sobota, 31 stycznia 2015

#9 Podsumowanie stycznia | Zapowiedzi na luty

Znalezione na Tumblr
Moi Drodzy, jak wiecie styczeń oraz luty nie należą do ulubionych miesięcy studentów. Mnóstwo zaliczeń, egzaminów oraz bieganina za wpisami do indeksów. To wszystko spowodowało, że w minionym miesiącu przeczytałam tylko 5 książek, z czego zdołałam napisać 4 recenzje. O żadnej z nich nie mogę powiedzieć złego słowa. Każda na swój sposób mnie zaciekawiła, zaintrygowała i dała do myślenia. Zapraszam Was na mały przegląd. 


Na tym stosiku znajduje się jedna pozycja wprost z biblioteki, a dwie pozostałe, to przedpremierowe nabytki od wydawnictwa Feeria, za które bardzo dziękuję. Cieszę się, że swój rok czytelniczy mogłam zapoczątkować kontynuacją trylogii Oddechy


Teraz z dumą mogę zaprezentować dwa tomiszcza R. Donovan. Jak wspominałam wcześniej, świetnie wyglądają. 


Oczywiście to nie koniec moich czytelniczych przygód. W styczniu miałam przyjemność nawiązać mailowy kontakt z Michałem Kowalczykiem i otrzymałam od niego egzemplarz Apatii w formacie epub. I dosłownie rzutem na taśmę zdążyłam w styczniu przeczytać nowe wydanie jednej z książek Nicholasa Sparksa - Jesienna miłość. O niej więcej już w lutym. 

 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Po względem filmowym, jestem na etapie oglądania nominacji Oscarowych, a także nadrabiania drugiego sezonu House of Cards. Myślę, że zarówno to pierwsze, jak i drugie zasługuje na oddzielny post. 

W minionym miesiącu zdecydowanie największym zainteresowaniem cieszył się post dotyczący najnowszej płyty happysadu. Pewnie to za sprawą samego zespołu, gdyż to na ich fanpage'u pojawił się bezpośredni link do posta A Ty, co byś zrobił jakby nie było jutra?. Mała rzecz, a cieszy. Tych, którzy nie czytali zapraszam serdecznie tutaj

Źródło FB//happysad
Plany na luty... Przechodzą z ubiegłego miesiąca... Ponadto, przychodzę do Was z potwierdzonym info, że już niebawem otrzymam egzemplarz Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów, od wydawnictwa Sine Qua Non, także spodziewajcie się w lutym jej recenzji. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Cieszę się, że tutaj wpadacie, czytacie i komentujecie. Dziękuję za Waszą obecność. Z przyjemnością czytam posty na Waszych blogach i dzięki nim jestem na bieżąco: książkowo, filmowo, muzycznie i kulturalnie. Zapraszam Was do odwiedzania Niebieskiej Obwoluty w lutym. Znaleźć mnie możecie także tutaj: 


Poprzednie podsumowanie miesiąca możecie znaleźć tutaj
Czekam na Wasze książkowe propozycje i pozdrawiam ciepło!

czwartek, 29 stycznia 2015

#79 Samotny Dom („Szykujmy więc karawan.”)

Samotny Dom
Agata Christie
221 stron
Wydawnictwo Dolnośląskie
Ocena: 7/10
Te nasze szare komórki wciąż jeszcze funkcjonują nie najgorzej. Metoda, porządek w głowie! Wszystko to jest jeszcze w najlepszym porządku. Ale pamiętaj  jednym: przeszedłem na emeryturę i nie zamierzam więcej pracować. Koniec! Nie jestem primadonną, która co sześć miesięcy urządza wielki pożegnalny spektakl. Mówię z całą otwartością: niechaj młodzi pokażą, co potrafią. Schodzę z placu.”*

Takie słowa na pierwszych stronach książki skierował Herkules Poirot do swojego najwierniejszego przyjaciela Hastingsa. Jak widać na nic się to zdało, bo gdy tylko pojawiła się sprawa do rozwiązania, Mały Belg oddał jej się bez reszty

Już nie pamiętam kiedy ostatnio miałam okazję przeczytać książkę z biblioteki. Z jednej strony cieszę się, że mam komfort wyboru i czytania nowości wydawniczych, a z drugiej są tacy autorzy, do których powraca się z chęcią niezależnie od pory roku, czy samopoczucia. 

Jedną z takich autorek jest dla mnie Agata Christie. Do tej pory udało mi się przeczytać sześć powieści kryminalnych, które wyszły spod jej pióra. Z tego najlepiej wspominam „Tajemnicę siedmiu zegarów” oraz „Morderstwo w Orient Expressie”. Książka „Samotny Dom”, o której dzisiaj Wam piszę, została napisana w 1932 roku. Biorąc pod uwagę całą twórczość autorki, jest to początek jej kariery pisarskiej. 

„- N'est-ce pas? Ale pani chyba rozumie, mademoiselle, że nie możemy dopuścić do dalszych wypadków. Cztery razy się nie udało, ale piąty... piąty raz może się przecież udać. 
- Szykujmy więc karawan.”*

Bohaterką powieści „Samotny Dom” jest panna Nick Buckley, właścicielka tytułowej posiadłości. Choć Samotny Dom zdaje się być tylko i wyłącznie ruiną pożerającą ogromne sumy pieniędzy, do tego obciążoną długami, zdaje się być także obiektem pożądania wielu ludzi. Możemy wyciągnąć takie wnioski, ponieważ ktoś czyha na życie panny Nick. Jednego dnia, całkiem przypadkowo spada na nią ciężki obraz ze ściany, innym razem w czasie spaceru, zgnieść ją chce ogromny kamień, ktoś chce ją otruć, a nawet zastrzelić. Nawet jej znajoma, która przyjechała ją podnieść na duchu w trudnym życiowym momencie ginie z rąk jakiegoś szaleńca. Kto jest w stanie posunąć się tak daleko, dla drobnego zysku? A może w grę wchodzą większe pieniądze? A może nikt wcale nie czyha na życie panny Buckley? 

Herkules Poirot miał odpoczywać w pięknym uzdrowisku od trosk dnia codziennego. W końcu przeszedł na emeryturę, więc należy mu się odrobina przyjemności. Jak się okazało, nawet tam czekała na niego zagadka do rozwiązania. Choć umysł już nie ten ze względu na wiek i choć w jego lojalnym przyjacielu Hastingsie mniej wiary w rozwiązanie zagadki, belgijski detektyw wcale się nie poddaje. Nadal pełen wigoru rozśmiesza nas, intryguje i zachwyca jasnością umysłu i wielką inteligencją. Wbrew opinii innych, ostatecznie nie ponosi pierwszej detektywistycznej klęski, a wręcz przeciwnie, rozwiązuje sprawę od początku do końca, choć zajmuje mu to nieco więcej czasu niż za czasów młodości. 

Po raz kolejny nie udało mi się podążyć za tokiem myślenia Agaty Christie. Rozwiązanie zagadki było dla mnie wielką niespodzianką. Choć „Samotny Dom” nie jest książką tak dobrą jak na przykład napisane dwa lata później „Morderstwo w Orient Expressie”, to przez te dwieście stron wrastamy całym sobą w świat panny Buckley. Zaczynamy ją lubić, współczuć jej, ale warto być czujnym, by całkowicie nie obdarzyć jej uwielbieniem. 

Ja sama muszę z kolei częściej zaglądać do biblioteki, bo chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo stęskniłam się za starymi, zakurzonymi książkami z duszą. 

Komedię tę sama pani zaplanowała i wyreżyserowała. Ale, widzi pani, nie trzeba było dawać głównej roli Herkulesowi Poirot. To, mademoiselle, było pani wielkim błędem!”*

znalezione na Tumblr
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Samotny Dom”.

Co sądzicie o książkach Agaty Christie? Sięgnęlibyście w wolnej chwili po Samotny Dom”?
Miłego dnia Wam życzę! 

  

wtorek, 27 stycznia 2015

#78 Pośród żółtych płatków róż („Dobrze jest kogoś kochać...”)


Pośród żółtych płatków róż
Gabriela Gargaś
312 stron
Wydawnictwo Feeria
Premiera: 14/01/2015
Ocena: 8/10
 „Życie pisze różne scenariusze, a my nie zawsze dokonujemy właściwych wyborów. Nie mamy prawa osądzać wyborów i moralności innych, bo nigdy nie znaleźliśmy się na ich miejscu i nie wiemy, co nimi kieruje.”*

Pośród żółtych płatków róż” to najnowsza książka Gabrieli Gargaś i jednocześnie pierwsza po którą sięgnęłam. Sama autorka, choć napisała wiele książek, to jej wykształcenie wcale nie wskazywałoby pisarskiego zacięcia. Gabriela Gargaś - ekonomistka - jest autorką „Jutra może może nie być” czy „Namaluj mi słońce”. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się sięgnąć po te czytadła. 

Pośród żółtych płatków róż” kusi delikatną okładką i zwiastuje powieść z życia wziętą. 
Nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba. 

Kiedy kurier przywiózł mi paczkę z książką Gabrieli Gargaś i powieścią Powód by oddychać”, o której pisałam dwa tygodnie temu, od razu wiedziałam, że najpierw sięgnę po II tom cyklu „Oddechy”. Teraz jednak żałuję, że „Pośród żółtych płatków róż” odłożyłam na półkę na tak długi czas.

Pośród żółtych płatków róż przyciąga swoją zwyczajnością. Poznajemy tutaj Joannę, Michała, Roberta, Milenę i Wojtka, czyli postacie o generalnie bardzo powszechnych imionach, których życie nie różni się wiele od życia przeciętnego, czy przeciętnej czterdziestki. Pracują, utrzymują swoje domy, kochają, a niekiedy wpadają w rutynę, gubią uczucia, popadają w romanse, by potem tego żałować. Niektórzy z nich desperacko szukają miłości, co nigdy nie wychodzi na dobre, a niektórzy ratują swoje małżeństwa przed rozsypką. Wszystko po to by móc cieszyć się z każdego dnia i być zwyczajnie szczęśliwym. 


Autorka nie ocenia, pozostawia to w gestii swoich czytelników. Prezentuje nam różne zachowania, byśmy sami zdecydowali, co jest dobre, a co złe. Gabriela Gargaś daje nam nadzieję, że prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko, a swoim lekkim piórem przyciąga uwagę czytelnika na długi, długi czas. Historie, które opowiedziała nie są innowacyjne, bo znamy je z życia codziennego i z innych powieści kobiecych. Te opowieści są wręcz imitacją, jednak podaną w szczególny sposób. Żółte płatki róż” przypominają nam o niespełnionych miłościach, o tym że ktoś o nas pamięta, ale też o tym, że ktoś nas rani. Pamiętajcie, żółte róże na pewno nie są symbolem namiętnej miłości odzwierciedlanej przez czerwone pąki tych kwiatów. 

Motywem przewodnim tej książki mogą być słowa, że „życie jest takie piękne, a takie ciężkie”* oraz „sztuka życia to cieszyć się małym szczęściem”. Jeśli tego nie zrozumiesz, a przede wszystkim się tego nie nauczysz, to nigdy nie będziesz wiedzieć, co to znaczy „kochać na zabój” i „śmiać się do łez”.  
W książce Gabrieli Gargaś tak jak w życiu, nic nie jest pewne. Z tego powodu jeśli macie ochotę na jedno z tych „nadzwyczajnych - zwyczajnych czytadeł”, warto sięgnąć po „Pośród żółtych płatków róż”. 

Za możliwość przeczytania
dziękuję Wydawnictwu Feeria.

Na Aros.pl, książkę Gabrieli Gargaś można kupić w bardzo korzystnej cenie. :)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Powód by oddychać”.

Przepraszam za moją nieobecność, ale dopadł mnie syndrom studenta uczącego się przed sesją. Teraz już mogę z czystym sumieniem nadrabiać czytelnicze zaległości, bo został tylko jeden egzamin! Co sądzicie o książce Gabrieli Gargaś, sięgniecie po nią? 
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia!

  

piątek, 16 stycznia 2015

#77 Apatia („Czuję jak moje serce bije, spełnia swoją rolę, choć bez celu.”)

  
Apatia 
Michał Kowalczyk 
45 stron
Self Publishing
Premiera książki: 5 grudnia 2014
Ocena: 7/10
Często zastanawiałem się jak to jest, czy to my decydujemy o swoim życiu, a może to jeden wielki los na loterii, którą nazywamy właśnie życiem. Ci co wygrywają, wiodą to lepsze, beztroskie życie, którego zazdroszczą im inni. A może to jak gra w karty... Może pik, będzie oznaczać ciemną stronę naszej duszy, odpowiedzialną za wszelką niechęć do świata i życia. Natomiast krwista czerwień damy kier, będzie dodawać radości i sił do walki o wymarzone życie. Czy to jednak cokolwiek zmieni?”*

Czym jest apatia? 
Gdzieś, już nie pamiętam nawet gdzie, przeczytałam że jest to objaw depresji. Innymi słowy apatia to stan kiedy nasz organizm przestaje reagować na zmieniający się świat. 
Michał Kowalczyk, polski autor o którym prawdopodobnie nikt z Was wcześniej nie słyszał, stworzył książkę pod takim tytułem. 
Co autor chciał osiągnąć, tworząc książkę tak krótką?






Bohater „Apatii” jest najprościej mówiąc idealistą. Jak sam siebie określił, „zawsze będzie wierzył w to, co uważa za dobre”, a „wiara w człowieka od zawsze była dla niego wartością nadrzędną”. Nikogo nie dziwi więc fakt, że praca w jednej z największych korporacji jest niczym zamknięcie w ciasnej klatce. Narrator już od pierwszych stron daje się poznać jako wrażliwy obserwator rzeczywistości, którego drażnią materialiści, gonitwa za pieniądzem i który każdego dnia zadaje sobie pytanie: dokąd zmierza ten świat?

A świat według Michała Kowalczyka zmierza donikąd. Ludzie zaprogramowani są tylko na osiąganie sukcesów, zarabianie pieniędzy i bieg w nieustannym wyścigu szczurów. „Apatia” jest więc spowiedzią człowieka, który jako jedyny dostrzegł upadek wartości duchowych wśród współczesnych ludzi. 

Narrator czuje apatię i bezsilność, a my razem z nim. Książka jest smutna, a zarazem prawdziwa i przede wszystkim skłania do refleksji. Smutna dlatego, że bezimienny bohater nie czuje radości w momencie, gdy posiada pewien status społeczny, pracę i kontakty, ale dopiero wtedy, gdy zostaje zwolniony i w ciągu kilku lat staje się bezdomny. Bezdomność choć jest synonimem upadku z drabiny społecznej, jest także poszukiwaną przez bohatera wolnością.

Apatia” stanowi panoramę współczesnego świata stworzoną przez idealistę i jednocześnie pesymistę. Surowa ocena, którą wydał narrator jest interesująca i daje do myślenia. Książka ta, poniekąd zarzuca nam, że jesteśmy widzami spektaklu o nazwie „Życie” i oglądamy go z opaską na oczach

* * *

Największą wadą książki Michała Kowalczyka jest z pewnością jej długość. Do mniejszych zaliczyłabym błędy powtórzeniowe i interpunkcyjne, które w tak krótkim opowiadaniu raczej nie powinny mieć prawa bytu. 

Polecam Wam „Apatię” jeśli czujecie potrzebę przeczytania czegoś krótkiego, co sprowokuje Was do myślenia. Po tej książce czuję głód i chciałabym spotkać się z Michałem Kowalczykiem w jakiejś obszerniejszej lekturze. Mam nadzieję, że już niebawem się to uda. 

Za propozycję recenzji i książkę w formacie epub dziękuję autorowi

Apatię” można nabyć na stronie Empiku za jedyne 4,91 zł. w formacie epub. Spotkanie z czymś innowacyjnym i ciekawym jest chyba warte tej kwoty. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Apatia

Oto piątek, a piątek oznacza weekend. Niebawem sesja, co z kolei oznacza zmniejszoną liczbę książek na rzecz nauki. Macie jakieś konkretne plany książkowe na najbliższe dni? 
Pozdrawiam ciepło. 

  

wtorek, 13 stycznia 2015

#76 Oddychając z trudem („Upiorna przeszłość wciąż daje o sobie znać...”) Przedpremierowo!

Oddychając z trudem
II tom serii ODDECHY
Rebecca Donovan
544 strony
Wydawnictwo Feeria (Young)
Premiera książki: 14 stycznia 2015!
Ocena: 9/10
Sześć miesięcy temu byłam martwa. Serce przestało bić w moich piersiach. Oddech nie wydobywał się spomiędzy warg. Wszystko minęło. Nie żyłam.”*

Sześć miesięcy temu Emma była martwa. Z pewnością poniosła śmierć duchową, jednocześnie balansując na granicy śmierci fizycznej. Przemoc, którą stosowała wobec niej jej ciotka Carol, ostatecznie osiągnęła apogeum, o czym czytaliśmy w „Powód by oddychać” - książce, która swoją premierę miała 24 września 2014. 

***

Spektakularnie zakończona pierwsza część doczekała się swojej kontynuacji. Wydawałoby się, że wszystko na temat Emmy, przemocy w rodzinie i cierpienia w ukryciu zostało powiedziane - jednak to tylko pozory. Dzisiaj przychodzę do Was z książką, wobec której każdy czytelnik zdaje się być zbyt mały, niedojrzały i za słaby, by udźwignąć ciężar emocji w niej zawartych. 

Oto drugi tom trylogii „Oddechy



Emma zerwała kontakty z ludźmi, którzy do tej pory pełnili funkcję jej prawnych opiekunów. Najbardziej jednak tęskni za małym kuzynostwem - Leylą i Jackiem, z którym łączyły ją szczególne więzi. Bohaterka pomieszkując u swojej najlepszej przyjaciółki Sary i jej rodziców, podejmuje decyzję o przeprowadzce do matki, która niegdyś zrzekła się do niej praw. Choć decyzja zdaje się być krokiem milowym w relacjach pomiędzy matką i córką, nie przynosi nic dobrego. Rachel nie zerwała z dawnym nałogiem i nadal alkoholizm jest dominantą w jej życiu. Choć dziewczyna zdaje sobie sprawę, że ofiarą przemocy domowej nie można przestać być z dnia na dzień, to nowe życie z matką, wcale nie ułatwia jej pozbycia się starych demonów, a wręcz przeciwnie. Jedyną stabilną rzeczą jest miłość do Evana. W drugiej części trylogii „Oddechy” pojawia się jednak ktoś jeszcze... Ktoś, kogo łączą z Emmą wewnętrzne lęki i koszmary. Nowa relacja, budowanie zaufania i przyjaźń z osobą, które nie zna się w pełni, niestety może się okazać zgubna. 

Tajemniczą jednostką, którą Rebecca Donovan wprowadza w świat powieści jest Jonathan, w początkowej fazie fabuły chłopak matki Emmy. Jako czytelnicy jesteśmy świadkami budowania ich niezwykłej więzi. Jest to z pewnością wciągające, a co więcej tajemnicze. Bohaterka, która jest introwertyczką i z reguły rzadko kiedy otwiera się przed obcymi ludźmi, nagle w łatwy, a wręcz naiwny sposób zawierza komuś swoje sekrety. Relacja tych dwojga, choć nie wykracza poza pewne granice jest wizytówką tej części i wokół niej kumulują się wszystkie zdarzenia. 

Drugi tom serii R. Donovan nic nie stracił na swojej emocjonalności. Po raz kolejny mamy ochotę zapytać, dlaczego główna bohaterka znosi nałóg swojej matki, przez długi czas ślepo wierząc, że Rachel jest w stanie się zmienić. Czy Emma jest tak naiwna, czy może jest to sposób na dokładne odwzorowanie zachowania osoby będącej niegdyś ofiarą przemocy domowej. Okazuje się, że pomimo tego iż tak wiele zmieniło się w życiu tej młodej dziewczyny, wcale nie było jej łatwiej oddychać. Nikt nigdy nie będzie w stanie odebrać jej lęków, koszmarów i zszarganych nerwów. Nawet gdyby teraźniejszość nie dawała się jej tak we znaki, jak w „Oddychając z trudem”, to byłoby jej ciężko odzyskać równowagę po tym, co przeżyła. 

Książka, która jest przeznaczona głównie dla młodzieży, jest w stanie nawet fragmentami chwycić za serce dużo szersze grono odbiorców. Czekałam na kontynuację i nie zawiodłam się na niej. „Oddychając z trudem” to książka pełna burzliwych emocji. Przypomina nam, że nikt nigdy nie obiecywał ludziom, że życie będzie sprawiedliwe. A jeśli kiedykolwiek ktoś pomyślał, że jest inaczej, to ono bardzo szybko to zweryfikuje. 

Zakończenie pozostawia nas w stanie napięcia. Jest smutne i intrygujące zarazem. Chyba właśnie dlatego warto sięgnąć po tę książkę i po kolejny, ostatni tom. Jeśli zastanawiacie się, czy sięgnąć po kontynuację, mówię Wam, że warto. Jeśli wahacie się, czy poświęcić czas na całą serię, też powiem, że warto. Cieszę się, że mogłam swoją czytelniczą przygodę w 2015 roku zacząć od „Barely Breathing”. Na pewno zapamiętam to na długo. 

Za możliwość przeczytania
dziękuję Wydawnictwu Feeria.


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Oddychając z trudem

A teraz powiedzcie mi, czy jutro pobiegniecie do księgarni? A może już czytaliście „Oddychając z trudem”. Przeczytanie książki R. Donovan zajęło mi dwa popołudnia i nadal uważam, że jest to jedna z najbardziej interesujących serii książkowych ostatnich miesięcy. Z niecierpliwością czekam na „Bez tchu”.

  

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wyniki konkursu książkowego!

Jeśli miałbyś/miałabyś zaczynając od zaraz, 
przez dziesięć minut dziennie robić coś, 
czego nigdy nie robiłeś/robiłaś, 
to od czego byś zaczął/zaczęła? 

Tak brzmiało pytanie, które zadałam Wam 4 stycznia. Obudziło ono Waszą kreatywność. Każda z wypowiedzi miała w sobie coś, co dało do myślenia. Jak się okazuje 10 minut to szmat czasu, w którym można naprawdę wiele zmienić w swoim życiu. Niestety, albo i stety dokonałam wyboru jednej odpowiedzi, która szczególnie przykuła moją uwagę, i która jest mi najbliższa, bo w pewnym sensie mnie dotyczy. Autorce poniższego komentarza gratuluję, a w Nowym Roku życzę Jej, sobie i wszystkim czytelnikom wielu tak owocnych 10 minut. 

10 minut to w sumie niewiele i to co bym z nimi zrobiła, dla innych mogłoby się wydawać oczywiste i normalne, dla mnie jednak nie. Ponieważ nienawidzę rozmawiać z ludźmi przez telefon, pisać sms czy rozmawiać na portalach społecznościowych, ale te dziesięć minut poświęcałabym na rozmowę z rodziną i innymi ludźmi z którymi moje relacje nie są zbyt bliskie, w większości przeze mnie, a to dlatego, że wolę spędzać czas w samotności niż z innymi. Ale skoro jest nowy rok to czemu nie zacząć być bardziej otwartym na ludzi? Zwłaszcza na bliskich, których szczerze powiedziawszy odtrącam jak się tylko da.Tak, chyba właśnie na to poświęciłabym te dziesięć minut. Na zwykłą, prostą rozmowę, która w rzeczywistości nie jest ani zwykła, ani tym bardziej prosta.
Mroczna, gratuluję i już biegnę pisać prywatną wiadomość.


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

  

Na Instagramie zdjęcia nowości, które dotarły do mnie w piątek. Niebawem pierwsza recenzja. 
Miłego tygodnia Wam życzę!

sobota, 10 stycznia 2015

#Zapowiedź: Pośród żółtych płatków róż

Pośród żółtych płatków róż
Gabriela Gargaś
312 stron
Wydawnictwo Feeria

14 stycznia wraz z drugim tomem trylogii Oddechy, o którym pisałam tutaj, ukaże się najnowsza książka Gabrieli Gargaś, zatytułowana Pośród żółtych płatków róż. Choć na blogu Niebieska Obwoluta jej recenzja nie ukaże się przed premierą, ale w drugiej połowie stycznia, to warto przyjrzeć się, co o tej nowości pisze samo wydawnictwo Feeria.


Kilka osób, różne życiowe drogi, rozmaite wybory, nie zawsze jasne motywacje. Zuza, Joanna, Michał, Robert, Milena, Wojtek, ciocia Zosia i jej ukochany Zygmunt to prawdziwi, pełnowymiarowi ludzie. Bohaterowie Gabrieli Gargaś żyją w świecie, który nie jest czarno-biały, i oni też nie są czarno-biali – podejmują trudne, nieraz kontrowersyjne decyzje, wiążą się z nieodpowiednimi ludźmi, szukają siebie – i nie zawsze znajdują. Zawsze jednak dążą do szczęścia, pragną i desperacko poszukują miłości. Miłości, która nadaje sens życiu, która sprawia, że chcesz śmiać się głośno i oddychać pełną piersią.

Życie pisze różne scenariusze, a my nie zawsze dokonujemy właściwych wyborów. Nie mamy prawa osądzać wyborów i moralności innych, bo nigdy nie znaleźliśmy się na ich miejscu i nie wiemy, co nimi kieruje. Czasami nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Nie zawsze miłość wygrywa, może tylko w bajkach. Nie zawsze rozum bierze górę nad pożądaniem, a namiętność potrafi być zgubna. Każdy wybór niesie za sobą konsekwencje. Niekiedy dobre, innym razem złe. Na nic nie mamy stuprocentowej gwarancji, a tym bardziej na miłość. Na tym polega istota życia.

Do tej pory na blogach ukazało się kilka pozytywnych recenzji tej książki. Co o niej sądzicie? Będziecie się za nią rozglądać? 





czwartek, 8 stycznia 2015

#75 Fartowny pech („Starają się tylko fujary. Twardziele robią co trzeba.”)

Fartowny pech
Olga Rudnicka
304 strony
Ocena: 5/10
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Zlecenie jest zleceniem i musi być załatwione. Nigdy nie nawalił i nie zamierzał robić tego teraz.”*

Ostatnią książką po jaką sięgnęłam w 2014 roku był „Fartowny pech” Olgi Rudnickiej. Patrząc na to z perspektywy czasu żałuję, że to pierwszy utwór tej autorki, po który sięgnęłam. Najnowsza książka Olgi Rudnickiej nie przypadła mi do gustu i chyba lepiej było sięgnąć jedną z ośmiu wcześniejszych jej powieści. Ponoć są lepsze. 

Fartowny pech” to powieść, w której spotkałam Nadzianego, Dzianego i mnóstwo innych ludzi o dziwnie brzmiących ksywach. To tutaj dwie dość zabawne historie opowiadane są równolegle.

Na początku poznajemy Nadzianego, z zawodu posterunkowego, który został delikatnie mówiąc „wystawiony” przez swoją kochankę. Przykuła go bowiem nagiego kajdankami do łóżka. Dość przebiegły chwyt z jej strony skończył się tym, że Nadziany spóźnił się do pracy, a w efekcie został zdegradowany i wysłany na małą placówkę policji w miejscowości, gdzie diabeł już dawno powiedział dobranoc

Dziany z kolei może nie ma tak doniosłych przeżyć jeśli chodzi o intymną sferę swojego życia, ale prześladuje go pech. Wlepił mandat żonie komendanta i na służbie pobiła go dwunastolatka. Bohater podejmuje decyzję, aby zrezygnować z pracy w policji na rzecz bycia detektywem. Pierwsze zlecenie otrzymuje od swojego brata - Gianniego. Dziany nieświadomy tego, że jego brat jest gangsterem, a samo zlecenie dotyczy bossów przestępczego półświatka, podejmuje zadanie. I w tym momencie jego życie zaczyna się komplikować.

O książce Fartowny pech” pisałam też tutaj. 

Z pewnością zaletą książki Olgi Rudnickiej jest fakt, że czytelnik szybko zostaje wciągnięty przez starannie zbudowaną akcję. Bardzo łatwo po przeczytaniu pierwszych rozdziałów stać się częścią polskiego półświatka składającego się z gangsterów i ofiar życiowych. Nie nazwałabym tej książki kryminałem, a raczej komedią kryminalną. Dużo tu humoru, jednak najczęściej są to mało wymagające żarty, tak jakby autorka chciała byśmy się śmiali z każdej sytuacji, w której przez bohaterów został użyty wulgaryzm. To właśnie z ich powodu, a właściwie z ich nadmiaru „Fartowny pech” tak bardzo stracił dla mnie na wartości. Użycie przekleństw ani nie zbliżyło mnie bardziej do świata gangsterów, ani też nie spowodowało, że śmiałam się głośniej, a chwilami ich obecność w tekście stawała się naprawdę żenująca. 

Bohaterowie w dużym stopniu przypominają mi postaci z polskich seriali. Znajdziemy tu niejedno oblicze polskiej wsi. Między innymi takiej, która wypełniona jest alkoholem i zaściankowym myśleniem. W powieści Olgi Rudnickiej znajdzie się też kilka silnych kobiet. Trzeba przyznać, że jest to dość panoramiczne ujęcie świata i ludzi. 

Choć „Fartowny pech” czyta się lotem błyskawicy, nie poleciłabym Wam tej książki, bo bałabym się, że Wam się zwyczajnie nie spodoba. Może na początek „Martwe Jezioro”, albo „Lilith”, po które sama chciałabym niebawem sięgnąć, aby dowieść, że „Fartowny pech” to tylko jeden drobny niewypał w całej twórczości. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Fartowny pech”.

Czytaliście jedną z książek autorstwa Olgi Rudnickiej? Co o nich sądzicie? Co możecie polecić? 
Przypominam Wam konkursie książkowym. 
Do tej pory dostałam tyle fantastycznych odpowiedzi. Jestem pod wrażeniem.
Przydałoby się kilka książek, by móc nagrodzić Waszą kreatywność.

 

  

niedziela, 4 stycznia 2015

Wygraj książkę „Przez 10 minut”!


Moi Drodzy, 
chciałabym Was po raz kolejny zaprosić do udziału w konkursie książkowym na blogu Niebieska Obwoluta. Jest to pierwsze, ale z pewnością nie ostatnie rozdanie książkowe roku 2015. Niemniej jednak warto w nim wziąć udział, bo do wygrania jest utwór Chiary Gamberale zatytułowany „Przez 10 minut.


Więcej o tej książce pisałam w recenzji #31, 9 czerwca 2014 roku. Pomyślicie sobie, z jakiego to powodu „odgrzewam czytelniczego kotleta”, który właściwie osiągnął pół roku i oferuję go Wam jako nagrodę w konkursie. 

Otóż dlatego, że jest to książka pełna inspiracji, która nastraja do zmian. W Nowym Roku powinniśmy walczyć o lepszych siebie i o lepsze jutro. Mam nadzieję, że ktoś z Was odnajdzie w tej książce własne życiowe motto

W ciągu jednego miesiąca, zaczynając od zaraz, proszę przez dziesięć minut dziennie robić coś, czego pani nigdy nie robiła. (...) Przez dziesięć minut.”. Dzięki takiej metodzie, bohaterka książki Chiary Gamberale odmieniła swoje życie. I właśnie z tym wiąże się pytanie konkursowe

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w konkursie? 

1. Wyrazić chęć udziału w komentarzu pod tym postem, wraz z podaniem adresu e-mail. 
2. Czas zgłoszeń: od momentu publikacji posta, do 11 stycznia godziny 8:00. 
3. Wraz z wyrażeniem chęci udziału i adresu e-mail, odpowiedzieć na pytanie:

Jeśli miałbyś/miałabyś zaczynając od zaraz, 
przez dziesięć minut dziennie robić coś, 
czego nigdy nie robiłeś/robiłaś, 
to od czego byś zaczął/zaczęła? 

4. Postaram się wybrać najciekawszą odpowiedź, a zwycięzców poinformuję drogą mailową. 


Choć padł na nią cień z aparatu i nie ukazała całego swego uroku,
to leżąc na tym biurku, czeka na nowego właściciela.

piątek, 2 stycznia 2015

A Ty, co byś zrobił jakby nie było jutra?

Jakby nie było jutra
happysad
2014

Czasem są w życiu człowieka takie momenty, że nie można się czegoś doczekać. Nasze zniecierpliwienie osiąga zenit. Każdy z nas odczuwał kiedyś to irracjonalne uczucie. 

Ja właśnie w taki sposób oczekiwałam na najnowszą płytę happysadu, zastanawiając się, czy podobnie jak album Ciepło / Zimno z 2012 roku zapadnie na dłużej w czeluściach mojego umysłu. Choć przełom września i października minionego roku okazał się torturą i zmianą daty premiery, to ostatecznie szósty album rockowej grupy ze Skarżyska Kamiennej ujrzał światło dzienne 22 października. Płyta zadebiutowała na 1 miejscu zestawienia OLiS - to się nazywa wejście smoka



Sama nie wiem co bym zrobiła, gdybym się dzisiaj dowiedziała, że jutra nie będzie. Może rozhisteryzowana obdzwoniłabym wszystkich, by na koniec opublikować pożegnalnego posta na własnym blogu. To jest pierwszy powód, przez który pokochałam ten album. Jakby nie było jutra - może to być element pytania i odpowiedzi, prologu i epilogu dobrej książki, może to być w końcu coś skłaniającego do refleksji. Kiedy te magiczne słowa ujrzałam po raz pierwszy, wiedziałam że ten projekt nie może się nie udać. 

Playlista szóstego krążka happysadu to złota jedenastka utworów. Biorąc pod uwagę, że ostatni utwór zatytułowany Są momenty takie był już wcześniej grywany na koncertach, można by rzec, że to ani dużo, ani mało, innymi słowy: nie chcę narzekać, ale mogłoby być więcej. Cały głód większej ilości utworów rekompensuje jednak ich jakość, czyli wspaniałe teksty, które pozostały równie dobre jak na Nieprzygodzie (2007), czy Podróżach z i pod prąd (2005). 
Wielu może się ze mną nie zgodzić argumentując swoje zdanie różnicą w brzmieniu happysadu z roku 2014, jednak to co mówię to wyznania człowieka upojonego lirycznością tekstów. 

Zacznę od singli. Jako pierwsze ukazały się Smutni ludzie oraz Ciała detale. O ile ten pierwszy przyjął się w większości bez zarzutu, o tyle ten drugi wywołał jęki, konwulsje i arogancję wśród słuchaczy. U słuchaczy, czy u fanów? Jak sam zespół uznał, czas jaki dzielił publikację tych dwóch utworów był momentem, w którym największy entuzjasta happysadu przerodził się w monstrum wypluwające mnóstwo żółci. 


Prawdą jest, że obydwa te utwory zyskują dopiero przy bliższym poznaniu, a Ciała detale to przykład dialogu zespołu niegdyś typowo alternatywno-rockowego zespołu z muzyką elektro. Z pewnej perspektywy czasu widzę, że zespół otwiera się na nowe brzmienia i eksperymentuje, co z kolei oznacza progres. Happysad nie poszedł na łatwiznę, odrywając kupony od ckliwego Zanim pójdę, ale dojrzał i słychać to w głosie frontmana. 

Utworem, który rozkwita na koncercie jest zdecydowanie trzeci singiel z Jakby nie było jutra - utwór Tańczmy. Nie dziwię się, że zespół postanowił nagrać klip do do niego w warszawskim klubie Stodoła, choć wewnątrz wiem, że ani on, ani nagranie na płycie nie jest w stanie oddać koncertowej energii. Tańczmy porywa mentalnie, fizycznie, całościowo. 

Gdyby ktoś jednak usilnie szukał łączności z Zanim pójdę, czy My się nie chcemy bić, to znajdę dla niego odpowiedni specyfik w postaci piosenki Powódź dekady. Początkowo melancholijna, z każdym kolejnym dźwiękiem nabiera energii. Po raz kolejny w prostych porównaniach obecna jest miłość. 

Nigdy nie sądziłam, że w czołówce utworów z jakiejkolwiek płyty ustawię ścieżkę pod wdzięcznym tytułem '-', pozbawioną słów. Jest to coś, co w mojej wyobraźni rozsiewa przeróżne obrazy. Intryguje, pobudza i jest naprawdę pozytywnym zaskoczeniem. 

Piękną puentą całej tej historii opowiedzianej na szóstym krążku jest utwór Są momenty takie. Są momenty takie, że o wszystkim zapominam. Dzięki Jakby nie było jutra faktycznie można na nieco ponad 45 minut oderwać się od rzeczywistości. Choć wydana pod koniec 2014 roku, jest moim numerem jeden, a teraz wybaczcie, idę na moment pobyć sama, bo 

kiedy zostajemy sami
żyjemy marzeniami
o dalekich podróżach
i o wielkich wygranych... 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Album zamówiłam ze strony Mystic.pl, a koncert w którym uczestniczyłam odbył się w Millenium Arena Rzeszów 25 października 2014 roku. 

Jeżeli macie ochotę przesłuchać cały album, oto i on. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...