poniedziałek, 22 września 2014

#57 Cała nadzieja w Paryżu („Czy miałabyś ochotę się spotkać? Proponuję neutralny grunt - Paryż”)

Cała nadzieja w Paryżu
Deborah McKinlay
272 strony
Wydawnictwo Feeria
Ocena: 6/10
Premiera: 24 września 2014 roku! 
„- Drogi Jacku, nie, nie gotuję zawodowo. - Eve Petworth
- Zatem z miłości? - Jack
- Dla uspokojenia nerwów, uporządkowania, ukojenia. A Pan?
- Z miłości.”*

Ile Paryża w Paryżu? 

Leży w sercu Francji i uważany jest za stolicę miłości i sztuki. Za co się go uwielbia? Z pewnością za niepowtarzalną atmosferę, szerokie bulwary i mnóstwo zabytków. Mowa tu oczywiście o Paryżu, który w książce Deborah McKinlay pełni podwójną rolę. Z jednej strony został umieszczony w tytule, a największy jego symbol czyli wieża Eiffela wieńczy drugi plan. Z drugiej strony Paryż staje się wyobrażoną ostoją głównych bohaterów, którzy pogubili się w swoim codziennym życiu. Wydaje mi się, że ukazanie różnych obliczy stolicy Francji, było głównym założeniem autorki, ale czy znalazło odzwierciedlenie w praktyce? I tak, i nie. 

Głównymi bohaterami książki „Cała nadzieja w Paryżu” są Jackson Cooper i Eve Petworth. Z początku zdają się być nieco sztampowi, zwyczajni aż do bólu. Jack to poczytny pisarz, mistrz kuchni, w ogóle wspaniały gość”* - choć to stwierdzenie zdaje się być przepełnione ironią, to jest w nim ziarenko prawdy. Jak czytamy, niedawno zakończył dość skomplikowany związek i „od odejścia Marnie za mało pracował i za dużo pił - była do kombinacja, która zawsze wpływała na niego fatalnie”*. Z kolei Eve Patworth ma córkę Izzy. Niedawno zmarła jej matka Virginia, z którą nie łączyły ją szczególnie mocne więzi. Pewnego dnia Eve postanawia napisać do Jacka list, w którym umieści to, jak bardzo spodobała jej się jego ostatnia książka „Martwe litery”. Ten list stanowił rozpoczęcie ich pięknej relacji. Choć nie doszło między nimi do spotkania, nawzajem się inspirowali. „No i sposób, w jaki Eve pisała o jedzeniu, poruszał jakąś ukrytą stronę. Głęboko do niego przemawiał”* - mówił Jack. 

* * *

Cała nadzieja w Paryżu zdaje się być przemieszaniem filmu „Masz wiadomość” (w wersji listownej) z Meg Ryan i Tomem Hanksem w roli głównej, z polskim serialem „Przepis na życie”. Sami oceńcie czy taka mikstura może się udać. Niestety w żaden sposób nie przemawia do mnie początek tej książki. Jack, bohater po rozwodzie, wpada w ramiona wolnej od trzech lat sąsiadki, dzięki temu Deborah McKinlay serwuje nam na sam początek dosyć słabą scenę marnego romansu. Eve z kolei zdaje się być zastraszoną reżimem swojej zmarłej matki kobietą po przejściach. Choć bohaterowie mają po pięćdziesiąt lat, w ogóle nie znajduje to odzwierciedlenia w ich niedojrzałym, wręcz dziecinnym zachowaniu. 

Deborah McKinlay / źródło
Cała nadzieja w Paryżuwciąga jednak wraz z kolejnymi stronami. Nie wiem, czy to powieść nabiera tempa, czy my czytelnicy przyzwyczajamy się do charakterystycznej kompozycji Deborah McKinlay, czyli połączenia zwyczajnej narracji z fragmentami listów. Wciągają nas codzienne problemy Eve i jej przyjaciela. Choć mają wszystko i pod względem materialnym nic im nie brakuje, to są bezdomni duchowo, żądni obecności drugiego człowieka i przez to popadający w nieudane związki. Są ludźmi niedostrzegającymi swojej własnej wartości, zagubionymi na własne życzenie. 

Nie lubię tego pisać, lecz książka mnie rozczarowała. Przygotowałam się na bardziej nastrojową historię, a spotkałam sceny rodem z niejednego filmu czy serialu. Oczywiście można w niej doszukiwać się ukrytego znaczenia, na przykład tego czym jest samotność dla bohaterów, czym została spowodowana i jak korespondencja wpłynęła na ich charaktery, ale czy to ma sens? „Cała nadzieja w Paryżu pokazuje nam jednak jedną jedyną prawdę, że naszą bratnią duszą i najbliższym przyjacielem może być osoba, której nie znamy osobiście. Jako czytelniczka czuję się zawiedziona, że nie stałam się świadkiem ich spotkania w Paryżu. Bohaterowie spotkali się jednak w innym miejscu - niestety nie mogę Wam zdradzić gdzie. Zakończenie stanowi wielką zagadkę, którą ja próbowałam interpretować na różne sposoby. Według mnie jest ono najsilniejszą stroną tej książki. Oczywiście zaraz po przepysznych potrawach, których zapach unosi się wszędzie, i który pobudza nasze ślinianki w czasie czytania powieści

Słowem podsumowania, jeśli szukacie czegoś lekkiego, niewymagającego większego zaangażowania z Waszej strony, książka jest idealna. Mogę ją polecić także maniakom kulinarnym (którym ja nie jestem, bowiem specjalizuję się tylko w jedzeniu) gdyż znajdą tu ogromną ilość inspiracji czysto brytyjskich i amerykańskich. Nie oczekujcie po niej zbyt wiele, bo lepiej się pozytywnie zaskoczyć, niż ulec rozczarowaniu. 

Za możliwość przeczytania
dziękuję Wydawnictwu Feeria
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytaty pochodzą z książki Cała nadzieja w Paryżu

Chciałam jak najlepiej oddać to, co czułam po przeczytaniu książki Deborah McKinlay, jednak wiem, że pełnię wrażeń może przekazać tylko przeczytanie ją osobiście. Świadomość, że byłam jedną z pierwszych, która ją przeczytała dzięki nadesłanym szczotkom z drukarki, czyni lekturę na swój sposób cenniejszą. Niezbyt obszerna, podzielona na trzynaście rozdziałów, myślę że byłaby dość odpowiednim prezentem na przykład dla osób, których pasją jest kuchnia. A Wy, co myślicie? 


Miłego tygodnia! 

10 komentarzy:

  1. Kiedyś z pewnością sięgnę, ale też bez zbytniego parcia na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa tej książki, ale będę musiała poczekać co najmniej do premiery, żeby w ogóle móc ją przeczytać :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że pomimo tego, że książka Cię rozczarowała, mnie przypadłaby do gustu. Poczekam aż cena będzie przystępniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie się zapowiada z okładki, ale chyba nie będę ryzykować:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ta książka odrobinę mniej pochłonęła... i zabrakło mi tego Paryża...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mi też. Tytuł wskazywał, że będzie go można bardziej zasmakować. :)

      Usuń
  6. Miłość i jedzenie to ostatnio bardzo popularne połączenie. Myślę, że przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak napisałaś, że to takie "Masz wiadomość"&"Przepis na życie" to przekonałaś mnie! :) Mam nadzieję, że się nie zawiodę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój cudowny egzemplarz leży tuż obok. Idę się przekonać, czy mnie akurat uwiedzie ta historia, czy tak samo jak Ty, rozczaruję się:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka czeka na swoją kolej na mojej półce do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...