czwartek, 23 października 2014

#2 Duży ekran: Miasto 44

filmweb.pl
Miasto 44
2014
reżyseria: Jan Komasa
Chryzantemy złociste
W kryształowym wazonie
Stoją na fortepianie, 
Kojąc smutek i żal.
Poprzez łzy srebrno mgliste
Do nich wyciągam dłonie, 
Szepcząc wciąż jedno zdanie:
Czemuś odeszła w dal.” - 

Tango z 1939 roku.

19 września 2014 roku miała miejsce premiera filmu Miasto 44” w reżyserii Jana Komasy. Produkcja opowiadająca o losach młodych ludzi w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego, zjednała sobie całkiem spore grono fanów. Ostateczna ocena na portalu filmweb, będąca średnią ponad 36 tys. głosów wynosi na dzień dzisiejszy nieco ponad 7 na 10. Czy to dużo, a może za mało? 
Film, który między innymi na festiwalu w Gdyni zdobył trzy Złote Lwy za najlepsze efekty specjalne, najlepszy dźwięk i najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą Zofii Wichłacz, jest jednocześnie bardzo trudnym orzechem do zgryzienia pod względem oceny. Mimo wszystko postaram się teraz podjąć tego zadania, a Wam zadam tylko jedno pytanie: oglądaliście

Siedząc w Multikinie i widząc około 30-minutowy pakiet reklam i trailerów, myślałam że nie doczekam się pierwszej sceny  Miasta 44”. Mój apetyt na dobry film podobnie jak znużenie coraz bardziej narastało. Wstęp do filmu Jana Komasy, a więc informacje na temat liczby statystów, ilości zużytej taśmy filmowej, czasu który był potrzebny do zebrania odpowiednich środków i ilości gruzu przewiezionego na plan filmowy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzięki takim informacjom nabiera się szacunku do twórców i oczekuje się dzieła wielkiego i niebanalnego. 


Głównym bohaterem okazuje się zwyczajny chłopak - Stefan, który nawet nie jest związany z konspiracją. Jego ojciec zginął i na jego barkach spoczywa opieka nad matką i młodszym bratem. Mimo wszystko decyduje się dołączyć do Powstania - w końcu ma ono trwać trzy, góra cztery dni. W tym samym momencie Stefan poznaje Alicję. Rozwija się pomiędzy nimi uczucie. To właśnie ono stało się wizytówką filmu Jana Komasy. 

Z pewnością  Miasto 44” wyróżnia się dzięki efektom, które zostały w tej produkcji zastosowane. Na pierwszy rzut oka widać, że wiele ludzi spędziło ogromną liczbę godzin, aby uzyskać taki, a nie inny efekt końcowy. Jednak zwrócenie uwagi na pracę tej armii grafików, to jedna z nielicznych zalet filmu o Powstaniu Warszawskim. Drugim rzucającym się w moje oczy plusem, jest powiew świeżego aktorstwa w osobie Józefa Pawłowskiego, Zofii Wichłacz i Anny Próchniak. To interesujące zobaczyć na ekranie kogoś całkiem nowego, po kim nie wiadomo, czego można się spodziewać. 


Niestety  Miasto 44” stanowi dla mnie klasyczny przerost formy nad treścią. Można się tu zgubić w gąszczu wszechobecnego patosu. Nie do strawienia zdają się być sceny w zwolnionym tempie i ujęcia, w których niemieckie pociski omijają całującą się parę. Czy te sceny wynikają z faktu, że polskie społeczeństwo nadal szuka w kinie bohaterów - herosów? Co takie sceny mają wspólnego z wydarzeniem historycznym, jakim był wybuch Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944

Miasto 44” kreuje młodych, odważnych, pełnych wzniosłych celów ludzi, których życie zostało nagle zniszczone przez wojnę. Ta produkcja skupia się na ludzkich losach i nie ma nic wspólnego z tym, co możemy spotkać np. w Kronice Powstania Warszawskiego. Idziesz do kina na film o Powstaniu, po dwóch godzinach nie wiesz o Powstaniu nic więcej prócz tego, że młodzi ludzie ginęli i często brakowało im amunicji. 

Film Jana Komasy określiłabym jako liryczny. Pełno tu niedopowiedzeń, tajemniczych spojrzeń i ciszy przeplatanej z wystrzałami granatów. Z filmu zapadają w pamięć tylko niektóre sceny, takie jak te, kiedy po bombardowaniu, z nieba pada deszcz krwi i ludzkich szczątków. Cieszę się, że go obejrzałam, bo wyrobiłam własne zdanie na jego temat. Jednocześnie nie jestem za tego typu nowoczesnym upamiętnianiem wydarzeń historycznych na ekranie. Zbyt dużo było tu patetyczności. W kinie szukam prawdy i naturalności, tutaj nie do końca znalazłam te wartości. 

Jeśli swoje słowa miałabym przełożyć na liczby, byłoby to 5.5/10. 

Przeczytajcie również:
Nakładem wydawnictwa PWN ukazała się we wrześniu książka o takim samym tytule autorstwa Marcina Mastalerza. Blisko 35o stron, wzbogacone fotosami z filmu. Mieliście okazję przeczytać? 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Zdjęcia w poście pochodzą ze źródeł własnych, portalu filmweb i tumblr. 

Nie myślcie sobie, że druga z kolei wizyta w kinie zmienia profil mojego bloga. W czasie kiedy czytacie ten post (lub pakujecie się na Targi Książki w Krakowie), ja kończę I tom  „Przeglądu Końca Świata”, a może nawet piszę jego recenzję. Do końca października planuję także opublikować recenzję pewnej nowości od wydawnictwa Esprit, a mianowicie:  „Ci, którzy wrócili z zaświatów”.
Życzę Wam miłego weekendu i zasłużonego odpoczynku!


  

14 komentarzy:

  1. Mówisz, że niewiele sie po tym filmie wynosi z wiedzy historycznej - to prawda. Tyle że ten film chyba nie to miał na celu. Absolutnie go nie bronię, bo widze jego wady, a moja wysoka ocena tego filmu wynika chyba po prostu z faktu, że zapada on w pamięć - ale wydaje mi się, że ta produkcja miała być po prostu epicką opowieścią o miłości w czasach wojny. Z samą historią mało mającą wspólnego, co zresztą widać

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak można o filmie całkowicie pozbawionym patosu napisać, że:" Można się tu zgubić w gąszczu wszechobecnego patosu"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykładem na ten patos jest chociażby wzniosła (wspominana już) scena pocałunku w czasie ostrzału i zwolnione tempo. Choć ten film miał być remedium na patos, to nikt mnie nie przekona, że ta scena była wynikiem naturalizmu.

      Usuń
    2. Scena pocałunku ma charakter symboliczny a nie patetyczny. Sceny w zwolnionym tempie to zabieg artystyczny, ukazują one zwykłe zdarzenia jak na przykład ucieczka przerażonego chłopaka, bezbronnego, chcącego ratować swoje życie, z pola walki, na którym Niemcy masakrują jego kompanów. Scena byłaby patetyczna gdyby bohater nie uciekał tylko z atakował przeciwnika w jednej ręce trzymając karabin, a w drugiej biało czerwoną flagę i poderwał w ten sposób swoich kolegów do walki, co zresztą często oglądamy w wielu filmach. Proponuję sprawdzić definicję patosu w słowniku Kopalińskiego a nie w Wikipedii.
      Właśnie dlatego ten film jest tak genialny, że jest patosu całkowicie pozbawiony.
      Polecam ponowną wyprawę do kina i uważne obejrzenie filmu bez opierania się na recenzjach krytyków, pamiętając, że żadne środowisko nie znosi osób wybitnych, które wybijają się swoim talentem, stąd środowiskowa zawiść i powszechny hejt tego rewelacyjnego filmu.
      Dla zobrazowania małe porównanie: Komasa - drugi film, budżet 25M PLN.
      Smarzowski (kolejny, dla mnie oczywisty, geniusz reżyserii) - Wołyń, szósty film, budżet 15M PLN.
      Zawiść to taka polska cecha.

      Usuń
    3. Nie opieram się na recenzjach krytyków, tylko na własnych, osobistych uczuciach. Nie wiem czemu w Twoim komentarzu tyle negatywnego nastawienia. Każdy ma prawo do własnej opinii. Dla Ciebie scena pełna symboliki = dla mnie scena pełna patosu. Życie byłoby nudne gdyby każdy miał to samo zdanie na określony temat. :)

      Usuń
  3. 30 minut? Chyba bym wyszła z siebie.
    Początkowo miałam iść do kina na ten film, ale chyba już nie zdążę. A szkoda, by efekty na wielkim ekranie prezentują się chyba nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach i to najbliższych ten film. Oglądałam "sierpniowe niebo", ale według mnie był bardzo źle zrobiony, ale "Miasto 44" każdy chwali, więc jestem pewna, że bardziej mi się spodoba. Chociaż twoja recenzja nie jest zbyt pozytywna...

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo wszystko chciałabym oglądnąć film, chociażby by jak Ty wyrobić sobie własne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja do kina się nie wybieram. Poczekam, aż będzie pokazywany w telewizji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam i powiem tak... ani mnie zachwycił, ani mnie nie zniechęcił. Oglądało się nieźle, historii faktycznie tyle, żeby się wszystko razem jakoś trzymało tylko ta miłość... chyba z jej strony, bo z jego... Kto oglądał, ten chyba wie, o czym mówię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo iż twoim zdaniem, „Miasto 44” stanowi klasyczny przerost formy nad treścią, to jednak chce bardzo obejrzeć ten film, bo fabularnie ogromnie mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja przyjaciółka była pod wrażeniem filmu, ja również mam zamiar kiedyś go obejrzeć (o ile nie zapomnę) ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio pojawiło się w blogosferze wiele recenzji tego filmu. Każdy ocenia go inaczej i ten fakt jeszcze bardziej mnie zachęca do zweryfikowania jego poziomu osobiście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo wielu niedociągnięć, film wzbudził we mnie mnóstwo emocji i podobał mi się. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...