niedziela, 30 listopada 2014

Akcja: Oddaj MiSie


Autorka bloga Kulturka Maialis po raz kolejny inicjuje wśród blogerów rozpowszechnianie pięknej akcji. Oddaj Misie to akcja charytatywna organizowana na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. 

W dniach od 9 do 11 grudnia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach będzie można oddać zabawki, pluszaki, gry planszowe, art. papiernicze, książeczki dla dzieci i młodzieży. Wszystkie dary trafią później do świątecznych paczek!

Osoby, które nie mogą osobiście oddać zabawek, mogą wysłać paczki na adress organizatora: 
SOPR PRogress
UE w Katowicach
ul. 1-go Maja 47
40-228 Katowice
bud. E, pok. 406

Akcja Oddaj MiSie jest organizowana przez studencką organizację "PRogress", działającą na UE w Katowicach. Jej celem jest wywołanie uśmiechu na twarzach podopiecznych świetlic środowiskowych w Katowicach. 

Wszelkie informacje można uzyskać pod adresem mailowym: kulturkamaialis@gmail.com

Rozpowszechniajmy, pomagajmy, wywołujmy uśmiech na twarzach! 

sobota, 29 listopada 2014

#69 Przebudzenie („Nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.”)

Przebudzenie
Stephen King
536 stron
Ocena: +9/10
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 13/11/14

Każdy musi mieć jakieś hobby (...) I każdy musi doświadczyć jednego czy dwóch cudów, choćby po to, by uzyskać dowód, że życie to coś więcej niż tylko długa, mozolna wędrówka od kołyski po grób.”* 

Stephena Kinga przedstawiać nie trzeba. Nie minął nawet rok od wydania przez wydawnictwo Albatros „Pana Mercedesa”, a już wydawnictwo Prószyński i S-ka serwuje nam nowość amerykańskiego pisarza. Od „Pana Mercedesa” nie mogłam się odkleić do momentu, aż nie ujrzałam ostatniej strony. Pisałam wtedy, że choć główny bohater był zły i zepsuty do szpiku kości, to chciało się go poznać bardziej i więcej. 
Kupując „Przebudzenie”, chciałam przede wszystkim jeszcze raz poczuć ten sam dreszcz emocji, który towarzyszy czytaniu powieści Stephena Kinga i chciałam przekonać samą siebie (po raz kolejny), że sięgam po jego książki nie dlatego, że są modne i mają świetną reklamę, ale dlatego, że są naprawdę dobre. 
I chyba się przekonałam. 




Tym razem Stephen King zabiera nas do małej miejscowości w Nowej Anglii. Mieszka tam rodzina Mortonów. Jamie - najmłodszy - już w pierwszym rozdziale mówi „było nas pięcioro, czterech chłopaków i jedna dziewczyna - i jako najmłodszy przy każdej okazji dostawałem masę prezentów”*. Wszystko wydaje się na pozór zwyczajne. Rodzina przynależy do Kościoła Metodystów i aktywnie uczestniczy w życiu duchowym swojej miejscowości. Stąd gdy na miejsce poprzedniego pastora, przyjeżdża nowy, do tego młody, przystojny, z piękną żoną i słodkim dzieckiem,  staje się obiektem zainteresowania, a jego rodzina - rodziną idealną. Pierwsze spotkanie Charlesa Jacobsa - pastora i małego Mortona jest symboliczne dla całej powieści. Mały bawi się w piaskownicy, a pastor rzuca na niego ogromny cień - ten cień zdaje się na Mortonie „wisieć” przez całe życie. 

Sielanka w życiu Charlesa Jacobsa kończy się jednak bardzo szybko, wraz z chwilą gdy w wypadku samochodowym ginie jego ukochana żona i synek. To wydarzenie wprawia w ruch całą machinę zła i wydarzenia zaczynają toczyć się bardzo szybko. Pastor zaczyna szydzić z wiary doznając pozornego, a jednocześnie tytułowego „przebudzenia”. Jacobs w swoim późniejszym życiu chwyta się wielu zajęć, ale przede wszystkim oddaje się swojej pasji, zgłębianiu tajników elektryczności. Za jej pomocą chce poznać największą nieodkrytą tajemnicę życia i śmierci, czyli co dzieje się z człowiekiem, gdy jego serce przestaje bić. 

 „Charlie... skoro przestałeś uzdrawiać i nie chcesz zakończyć kryzysu energetycznego, to do czego właściwie dążysz?
Zrazu nie odpowiedział.”*

Cały spokój, jakim czytelnik zdąży się naelektryzować w pierwszej połowie książki, ulotni się bardzo szybko. Nie dajcie się zwieść tym pozornie szczęśliwym początkiem, a może nie tyle szczęśliwym co rutynowym i zwyczajnym, bo Stephen King przygotował jak zwykle piorunujące zakończenie. Pisząc to mam na myśli, że książka rozwija się naprawdę bardzo powoli. Autor po raz kolejny wykorzystuje fenomen małych miasteczek, które budują klimat, zdają się być oazą spokoju, by później nieźle przestraszyć czytelnika. Innymi słowy, gdy uśpisz choć na moment swoją czujność możesz przebudzić się w najmniej odpowiednim momencie. 

Podobnie jak w „Panu Mercedesie” mamy tutaj dwóch głównych bohaterów, których losy się łączą. Pełno tu kontrowersji na temat wiary, tego czy Bóg istnieje, a nawet nazywania ludzi wierzących głupimi. Wszystko to z ust człowieka, który niegdyś stał na ambonie i wygłaszał kazania. Stephen King zdecydowanie potępia fanatyzm religijny i wiarę, którą dzisiaj definiujemy jako ślepą

Oprócz wiary, znajdziemy tu nawiązanie do popkultury, w końcu Jamie Morton to całkiem niezły gitarzysta. Wszystkie te składniki w połączeniu ze sobą tworzą bardzo dobrą potrawę, trochę w stylu „Pana Mercedesa”, trochę w stylu „Carrie”, a dużo lepszą od „Joylandu”. 
Przebudzenie” to jednak przede wszystkim nauczka, że istnieją rzeczy, które ZAWSZE pozostaną dla nas tajemnicą i nie damy rady ich zgłębić, ani dzisiaj, ani jutro, bez względu na to, jakie odkrycia będą nam towarzyszyć. 

 

Może nie przeczytałam wszystkich książek Kinga, a może nawet nie przeczytałam większości, mimo tego nie mogłam się doczekać powieści „Revival” i kilka dni po premierze pobiegłam do księgarni. Książka mnie zaintrygowała połączeniem wiary z elektrycznością i Boga z przepływem prądu. Wydaje mi się, że mało jest ludzi, którzy mogą się na tej powieści w jakikolwiek sposób zawieść. 

Nie jest umarłym ten, który może spoczywać wiekami / Nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.”**

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Przebudzenie
** cytat autorstwa H.P. Lovecraft

Gdzie kupiłam książkę? Wcale nie musiałam wydawać okładkowych 42 złotych, bo wystarczyło znaleźć jakąś internetową księgarnię lub dyskont książkowy. Tym razem padło na Matras.pl, wraz z 5% kuponem rabatowym recenzenta, kupiłam „Przebudzenie” za niecałe 28 złotych. Jedyne co musiałam zrobić to przejść się po nią do najbliższej księgarni. 

Czytaliście „Przebudzenie”? A może planujecie? 
Jak wyglądają Wasze najbliższe książkowe plany? 
Życzę Wam miłego weekendu i zapraszam do poczytania: 


środa, 26 listopada 2014

Wyniki rozdania książkowego!


19 listopada ogłosiłam na blogu Niebieska Obwoluta rozdanie książkowe, w którym można było wygrać książkę R. Donovan Powód by oddychać”. Dzisiaj o godzinie 8:00 upłynął czas składania zgłoszeń. Przypominam, że wystarczyło tylko wyrazić chęć zgłoszenia i dodać blog do obserwowanych. Ale do rzeczy. Zanim maszyna losująca wyda werdykt, sporządzę listę wszystkich zgłoszonych, a było ich bardzo dużo, bo aż 22 osoby!

1. Diana Górska
2. G. P. Vega
3. Elenkaa_
4. Zaczytana
5. Magda Kowalczyk
6. Emis
7. Krokusowe Przemyślenia
8. ma ra
9. Kaś
10. Natalia Łubińska
11. awiola
12. Kinga
13. Fenko
14. neeefericit
15. Sia lala
16. brisingr M
17. Sylwka S. 
18. Dorota_Wysocka
19. Literatka M. 
20. Claudia Ann
21. Zosia Samosia :)
22. Dominika Bruzda


Szczęśliwą liczbą okazała się 21.

Zosia Samosia :), gratuluję!

Dziękuję za Wasze zainteresowanie konkursem. Już niedługo kolejne! 
A teraz zabieram się do napisania wiadomości prywatnej!
Miłego dnia!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

  

poniedziałek, 24 listopada 2014

#8 Między książkami. TAG Książkowe Nawyki

Od początku tygodnia jestem zabiegana. Gdzieś w wolnych chwilach podczytuję Przebudzenie Stephena Kinga, by móc już niedługo powiedzieć Wam więcej o tej książce. Mimo braku czasu postanowiłam się jednak zatrzymać, zrobić pyszną kawę i...

Zainspirowana postem z bloga Pasion-Libros, którego autorem była Elenkaa, tworzę dzisiaj własną listę książkowych nawyków odpowiadając na mnóstwo pytań. Zapraszam. 

weheartit.com

1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania? 

Tych konkretnych miejsc jest bardzo dużo. Choć mieszkanie mam małe, to jak się okazuje, jest mnóstwo sposobów na znalezienie właściwej lokalizacji do czytania. Warunki są następujące: ma być miękko, ciepło i ma być miejsce, gdzie można postawić kawę lub herbatę. Najczęściej te warunki spełnia łóżko (chyba, że jestem zbyt zmęczona i zasypiam nakryta książką sama nie wiem kiedy). 

2. Czy w trakcie czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru?

Nienawidzę zaznaczać książki wyrwanym przed pięcioma sekundami skrawkiem kartki. Robię to, gdy naprawdę nie mam innego wyjścia. Z reguły zawsze jednak mam pod ręką jakąś zakładkę i właściwie już gdy zdejmuję książkę z półki, wybieram coś, czym będę zaznaczać - takie przyzwyczajenie. Podobnie jest z cytatami, zaznaczam je tylko i wyłącznie kolorowymi zakładkami indeksującymi, dzięki temu żadna sentencja mi nie umyka w eterze. 

weheartit.com

3. Czy możesz po prostu przestać czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron? 

Rozbawiło mnie pierwsze pytanie, bo zanim zdążyłam przeczytać drugie, odpowiedziałam nie. Otóż zawsze staram się kończyć książkę, w takim momencie, by bez problemu sięgając po nią kolejny raz wiedzieć, gdzie znajdują się bohaterowie. Najczęściej takim wyznacznikiem jest koniec danego rozdziału, dlatego irytują mnie książki pozbawione podziału na części, rozdziały czy podrozdziały. 

4. Czy pijesz albo jesz w trakcie czytania książki? 

Niestety tak, a to wszystko dlatego, że wbrew pozorom, bardzo szybko się nudzę, kiedy siedzę w jednym miejscu przez dłuższy czas. Wtedy szukam sobie różnych rzeczy. Słodycze, kawa, herbata... Wszystko mile widziane. 

5. Czy jesteś wielozadaniowa? Potrafisz słuchać muzyki lub oglądać film w trakcie czytania?

Najpierw odniosę się do muzyki. 
Dawniej nie potrafiłam łączyć wielu czynności. Teraz często zdarza mi się włączać jedną z playlist na Spotify i brać w dłonie książkę... I przyznam szczerze, muzyka dużo bardziej relaksuje, niż sama książka. Jeśli chodzi z kolei o filmy, mówię zdecydowanie nie. Film wymaga dużo większego skupienia i te dwie czynności nijak się mają do siebie. Nigdy ich nie łączę.

weheartit.com

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka naraz? 

Zależy ile mam wolnego czasu. Ale ostatnio, zdarza mi się czytać kilka naraz i wbrew pozorom nie mam problemu z tym, że fabuły mi się zlewają - to chyba najgłupszy argument wielu ludzi. Po prostu czytanie kilku książek zapewnia różnorodność i dzięki temu mam mniej czasu, żeby się znudzić. 

7. Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?

Czytam wszędzie - to znaczy zawsze staram się mieć przy sobie książkę, którą aktualnie czytam. 

8. Czytasz na głos, czy w myślach?

Zazwyczaj w myślach - tak jest szybciej. Ale gdy napotkam jakiś cudowny cytat, sentencję, czy też myśl, wtedy powtarzam ją sobie na głos. 

weheartit.com

9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki? 

Zawsze staram się czytać po kolei, a nie wybiórczo. Nie czytam najpierw zakończeń książek, bo to psuje zabawę. Jedynymi fragmentami jakie pomijam z czystym sumieniem, to przydługawe opisy natury. 

10. Czy zaginasz grzbiet książki? 

Tylko w przypadku grubego podręcznika do matematyki. 
W innych przypadkach to działanie jest karalne i grozi karą pozbawienia wolności do lat 25. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Mam nadzieję, że post się podobał, życzę Wam udanego tygodnia
i do znudzenia przypominam o rozdaniu książkowym tym, 
którzy jeszcze o nim nie słyszeli. 


  

piątek, 21 listopada 2014

#68 Zapiski Nosorożca („Długa pocztówka z krótkich wakacji.”)

Zapiski Nosorożca
Moja podróż po drogach, bezdrożach
i legendach Afryki
Łukasz Orbitowski
280 stron
Ocena: 6/10

Wydawnictwo Sine Qua Non
Nie znam sekretu gór i sztucznego jeziora. Nigdy nie dowiem się, co ludzie tak serdeczni w pierwszym kontakcie, naprawdę o nas myśleli. (...) Przeczuwam, ale nie wiem. Nie wiem nic. Poza jednym. 
Coś tam się zdarzyło. ”*

RPA - Republika Południowej Afryki to państwo, którego powierzchnia przekracza 1,2 mln km². Liczba ludności wynosi około 50 mln, co w przeliczeniu daje jakieś 42 osoby na kilometr kwadratowy. Trzy razy mniej niż w Polsce, prawda? Gdybym zadała Wam pytanie, z czym kojarzy Wam się RPA, zapewne odpowiedzielibyście, że z Apartheidem i Nelsonem Mandelą. Dzisiaj mieszkańcy tego kraju określani jako „gniewny lud tęczy”, nie mają zbyt dobrej opinii słynąc z przemocy i „hardcore'u”.

Z jakiej więc przyczyny znalazł się tam Łukasz Orbitowski - autor wielu poczytnych książek z gatunku literatury grozy i fantasy. Jego najnowsza książka „Zapiski Nosorożca” to bowiem opowieść o RPA, wzbogacona o nieoswojone i pełne dzikości afrykańskie mity. Czy jego podróż możemy zaliczyć do udanych, inspirujących, czy może do największej życiowej pomyłki?


To dziennik podróży, która przydarzyła mi się jak znaleziona stuzłotówka, jak przypadkowe spotkanie starych przyjaciół albo wiosenna burza.”*

Piszę, że Łukasz Orbitowski to autor wielu poczytnych książek, ale prawda jest taka, że bazuję na opinii ogółu, bo sama żadnej do tej pory (prócz „Zapisków Nosorożca”) nie przeczytałam. Nazwisko autora kojarzę tylko i wyłącznie z tego powodu, że przed oczami mam okładkę „Szczęśliwej ziemi” wydanej przez wydawnictwo Sine Qua Non w 2013 roku, a która brylowała w blogosferze. Wniosek z tego taki, że Zapiski Nosorożca” to pierwsza książka Łukasza Orbitowskiego jaką trzymam w rękach. Dzięki temu moje spojrzenie na nią jest w pełni obiektywne.

Nowy, zaskakujący Orbitowski!
Pisało wydawnictwo Sine Qua Non, reklamując książkę. Dla mnie to jednak kolejna książka należąca do literatury podróżniczej, którą mam okazję przeczytać. „Zapiski Nosorożca” są jednak pozycją intrygującą, bo opowiadają o Afryce - czarnym, tajemniczym lądzie, o którym wiemy naprawdę mało w porównaniu z innymi kontynentami. Teraz mamy okazję wybrać się w podróż z turystą, który jest autorem wielu poczytnych książek i jednocześnie nie pisze jak podróżnik. Podejście Łukasza Orbitowskiego znacznie różni się od klasycznych książek podróżniczych. To z czym spotkamy się w jego najnowszym dziele, to w pełni subiektywna relacja. Niekiedy porywająca. Okraszona szczyptą zdjęć i mnóstwem afrykańskich legend, nie oszukujmy się, abstrakcyjnych dla typowego europejczyka. Notatki Orbitowskiego przeplatają się z mitami rodem z Afryki w układzie 1:1. Jeden rozdział opowiada o podróży autora, a kolejny to magiczna historia  - i tak do końca.

Zapiski Nosorożca” są gęste od przemyśleń i nie brakuje tu refleksji nad życiem w RPA. Nie wiem czy sama zdołałabym się zdecydować na taką wyprawę, nawet gdybym podobnie jak Łukasz Orbitowski posiadała znajomych w miejscu docelowym. Z jednej strony widzę znajomych z Polski, którzy starają się wybić mu z głowy pomysł wyjazdu na południe Afryki, a z drugiej jego wielką chęć poznania dzikiego lądu.

Jeśli więc chodzi o sam pomysł na książkę z notatek stworzonych pod wpływem chwili - jestem jak najbardziej na tak. Jednak to co mi przeszkadzało to zbyt potoczny język, wielki chaos wydarzeń i niestety obecność wulgaryzmów, które może ilustrują uczucia autora pod wpływem wyżej wspomnianej chwili, ale jak dla mnie nie dodają ani grama do wartości artystycznej tej książki, a wręcz przeciwnie ją obniżają.

Kończąc swój wywód powiem, że w „Zapiskach Nosorożca” natraficie na dużą dawkę humoru i ironii. RPA to państwo warte uwagi i to prawda, że Łukasz Orbitowski opisał kraniec Afryki w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt do tej pory. Pod względem wizualnym książka sprawia bardzo pozytywne wrażenie i jest niezbyt obszerna. Jeśli gustujecie w literaturze podróżniczej, to sięgnijcie po tę książkę i zobaczcie w jak niekonwencjonalny sposób można opisać swoją wyprawę.

Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Zapiski Nosorożca”.

Książka wylądowała na półkach w księgarni 5 listopada 2014. 
Czytaliście ją? Macie ją w planach? 
Przypominam Wam o rozdaniu książkowym:


I życzę miłego weekendu z dobrą książką w dłoni. 

  

środa, 19 listopada 2014

Wygraj książkę „Powód by oddychać”!


Już po raz drugi mam przyjemność zorganizować na blogu Niebieska Obwoluta rozdanie książkowe. Tym razem, do zgarnięcia jest książka, o której pisałam w poście 27 września, a także stosunkowo niedawno, bo 15 listopada. Przedmiotem konkursu jest Powód by oddychać” autorstwa R. Donovan, czyli pierwsza część trylogii Oddechy (wydanie I)


Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w rozdaniu książkowym? 

1. Trzeba wyrazić chęć wzięcia udziału, w komentarzu pod tym postem
    wraz z podaniem adresu e-mail

2. Dodać blog Niebieska Obwoluta do obserwowanych

i...
Tyle!

Macie czas do 26 listopada do godziny 8:00. Mam nadzieję, że książka R. Donovan znajdzie nowego właściciela i spodoba mu się mniej więcej tak bardzo, jak mnie. 

Spośród wszystkich zgłoszeń, wylosuję jedną osobę przy pomocy strony losowe.pl.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać książki „Powód by oddychać”, zapraszam Was do poczytania recenzji, którą znajdziecie tutaj

Zero banerów, wystarczy zgłoszenie! A mi nie pozostaje nic innego, jak życzyć Wam powodzenia. 



poniedziałek, 17 listopada 2014

#67 It's Who You Know (Why you need to network?)

It's Who You Know
Cynthia Chin-Lee
124 strony
Wydawnictwo:
Pfeiffer & Company
Ocena: 7/10
Przybywam do Was dzisiaj z dość nietypową pozycją i zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim, a może nawet połowie z Was nie przypadnie ona do gustu. Dlaczego? 

Po pierwsze, gatunek. Przychodzę do Was z pewnym poradnikiem, do tego pisanym w języku angielskim (tutaj wyłania się drugi powód). Mimo wszystko proszę, nie zrażajcie się już na samym początku, bo jak się okazuje, ani to literatura trudna, ani wymagająca, ale jednocześnie taka, która zapewnia nam żywy kontakt z obcym językiem i traktująca o dość interesujących kwestiach, które w naszym kraju są dopiero odkrywane, a gdzieś zagranicą są znane od bardzo dawna. 

Kim jest autorka książki? 

Cynthia Chin-Lee ukończyła Uniwersytet Harvarda i obecnie prowadzi własną firmę o nazwie „Precisely Write”. Cynthia zajmuje się kwestiami związanymi z szeroko pojętym biznesem, zarządzaniem i komunikacją interpersonalną, dlatego też napisała książkę (nie oszukujmy się) bardzo przydatną dla ludzi związanych z ekonomią i zarządzaniem zasobami ludzkimi
W „It's Who You Know”, autorka przekonuje nas, że aby rozwijać siebie i własną karierę nie wystarczy tylko określony „know-how” czyli sposób i środki, dzięki którym możemy poszerzać własne horyzonty, ale ważniejsze jest „know-who” czyli relacje jakie nawiążemy z innymi ludźmi, a które mogą się przydać w sytuacjach kryzysowych i nie tylko

It's Who You Know” to kompendium wiedzy o tym, jak tworzyć relacje międzyludzkie, jak budować i rozwijać sieć kontaktów i jak z nich korzystać w przyszłości. Jak wykazują badania, blisko 68% ludzi znajduje pracę dzięki swoim prywatnym kontaktom. Jest to jeden z tych powodów, dla których nie możesz istnieć jako pojedyncza jednostka, bo koegzystencja z innymi ludźmi da Ci o wiele więcej. 

Jak wiemy, wiele ludzi na całym świecie walczy z wszechobecnym kryzysem. Klasyczny paradoks mówi, że potrzebujesz doświadczenia, ale jeśli nikt nie chce Cię zatrudnić, to jak masz go zdobyć? Trzeba wiedzieć, że kontakty z innymi ludźmi, mimo wielu swoich zalet nie stanowią panaceum, które rozwiąże problemy związane z bezrobociem, jednak dzięki nim możesz osiągać swoje cele szybciej i bardziej efektywnie. Musisz tylko współpracować z właściwymi osobami. Tego typu współpraca została przyrównana przez autorkę do wiatru który jest potrzebny aby latać - same skrzydła mogą nie wystarczyć. 

Think globally, act locally.

Czego potrzebujesz, aby efektywnie nawiązywać relacje międzyludzkie? Z pewnością musisz być otwarty i mieć wyznaczony określony cel, czyli musisz być zdecydowany w swoim działaniu. Budowanie relacji zaczynasz od najbliższych sobie ludzi. Rodzina, przyjaciele, ludzie związani z Twoją edukacją, pracą, a nawet sąsiedzi. Nigdy nie wiesz, w jakim momencie wcześniej wypracowane kontakty mogą Ci się przydać. Cynthia Chin-Lee podaje bardzo dużo przypadków osób, które w kryzysowej sytuacji poradziły sobie właśnie dzięki wcześniej wzniesionym relacjom - czasem nawet z przypadkowymi ludźmi. W „It's Who You Know” znajdziesz nawet przykładowe tabele, które będziesz mógł zapełnić konkretnymi nazwiskami i numerami telefonów poznanych osób. Czy to głupie i infantylne? Być może tak, ale jak inaczej mamy się nauczyć, że im więcej kontaktów tym lepiej? 

Książka została napisana  i wydana w połowie lat 90., jednak niesie ze sobą bardzo aktualne problemy. Gdzieś w wysoko rozwiniętych państwach Europy Zachodniej czy kontynentu jakim jest Ameryka Północna, ludzie już dawno pojęli, że tylko współpraca międzyludzka jest warunkiem rozwoju. Mam wrażenie, że my nadal się tego dopiero uczymy i zaczynamy pojmować, ile dobrego potrafi wytworzyć synergia. Lepiej późno niż wcale. 

It's Who You Know” to książka, na którą trafiłam w gruncie rzeczy przypadkiem. Jest to też pierwsza pozycja w języku angielskim przeczytana przeze mnie. Książka C. Chin-Lee jest napisana bardzo prostym językiem (angielski poziom: B1-B2) i jeśli jeszcze nie zaczęliście swojej przygody z książkami pisanymi w języku angielskim, to od tej pozycji warto zacząć, a jeśli Wasze życie naukowe, czy też zawodowe wiąże się z zarządzaniem, komunikacją interpersonalną etc., to  „It's Who You Know” jest pozycją idealną. Może nie jest to powieść trzymająca w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, ale na dobry początek... Dlaczego nie? 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Czytaliście jakieś książki w języku angielskim? 
Co możecie polecić, a co nie? 
Życzę Wam miłego tygodnia, a już niebawem Zapiski Nosorożca i Przebudzenie
PS. Nienawidzę poniedziałków. 

  

sobota, 15 listopada 2014

Powód by oddychać. Wydanie drugie


Pamiętacie jak pod koniec września pisałam o książce Powód by oddychać”? 
Jeśli nie, to zapraszam Was tutaj: 


Jeśli jednak pamiętacie, to wiedzcie, że jest mi niezwykle miło poinformować, że recenzja którą zamieściłam na Niebieskiej Obwolucie 27 września tego roku, została doceniona przez wydawnictwo Feeria i znalazło się dla niej miejsce w dodruku książki. 


Jest to znak, że ktoś czyta nasze recenzje, a co najważniejsze czyta je ze zrozumieniem i wyciąga z nich to, co najważniejsze. Teraz posiadam dwa egzemplarze tej książki, co znaczy że niebawem możecie spodziewać się małego rozdania książkowego. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny tom i dzielić się z Wami tym małym sukcesem. 

Pozdrawiam ciepło. 

piątek, 14 listopada 2014

#Zapowiedź: Marek Piekarczyk. Zwierzenia kontestatora

Marek Piekarczyk.
Zwierzenia kontestatora

Leszek Gnoiński 
450 stron
Wydawnictwo Sine Qua Non

Już 19 listopada, nakładem wydawnictwa Sine Qua Non ukaże się książka na temat Marka Piekarczyka. Kim jest kontestator? To buntownik. Ktoś kwestionujący normy obowiązujące w życiu społecznym. Marek Piekarczyk - polski wokalista i autor tekstów, znany szczególnie jako lider zespołu TSA, z pewnością nim jest. Już niebawem będziecie mogli poczytać więcej o nim i o tym, co skłoniło go do wydania tak osobistej książki. 

Bezkompromisowy. Męski. Uczciwy. 

Totalnie szczery. 

Taki jest Marek Piekarczyk i jego autobiografia. Wokalista kultowego TSA wspomina swoich idoli i przyjaciół, wyprowadzkę z domu, szykanowanie przez MO, spełniające się przepowiednie i pełne przygód wędrówki po Polsce. 
Opisuje również tajniki swojej pracy z uczestnikami The Voice of Poland i zdradza, za co szczególnie ceni koleżanki z jury.


Zwierzenia kontestatora to zaskakująca, wzruszająca i pełna humoru podróż w czasie z jednym z najważniejszych polskich artystów ostatnich 35 lat. To także głośne wyznanie jak ważna jest rodzina, dom, miłość i szacunek dla drugiego człowieka.

Świetny kumpel, człowiek orkiestra i niepokorny wilk o wielkim, dobrym sercu. Kobiety go uwielbiają. Jego życiorys to gotowy scenariusz filmowy.
Justyna Steczkowska

Pojawił się, rozbłysnął i rozświetlił przekorną paletą wartości.Nieoszlifowany diament, który na szczęście nie dał się wygładzić.
Piotr Kaczkowski

Poprzez swój sposób śpiewania, szacunek do ludzi, a także wrażliwość, z jaką odbiera świat, Marek pokazał mi, że prawdziwy rock and roll to nie wóda i dragi, ale wierność ideałom, walka o nie i o zasady, których prawdziwy facet nigdy nie łamie.
Mateusz Ziółko

- opis dzięki uprzejmości wydawnictwa Sine Qua Non

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Macie ochotę na kupno tej książki? Ja z chęcią po nią sięgnę.


  


środa, 12 listopada 2014

#66 On wrócił („Istnieję, i sam tego za bardzo nie rozumiem.”)

On wrócił
Timur Vermes
400 stron
Ocena: 7/10
Wydawnictwo W.A.B. 
 „W trzydziestym trzecim roku żadnego narodu nie zniewolono akcją propagandową. Wybrany został Führer, w sposób, który nawet w dzisiejszym sensie musi zostać uznany za demokratyczny. Został wybrany Führer, który z niezbitą jasnością objawił swoje plany. Niemcy go wybrali. Tak, nawet Żydzi. (...)
- I co pan chce przez to powiedzieć?
- Że albo istniał cały naród świń, albo to, co się wydarzyło, nie było żadnym świńskim czynem, lecz wolą narodu.”*

Idealne rozpoczęcie recenzji książki Timura Vermesa  „On wrócił”. 
Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy tę minimalistyczną okładkę, wiedziałam, że kryje się pod nią coś interesującego. I nie myliłam się. Postać wodza III Rzeszy mnie zwyczajnie intryguje. 

Na pewno nie wartość literacka jest źródłem sukcesu tej książki. A więc co? 






Adolf Hitler budzi się na ławce w parku. 
Nie ma obok niego wiernych współpracowników w osobie Martina Bormanna, czy też Hermanna Göringa. Potępiony przez historię nazista budzi się w rzeczywistości nieznanej, mamy przecież rok 2011. Uznany za dziwoląga przez młodych, a w końcu za wariata przez pozostałych mieszkańców Niemiec, zaczyna niespodziewanie zdobywać sławę jako komik parodiujący postać Hitlera. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy, że pod przykrywką żartu Adolf Hitler po raz kolejny zdobywa umysły mieszkańców Niemiec. 

W czym tkwi fenomen tej konstrukcji, że osoba która pozornie powinna być znienawidzona przez tłumy, przyciąga uwagę owego tłumu, a co więcej potrafi nim kierować? Jak oceniła Polityka, „On wrócił” to  „satyra na niemiecką republikę medialną”. Mam wrażenie, że autor nie pozostawia na tej nacji suchej nitki. Roi się tu od ludzi naiwnych, szukających tylko i wyłącznie medialnego szumu, a i sama struktura ludnościowa tego państwa nie wprawia w zachwyt, bo tak naprawdę coraz mniej tu  „czystych Aryjczyków”. 

Książka jest lekka i komiczna. Kiedy wkraczamy w świat opisywany przez Adolfa Hitlera nie sposób się nie śmiać z jego wizji XXI wieku.  Zdecydowanie pierwszoosobowa narracja jest największym atutem tej książki. To ona zdominowała tę książkę na tyle, że inne postaci stały się bezbarwne i wręcz niewidoczne. 

Autor / źródło
Kiedy pisałam kolejno słowa „lekka i komiczna”, zwyczajnie się przestraszyłam. Czy to poprawne nazywać książkę traktującą o największym zbrodniarzu wojennym jako lekką i komiczną? Lekki jest sposób w jaki Timur Vermes przedstawił ten komiczny koncept. Czy ktoś wcześniej na niego wpadł? Chyba nie, dlatego „On wrócił” może wywrzeć na czytelniku w bardzo szybkim czasie, pozytywne wrażenie. Na wielki plus zasługuje fantazja autora, jednak to o czym powinniśmy pamiętać... 

To nie ona [fantazja] stanowi centrum tej powieści, ale samo ostrzeżenie, które możemy odczytać między wierszami. W momencie kiedy Mass Media stały się czwartą władzą, ludzie zamiast stać się mądrzejsi ze względu na przepływ różnych informacji, stali się jeszcze bardziej bezbronni niż w latach 40-tych, gdy w czasach zawieruchy wojennej byli odcięci od wszystkiego. 
Jak się okazuje, każdy może stać się gwiazdą, celebrytą, a nawet PRZYWÓDCĄ dzięki naiwności całego społeczeństwa. Przestańmy więc być naiwni, a przede wszystkim uczmy się na błędach przodków. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki On wrócił

A teraz sami się wypowiedzcie. Co sądzicie o tej książce? 
Ten debiut swego czasu zdominował światowe rynki wydawnicze. 
Kontrowersja, czy dobra literatura? A może jedno i drugie?
Miłego dnia Wam życzę!

  

poniedziałek, 10 listopada 2014

English Matters 49/2014

* * *

Magazyn polecany przez blogerów wreszcie wylądował na mojej półce. Dzisiejszy post postanowiłam w całości mu poświęcić. Czy warto sięgnąć po listopadowo-grudniowy numer English Matters? Co w nim spotkacie i czy jego lektura sprzyja nauce języka angielskiego? 


Najnowszy English Matters to niezwykła gratka dla fanów serialu Sherlock emitowanego od 2010 roku. Zarówno na okładce jak i wewnątrz króluje postać Benedicta Cumberbatcha. Jak to się stało, że w ostatnich latach jego nazwisko okryło się tak wielką sławą? Okazuje się, że żadna z ról nie przyniosła temu aktorowi tak wielkiej sławy, jak główna rola w serialu Sherlock z Martinem Freemanem w roli Watsona. Uwspółcześniona wersja Sherlocka Holmesa bije rekordy popularności. A Wy co o niej sądzicie? Może też nazywacie siebie Cumberbabes lub Benaddicts


Kolejny artykuł mieszczący się w tematyce People and Lifestyle również dotyczy Sherlocka Holmesa. Jest poniekąd związany z głównym bohaterem, ale w dużej mierze dotyczy pozostałych twórców należących do obsady. W Elementary, My Dear Watson! dokonuje się także porównanie serialu z pozostałymi produkcjami traktującymi o Sherlocku. 


Uwielbiam artykuły, które poszerzają moją wiedzę na temat kultury innych państw. Destination: America to wywiad z autorem książki Wałkowanie Ameryki czyli Markiem Wałkuskim. Opowiada w nim o swoim życiu na terenie dwóch kontynentów. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać tę książkę. Społeczeństwo, kultura i życie Amerykanów zostało zareklamowane w tym artykule w bardzo ciekawy sposób. 


W końcu artykuł z działu Culture. Bycie blogerem, czy też vlogerem jest nam bardzo bliskie, prawda? Dan Sanford - autor artykułu przybliża nam istotę videoblogów i podaje przykłady osób najbardziej aktywnych w sieci, w szczególności tych, od których możemy przyswoić najwięcej wiedzy z angielskiego. 


Retirement UK - czyli system emerytalny Wielkiej Brytanii. Pod względem słownictwa jest to artykuł przydatny w kategoriach Business English, jednak jako element działu Culture jest zwyczajnie nudny. 


Zdecydowanie mój numer jeden spośród wszystkich artykułów! To Coin a Phrase to artykuł z działu Language, a samo zdanie tytułowe znaczy tyle co wymyślić wyrażenie. Jak się okazuje, najbardziej płodnymi twórcami wyrażeń byli Charles Dickens i William Shakespeare. Sięgnijcie po najnowszy numer English Matters po to, by dowiedzieć się jakie związki wyrazowe stworzyli na przestrzeni lat. 


Dział Technology prezentuje artykuł o dronach, które nazywane są melodią przyszłości. Przyznam szczerze, że przed przeczytaniem tej części, moja wiedza na ich temat była znacznie uboższa. W szczególności w tym i następnym artykule o Pekinie znajdziecie dużo przydatnego słownictwa. Zwróćcie na nie szczególną uwagę!


Drugie największe miasto Chin. Mieszka tu 21 milionów ludzi. Zachwyca dorobkiem kulturowym, ale jednocześnie przeraża swoim zasięgiem i wielkością. Mowa oczywiście o Pekinie. Ten artykuł zabrał mnie we wspaniałą podróż, na którą w realnym życiu jeszcze mnie nie stać. 


... A ten artykuł jest niezwykle potrzebny. Już Wam tłumaczę dlaczego. Przyczyna jest prosta. Gdybym Was zapytała, czy znacie jakieś wyrażenia przydatne w czasie rozmowy telefonicznej z kolegą z Anglii, pewnie nie mielibyście problemu takie przywołać. Jednak gdybym Wam dała słuchawkę do ręki i kazała Wam taką rozmowę poprowadzić, w wielu przypadkach (sama bym tak zrobiła) oblalibyście się zimnym potem, a z nerwów zapomnielibyście jak brzmi Wasze imię. Telephoning in English ma zapobiec takim sytuacjom i umożliwić nam bezstresowe rozmowy. Znajdziecie tu bank potrzebnych zwrotów, który polecam!


I na sam koniec zostawiam Was z wielką motywacją do ćwiczeń, bo choć wokół mnóstwo książek, Ewa Chodakowska, Anna Lewandowska i tak dalej, to jak widać nawet w English Matters musimy się wzajemnie motywować. O tym skąd siłę czerpie Mel B i Tracy Anderson, a także przykłady ćwiczeń znajdziecie w ostatnim artykule 49 wydania English Matters!

Słowem podsumowania, wydawnictwo Colorful Media wykonało kawał dobrej roboty. Połączyli w tych kilku artykułach przyjemne z pożytecznym, czyli to co w nauce języka obcego jest najważniejsze. Do tego umożliwili odsłuchiwanie większości materiałów, pobranie z ich strony listy wszystkich użytych w artykułach słówek i do tego specjalny dodatek do numeru 49 w postaci Idiomów (Idioms for Winter Days). 

Do najlepszych artykułów zaliczyłabym To Coin a Phrase i artykuł o Pekinie. Do najnudniejszych: Retirement UK (na dobrą sprawę, chyba nadal nie wiem na czym polega ich system emerytalny). 

Najnowszy numer English Matters zainspirował mnie do przeczytania książki Wałkowanie Ameryki. Mam nadzieję, że już niebawem po nią sięgnę. 


A Wy czytaliście English Matters? Który artykuł Wam się najbardziej podobał? 
Co polecacie, a co nie. Czekam na Wasze opinie i polecam wydawnictwo Colorful Media


 

sobota, 8 listopada 2014

#65 Lekko Stronniczy - jeszcze więcej („#hajs_z_youtube #tylewygrac”)

Lekko Stronniczy -
jeszcze więcej

Karol Paciorek / Włodek Markowicz
316 stron
Ocena: 8/10
Wydawnictwo Znak Literanova

A dystans jest bardzo ważny. Gwarantuje ci to, że wszystko po tobie spłynie, że się nie obrazisz, nie zamkniesz w sobie, ale będziesz dalej walczył. Jak nie masz tego dystansu, to zawsze znajdziesz sobie usprawiedliwienie i wymówkę, żeby czegoś nie robić. A tak naprawdę wcale nie musisz być taki przebojowy.”*

Choć w sprzedaży od początku tego miesiąca, to swoją oficjalną premierę miała dopiero 6 listopada. Wtedy to pobiegłam do najbliższego Empiku i za 36,90 kupiłam sobie książkę, a wraz z nią dużą dawkę dobrego humoru i ogólnie rzecz biorąc cały jeden udany dzień

Jeden dzień, a może nawet i dwa, bo tyle zajęło mi przeczytanie książki Karola Paciorka i Włodka Markowicza. Od razu mówię, że jest to książka tylko dla widzów internetowego programu rozrywkowego, którego nowe odcinki możemy śledzić od poniedziałku do piątku o godzinie 18:00 na kanale lekkostronniczy. Jeśli jeszcze nie obejrzałeś ani jednego odcinka, to zacznij nadrabiać zaległości już teraz i pamiętaj, że autorzy przewidzieli tylko (albo aż) 1000 odcinków.


Zacznijmy od tego, kim jest vlogger? Gdybym każdemu z Was zadała takie pytanie podejrzewam, że wszyscy mogliby na poczekaniu stworzyć trafną definicję. Wideoblogerzy zawładnęli w ostatnich latach polskim internetem, a co więcej zaczęli także istnieć poza nim. Wystarczy spojrzeć na przykład na postać Niekrytego Krytyka. 5 listopada miała premierę jego trzecia (lub nawet 4 książka) pod tytułem „Na południe od nieba”. Uważni słuchacze Radia Zet dostrzegli też na pewno jego audycję zatytułowaną „Historia świata wg Niekrytego Krytyka”. Z kolei Radek Kotarski, którego znamy internetowej produkcji „Polimaty”, zachwyca dzisiaj swoją prezencją w reklamie pewnego banku. Przykłady moglibyśmy mnożyć. Świat, który nazwalibyśmy typowo komercyjnym i mainstreamowym zaczyna się łączyć ze światem Internetu, a może już dawno się połączył. Dzisiaj jestem tu po to, żeby polecić Wam książkę twórców jednego z najpopularniejszych kanałów na YouTubie. I tak naprawdę chcę odpowiedzieć na pytanie: „Po co im to było?

Lekko Stronniczy - jeszcze więcej” to książka, która z pewnością podsumowuje pewien etap w życiu jej twórców. Jest to przegląd powstania nazwijmy to - marki Lekko Stronniczy, od samego pomysłu, przez realizację aż do końca, który ma nastąpić 26 grudnia 2014 roku o godzinie 18:00. Wtedy to ma zostać wyemitowany ostatni odcinek - tysięczny. Czy ich prawdziwi fani mogą się z tym pogodzić? Na pewno chcieliby więcej, bo dla wielu z nich godzina 18:00 stała się świętością. Jednocześnie po przeczytaniu tej książki, nabiera się do twórców czegoś w rodzaju szacunku. Wyznaczyli sobie cel, zrealizowali go i teraz chcą wkroczyć w coś nowego. Plan został zrealizowany w 120%. 

Ja sama zaczęłam regularnie śledzić vlogi chłopaków od jakiegoś 800 odcinka. Lubię sposób w jaki opowiadają o tym co nas otacza, o absurdach, głupocie i generalnie o wszystkim. Pomiędzy nimi da się wyczuć chemię, która wciąga widza, i której do tej pory nie znalazłam w telewizji. W wielu przypadkach utożsamiam się z ich światopoglądem i wrażenie robią na mnie ich coroczne akcje, w których wspierają krakowskie i podkrakowskie domy dziecka. Karol i Włodek mają wielkie serducha i wielką pasję, która „napędza fajne życie”.

OMG, pierwsza sesja, nie dam rady, wyleją mnie i wrócę do wypasania krów na łące zhańbiony po wsze czasy, już nigdy nie wysunę nosa poza swój pokój i przeproszę rodziców za wybujałe ambicje o studiowaniu.”*

Żaden z nich nie spodziewał się, że napisze książkę. Książkę, która ma blisko 320 stron. „Lekko Stronniczy - jeszcze więcej” składa się z fragmentów rozmów, co przypomina mi nieco dialogi Szymona Hołowni i Marcina Prokopa z „Bóg, kasa i rock'n'roll”, a także z felietonów każdego z twórców. Jest zabawna, napisana bez zbędnej spiny i idealnie odzwierciedlająca nastrój każdego odcinka. Książka odmóżdża, relaksuje i wprawia w świetny humor. Autorzy w genialny sposób wykorzystali pomysł na podsumowanie własnej działalności. Mam nadzieję, że po zakończeniu cyklu Lekko Stronniczy jeszcze nie raz usłyszymy o Karolu i Włodku.
Po tej książce mam ochotę wybrać się z nimi na piwo. 
Niestety nie ja jedna. 

  

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z Lekko Stronniczy - jeszcze więcej

Przy okazji długiego weekendu nadrabiam czytelnicze zaległości. Już niebawem książka Łukasza Orbitowskiego, a także „On wrócił” Timura Vermesa. 
Macie w planach książkę o Lekko Stronniczych? 


Szczególnie polecam zakupy na aros.pl / Cena mówi sama za siebie. 
Miłego weekendu!

  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...