piątek, 31 października 2014

#6 Podsumowanie października | Zapowiedzi na listopad

love-this-pic-dot-com.tumblr
Stało się tak, jak przewidywałam. 15 książek przeczytanych we wrześniu versus tylko 4 przeczytane w październiku. Czy to słaby wynik? Być może, ale każdą minutę mijającego miesiąca starałam się wykorzystać do maksimum. W październiku nie było takich dni, kiedy leżałam bezczynnie żaląc się z braku zajęć. Teraz przybywam do Was z krótkim podsumowaniem, zapowiedziami, a przede wszystkim nowymi zdobyczami książkowymi! Listopad zapowiada się naprawdę ciekawie.


Jedna książka od wydawnictwa Esprit, druga od wydawnictwa Sine Qua Non. Bardzo dziękuję! 

Książki Miry Grant nie ma na zdjęciu, bo przeczytałam ją w formie ebook'a.
Mała ilość książek została zrównoważona cotygodniowymi wizytami w kinie. Jedna środa to Bogowie, kolejna to Miasto 44, a parę dni temu obejrzałam Sędziego

  

Który najlepszy? Zdecydowanie Bogowie i Sędzia. Obie produkcje godne polecenia. 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 


Jeśli chodzi o plan na listopad, niewiele będzie się on różnił od tej wersji październikowej. Wystarczy usunąć Biec albo umrzeć Kiliana Jorneta, a także Kronikę Powstania Warszawskiego Andrzeja Kunerta. Reszta pozostaje bez zmian. 



Oto moje październikowe nabytki, nie wiem jak Wam, ale mi bardzo przypadło do gustu to wydanie. Jeśli ich cena się nie zmieni, kupuję wszystkie! 


To także nowość na mojej półce. Książka, którą wygrałam i którą chwalę się przed Wami. Niestety moja mama już mi ją wykradła. Tak więc muszę poczekać cierpliwie na swoją kolej. 


Wreszcie go kupiłam! 49 numer English Matters na mojej półce, co więcej już zdążyłam go przeczytać od deski do deski. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że ten magazyn utwierdził mnie w przekonaniu, że mój angielski wcale nie jest tragiczny. Teraz rozglądam się za Business English Magazine. Czytał ktoś? (Cena trochę odstrasza - całe 19,50 :D)

 

I już naprawdę na koniec. Książka, na którą czekam i którą na pewno kupię, czyli Lekko Stronniczy jeszcze więcej, oraz książka, na którą czekam, ale którą nie wiem czy kupię: Papugi z placu d'Arezzo

I to by było chyba na tyle. Poza tym wszystkim czekam na książki od wydawnictwa Feeria i Sine Qua Non. Myślę, że w listopadzie nie będziemy się nudzić. 

Dziękuję Wam za Waszą obecność na moim blogu. Myślę, że spotkamy się tutaj równie często w listopadzie, bo pomysłów na nowe posty jest naprawdę bardzo dużo, teraz jedyne co trzeba zrobić to wydłużyć dobę. Tylko tyle. Życzę Wam aktywnego miesiąca. I pamiętajcie, że z przyjemnością zaglądam na Wasze blogi. Pozdrawiam Was ciepło!




  

czwartek, 30 października 2014

#64 Ci, którzy wrócili z zaświatów („Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom...”)

Ci, którzy
wrócili z zaświatów

Antonio Socci
296 stron
Ocena: 7/10
Wydawnictwo Esprit
Dziennikarskie śledztwo dla tych, którzy czytali Dowód Ebena Alexandra i Niebo istnieje... Naprawdę! Todda Burpo i chcą wiedzieć więcej!”*

***

Stoimy zatem wobec nadzwyczajnego fenomenu, niemającego naturalnych przyczyn, który został poddany naukowym badaniom medycznym przeprowadzonym w ciągu wielu lat wśród ponad trzystu pacjentów: podczas utraty przytomności można doświadczać świadomości i wspomnień. Można zachować świadomość, podczas gdy mózg nie wykazuje żadnej mierzalnej aktywności...”*

Gdyby ktoś w ubiegłym roku powiedział mi, że za niedługo przeczytam tyle książek o tematyce religijnej, pewnie bym nie uwierzyła. Dzięki blogowaniu i współpracy z wydawnictwem Esprit mam możliwość poznawania nowości w tej dziedzinie i wykorzystuję ją do maksimum. 
Na przełomie sierpnia i września miałam okazję przeczytać „Niebo istnieje... Naprawdę!” oraz „Dowód” i wcale nie ukrywam, że pierwsza z tych pozycji podobała mi się bardziej, bo zawierała według mnie dużo więcej prawdy i autentyczności. Dzisiaj - 30 października, przybywam z odpowiedzią na obydwie te książki i jestem niezwykle ciekawa, jak na nią zareagujecie.

Antonio Socci
Zacznijmy od pytania: kim jest autor książki? Antonio Socci to dziennikarz RAI czyli Radiotelevisione Italiana, a także dyrektor Szkoły Dziennikarstwa w Perugii, współpracownik włoskiego dziennika „Libero” i autor licznych książek. Osobiście kojarzę go jako twórcę książki  „Tajemnice Jana Pawła II” - mam ją w swojej biblioteczce i choć jeszcze jej nie czytałam, to myślę, że moment sięgnięcia po nią niebawem nastąpi. Antonio Socci porusza w swoich książkach dość kontrowersyjne kwestie. Pewnie dlatego też jego książki sprzedają się niczym ciepłe bułki.  W samej Polsce sprzedano ich już ponad pół miliona.

Tajemnice
Jana Pawła II
Ci, którzy wrócili z zaświatów” to książka, która została napisana pod wpływem impulsu. Tym impulsem był wypadek Cateriny. Caterina to córka Antonia Socciego, która po zapadnięciu w śpiączkę i zatrzymaniu akcji serca - po prostu, zwyczajnie - przeżyła.  „Była praktycznie martwa” - jak pisze autor. Wtedy do sali, na której leżała dziewczyna wszedł duszpasterz studentów - ksiądz Andrea i zaczął się modlić. Po niecałej minucie serce Cateriny zaczęło ponownie bić. Czy to mogło być wskrzeszenie z martwych? 

Na to i inne pytania Antonio Socci próbuje znaleźć odpowiedź w pięciu rozdziałach „Ci, którzy wrócili z zaświatów”. Czy mu się udaje? Z pewnością tak, bo jego publikacja jest o wiele bardziej obszerna i wielowarstwowa od książek, które wspominałam wcześniej, a które jednocześnie poruszają w gruncie rzeczy ten sam temat. Antonio Socci nie ogranicza się do suchej relacji, ale wzbogaca ją całą swoją wiedzą na temat Pisma Świętego. Łączy ludzkie doświadczenia z istotą naszej wiary i przytacza historie świętych. Ta książka w przeciwieństwie do innych publikacji, które skupiają się na  „tu i teraz” powraca do historii i uzmysławia nam, że wizyta w zaświatach to proces, który trwa od wielu, wielu wieków. Proces, który przydarzył się wielkiej rzeszy ludzi. Dlaczego więc te wszystkie dowody nie wystarczają nam, by w niego uwierzyć? 

 „Powszechny jest pewien zasmucający i powierzchniowy sceptycyzm, wyrażający się w stwierdzeniu: Jeszcze nikt nigdy nie wrócił z zaświatów, które jest równoznaczne z konstatacją, że wszystko, co wiemy o zaświatach, to tylko i hipotezy - być może nawet prawdziwe, któż jednak może wiedzieć na pewno, czy rzeczywiście coś tam istnieje?”*

Antonio Socci robi wszystko, by wykazać, że prawda jest inna, a co więcej jest w tym bardzo przekonujący. Imponuje mi jego umiejętność zawierania w swoich opisach wiedzy biblijnej i łączenia jej ze współczesnością. Tematyka książki jest specyficzna - tego nie można ukryć. Ale jednocześnie jestem pewna, że „Ci, którzy wrócili z zaświatów” wnosi na rynek książek religijnych świeży powiew. Warto skonfrontować ten utwór z tym co już wcześniej oferowały nam księgarnie. Jeśli tylko interesuje Was ta tematyka - polecam!

Nie mogę nie wspomnieć o pięknej twardej oprawie, która oddaje klimat książki. Mimo blisko 300 stron, czyta się ją niezwykle szybko. Mi zajęła jedynie dwa popołudnia. 

Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Esprit.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Ci, którzy wrócili z zaświatów
   cytat w tytule to fragment Hamleta

Pamiętacie jeszcze, że w listopadzie ma premierę książka, której współautorem jest twórca  Dowodu”? 


Czy przypadkiem „zaświaty” nie stały się w ostatnich miesiącach tematem nie tyle interesującym, co po prostu słynnym? Życzę Wam miłego weekendu i czekam na opinie. Poczytajcie także: 
 

poniedziałek, 27 października 2014

#Zapowiedź: Zapiski Nosorożca

Zapiski Nosorożca 
Moja podróż po drogach, bezdrożach
i legendach Afryki.

Łukasz Orbitowski 
280 stron
Wydawnictwo Sine Qua Non

Już 5 listopada wypatrujcie w księgarniach nowej ciekawej książki z gatunku literatury podróżniczej. Łukasz Orbitowski, pisarz który jak dotąd specjalizował się w literaturze grozy i fantastycznej, przybywa z pozycją o Republice Południowej Afryki. 

Wydawnictwo Sine Qua Non pisze o tej książce w taki sposób:

Republika Południowej Afryki. Dzikość przyrody, ruchliwe ulice wielkich miast i bezdroża w głębi kraju. Turystyczna rzeczywistość zderzona z brawurowo zreinterpretowanym światem afrykańskich mitów.
Nigdy nie dowiem się, co ludzie, tak serdeczni w pierwszym kontakcie, naprawdę o nas myśleli. Przeczuwam, że wioska w Zululandzie, gdzie zgubiliśmy się w nocy, była najbliżej prawdy, tej prawdziwej Afryki, jaką dane było zobaczyć nam, bogatym turystom, oglądającym świat przez szyby samochodu. Przeczuwam, ale nie wiem. Nie wiem nic. Poza jednym. Coś tam się zdarzyło.
Każda podróż jest darem. A podróż w mentalność tak odległą jest darem szczególnym. Co otrzymaliśmy? Opowieść o jednym z najbardziej fascynujących krajów świata czy szczere wyznanie pisarza, że nie wyjaśni nam Afryki? Ascetyczny dziennik podróży? A może zmysłową, na wpół baśniową włóczęgę przez świat magii i archetypów Czarnego Lądu? Jedno jest pewne: Orbitowski w Zapiskach Nosorożca mówi o Afryce w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt do tej pory.
Łukasz Orbitowski opisuje swoją wyprawę do RPA bez napuszenia i egzaltacji reporterskiej. Jest podróżnikiem ciekawym świata i jego tajemnic, chłonie egzotyczną rzeczywistość i barwnie o niej opowiada. W swoje zapiski wplata legendy afrykańskie. Są jak opowieści szeptane przed zaśnięciem, które wprowadzają nas w ten dziwny, niepokojący klimat Nieznanego Lądu.
Sylwia Chutnik
Autor horrorów podróżujący w dresie i trampkach przez krainę Lovecrafta. Słabo? Jest mocno orbitowsko, a orbitowska Afryka jest inna, niż sobie wyobrażacie.
Ziemowit Szczerek
Para dorosłych dzieci na wycieczce po RPA. Łukasz i Agata odwiedzili niezwykłe miejsca i nasłuchali się opowieści, w których popłaca bezwzględność i zdrada. Bez dwóch zdań – jest pomysłowo.
Piotr Tomza, autor Afryki Nowaka
Afryka w Zapiskach Nosorożca świeci jak broszka w czarnej wełnie. To osobiste notatki z wyprawy na inną planetę, plecione jak współczesna baśń. Orbitowski jest czujnym i dowcipnym towarzyszem. Lubię z nim podróżować.
Agnieszka Wolny-Hamkało
Jesteście zainteresowani tą książką? A może już uwzględniliście ją w listopadowym budżecie? 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
  

niedziela, 26 października 2014

#63 Przegląd Końca Świata. Feed („Wszystko da się zabić”)

Przegląd Końca Świata
Feed

Mira Grant
496 stron
Wydawnictwo SQN Sine Qua Non
Ocena: 7/10
Przeczytana w formie ebook'a.
Prawdy nie da się zabić. - Georgia Mason
Wszystko da się zabić. 
Czasami tylko musisz w to strzelać tak długo,
aż przestanie się ruszać.
I nie wypada zbytnio rozmyślać o tym, 
co się zrobiło. - Shaun Mason”*

Kiedy 7 października pisałam o wstępie do trylogii „Przegląd Końca Świata”, nie sądziłam że tyle czasu zajmie mi przeczytanie pierwszego tomu. W końcu się udało. Pozbierałam wszystkie myśli w całość i przybywam z informacjami na temat „Feed” Miry Grant. 

Mira Grant, a właściwie Seanan Lynn McGuire to amerykańska pisarka, która zasłynęła powieścią „Rosemary and Rue”- napisaną w 2009 roku. Za tę książkę Mira Grant otrzymała nagrodę Campbella dla nowego pisarza 2010 roku (nagroda dla najlepszego nowego pisarza s-f). W Polsce znana jest ze swojej serii  „Newsflesh” („Przegląd Końca Świata”).

 „Feed” to najprościej mówiąc opowieść o polityce, blogowaniu i o zombie. Tutaj najważniejszy jest fakt, że nieważne w jakiej kolejności wymienimy te zagadnienia. W I tomie trylogii będą one rozłożone równomiernie. 



W 2014 roku pewien wirus zaczyna rozprzestrzeniać się w zastraszającym tempie. 20 lat później rodzeństwo Georgia i Shaun Masonowie, którzy są blogerami oraz dziennikarzami wybranymi do uczestniczenia jako niezależne media w kampanii wyborczej pewnego senatora, chyba nie zdają sobie sprawy, jaką cenę mogą zapłacić za pracę w tym zawodzie.

Trzeba zaznaczyć, że to co stworzyła Mira Grant to szalona wizja przyszłości. Opis rzeczywistości z perspektywy głównych bohaterów jest niezwykle przekonujący, choć jednocześnie odebrałam go jako coś chaotycznego. Pełno tu żywych trupów, które zostały wykorzystane jako marionetki do politycznych rozgrywek. W „Feed” nie zabraknie także „kosmicznych urządzeń”, dużej dawki nauki, jaką jest medycyna i organizacji życia społecznego podporządkowanej atakom zombie. 

Co do samych bohaterów, mimo iż są rodzeństwem, są też bardzo różni - można by rzec, jak ogień i woda. Zarówno Georgia jak i Shaun to mocne charaktery. Wydaje nam się, że niemal niezniszczalne. Ta kreacja osobowości bohaterów jest z pewnością celowa, aby zwiększyć efekt zaskoczenia przy końcu pierwszego tomu. 

Wizja końca świata jest interesująca, a świat w którym na bohaterów czyha mnóstwo niebezpieczeństw wciąga. Mimo wszystko, akcja mogłaby być bardziej skondensowana, bo ostatnie strony dłużyły mi się niemiłosiernie. 
Siódemka jest optymalną oceną dla tej książki i pokazuje moje zaciekawienie kontynuacją, czyli „Deadline”. Mam nadzieje, że w niej znajdę także mnóstwo ironii i czarnego humoru. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z Przegląd Końca Świata. Feed

Już niebawem zapraszam Was na recenzję książki Ci, którzy wrócili z zaświatów”, a tymczasem życzę Wam miłego tygodnia. Pochwalcie się jak było na Targach w Krakowie! 
Miłego tygodnia!

  

czwartek, 23 października 2014

#2 Duży ekran: Miasto 44

filmweb.pl
Miasto 44
2014
reżyseria: Jan Komasa
Chryzantemy złociste
W kryształowym wazonie
Stoją na fortepianie, 
Kojąc smutek i żal.
Poprzez łzy srebrno mgliste
Do nich wyciągam dłonie, 
Szepcząc wciąż jedno zdanie:
Czemuś odeszła w dal.” - 

Tango z 1939 roku.

19 września 2014 roku miała miejsce premiera filmu Miasto 44” w reżyserii Jana Komasy. Produkcja opowiadająca o losach młodych ludzi w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego, zjednała sobie całkiem spore grono fanów. Ostateczna ocena na portalu filmweb, będąca średnią ponad 36 tys. głosów wynosi na dzień dzisiejszy nieco ponad 7 na 10. Czy to dużo, a może za mało? 
Film, który między innymi na festiwalu w Gdyni zdobył trzy Złote Lwy za najlepsze efekty specjalne, najlepszy dźwięk i najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą Zofii Wichłacz, jest jednocześnie bardzo trudnym orzechem do zgryzienia pod względem oceny. Mimo wszystko postaram się teraz podjąć tego zadania, a Wam zadam tylko jedno pytanie: oglądaliście

Siedząc w Multikinie i widząc około 30-minutowy pakiet reklam i trailerów, myślałam że nie doczekam się pierwszej sceny  Miasta 44”. Mój apetyt na dobry film podobnie jak znużenie coraz bardziej narastało. Wstęp do filmu Jana Komasy, a więc informacje na temat liczby statystów, ilości zużytej taśmy filmowej, czasu który był potrzebny do zebrania odpowiednich środków i ilości gruzu przewiezionego na plan filmowy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzięki takim informacjom nabiera się szacunku do twórców i oczekuje się dzieła wielkiego i niebanalnego. 


Głównym bohaterem okazuje się zwyczajny chłopak - Stefan, który nawet nie jest związany z konspiracją. Jego ojciec zginął i na jego barkach spoczywa opieka nad matką i młodszym bratem. Mimo wszystko decyduje się dołączyć do Powstania - w końcu ma ono trwać trzy, góra cztery dni. W tym samym momencie Stefan poznaje Alicję. Rozwija się pomiędzy nimi uczucie. To właśnie ono stało się wizytówką filmu Jana Komasy. 

Z pewnością  Miasto 44” wyróżnia się dzięki efektom, które zostały w tej produkcji zastosowane. Na pierwszy rzut oka widać, że wiele ludzi spędziło ogromną liczbę godzin, aby uzyskać taki, a nie inny efekt końcowy. Jednak zwrócenie uwagi na pracę tej armii grafików, to jedna z nielicznych zalet filmu o Powstaniu Warszawskim. Drugim rzucającym się w moje oczy plusem, jest powiew świeżego aktorstwa w osobie Józefa Pawłowskiego, Zofii Wichłacz i Anny Próchniak. To interesujące zobaczyć na ekranie kogoś całkiem nowego, po kim nie wiadomo, czego można się spodziewać. 


Niestety  Miasto 44” stanowi dla mnie klasyczny przerost formy nad treścią. Można się tu zgubić w gąszczu wszechobecnego patosu. Nie do strawienia zdają się być sceny w zwolnionym tempie i ujęcia, w których niemieckie pociski omijają całującą się parę. Czy te sceny wynikają z faktu, że polskie społeczeństwo nadal szuka w kinie bohaterów - herosów? Co takie sceny mają wspólnego z wydarzeniem historycznym, jakim był wybuch Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944

Miasto 44” kreuje młodych, odważnych, pełnych wzniosłych celów ludzi, których życie zostało nagle zniszczone przez wojnę. Ta produkcja skupia się na ludzkich losach i nie ma nic wspólnego z tym, co możemy spotkać np. w Kronice Powstania Warszawskiego. Idziesz do kina na film o Powstaniu, po dwóch godzinach nie wiesz o Powstaniu nic więcej prócz tego, że młodzi ludzie ginęli i często brakowało im amunicji. 

Film Jana Komasy określiłabym jako liryczny. Pełno tu niedopowiedzeń, tajemniczych spojrzeń i ciszy przeplatanej z wystrzałami granatów. Z filmu zapadają w pamięć tylko niektóre sceny, takie jak te, kiedy po bombardowaniu, z nieba pada deszcz krwi i ludzkich szczątków. Cieszę się, że go obejrzałam, bo wyrobiłam własne zdanie na jego temat. Jednocześnie nie jestem za tego typu nowoczesnym upamiętnianiem wydarzeń historycznych na ekranie. Zbyt dużo było tu patetyczności. W kinie szukam prawdy i naturalności, tutaj nie do końca znalazłam te wartości. 

Jeśli swoje słowa miałabym przełożyć na liczby, byłoby to 5.5/10. 

Przeczytajcie również:
Nakładem wydawnictwa PWN ukazała się we wrześniu książka o takim samym tytule autorstwa Marcina Mastalerza. Blisko 35o stron, wzbogacone fotosami z filmu. Mieliście okazję przeczytać? 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Zdjęcia w poście pochodzą ze źródeł własnych, portalu filmweb i tumblr. 

Nie myślcie sobie, że druga z kolei wizyta w kinie zmienia profil mojego bloga. W czasie kiedy czytacie ten post (lub pakujecie się na Targi Książki w Krakowie), ja kończę I tom  „Przeglądu Końca Świata”, a może nawet piszę jego recenzję. Do końca października planuję także opublikować recenzję pewnej nowości od wydawnictwa Esprit, a mianowicie:  „Ci, którzy wrócili z zaświatów”.
Życzę Wam miłego weekendu i zasłużonego odpoczynku!


  

wtorek, 14 października 2014

#7 Między książkami. Złota siódemka zawodów związanych z książkami.

  

/alabina-life.tumblr/

Chroniczny brak czasu połączony z niemożnością doczytania jednej konkretnej książki przez długi, długi czas spowodował, że usiadłam przed laptopem w poszukiwaniu interesującego tematu. Ów temat pojawił się dość niespodziewanie i przyznam, że już od dawna siedział mi z tyłu głowy. Zastanawialiście się kiedyś jak swoją pasję blogowania, a w szczególności czytania książek skonwertować w formę przyszłej pracy? Ja myślałam o tym bardzo często i obecnie studiuję... Ekonomię. Nie, to zdecydowanie nie może być podsumowaniem mojego wywodu. Zapraszam Was na krótki przegląd, poniekąd zainspirowany tym oto artykułem ze portalu weblog.infopraca.pl
Jak widać nie jestem pierwsza i zapewne nie ostatnia, którą zaintrygował temat łączenia pasji z pracą. 

Opcja pierwsza: Autor

Powiecie, łatwo się mówi, lecz wydaje mi się, że im więcej czytasz książek tym bardziej poznajesz rynek, tym więcej utworów Cię inspiruje, tym częściej chciałbyś w niejednej książce coś zmienić, napisać coś po swojemu. Czy to nie jest pierwszy krok do tego, by myśleć o własnej książce? Najpełniej miłością do książek można się dzielić tylko poprzez zaspokajanie głodu swoich własnych czytelników. Nie znaczy to, że każdy powinien pisać książki, ale założę się, że w głowach niektórych bloggerów kłębią się pomysły na bestseller. 

znalezione na tumblr

Opcja druga: Recenzent.

No dobrze. Więc pomyśleliście na wstępie, że pierwsza opcja na pewno odpada. Może nie tyle brakuje Wam kreatywności, co ciężko Wam przelać pomysły na papier. Nie zmienia to jednak faktu, że rynek wydawniczy znacie jak własną kieszeń, a w blogosferze obserwują Was setki osób. Co zrobić z takimi zasobami? Próbować stać się recenzentem z prawdziwego zdarzenia, który swoje teksty udostępnia serwisom internetowym oraz prestiżowym czasopismom. Czyż nie jest to wymarzony zawód dla większości bloggerów?

Opcja trzecia: KsięgarzBibliotekarz, Antykwariusz.

Jak się okazuje, kontakt z książką może być naprawdę różny. Jeśli uwielbiasz oglądać okładki różnych dzieł, przekładać, sortować i układać, to na pewno znajdziesz się w zawodzie księgarza. Oprócz przyjemności, którą możesz czerpać z obecności w miejscu przepełnionym zapachem książek, będziesz na bieżąco jeśli chodzi o najnowsze tytuły. Zarówno jedna jak i druga praca nie przyniesie zbyt wysokich zarobków, jednak musicie przyznać, że obydwa te zawody można określić mianem spokojnych, choć wymagających umiejętności zarządzania księgozbiorem i dobrą organizacją czasu.

znalezione na tumblr
Opcja czwarta: Tłumacz.

Ciężko było mi się zdecydować, czy zawód tłumacza umieścić w tym zestawieniu, ale przecież czy możliwym byłoby przeczytanie tylu fantastycznych książek autorów spoza granic naszego kraju bez ich znajomości języków, ale przede wszystkim umiejętności przeniesienia pierwowzoru dla nas, czyli tych, którzy omijają oryginały szerokim łukiem. Zawód tłumacza jest niejako misją. To od niego bowiem zależy, czy dany pisarz spodoba się czytelnikom, czy też nie. Niekiedy może stać się tak samo sławny jak ów autor, ale niekiedy może sprawić, że przełożone przez niego książki okażą się wielką klapą.

Opcja piąta: Introligator czyli ktoś, kto wyszedł z mody?

Zastanawiam się, czy gdzieś jeszcze istnieją szkoły, czy też kursy, gdzie można uczyć się tego dość ciekawego fachu. Czy zajmuje się introligator? Otóż introligator zajmuje się oprawą książek, a przede wszystkim zdobieniem opraw. Nie miałam jeszcze okazji ujrzeć introligatora podczas pracy, ale mam nadzieję, że nie wszystkie miejsca pracy tych rzemieślników zostały przekształcone na wielkie ośrodki produkcji masowej.

znalezione na wikipedii
Opcja szósta: Ilustrator lub po prostu Grafik

Wydaje mi się, że obydwa te zawody powinny znaleźć się w tym zestawieniu zaraz po autorze, a w niektórych przepadkach nawet przed nim. Choć często mówimy, że nie oceniamy książki po okładce, to przypomnijcie sobie teraz każdą chwilę w księgarni, kiedy sięgnęliście po książkę nie dlatego, że napisał ją Wasz ulubiony autor, nie dlatego, że to właśnie jej szukaliście, ale czysto spontanicznie ujęła Was okładka. Ja przyznaję się bez bicia: oceniam książki po okładce i jest ona dla mnie niezwykle istotna może nie tyle w ogólnej ocenie książki, co w zwiększeniu przyjemności czytania. Okładka i treść, ale również ilustracje wewnątrz książki stanowią dla mnie całość, dlatego zawody ilustratora i grafika są dla mnie bardzo cenne. 

Opcja siódma (i ostatnia): Specjalista ds. marketingu i sprzedaży.

Była mowa o humanistach, była mowa o pracownikach fizycznych, więc jedynej osoby jakiej mi tu brakuje, to kogoś kto zająłby się ekonomią, a właściwie marketingiem. Tym samym na końcu trochę prywaty ode mnie, jako od studentki I-go roku ekonomii. Sama kiedyś z chęcią chciałabym pracować w wydawnictwie i zajmować się promocją książek, a może nawet jeszcze bardziej chciałabym założyć własne wydawnictwo. Plany dalekosiężne, ale wykonalne. Teraz jednak zastanówmy się jak praca ludzi z działów takich jak: promocja czy sprzedaż pomogła wybić się wielu pisarzom na rynku przepełnionym nowościami. Oczywiście zgodzę się z Wami, że niekiedy specjaliści od marketingu są w stanie z najgorszej książki uczynić reklamowe cudo, ale pamiętajcie, każdy medal ma dwie strony. Nie zapominajmy, że książka prócz tego, że jest książką, jest także produktem, na którym ktoś zarabia. Nam pozostaje tylko prosić o jeszcze większą liczbę promocji, aby było nas stać na kupno jak największej liczby książek.

znalezione na tumblr
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zanudziłam Was swoim wykładem. Jak myślicie, kogo pominęłam w tym zestawieniu? A może Wy jesteście najlepszym przykładem na łączenie pasji z pracą. Z chęcią poczytam o scalaniu tych dwóch strategicznych punktów naszego życia, bo sama jeszcze nie znalazłam na to sposobu. Pozdrawiam Was ciepło i życzę miłego tygodnia!

  

sobota, 11 października 2014

#62 Kronika Powstania Warszawskiego („Warszawa pod ziemią była do spółki”)

Kronika
Powstania Warszawskiego

Andrzej Krzysztof Kunert
372 strony 
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Ocena: 9/10
Są dwie Warszawy, jedna - przerażona - w piwnicach i druga - mimo bomb i pocisków chodząca po ulicach i prowadząca normalny tryb życia w domach. Dziwne może się to wydać. Z okien o powyrywanych ramach dochodzi melodia piosenki śpiewanej lub gwizdanej, jakiś fox czy tango grane na patefonie, melodia Chopina, Liszta, Beethovena. (...) Ucz się życia, Europo!”*

Pewnie większości z nas powoli umknął z głowy fakt, że ponad dwa miesiące temu obchodziliśmy 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. W sumie to nic dziwnego. Z roku na rok o czymś na moment sobie przypominamy, a później życie toczy się dalej i tak naprawdę okazuje się, że żyjemy od jednej rocznicy do drugiej. Nie bez powodu umieściłam w tytule cytat z utworu Mirona Białoszewskiego, bo dzisiaj chcę Wam przedstawić książkę o tej samej tematyce, co Pamiętnik z Powstania Warszawskiego. Choć mniej w niej emocji, przerażenia i strachu, to dla kogoś zafascynowanego historią, jest to pozycja idealna. 

Kronika Powstania Warszawskiego” to z pewnością dokument. Stworzył go Andrzej Krzysztof Kunert. Autor takich książek jak „Katyń. Ocalona pamięć”, „Komendant podziemnej Warszawy”, czy „1939. Polska była pierwsza”. Andrzej Kunert jest historykiem, redaktorem, a także człowiekiem odznaczonym Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Jego zasługi w upamiętnianiu prawdy na temat historii Polski można by wymieniać bardzo długo. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, że jego książka - „Kronika Powstania Warszawskiego” - jak sam tytuł mówi kronika, nie jest nudnym dokumentem, ale wciągającym kompendium wiedzy na temat ogromnego wydarzenia militarnego jakim było wystąpienie Warszawiaków przeciwko armii niemieckiej. Dlaczego ta książka nie nudzi? Dlaczego wciąga? 


Ta publikacja jest dla mnie innowacyjna, jeśli chodzi o książki utrzymane w tematyce wojennej, bo łączy w sobie wiele cech. Zacznijmy od tego, że „Kronika Powstania Warszawskiegoopisuje to wydarzenie dokładnie dzień po dniu, a nawet bardziej szczegółowo, bowiem nie kończy się na 63. dobie Powstania, ale opisując jego skutki, równie szczegółowo opisuje dzień sześćdziesiąty czwarty, piąty i szósty. Każda kolejna doba to zapisy z polskich i niemieckich dzienników bojowych. To także zapisy z gazet światowych, które jak się okazuje nie były obojętne na los Polaków. Berlin, Moskwa, Lublin, Warszawa, Londyn i wiele, wiele innych miast, a wraz z nimi mnóstwo informacji, do których zwykły szary człowiek nie ma dostępu. 

Te komentarze prasowe, wszechstronnie oddające zryw niepodległościowy to jednak nie wszystko. W „Kronice Powstania Warszawskiego” znajdziecie także w każdym dniu fragmenty diariuszy, czyli Powstanie z Perspektywy ludzi walczących. Innymi słowy, to co zobaczylibyście z okna jednej warszawskich kamienic w 1944 roku (jeśli takowa znajdowałaby się na powierzchni ziemi). Ten element książki Andrzeja Kunerta chyba najbardziej do mnie przemawiał, bo to co najbardziej pasjonuje mnie w tematyce II wojny światowej to losy zwykłych ludzi. Owe diariusze to między innymi fragmenty tekstów ppłk dypl. Felicjana Majorkiewicza „Lata chmurne, lata dumne”, czy „Cząstka mego serca. Pamiętnik z lat wojny” Wandy Przybylskiej. Ostatnim elementem każdego dnia jest krótka notka biograficzna na temat jednego z poległych. 66 dni, 66 poległych - a było ich o wiele więcej...

 

Andrzej Krzysztof Kunert wykonał „kawał dobrej roboty” zbierając te wszystkie informacje i podając je nam niczym na złotej tacy. Nie sposób pozostać niewzruszonym czytając tę książkę. Z pewnością poraża jej autentyczność, dokładność i prawda. Tutaj autor daje nam szansę na poznanie Powstania (powiedzielibyśmy dzisiaj) od kulis. Nie skupiamy się na herosach, którzy oddawali życie za innych. Nie skupiamy się na silnych kobietach, które walczyły za swoje dzieci. Tu i teraz skupiamy się na każdym dniu z osobna. Na stratach w ludziach, braku pożywienia i wielokrotnie na fałszywych komentarzach prasowych. Dodatkowo trzeba wspomnieć o około dwudziestu fotografiach Powstańców i zniszczonej stolicy, które są znakomitym uzupełnieniem treści. 

Kronikę Powstania Warszawskiego” czytałam długo. Często zostawiałam ją na dłuższy czas, żeby o niej pomyśleć, później do niej wracałam i znowu odkładałam na półkę. Nie jest to publikacja, którą przeczytacie w jedno popołudnie, jak lekką powieść „do kawy”. Jednak to co najważniejsze, naprawdę bardzo ciężko znaleźć mi słowa, które oddałyby to, jak bardzo ta pozycja jest dla mnie wartościowa. 

Polecam Wam ją z całego serca, a prywatnie dziękuję SoulShade, bo na mojej półce „Kronika...” znalazła się dzięki wymianie na portalu LubimyCzytac, a także Fenko - gdyby nie Twój post, nie miałabym pojęcia o istnieniu tak dobrej książki. 

Przeczytajcie również:
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z Kroniki Powstania Warszawskiego

Dzisiaj już sobota, ten tydzień minął naprawdę w błyskawicznym tempie.
Czytaliście „Kronikę Powstania Warszawskiego”? A może inne książki o tematyce Powstania godne polecenia? Podzielcie się! Pozdrawiam!

  

wtorek, 7 października 2014

#61 Przegląd Końca Świata. Countdown (Kto doprowadził do zagłady świata?)

Przegląd Końca Świata
Countdown

Mira Grant
96 stron
Wydawnictwo SQN Sine Qua Non
Ocena: 8/10
Przeczytana w formie ebook'a, który
został zakupiony na virtualo.pl
Ty zniszczyłeś dorobek mojego życia. Ty zabiłeś człowieka, którego kochałem. Ty prawdopodobnie doprowadziłeś do zagłady świata. Dlatego mam do ciebie tylko jedno pytanie. 
- Jakie? - wyszeptał Brandon.
- Warto było?
Po pięciu minutach bez odpowiedzi doktor Alexander Kellis zwrócił się do strażnika:
- Dziękuję. Chciałbym teraz wyjść.”*

Witajcie,
dzisiaj chciałabym przedstawić Wam książkę, która stanowi bardzo dobry wstęp do trylogii o intrygującej nazwie Przegląd Końca Świata”. Jakieś dwa tygodnie temu otrzymałam od wydawnictwa SQN Sine Qua Non trzeci tom serii opowiadającej o rychłym końcu świata, autorstwa Miry Grant - mam tu oczywiście na myśli „Blackout”, który można było zobaczyć w moim stosiku w poście podsumowującym ubiegły miesiąc.  To zainspirowało mnie do rozpoczęcia przygody z całą serią, bo jak można ocenić III tom nie znając poprzednich? 

Przegląd Końca Świata. Countdown” pełni dość ciekawą rolę w całej tej serii, bowiem wydany po publikacji I i II tomu miał na celu wyjaśnić czytelnikowi, jak doszło do tego wszystkiego... Do czego doszło. Dla mnie Countdown” jest znakomitym trailerem całej tej serii, który wzmaga czytelniczy głód w oczekiwaniu na więcej. Ta zaledwie 96 stronnicowa książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że twórczości Miry Grant warto poświęcić swój czas. A o czym tak naprawdę opowiada tom 0,5 Przeglądu Końca Świata”? To postaram się za moment przybliżyć.

lubimyczytac.pl / kolejność książek w serii

Początek ery zombie. 
Brzmi strasznie? 
I tak właśnie powinno.
Przegląd Końca Świata. Countdown” to zbiór opowiadań, nazwałabym je notatkami, którymi pozornie powinni delektować się tylko Ci, którzy już trochę serię Miry Grant poznali. Według mnie nic bardziej mylnego! Ludzie chcieli żyć bez schorzeń, chcieli na tyle umocnić swoją odporność, by już więcej nie męczyć się z wirusami. Nie jest to jednak pierwsza historia książkowa, która pokazuje, że im bardziej chcemy czemuś przeciwdziałać, tym szybciej wywołujemy przysłowiowego wilka z lasu

Kellis - lekarz, którego poznajemy w książce Miry Grant wynajduje niezwykły lek, który niestety dostaje się w niepowołane ręce. Owe niepowołane dłonie to ludzie, którzy sprzeciwiali się grupowaniu społeczeństwa na to bogatsze i biedniejsze. To przeciwnicy tego, że ubożsi przedstawiciele społeczeństwa nie mogli pozwolić sobie na drogi specyfik. Ich walka o sprawiedliwość skończyła się tym, że niebezpieczny szczep wyszedł na wolność i zaczął siać spustoszenie... W międzyczasie trwają badania nad wynalezieniem leku na raka. To on może stać się nadzieją dla młodej bohaterki Amandy Amberlee, która cierpi na białaczkę. Obie te historie dla osoby, która po raz pierwszy spotyka się z Przeglądem Końca Świata” będzie znakomitym wprowadzeniem w klimat powieści, a dla osób, które już czytały pierwsze tomy, uzupełnieniem treści. Wydawnictwo SQN chciało niczym umilić i osłodzić trud oczekiwania na finał trylogii. Ja to w pełni kupuję i choć pomysł na apokalipsę zombie zdaje się być niezwykle kiczowaty to jednocześnie jest wciągający. 

To co miało się okazać zbawieniem ludzkości okazało się powodem zguby. Czekam na więcej i zabieram się do czytania Przegląd Końca Świata. Feed”.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z Przegląd Końca Świata. Countdown

Bardzo się cieszę, że zdjęcia które ostatnio opublikowałam tak bardzo Wam przypadły do gustu, bo sam pomysł na post narodził się pięć minut przed jego stworzeniem. O Countdown” piszę w przerwie między jednymi zajęciami, a drugimi. Choć początkowo narzekałam na dużą liczbę okienek” i małą liczbę zajęć, to teraz czas ucieka mi przez palce. Macie na to jakąś radę? 
W międzyczasie zabieram się do czytania Kroniki Powstania Warszawskiego” Andrzeja Kunerta. Jestem już prawie w połowie! Książka godna polecenia! 
Miłego tygodnia Wam życzę.


  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...