sobota, 16 sierpnia 2014

#44 Pochłaniacz („Czym jest kłamstwo? Prawdą w masce.”)

Pochłaniacz
Katarzyna Bonda
672 strony
Wydawnictwo Muza
Ocena: 7/10
Premiera książki: 21.05.2014
Są w życiu momenty, które zmieniają jego bieg na zawsze. Po nich nic już nie będzie takie samo. Bóg czuwa nad nami, daje nam duży kredyt zaufania, prowadzi. Ale to my podejmujemy decyzje. (...) Nie ma ludzi złych, są tylko ci, którzy dokonali złych wyborów lub nie dokonali ich wcale. I potem pragniemy, by to był tylko sen, chwilowa ułuda, ale nie da się niczego cofnąć.”*

Przebrnęłam! A była to dość obszerna lektura. Wzięłam sobie za punkt honoru przeczytanie tej książki i się udało. Dwa dni, 672 strony i ogromna satysfakcja. A przecież to dopiero pierwsza część zapowiadanej przez Katarzynę Bondę tetralogii: „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Czy „Pochłaniacz” pochłonął mnie bez reszty? Raczej nie. Bardziej pochłonęła mnie Dziewiąta runa”, o której pisałam w czerwcu. A może tylko trochę ugasiłam swój pierwszy zachwyt, którego doznałam czytając pierwszą książkę Katarzyny Bondy. Prawdą jednak jest, że bardzo ciężko mi się zgodzić ze stwierdzeniem, że dzięki pierwszej części tetralogii możemy nazywać autorkę „królową polskiego kryminału”. Na pewno jest królową budowania akcji, kreowania bohaterów, ale czy kryminału? Mam dziwne wrażenie, że w „Pochłaniaczu” wątek kryminalny zszedł na drugi plan. 

 

Przy okazji „Dziewiątej runy” poznaliśmy zawód profilera - czyli w skrócie mówiąc człowieka określającego sprawcę po nielicznych śladach z miejscu zbrodni. Mówiłam wtedy, że Agatha Christie ma swojego Herkulesa Poirota, sir Arthur Conan Doyle Sherlocka Holmesa a Katarzyna Bonda Huberta Meyera. Bohaterką nowej książki pani Katarzyny jest jednak ktoś całkiem nowy - Sasza Załuska - niezwykle interesująca postać, a może nie tyle interesująca, co intrygująca.

Sasza Załuska - przez wiele lat pracowała za granicą, gdzie także samotnie wychowywała swoją sześcioletnią córeczkę - Karolinę. Teraz wraca do Polski, próbuje jeszcze raz poukładać swoje życie. Jej życie jest o wiele bardziej ciekawe niż niejedna sprawa, której rozwiązania się podejmowała. Sasza zmaga się ze swoją historią, przypominając jak niegdyś jej największym upiorem był alkohol. Wszystko to sprawia, że „Pochłaniacza” czyta się jak naprawdę dobrą „obyczajówkę”. Gdzie w tym wszystkim wątek kryminalny?

Otóż jest. Aparat policyjny i sądowy nie jest autorce obcy. W „Pochłaniaczu” wkraczamy w świat mafii, wielkich pieniędzy i jeszcze większego ryzyka. Jest to książka wielowątkowa. Początkowo zostaje przywołana historia rodzeństwa, które zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach i choć w dwóch różnych miejscach, to w ten sam dzień, a zaraz po tym jesteśmy świadkami zdarzenia, w którym życie traci gwiazda polskiej sceny muzycznej. Wszystko zdaje się być tak chaotyczne, natłok wydarzeń i postaci sprawia, że zaczynamy się gubić. Wszystko jednak znajduje swoje rozwiązanie na ostatnich stu stronach powieści. 



Czytając „Pochłaniaczamiałam wrażenie, że historię którą autorka opisała na tylu stronach można było zmieścić na połowie mniejszej objętości papieru. Chwilami ulegałam znudzeniu, myślałam że wszystko zostaje rozbijane na części pierwsze, przez co cała opowieść staje się niezwykle nudna. Katarzyna Bonda wzmiankami o ludzkich problemach jakimi są alkoholizm, samotność i brak zrozumienia odwraca uwagę czytelnika od sprawy, którą zajmuje się profilerka. Jednak nie widzę w tym nic złego, dopóki to, o czym pisze autorka jest podane w fantastyczny sposób, a warsztatu pisarskiego pani Katarzynie nie można odmówić. Warto też zwrócić uwagę na to, że aby napisać książkę tak szczegółowy sposób, Katarzyna Bonda musiała posiadać ogromne zaplecze w postaci wiedzy na temat pracy profilera, czy np. osmologii - jej roli i znaczeniu w kryminalistyce. 

Prawdopodobnie gdybym nie czytała „Dziewiątej runy” zachwyciłabym się „Pochłaniaczem”, jednak teraz brakowało mi w tej książce energii, konkretu i właśnie tego czegoś. Ze strony na stronę bardziej wkraczałam w świat Saszy Załuskiej zastanawiając się, czy później nastąpi charakterystyczny dla kryminału zwrot akcji. Liczę na to, że tak idealny po względem warsztatu „Pochłaniacz” jest tylko znakomitym wstępem i przedsmakiem tego, co spotkamy w kolejnych tomach. Czekam na nie z niecierpliwością. 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Pochłaniacz

Na pewno znacie twórczość Katarzyny Bondy lepiej ode mnie. Co myślicie o tej autorce? 
Zapraszam Was także tutaj: 


Miłego weekendu!

9 komentarzy:

  1. No to nie wiem...Czytać, czy nie czytać ? Może, gdy kiedyś ją spotkam, ale nie będę szukać na siłę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać warto, ale chyba nie warto nastawiać się na taki kryminał, jakim go zareklamowano. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Czytałam. Trochę za mało było dla mnie kryminału w kryminale, ale ogólnie oceniam na dobre tę książkę. Z chęcią przeczytam również kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem...może kiedyś? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory spotkałam się z samymi entuzjastycznymi recenzjami tej powieści. Więc Twoje uwagi są tym bardziej interesujące;) W każdym razie lektura intryguje - warto osobiście przekonać się, jak pisze Katarzyna Bonda;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się nad przeczytaniem tej książki, bo akurat pojawiła się u mnie w bibliotece i kilka pozytywnych recenzji już o niej czytałam. Zwłaszcza, że lubię kryminały. Więc poczekam aż będzie dostępna w bibliotece, bo na razie jest rozchwytywana :)

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Dwa dni? Jesteś moim mistrzem, ja "Pochłaniacza" męczyłam prawie miesiąc... Niestety, było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Bondy i nie należało do zachęcających. Słyszałam że pozostałe jej książki są inne, być może sięgnę jeszcze po jedną z tych polecanych, choćby wspomnianą przez Ciebie "Dziewiątą runę". Co do samej tetralogii o Saszy Załuskiej... Gdzieś tam we mnie jest nadzieja, o której napisałaś, że miał to być tylko przydługi wstęp. Sama nie wiem, czy będę się zagłębiała w kolejne tomy. Oczywiście warsztat autorki zasługuje na pochwałę, no i strasznie podobało mi się umieszczenie akcji wśród rzeczywistych wydarzeń ubiegłego roku, ale jednak wynudziłam się setnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam - miałam momenty znudzenia. Ale polecam Ci z całego serca "Dziewiątą runę" (lub starsze wydanie "Sprawa Niny Frank"), po "Pochłaniaczu" może to być całkiem przyjemna odmiana.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...