sobota, 28 marca 2015

#Zapowiedź: Biorąc oddech

Biorąc oddech 
III TOM cyklu ODDECHY
Rebecca Donovan
464 strony
Wydawnictwo Feeria

Wiecie, że z niecierpliwością czekałam na premierę drugiego tomu, który pojawił się w księgarniach 14 stycznia 2015 roku. Niespełna cztery miesiące po tym wydarzeniu mam przyjemność zapowiedzieć Wam nowość od wydawnictwa Feeria, czyli trzeci i ostatni tom serii ODDECHY. I choć jego tytuł nie brzmi Bez tchu, tak jak się spodziewaliśmy, to fani twórczości R. Donovan czekają na tę premierę z zapartym tchem. 

Już 8 kwietnia będziecie mogli poznać finał tej serii. 
Oto co samo wydawnictwo pisze o książce:

Po trudnych przeżyciach najpierw z dręczącą ją ciotką, a następnie z uzależnioną od alkoholu matką, Emma zupełnie odcięła się od tego, co było. Ale tylko pozornie. Ma nowe życie i nowych znajomych w Kalifornii, a mimo to każdego dnia ścigają ją te same wspomnienia. Broni się przed natrętnymi głosami z przeszłości, również za pomocą tego, czego tak się brzydzi – alkoholu. Tak rozpaczliwie próbuje zapomnieć i ochronić bliskich przed sobą samą…

Co jeszcze ją czeka? Czy nauczy się kochać siebie? Czy wybierze miłość i nadzieję zamiast rozpaczy i mroku? Czy Evanowi uda się ją ocalić? A może zrobi to ktoś inny?

Oto trzeci tom serii Oddechy – ostatnie spotkanie z Emmą i Evanem, ostatnia szansa na to, by wsiąść do kolejki górskiej i wstrzymać oddech aż do ostatniej strony…


Halo,
jest tu jakiś Mól Książkowy, który zna serię Oddechy

piątek, 27 marca 2015

#90 Strefa skażenia („Wirus pojawił się w tych salach (...) i schował się w lesie. Ale pojawi się tu znowu.”)

Strefa skażenia
Richard Preston
320 stron
Wydawnictwo Sine Qua Non
Ocena: 7/10
Nazwa wirusa ebola pochodzi od rzeki Ebola, największego dopływu Mongali, która wpada do Konga. Ebola płynie przez lasy tropikalne, wijąc się między rozrzuconymi na tych terenach wioskami.”*

O przyrodzie można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest prosta. Ten pojawiający się wirus był jak nietoperz przecinający wieczorny mrok. Wydaje się, że jest tuż-tuż, że trzepocze skrzydłami w polu widzenia, a tymczasem już go nie ma.”*

Gdy sam Mistrz Grozy (mam tu na myśli Stephena Kinga) pisze, że jakaś książka jest „jedną z najstraszniejszych rzeczy, jakie miał okazję przeczytać”, to zaczynamy się zastanawiać, czy powinniśmy po nią sięgać. Ja jednak zaryzykowałam i dzięki wydawnictwu Sine Qua Non miałam okazję poznać fascynującą historię badań nad gorączką krwotoczną wywołaną przez wirus Ebola. „Strefa skażenia” swoją premierę miała już w 1994 roku w USA. W roku 2015 przybyła do Polski, a za cel obrała sobie wywołać strach w umysłach czytelników. 

Czy dopięła swego? Zapraszam na słów kilka o „Strefie skażenia” Richarda Prestona. 

* * *

Autorem książki jest znany amerykański dziennikarz. Otrzymał szereg nagród i wyróżnień w dziedzinie reportażu. „Strefa skażenia” przyniosła mu międzynarodową sławę, a jego nazwiskiem nazwano asteroidę. Regularnie pisze dla „The New Yorkera”. 

Książka od wydawnictwa Sine Qua Non to typowy przykład literatury popularnonaukowej schowanej pod maską thrillera medycznego. Autentyczne i przerażające wydarzenia zostały osadzone w specyficznych realiach wśród nowych bohaterów, którzy otrzymali od Richarda Prestona nowe imiona i nazwiska. Burzliwe badania nad ścieżką rozwoju nieznanych wirusów o mały włos nie doprowadziły starcia rasy ludzkiej z kartki, której zapisane zostały dzieje świata. To wszystko zdarzyło się naprawdę, dlategoStrefa skażenia” przeraża i fascynuje jednocześnie

Epidemia, której kolebką jest Afryka dotarła w okolice Waszyngtonu, dzięki czterystu pięćdziesięciu małpom, które miały stać się przedmiotem badań naukowców. Wirusolodzy, o których mowa w książce, to ludzie zdolni do ogromnego poświęcenia. W końcu ich naturalnym środowiskiem pracy jest tytułowa Strefa skażenia będąca obszarem, w którym znajdują się letalne zakaźne drobnoustroje. Ludzie, którzy prowadzili badania nad wirusem Eboli nigdy tak naprawdę nie mieli pewności, czy wychodzą z laboratorium sami, czy wraz z mordercą doskonałym w swojej krwi. 

Książka Richarda Prestona jest rzetelna i niezwykle skrupulatna. Idealnie przytacza historię rozwoju wirusa, sposób w jaki się rozprzestrzenia, a do tego przybliża poszczególne etapy pracy wirusologa i dokładnie definiuje wszystkie zagrożenia z niej wynikające. „Strefa skażenia” ze względu na swój fabularny charakter nie jest nudnym wykładem, ale wciągającą opowieścią. Wyjaśnia wszystkie spekulacje i niedomówienia i powinni na nią zwrócić uwagę szczególnie ci, którzy interesują się medycyną oraz ci, którzy postrzegają siebie jako ludzi o mocnych nerwach

Na uwagę zasługują opisy spustoszenia jakie pozostawiał po sobie wirus Ebola. Opisy objawów choroby zastosowane przez Richarda Prestona są niezwykle drastyczne, a wręcz odrażające. Narracja Richarda Prestona jest dopracowana w każdym calu, nawet jeśli chodzi o kwestie opisu wnętrzności małp w czasie sekcji zwłok. Kilkakrotnie zdarzało mi się pomijać fragment książki, tylko dlatego, że pewne rzeczy wydawały mi się „za mocne”. Skrupulatność ma więc w tej książce dwa oblicza i nie zawsze była potrzebna na tak zaawansowanym poziomie. Jednego możecie być pewni, ostatnią rzeczą która przyjdzie wam na myśl przy „Strefie skażenia” to podjadanie. 

Jak się okazuje, każdy z nas jest ignorantem. Choć wirus Ebola powrócił i z impetem zaatakował ponownie w 2014 roku, mało kto ma tak naprawdę świadomość, czym Ebola jest. Dziękujemy Bogu, że to nas nie dotyczy i po chwili przechodzimy do porządku dziennego. Richard Preston daje nam do zrozumienia podobnie jak Albert Camus w „Dżumie”, choć w mniej symbolicznym aspekcie, że wirus Ebola tak naprawdę nigdy „nie wygasa”, tylko „chowa się w lesie”, usypia naszą czujność, by znowu uderzyć ze zdwojoną siłą. Jeśli nie dla szczegółowych opisów, to dla pokonania wszechobecnej ignorancji i znieczulicy, warto przeczytać tę książkę. 



Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty oraz krótki biogram Richarda Prestona pochodzą z książki Strefa skażenia”.


Powoli przygotowuję się do comiesięcznego podsumowania.
Coś mi mówi, że znowu będziecie mogli w nim przeczytać o pięciu książkach

Co myślicie o „Strefie skażenia”, 
o której ostatnio głośno na blogach? 
Czy jest to książka dla Was? 

sobota, 21 marca 2015

#Zapowiedź: W cieniu

W cieniu
ASA Harrison
352 strony
Wydawnictwo Znak Literanova
Premiera: 12 stycznia 2015

Wraz z wydawnictwem Znak Literanova chciałabym Was serdecznie zaprosić na recenzję książki W cieniu ASY Harrison, która zostanie opublikowana na blogu Niebieska Obwoluta na początku kwietnia. 
Przyszłą recenzję chciałabym szczególnie zadedykować fanom Zaginionej dziewczyny autorstwa Gillian Flynn.

O czym jest W cieniu

Nagroda „Guardiana” dla najlepszego thrillera psychologicznego.
Milion sprzedanych egzemplarzy.


Todd zostawia Jodi dla dużo młodszej kobiety. Dla Jodi oznacza to koniec życia, które dotąd prowadziła: pięknego domu, stabilizacji, bezpieczeństwa. Jedynym, i najlepszym wyjściem z tej sytuacji wydaje się zamordowanie partnera, zanim ten zmieni testament.
W cieniu to przenikliwa, psychologicznie wiarygodna analiza rozpadu związku i tego, do czego zdolny jest zwykły człowiek, który może stracić wszystko. 
(Wydawnictwo Znak) 


Książka zapowiada się bardzo ciekawie. 
Ktoś z Was ma na nią ochotę? 

czwartek, 19 marca 2015

#1 Współpraca z wydawnictwami. O kooperacji słów kilka. Wydawnictwo Esprit.

Drogie Mole Książkowe, 

Czym jest czytanie? Z jednej strony to czynność, którą można dość niepozornie określić skutecznym wypełniaczem czasu, ów wypełniacz z czasem przeradza się w pasję, a sama pasja z kolei staje się sposobem na życie. Książka może być dla nas tylko chwilową rozrywką, ale gdy zaczynamy postrzegać ją jako stały element dnia codziennego, to w końcu odczuwamy deficyt źródeł, z których moglibyśmy te książki pozyskać. Biblioteka wydaje się już tak dobrze znana, nie mówiąc już o naszych biblioteczkach, w których oczywiście od czasu do czasu pojawia się coś nowego, ale to wszystko jest nam tak bliskie, że aż nudne. 
W takich sytuacjach z pomocą przychodzą nam wydawnictwa, które z roku na rok, a może i nawet z miesiąca na miesiąc są coraz bardziej przychylne Molom Książkowym, posiadającym własny skrawek Internetu. 
Kiedy poczułam deficyt książek i chciałam najprościej mówiąc poznać nowe oblicza literatury, zaczęłam pisać do różnych wydawnictw po to, by móc otrzymywać egzemplarze recenzyjne książek. Mimo nauki udało mi się wygospodarować skrawek czasu dla książek, które nie zawsze pochłaniały mnie od początku do końca. 
Dzisiaj kiedy sięgam po 41 książkę, którą otrzymałam dzięki uprzejmości jednego z wydawnictw, cieszę się, że kiedyś odważyłam się w sposób niezwykle nieśmiały napisać jedną z propozycji i rozesłać ją tu i tam. Oprócz tego, że utwory cieszą moje oko, poszerzają czytelnicze horyzonty i sprawiają, że Wy - tak właśnie Wy - macie ochotę wpisać w pasku adresowym NiebieskaObwoluta.blogspot.com i poznać jedną z książek, które dopiero weszły na rynek wydawniczy, to największą przyjemność jeszcze przed samym czytaniem, sprawia mi otrzymywanie paczek i pierwszy kontakt z pachnącą nowością. 

W dzisiejszym poście chciałabym Wam przedstawić pięć książek, które otrzymałam od wydawnictwa Esprit i które zapoczątkowały moją przygodę recenzencką. Warto wspomnieć, że początki mojej współpracy ograniczały się do książek o charakterze religijnym, a pierwszą pozycją, którą otrzymałam była Potęga Bożego Szeptu Billa Hybelsa (od września 2011, zdążyłam wymienić na portalu LubimyCzytac). Wspomnienia te wywołują uśmiech na mojej twarzy i liczę na to, że to jeszcze nie koniec mojej pracy-współpracy, bo jeśli chodzi o książki, to niezwykle trafnym zdaje się tu być stwierdzenie: apetyt rośnie w miarę jedzenia

Książki od wydawnictwa Esprit
  • Ks. M. Stanzione Cierpiące dusze, 2013
  • Papież Franciszek Wymagania i pasja, 2013
  • Ann Voskamp Tysiąc darów, 2012
  • Marcel Pagnol Czas tajemnic, 2011
  • O. Leon Knabit OSB Ulubiony Bilbord Papieża, 2012
Ks. M. Stanzione Cierpiące dusze 

Dlaczego warto przeczytać tą książkę? Bo zostaje w niej poruszony temat, którego raczej "nie dotykamy" codziennym życiu, ani na lekcjach religii, ani w domu, ani w kościele. Z reguły gdzieś z tyłu naszej głowy znajduje się szuflada, w której zamknęliśmy naszą świadomość przemijania i nieuniknionej śmierci, jednak kwestia życia pozaziemskiego nie jest przez nas poznawana. Żyjemy zgodnie z hasłem carpe diem, odsuwając tak skomplikowane sprawy jak sprawa śmierci. Nie znaczy to, że książka "Cierpiące dusze" sprawi nagle, że odkryjemy tajemnice tamtego świata, bo jak mówi nam jeden z fragmentów "nikt nie zna tajemnic tamtego świata, a naukowcy wiedzą tylko o tysiącznej części tego, co jest tu, w ziemskim świecie" - jednak jest to książka, która zmusi nas do myślenia.(fragment recenzji)

Przeczytana 24.10.2013 | Recenzja na blogu NiebieskaObwoluta | Ocena: 8/10

izajasz.pl
Papież Franciszek Wymagania i pasja

Uważam, że książka jest interesującą pozycją i wyróżnia się na tle różnych innych utworów o tematyce religijnej i nawet nie przez to, że została napisana przez przyszłego papieża, ale ze względu na fakt, że zostały w niej sformułowane problemy współczesnego świata, a także sposoby jak im stawić czoła. Gdy poznajemy sposób myślenia J. M. Bergoglia, przestajemy się dziwić, że ten człowiek potrafi swoją nauką zyskać wielu entuzjastów. Każdy z nas jest wychowawcą! - Myśl przewodnia tej książki, o której trzeba pamiętać nie tylko podczas jej czytania, ale także w życiu codziennym.(fragment recenzji)

Przeczytana 19.10.2013 | Recenzja na blogu NiebieskaObwoluta | Ocena: 7/10

niedziela.pl
Ann Voskamp Tysiąc darów

Przeżyć dobrze swoje życie – co to właściwie oznacza? Zastanawiając się nad tym, Ann Voskamp zachęca, by nauczyć się sztuki codziennego odkrywania Bożych darów. Autorka przekonuje, że w monotonii codziennych obowiązków, stresu związanego z tempem uciekającego czasu, natłokiem problemów finansowych i rodzinnych, można odnaleźć smak prawdziwego szczęścia. Czy to w ogóle możliwe? Czy da się odczuwać wdzięczność za życie, które wydaje się tak niedoskonałe, a momentami nawet mroczne? Zamiast dopisywać kolejne niespełnione marzenia do listy rzeczy, które chciałabyś zrobić przed śmiercią, otwórz oczy na dary, które otrzymujesz nieustannie, i naucz się za nie dziękować. Poznaj przemyślenia autorki na temat pracy, rodzicielstwa i zacznij tworzyć własną „kronikę wdzięczności”, która oddali wszelkie lęki i przybliży Cię do Boga, dawcy głębokiego i trwałego szczęścia.(LubimyCzytac)

Przeczytana 16.07.2012 | Ocena: 7/10


Marcel Pagnol Czas tajemnic

Przenieśmy się na moment myślami do świata słonecznej Prowansji, gdzie w powietrzu unosi się zapach przypraw,a w oddali słychać głosy bawiących się dzieci. Chwilami ta aura może kojarzyć się z błogim dzieciństwem każdego z nas. Kto nie chciałby na kilka dni powrócić w takie lata i poczuć w unikalny sposób zapach lipca? 

Marcel Pagnol, francuski prozaik stwarza nam świetną okazję, by ponownie doświadczyć tych wszystkich emocji. Ten człowiek, który zapisał się w pamięci swoich rodaków jako postać niezwykle "dowcipna i pogodna", stworzył pod koniec życia trzy książki. Unikalne, bo autobiograficzne. Kolejno: "Chwała mojego ojca", "Zamek mojej matki" i "Czas tajemnic". Dzięki uprzejmości wydawnictwa Esprit, miałam okazję sięgnąć po ostatni z tych trzech utworów i nie żałuję. Czytając "Czas tajemnic" nie miałam wrażenia opuszczenia I i II części z cyklu "Wspomnień z dzieciństwa". Wręcz przeciwnie... Czytając, myślałam o tym, że książka stanowi od niczego niezależną wspaniałą opowieść o młodości i tych największych, pierwszych problemach. Z każdą stroną narastała chęć poznania jeszcze większej części, tak wspaniale przeżytego dzieciństwa Marcela Pagnola, a to właśnie mogą umożliwić poprzednie części wspomnień.

"Czas tajemnic" ukazuje nam w zabawny, a zarazem skłaniający do myślenia świat młodego Marcela. Marcel Pagnol ma przyjaciół, zaskakującą rodzinę i wiele przygód, o których każdy z nas kiedyś marzył, bądź teraz wspomina. Bohatera poznajemy w czasie wakacji, jesteśmy świadkami jego pierwszych zauroczeń i złamań serca, a także pierwszego, poważnego kroku w dorosłość, którym jest zmiana szkoły. Każdy z nas to przeżywał, stąd cała jego historia jest dla nas retrospekcją. W życiu Marcela wiele się zmienia, a my wciągnięci w tą nagłą przemianę, mamy ochotę być jej świadkami do samego końca. 

Język jakim posługuje się Marcel Pagnol jest łatwy i przyjemny. Książka wręcz przepływa nam przez palce. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że autor swoim poziomem i stylem przypomina dziecko... Zdecydowanie nie, Marcel Pagnol wraca myślami do swojego dzieciństwa, jednak przybiera postawę człowieka doświadczonego i swym zwiewnym i delikatnym językiem kradnie nam czas. "Czas tajemnic" to książka, na którą poświęciłam dwa popołudnia i nie był to zmarnowany czas. 

Szczególnie chciałam zwrócić uwagę na piękną oprawę graficzną książki. Czytając opinie innych na forach internetowych dochodzę do wniosku, że to nie tylko moje zdanie. Mówi się, że nie ocenia się książki po okładce, jednak nie da się ukryć, że to okładka współtworzy atmosferę całego dzieła. W tym przypadku rysunki francuskiego ilustratora o imieniu Jean - Jacques Sempe wprowadzają ład i harmonię, nadając lekkość i finezję całej książce. (całość recenzji)

Przeczytana 04.07.2012 | Ocena: 10/10

merlin.pl
O. Leon Knabit OSB Ulubiony Bilbord Papieża

Dlaczego bilbord? Młody Karol Wojtyła, gdy patrzył przez okno swojego rodzinnego domu, widział zegar słoneczny z napisem: "Czas ucieka, wieczność czeka". Tak właśnie wyglądał ten "ulubiony bilbord Papieża". Kilka prostych słów, które wywarły niezwykły wpływ na życie Jana Pawła II. Opowiada o tym ojciec Leon Knabit - mnich benedyktyński z Tyńca.

Ojciec Leon spotkał się z Karolem Wojtyłą po raz pierwszy w 1957 roku w Beskidzie Żywieckim. Ich serdeczna znajomość trwała aż do końca życia Papieża. Ostatni list od niego ojciec Leon otrzymał w lutym 2005 r. Łączyła ich nie tylko pasja wędrowania po górach i świecie, ale również niezwykłe poczucie humoru i dobry kontakt z młodzieżą.

Opowieść ojca Leona o Janie Pawle II to nie tylko osobiste, pełne ciepła wspomnienia niezwykłych spotkań z nim w Polsce i w Rzymie, ale co ważniejsze - głośne i mocne przypomnienie najważniejszych słów Papieża, jakie wypowiedział on do swoich rodaków. Słów, które do dziś nie tracą nic ze swojej aktualności.

Autor ma nadzieję, że każdy Czytelnik znajdzie wśród nich swój "ulubiony bilbord". I pozwoli, aby wywarł niezwykły wpływ na jego życie...(LubimyCzytac)

Przeczytana 25.05.2012 | Ocena: 9/10

izajasz.pl
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Obecność jednych recenzji, a brak drugich wynika z faktu usunięcia mojego poprzedniego bloga, na którym były publikowane. Mam nadzieję, że post Wam się podobał i już niebawem zapraszam na kolejną odsłonę tego cyklu. Następnym razem również powrócimy do tematu religii, ale nie zabraknie też podróży i wątku biograficznego. 

Czy znajdujecie wśród tych książek coś dla siebie? 
Już dzisiaj życzę Wam miłego weekendu! 

środa, 18 marca 2015

#89 Gwiazd naszych wina („To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina.”)

Gwiazd naszych wina
John Green
320 stron
Wydawnictwo Bukowy Las
Ocena: 10/10
I w to właśnie wierzę. Wierzę, że wszechświat chce, byśmy go zauważali. Myślę, że wszechświat jest bardzo ukierunkowany na świadomość, że nagradza inteligencję po części dlatego, że lubi gdy ktoś docenia jego elegancję. A kimże jestem ja, jakiś epizod w dziejach by mówić wszechświatowi, że on - albo moje postrzeganie go - jest tymczasowe.”*

Dzisiaj przybywam do Was z książką, której przeczytanie zajęło mi tylko jedną, krótką sobotę. „Gwiazd naszych wina” to książka, którą większość z Was zna dzięki wersji papierowej, a część także pod postacią produkcji filmowej. 
W czym tkwi jej fenomen? 
Z pewnością zaskoczę Was mówiąc, że utwór Johna Greena nie wnosi do literatury nic nowego i innowacyjnego, ale czy jest dużo autorów, którzy zdobywają się na to, by na kartach książki stawić czoła chorobie i śmierci? 
Oto przed Państwem John Green, który na pewno kiedyś czytał „Juliusza Cezara” Wiliama Szekspira.

* * *

Hazel to młoda kobieta. Ma szesnaście lat i krótko po tym jak dostaje pierwszą miesiączkę, dowiaduje się, że jej organizm jest domem dla tajemnego tworu czyli raka tarczycy. Jeden z najcichszych zabójców nie poprzestaje jednak na zaatakowaniu tego narządu i postanawia także pokusić się na zniszczenie płuc. Szczęście w nieszczęściu, że Hazel z powodzeniem poddaje się innowacyjnej terapii, która na chwilę potrafi uśpić nowotwór. Jednak ten dar od niebios w oczach Hazel jest tylko próbą przedłużenia jej męki, a także męki jej bliskich. 
Do czasu poznania Augustusa
Augustus, czy też Gus swoją dotychczasową walkę z rakiem kości przepłacił amputacją nogi. Jego choroba, w przeciwieństwie do schorzenia Hazel jest jednak uleczalna, a same statystyki dają mu nawet 85% szans na całkowity powrót do zdrowia. Czy to nie cud? 
Cudem było się znaleźć w tych 15%. 

Nie dziwię się, że „Time” nazwał tę książkę absolutnie genialną. Dziwię się, że nie nazwał jej „absolutnie wzruszającą”, bo już dawno nie miałam okazji przepłakać ostatnich pięćdziesięciu stron lektury. John Green stworzył książkę o młodzieży, dla młodzieży i choć czasy młodości ma już chwilę za sobą, udało mu się to jak mało komu. Zmagania z chorobą w świetle młodego wieku są czymś przerażającym i niesprawiedliwym. Młodzi ludzie z „Gwiazd naszych wina” zostali „wydarci” z normalnego życia na rzecz własnej wojny, będąc pozbawionym amunicji. Postaci wykreowane przez Johna Greena są w całości autentyczne i nie da się tu dojrzeć cienia aktorstwa. Zmuszają nas do refleksji nad życiem ze śmiertelną chorobą i po poznaniu ich, już nic nie jest takie samo, bo na długo zapada nam w pamięci obraz ciężkich doświadczeń, frustracji i walki z codziennością. 

Gwiazd naszych wina” jest także pełna miłosnych uniesień, ale uniesień pod presją umykającego pod palcami czasu. Skoro tak mało go zostało, trzeba czerpać z życia to, co najpiękniejsze - czyli samą esencję. Dla Hazel i Augustusa tą esencją jest ich miłość i wzajemna fascynacja. Czyja to wina, że owa fascynacja musiała się tak szybko zakończyć? Tylko i wyłącznie tytułowych „gwiazd”. 

Choć wszystko to, do czego prowadzi choroba przemieszana z miłością zdaje się być oczywiste, to książka Johna Greena z pewnością należy do książek nieoczywistych i nadzwyczajnych. „Gwiazd naszych wina” to wielowarstwowa historia, w której każdy znajdzie dla siebie małe pole do refleksji. I właściwie, nawet gdybym chciała napisać o tej książce więcej, powiem tylko, że jeśli jeszcze nie mieliście okazji jej przeczytać, to dłużej nie zwlekajcie. Rzadko mi się zdarza zaniemówić z emocji. 

Cholernie trudno zachować godność, gdy wschodzące słońce jest zbyt jaskrawe dla twoich gasnących oczu.”*


John Green to autor książek dla młodzieży, które bez problemów trafiają na listy bestsellerów New York Timesa i które otrzymują wiele nagród, jak choćby nagrodę im. Michaela L. Printza czy nagrodę im. Edgara Poe. Wspólnie ze swoim bratem Hankiem tworzy projekt vlogbrothers w serwisie youtube, który dał początek wspaniałemu ruchowi zwanemu nerdfighterią. -  LubimyCzytac.pl

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Gwiazd naszych wina”,
cytat w tytule autorstwa W. Szekspira


Nie mogę doczekać się kolejnych spotkań z tym autorem. 

piątek, 13 marca 2015

#88 Dom z witrażem („Lwów - miasto spadających balkonów...”)

Dom z witrażem
Żanna Słoniowska
304 strony
Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena: 8/10
Dużo później dowiedziałam się, że nie każda kamienica skrywa w swoim wnętrzu witraż, a jeżeli już, to dużo mniejszy. Nasz zajmował całą klatkę schodową. Niczym kurtyna oddzielał to, co było wnętrzem kamienicy, od podwórza, ciągnął się przez wszystkie piętra z góry na dół. (...) Niestety autor jest nieznany. (...) W krakowskich zakładach Żeleńskich gdzie przed wojną robiono większość lwowskich witraży nic o nim nie wiedzą.”*

Dom z witrażem” to książka, której autorka zajęła pierwsze miejsce w konkursie zorganizowanym przez wydawnictwo Znak Literanova na najlepszą powieść. W umysłach większości krytyków dzieło, które wyszło spod pióra Żanny Słoniowskiej jawi się jako „historia otwierania oczu na sztukę i historię”.
Dla mnie to jednak przede wszystkim książka nieoczywista i w takim świetle będę chciała Wam ją dzisiaj przedstawić.

Był lipiec 1988 roku, moja matka zginęła w nierównej walce z totalitaryzmem sowieckim.”*
Choć „Dom z witrażem” nie zaczyna się od tych słów, to właśnie one najlepiej opisują wydarzenia, od których Żanna Słoniowska zaczyna snuć swoją opowieść. Autorka bowiem od momentu, w którym to dramatyczne wydarzenie miało miejsce, rozpoczyna przedstawiać czytelnikom skomplikowane relacje między czterema pokoleniami. Przy czym na scenie, na której różni ludzie, przywdziewają różne maski, światła reflektorów zwrócone są na kobiety - prababka, babka, matka i wnuczka opisująca świat z własnej perspektywy.
Jesteśmy jak matrioszki, jedna siedzi w brzuchu drugiej, nie do końca wiadomo która w której, wiadomo tylko, która żyje, a która nie, jesteśmy jak matrioszki przeszyte jednym strzałem na wylot...”* - pisała najmłodsza. I faktycznie tak było. Choć więcej rzeczy ich dzieliło, niż łączyło, to z pewnością spoiwem dla nich było tło historyczne - każda z nich żyła na tle przeobrażeń ustrojowych i historycznych, a także fakt, że każda z nich czuła się w innym sensie niespełniona.

Kobiety - „matrioszki” opisywane przez wnuczkę nie żyły jednak w próżni. To Lwów zdaje się być łącznikiem wszystkich pokoleń i tradycji. Nie da się ukryć, że jest to miasto istniejące na styku czterech kultur, gdzie dominowały wpływy ukraińskie, polskie, rosyjskie z domieszką żydowskich. Potrzebne są dwa równoległe miasta o dwóch różnych nazwach, Lwów i Lviv. (...) Ale miasto było jedno i dlatego zaczęła się wojna...”* - pisała autorka. Choć ten rodzaj myślenia może wydawać się dziecinny, to najlepiej oddaje panoramę miasta „zdewastowanych pomników Lenina”.

Dom z witrażem” to książka, która nie porywa i nie zachwyca w momencie czytania, ale dopiero wtedy, gdy popełnimy refleksję nad całością treści. Dostrzeżemy wtedy cudowne opisy Lwowa, historię Ukrainy i pozbawione złudzeń, naturalistyczne opisy życia w niewyobrażalnie trudnych czasach. To, że Lwów zachwyca, nie znaczy, że jest dosłownie piękny. Lwów zdumiewa swoim czarodziejskim nastrojem, który został przerwany zawieruchą, konfliktami i zniszczeniem.

Mówiąc o książce Żanny Słoniowskiej, nie można zapominać o jedynym męskim bohaterze - Mikołaju, który wtajemnicza i wprowadza bohaterki w zaplątane ulice i uliczki Lwowa. To on zdaje się być przewodnikiem wytyczającym ścieżkę fascynacji głównych bohaterek. Mikołaj wprowadza chaos w ich życie jednocześnie dając każdej z nich szczególne poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa.

Dom z witrażem” to smutna proza życia, która została opisana w sposób niezwykle poetycki, niedosłowny i ukryty pod maską niedomówień. Jeśli chcesz po nią sięgnąć, musisz być przygotowany na błądzenie w zakamarkach myśli autorki. Książka Żanny Słoniowskiej łącząc w sobie zwyczajne życie człowieka i niezwyczajne miasto w różnych przestrzeniach czasowych pokazuje, jak wygląda pragnienie wolności i rewolucja wywracająca porządek świata. Tytułowy witraż wyróżnia się na tle „spadających balkonów”. Jest dobrem, o które wspólnie się walczy i próbuje się ocalić od zapomnienia. Gdy zaczyna pękać, w nasze życie równocześnie zaczyna wkraczać strach. Oto „historia pcha się do naszego życia drzwiami i oknami.”*


Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

W serii Proza PL, prócz książki Żanny Słoniowskiej ukazały się także „W krainie czarów” Sylwii Chutnik oraz „Szum” Magdaleny Tulli.

Żanna Słoniowska to Ukrainka o polskich korzeniach, dziennikarka, tłumaczka. O swojej powieści mówi: „W trakcie pisania tej książki krew przelana współcześnie za wolną Ukrainę była fikcją. Niestety w lutym 2014 przestała nią być.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Dom z witrażem”.


Słyszeliście o książce Żanny Słoniowskiej? 
A może czytaliście pozostałe książki z serii Proza PL?

Miłego weekendu!

poniedziałek, 9 marca 2015

#Zapowiedź: Odłamki

Odłamki
Ismet Prcić
432 strony
Wydawnictwo Sine Qua Non
Premiera:
18 marca 2015

Wraz z wydawnictwem Sine Qua Non mam przyjemność zapowiedzieć Wam premierę książki Odłamki. Tytuł oryginału to Shards, a autorem polskiego tłumaczenia jest Jarosław Rybski. 

Odłamki to książka, w której znajdziecie panoramę umęczonej konfliktem etnicznym Bośni. 

Ismet kocha teatr, chce się umawiać na randki i pić wino z przyjaciółmi. Ale w rozdartej okrutnym konfliktem etnicznym Bośni nie ma na to miejsca. Po dramatycznych wydarzeniach chłopak zostawia całą rodzinę. Zostaje uchodźcą. Jednak ucieczka do amerykańskiego raju tylko pozornie jest wybawieniem…
Mustafa Nalić jest żołnierzem. Jego rzeczywistość to wszechobecne okrucieństwo, śmierć najbliższych i frontowe koszmary. Losy dwóch młodych mężczyzn zaczynają się ze sobą niebezpiecznie splatać. Jakby należały do jednego człowieka… Kim naprawdę są Ismet i Mustafa?
Odłamki to imigracyjna powieść z przejmującą panoramą umęczonego wojną kraju i jednocześnie niezwykła „autobiografia” – element terapii Ismeta Prcicia. Książka zachwycająca młodzieńczą nadzieją i humorem, a także wielką dojrzałością w rozliczeniu wojennej traumy. Wydawnictwo Sine Qua Non
Ismet Prcić (ur. 1977)
Uznany dramaturg i reżyser bośniackiego pochodzenia. Uciekając przed wojną domową, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Po zdobyciu tytułu magistra sztuk pięknych na Uniwersytecie Kalifornijskim zajął się pisaniem. Odłamki to jego literacki debiut. Powieść zdobyła uznanie krytyków oraz została licznie nagrodzona m.in. przez gazety „New York Times” (Notable Book of the Year) i „Chicago Sun Times” (Najlepsza Książka Roku). Autor wraz z żoną mieszka w Portland w stanie Oregon. 


Nie mogę się doczekać momentu, w którym książka wyląduje w moich rękach. Co o niej myślicie? Wydaje się być równie dobra, jak smutna. 

sobota, 7 marca 2015

#87 Anatomia kłamstwa (Prawda, półprawda, półkłamstwo i kłamstwo...)

Anatomia kłamstwa
P. Houston / M. Floyd
S. Carnicero / D. Tennant
299 stron
Wydawnictwo Sine Qua Non
Ocena: 8/10
Premiera: 18/02/2015
Kto ma oczy do patrzenia i uszy do słuchania, może się przekonać, że żaden śmiertelnik nie jest w stanie utrzymać niczego w tajemnicy. Kiedy milczą jego usta, gada za pomocą koniuszków palców, zdrada sączy się z niego każdym porem ciała.” 
Zygmunt Freud. 

Nikt nie lubi być okłamywany. To fakt. Ale znaczna część osób jeszcze bardziej niż być ofiarą oszustwa, nie lubi oszukiwać innych, bo wiąże się to z wielkim stresem, grą emocji i przywdziewaniem nie pasującej nam do twarzy maski. Czym jest kłamstwo? Czy to tylko stwierdzenie niezgodne ze stanem faktycznym, a może to po prostu prawda w przebraniu? 
Niestety w codziennym życiu nie jest tak dobrze jak w bajkach, gdzie po minięciu się z prawdą wyrastał komuś długi nos. W dzisiejszym świecie musimy się wykazać nie lada sprytem, by złapać oszusta na gorącym uczynku. Mówi się, że z ciekawością słucha się kłamstw, gdy zna się prawdę. Byli agenci Central Intelligence Agency coś o tym wiedzą. Dzisiaj wyciągają do nas pomocną dłoń i za przyczyną „Anatomii kłamstwa” chcą podnieść poziom naszej inteligencji społecznej. Czy im się uda?

***

Autorzy „Anatomii kłamstwa” to przede wszystkim ludzie z ogromnym doświadczeniem, którzy mogą pochwalić się długim stażem pracy dla CIA, a także podobnych agencji. Philip Houston, Michael Floyd oraz Susan Carnicero aktualnie są członkami QVerity, firmy, która przeprowadza szkolenia i zapewnia usługi w zakresie technik wykrywania oszustw oraz weryfikacji kwalifikacji i przesłuchań. Jest jeszcze czwarty autor, Don Tennant, który choć posiada doświadczenie w tworzeniu kluczowych raportów wywiadowczych, to bardziej znany jest ze swej działalności dziennikarskiej. Te oto postaci złączyły swoje siły i postanowiły stworzyć poradnik, którzy ukazując mnóstwo przykładów kłamstw i rozkładając je na części pierwsze pozwoli nam „dorwać kłamcę w najbliższym otoczeniu”.

„Dorwać kłamcę w najbliższym otoczeniu” to stwierdzenie zbyt ogólne. Należy zdawać sobie bowiem sprawę z tego, że „jeśli ta książka, ma pomóc ci nauczyć się wychwytywać moment wykrycia kłamstwa i dzięki temu rozpoznawać ludzką nieszczerość, pamiętaj, że ma ci ona przypominać także o tym, że wokół ciebie są dobrzy ludzie, którzy robią dobre rzeczy i naprawiają błędy spowodowane przez kłamstwa. Nigdy nie pozwólmy sobie zapomnieć, jak prawdziwe jest to zdanie.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z książką o podobnej tematyce, dlatego bardzo się cieszę, że „Anatomia kłamstwa” w tak krótkim czasie od premiery znalazła się w moich rękach. Mimo, że to poradnik, pochłania nas dużo bardziej niż niejedna powieść, bowiem pozycja ta stawia czoła sytuacjom z życia codziennego, obalając przy tym mnóstwo mitów, takich jak na przykład ten, który utożsamia wariograf z ludzkim wykrywaczem kłamstwa. „Nie istnieje nic takiego jak ludzki wykrywacz kłamstwa. Urządzenie wariograficzne nie wykrywa kłamstw. Wykrywa zmiany fizjologiczne, które zachodzą w ciele osoby poddawanej badaniu i stanowią odpowiedź na bodziec, którym jest zadane przez przesłuchującego pytanie.
Ponoć każdy kłamie średnio dziesięć razy na dobę, dlaczego więc nie mielibyśmy poznać, czy ktoś jest wobec nas szczery, czy też nie. Życie jest chyba za krótkie, by marnować je, otaczając się oszustami, prawda? 

Anatomia kłamstwa” to książka, która definiuje kłamstwo, a jednocześnie uczula nas na pochopność i krzywdzące opinii na temat innych ludzi. Jest inteligentna i zawiera optymalne nakłady wiedzy z dziedziny psychologii. Książka, o której mowa to klasyczny przykład literatury popularnonaukowej, w której język potoczny jest połączony z naukowym, przy czym nie musimy się martwić, że dany fragment stanie się dla nas niezrozumiały, bowiem wszystkie pojęcia naukowe zostały zdefiniowane. Cechą wyróżniającą ją jest wiarygodność płynąca z mnóstwa przykładów. Każdy z nich został odpowiednio zinterpretowany, a także zostały z nich „wyciśnięte” wszystkie możliwe wnioski i porady dla czytelnika. „Anatomia kłamstwa” to książka przemyślana od początku do końca, po której widać, ze jest owocem wytężonej pracy i wieloletnich doświadczeń, które są nie do podrobienia. Z pewnością tego typu literatura poszerza nasze horyzonty myślowe i warto na jej rzecz porzucić niejedno romansidło

Szybkie pochłonięcie książki umożliwiają nam krótkie, kompleksowe rozdziały w liczbie czternastu, które wprowadzane są wspaniałymi cytatami ważnych ludzi z różnych dziedzin nauki, na przykład Zygmunta Freuda, czy Galileusza. Autorzy również wyposażyli nas w kilka dodatków, takich jak na przykład proponowane listy pytań, które mogłyby pomóc wytropić przez nas kłamstwo, a także przykładowe analizy ludzi. 

Jedynym mankamentem książki są wszechobecne uwagi w ramkach na marginesach, które dość negatywnie i skutecznie odrywają nas od głównej treści książki. To co się w nich znalazło, można było umieścić na dodatkowych stronach i wtedy nasze oczy, poczułyby się dużo bardziej komfortowo. 

Anatomia kłamstwa to książka, którą Wam szczerze polecam. Już dawno tak dobrze nie czytało mi się żadnego poradnika. Dzięki niej można poczuć się dużo pewniej i bezpieczniej. Należy pamiętać, że nie stanowi ona gotowej recepty, ale jest swoistym modelem i to od nas zależy, w jakim stopniu go użyjemy. „Posiadanie wiedzy na temat modelu nie oznacza, że zostajesz nagle wyposażony w super moc, która pozwala ci dostrzec kłamstwo wszędzie, gdzie się ono pojawi.Musisz jeszcze do tego przepisu dorzucić garść własnej inteligencji, jednak wiedz, że warto. „Anatomia kłamstwa to nie imitacja, ale innowacja wśród pozycji wydawniczych
Przeczytaj, a przekonasz się, że mam rację. 


Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Anatomia kłamstwa”.

Źródło: labotiga.pl
Co sądzicie o tej pozycji? 
Jest warta Waszych pieniędzy? 

czwartek, 5 marca 2015

#86 Klucz („Licz tylko na siebie. To jest klucz do sukcesu.”)

Klucz
Elżbieta Wardęszkiewicz
426 stron
Wydawnictwo Novae Res
Ocena: 7/10
Matka. Popielata blond piękność o chabrowych oczach... Pełnych nadziei? I ja... Dziecko na jej kolanach, przytulone do ramienia, z roześmianą buzią. Zerkające w obiektyw oczami, w których figlują chochliki. Z wielką kokardą we włosach. I druga fotografia matki... W wieku dojrzałym, ze śladami tamtej urody... Oczy bez blasku, patrzące gdzieś w dal... Ze smutkiem? Dlaczego? 
Ojciec. Na fotografii ślubnej stanowczy mężczyzna z zuchowatym wyrazem twarzy.”*

Gdy z okładki spogląda na nas dziecko z ogromnym siniakiem pod okiem, nie sposób przejść obok takiej książki obojętnie. Zaraz po zobaczeniu jej, zaczynamy snuć historie, co takiego mogło się zdarzyć, że ktoś podniósł rękę na dziecko i czy istnieje cokolwiek, co mogłoby ten fakt usprawiedliwić

Niezależnie od poglądów innych na tę kwestię, uważam że przemoc wobec dziecka nie może być niczym usprawiedliwiona. Dzisiaj jednak przychodzę do Was z książką, w której każdy bohater starał się ową przemoc czymś uzasadnić. Zabieram Was w podróż przez życie Meli, głównej bohaterki powieści Elżbiety Wardęszkiewicz pod tytułem „Klucz”. 
* * *

Przygotujcie się na książkę, która wprowadzi do Waszego życia mnóstwo niepokoju i szczyptę zamętu. „Klucz” jest bowiem powieścią, która stara się odpowiedzieć na pytanie, czy z losem można wygrać i ile trzeba mieć w sobie siły i cierpliwości, by odnaleźć w życiu szczęście. 

A wszystko zaczęło się od tego, że ojciec Meli znalazł się w obozie koncentracyjnym. To na zawsze odmieniło życie jego i jego bliskich. Poniżany i zmieszany z błotem mężczyzna po odzyskaniu wolności zaczął przelewać całe swoje cierpienie na rodzinę. Cierpienie, o którym mowa, pod wpływem trudnych wojennych i powojennych czasów, w których została osadzona akcja książki przeistoczyło się w agresję, złość i piekło domowe. Dziewczynka od najmłodszych lat była bita. Użycie tyrani zapoczątkowały klapsy, które z czasem proporcjonalnie do wieku dziewczynki zmieniały się w bardziej dotkliwe ciosy, a często w uderzenie w twarz. Przemoc fizyczna, która tworzy przerażający obraz bezprawia zdaje się jednak być niczym w porównaniu z uszczerbkiem na psychice dziewczynki. To, jak ciężko było jej się odnaleźć w późniejszym życiu u boku partnera, wynikało właśnie z trudnego dzieciństwa. „Klucz” to historia bitego i zgnębionego dziecka, które pomimo całego cierpienia, dotkliwie doświadczonego przynajmniej przez pierwsze dwadzieścia lat swojego życia, z czasem przeobraziło się w kobietę, matkę i głowę rodziny.

Autorka zaprezentowała bohaterów metodą krótkich ujęć z życia. Każdy z rozdziałów jest podzielony na niezbyt obszerne scenki, które pojawiają się, by za moment zniknąć. Bardzo mocną stroną „Klucza” jest język, którego płynność i plastyczność zaskakuje u debiutantki. W fabule tej książki można się zatracić. Utwór Elżbiety Wardęszkiewicz to historia „wydarta z życia”, a takie opowieści są w stanie najbardziej nas pochłonąć, bo zwyczajnie się z nimi utożsamiamy i szukamy analogii między życiem naszym i bohaterów, którzy w książce grają pierwsze skrzypce.

Melania z czasem za namową rodziców, w szczególności ojca, udała się na medycynę. Studia skończyła, a nawet zaczęła myśleć o doktoracie. Jej życie pozornie się ułożyło, bowiem wyszła za mąż za Waldemara i urodziła mu córeczkę Jolę. Wraz z upływem czasu, Waldemar całkowicie stracił do Meli szacunek, co sprawiło, że małżeństwo się rozpadło. Czy pozostałe związki Joli były udane? Należy pamiętać, że jej życie osobiste szczególnie zostało naznaczone piętnem wyniesionym z rodzinnego domu. Melania w każdym ze swych partnerów szukała kogoś odpowiedzialnego, silnego, kto dałby jej poczucie bezpieczeństwa, i który prawdopodobnie miałby coś z jej ojca. Na końcu to jednak ona zawsze przejmowała funkcję bycia „szyją i głową całej rodziny”.

Książka Elżbiety Wardęszkiewicz odbiera spokój, jak każda książka, której bohaterowie traktowani są w sposób niesprawiedliwy, przepełniony przemocą. Jestem zła na matkę Meli, że całe życie żyła w strachu i bała się przeciwstawić swojemu mężowi, nie stając w obronie córki. Jestem wściekła na wszystkich ludzi, którymi otaczała się bohaterka, że nie zauważyli siniaków, skaleczeń i wszystkich innych śladów użycia przemocy. Nie jestem w stanie wyrazić swoich negatywnych uczuć wobec samego ojca, dla którego brak mi słów, aby go potępić, czy ukarać. Na podstawie tej książki, trzeba przyznać, że czasy powojenne, biorąc pod uwagę mentalność ówczesnych ludzi, były czasami ciemnoty i znieczulicy. Jestem przekonana, że większej znieczulicy od tej, której doświadczamy dzisiaj. Ludzie starali nie zauważać się krzywdy innych, by przypadkiem się komuś nie narazić. Wygodniej było im nie widzieć. Na koniec muszę przyznać, że bywały chwile, kiedy chciałam potrząsnąć samą Melą, która w jednej chwili potrafiła wzbudzić współczucie, a w drugiej irytację. Już dawno nie miałam okazji poznać bohaterki, która wywołałaby u mnie tak skrajne uczucia.

Polecam Wam „Klucz” jeśli nie boicie się obrazów niesprawiedliwości i przemocy. Niebawem ma ukazać się druga część losów Melanii zatytułowana „Bez czci i wiary”. Jestem bardzo ciekawa, jak Pani Elżbieta zaplanowała drugą połowę jej życia.


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję dwumiesięcznikowi literackiemu Sofa
oraz wydawnictwu Novae Res. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Klucz”.

Co sądzicie o tej książce? 
Znalazłoby się dla niej miejsce w Waszych biblioteczkach? 



wtorek, 3 marca 2015

#85 Napój miłosny („Jeśli przyjaźń ma być umieralnią miłości, nienawidzę przyjaźni.”)

Napój miłosny
Éric-Emmanuel Schmitt
140 stron
Wydawnictwo Znak
Ocena: 9/10
Nie cierpi się z powodu pożądania - cierpi się, ponieważ gdy się je zaspokoi, ono natychmiast się odradza, zrywając zawarty z człowiekiem rozejm.”*

Adam i Luiza. On - psycholog, który wierzy, że może wywołać u płci pięknej uczucie. Ona uważa, że miłość jest długotrwałym procesem, który przychodzi samoistnie

Kto z nich ma rację? Bohaterowie sami postanowili się o tym przekonać, a my, czytelnicy, czytając ich wiadomości wysyłane do siebie nawzajem, jesteśmy świadkami przeprowadzanego na żywo eksperymentu.

Adam kiedy kochał Luizę, a Luiza niegdyś kochała Adama. Teraz każde z nich przywdziewa maskę człowieka obojętnego, któremu nie zależy na uczuciach drugiej osoby. Jak się domyślacie, pod tą maską kryje się burza uczuć, a im krótsze wiadomości, tym więcej grzmotów jest nam danych usłyszeć.
Éric-Emmanuel Schmitt ponownie wypływa w swej książce na wody miłości. Przeciera jednak nowe szlaki, jeśli chodzi o spojrzenie na nią i nadal zaskakuje

Adam i Luiza nadal się kochają, a próba odkrycia „napoju miłosnego” czyli eliksiru, który mógłby sprawić, że to miłość stanie się w końcu zależna od nas, a nie my od niej, kończy się przewrotną intrygą. 

Napój miłosny” choć pięknie wydany jest książką niezwykle krótką. Niekiedy na jednej stronie znajdziemy tylko pojedyncze zdanie, które posiada moc i pozostaje w czytelniku na długi czas, dając mu do myślenia. 

Niezależnie od tego, czy jesteś czytelnikiem-kobietą, czy czytelnikiem-mężczyzną, znajdziesz tutaj skrywaną głęboko w sercu namiętność, wyeksponowaną dzięki formie, w jakiej autor stworzył tę książkę, a mianowicie w formie listów. 

W codziennym życiu nie masz okazji czytać cudzej korespondencji. Tutaj ta możliwość spada Ci prosto z nieba. Stajesz się świadkiem cudownej relacji kobiety i mężczyzny i choć nie możesz im doradzić, co mają zrobić, to w głowie zaczyna się kłębić mnóstwo porad i refleksji. Schmitt po raz kolejny łamie schematy, jakimi postrzegamy miłość i pamiętajcie
ten autor jest Apostołem Miłości, a przebiegłość to domena kobiet

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Napój miłosny”.


Kto ma ochotę sięgnąć po Napój miłosny”?
Miłego dnia!

niedziela, 1 marca 2015

#10 Podsumowanie lutego | Zapowiedzi na marzec

znalezione na: tumblr
5 przeczytanych książek prześladuje mnie już drugi miesiąc. Tym razem jednak napiszę, zgodnie z Waszymi komentarzami: 5 to wcale nie tak mało! Zapraszam Was was na krótki przegląd minionego miesiąca. 


Niestety nie udało mi się wszystkich książek sfotografować razem. Znalazły się tu pozycje z mojej biblioteczki, z publicznej biblioteki, a także... Prezenty. 
Zacznę może jednego, jedynego rodzynka od wydawnictwa Sine Qua Non
Pozostałe spotkania książkowe były równie ciekawe i przyjemne: 
Oczywiście recenzji najnowszej książki Schmitta, możecie się spodziewać na początku marca. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Marzec będzie wypełniony książkami od wydawnictw. Już teraz wiem, że będzie ich co najmniej trzy. Spodziewać się możecie recenzji Anatomii kłamstwa i Strefy Skażenia od wydawnictwa Sine Qua Non, a także książki pod tytułem Klucz, otrzymanej dzięki współpracy z Sofą. 


Aktualnie jestem w trakcie czytania tej pierwszej ze zdjęcia. 
Chciałabym Wam podziękować za Waszą obecność w lutym, za Wasze odwiedziny i mnóstwo komentarzy. Jednocześnie zapraszam Was na Niebieską Obwolutę w marcu, bo czeka mnie naprawdę aktywny miesiąc. Znaleźć można mnie także: 


Poprzednie podsumowanie znajdziecie tutaj
Z całego serca polecam Wam książkę Jonasa Jonassona, a także opis wypraw ekipy Busem przez świat

Życzę Wam mnóstwa sukcesów i nowych wyzwań wraz z nowym miesiącem. 
Miłej niedzieli!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...