podobieństw, ale i dużo różnic. Trzeba jednak przyznać, że „Stulatek...” z „Analfabetką...” tworzyliby naprawdę udaną parę. 

* * *

Zacznijmy od tego, o czym (albo o kim) tak naprawdę pisze Jonas Jonasson w swojej najnowszej książce. Tytułową Analfabetką jest Nombeko Mayeki. Niepozorna osóbka, jedna z wielu zajmujących się opróżnianiem latryn w Soweto w RPA. Choć sprawia wrażenie bardzo przeciętnej, to jednocześnie wyróżnia się niebanalnym intelektem. Jest jedną z nielicznych, które potrafią liczyć w Soweto. I to jeszcze jak liczyć. Nombeko Mayeki dzięki swoim zdolnościom udaje się parę razy awansować, oczywiście mówimy tu tylko i wyłącznie o posadzie sprzątaczki, jednak pracując w ściśle tajnych biurach, przyczynia się do stworzenia bomby atomowej, która będzie mieć wpływ na resztę jej życia. 

Nombeko to osoba, którą życie nauczyło, jak radzić sobie w sytuacjach beznadziejnych. A dawać sobie radę można w różny sposób i przy użyciu różnych sprzętów. Czasem trzeba komuś wbić w udo nożyczki, Innym razem trzeba skorzystać z pomocy Chinek, specjalizujących się w tworzeniu podrabianych figurek. Gdy nie ma innego wyjścia, należy spakować swój ubogi dobytek i wyruszyć w podróż do Szwecji. 

To właśnie umiejscowienie akcji w Szwecji i włączenie do fabuły dwóch braci bliźniaków - Holgera 1 i Holgera drugiego nadaje „Analfabetce...” całego smaku. Tutaj właśnie splatają się polityczne wątki, tutaj łączy się głupota jednego z częściową mądrością drugiego. 

Gdyby nie nawiązania historyczne, książka Jonasa Jonassona byłaby totalnie oderwana od rzeczywistości, a tak chociaż jedną nogą trzyma się ziemi. Z „Analfabetką...” jest tak, jak z „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. Jest kolorowa, przerysowana, zabawna, aż człowiek staje się ciekawy, co czeka go w kolejnej minucie projekcji. Niemniej jednak o ile wyobrażałam sobie ekranizację „Stulatka...”, o tyle nie wyobrażam sobie ekranizacji jego następczyni. Prawda jest taka, że po poznaniu tych wszystkich absurdalnych i oderwanych od realności historii, mam wielki chaos w głowie. 

Być może taki był cel autora.
Wielkim plusem książki są krótkie rozdziały, które zostały połączone w większe części, a te z kolei poprzedzone fantastycznymi cytatami. Przyjazna oczom czcionka nie męczy wzroku, a kolorowa okładka bardzo dobrze wypada na zdjęciach. Jeśli miałabym wybrać pomiędzy „Stulatkiem...” , a „Analfabetką...” to pewnie wybrałabym tego pierwszego, ale jeśli miałabym Wam polecić książki z gatunku komediowych i niebanalnych, to z pewnością w czołówce znalazłyby się książki Jonasa Jonassona. SKĄD on bierze takie pomysły? Nie mam pojęcia, ale zazdroszczę wyobraźni. 



. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Analfabetka, która potrafiła liczyć”.
Cytat w tytule autorstwa Alberta Einsteina. 

Więcej zdjęć z książki (lub po prostu - książek) 
na moim Instagramie

Upał (choć dzisiaj na niebie mnóstwo chmur), 
nauka (choć zaliczenia za mną, a egzaminy przede mną). 
Książki na półce się mnożą. 
Jeśli jednak nie macie nic w planach,
polecam Wam Analfabetkę...”. 

Miłego dnia Mole! 

7 komentarzy:

  1. Ja mu zazdroszczę i wyobraźni, i poczucia humoru. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie nie czuję się zainteresowana ta książką, ale kiedyś...może przeczytam?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze książek tego autora, ale mam w planach ! Chociaż te plany, ciągle niestety się przesuwają...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniała szata graficzna. Ten humor, o którym piszesz, jest kuszący :) No i ten chaos,mimo wszystko czasem się przydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka bardzo mnie kusi, jednak nie wiem czy sięgnę po tę książkę. Jakoś się jej obawiam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa książka. Bardzo mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka już kilka razy "przemawiała" do mnie z półki w księgarni, ale zawsze ostatecznie kupowałam coś innego. Chyba jednak powinnam dać jej szansę:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...