sobota, 30 sierpnia 2014

#49 Wyspy Legerdy. Żelazny Łuk (Nowy, tajemniczy ląd)

Wyspy Legerdy. Żelazny Łuk (tom I)
Kamil Kasprzak
286 stron
Wydawnictwo Poligraf
Książka przeczytana w formie ebook'a
Ocena: 6/10
Czuł, że niebezpieczeństwo wisi w powietrzu, a zazwyczaj - tak jak jego siostrze - intuicja podpowiadała mu dobrze. W takich chwilach albo wybuchał gniewem, albo tracił nad sobą kontrolę. Teraz jednak istniała jeszcze trzecia możliwość: obrona własnej rodziny, o którą tak próbował walczyć w czasie ataku wilkołakopodobnych bestii. Próbował walczyć i nie umiał pogodzić się z porażką.”*

Pewnego dnia dostałam  na portalu lubimyczytac.pl wiadomość z propozycją recenzji książki, której okładkę widzicie po lewej stronie. Była to wiadomość od samego autora, Kamila Kasprzaka. Chciałabym z tego miejsca bardzo Mu podziękować za udostępnienie mi pierwszego tomu serii pod tytułem „Wyspy Legerdy” i jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że nie miało to wpływu na moją ocenę tej książki. 
Witajcie w świecie Legerdy. 
Witajcie na nowym, tajemniczym lądzie. 




Na początek opowiem Wam nieco o treści tej książki. Zaczyna się dość niepozornie, bo oto na początku jesteśmy świadkami przyjazdu rodziny, a właściwie kuzynostwa do niejakich Agrana i Auliny Reivons. Agran i Aulina to rodzeństwo, które znajduje się pod opieką pani Kate Woderforst. W czasie tej wizyty dzieje się coś niezwykłego. Nagle, całkiem niespodziewanie, znika Kate, a na ich własny dom napadają humanoidalne wilki. Bohaterowie po tych zdarzeniach przenoszą się do świata Legerdy, gdzie czeka ich wielka misja. Polega ona na znalezieniu właściciela tytułowego Żelaznego Łuku. Pierwszy tom serii Kamila Kasprzaka przedstawia przygody bohaterów, pojedynki, wyprawy, a także liczne retrospekcje. Wszystko utrzymane w fantastycznym klimacie. 

w.bibliotece.pl
Próbując ocenić tę książkę, chciałabym w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na jej zalety. To co przyszło mi do głowy jako pierwsze to fakt, że w swojej nieco skomplikowanej konstrukcji przypomina „Hobbita” Tolkiena. Kamil Kasprzak stworzył od podstaw całkiem nowy, inny świat. Takiej wyobraźni z pewnością nie powstydziłby się niejeden poważany autor książek fantasy. Podziwiam autorów piszących książki o takiej tematyce, bo moja wyobraźnia posiada wyznaczone granice. Wyobraźnia Kamila Kasprzaka, co widać po „Wyspach Legerdy” jest wręcz nieograniczona, co w pewien sposób mnie cieszy, bo wydaje mi się, że w Polsce cały czas brakuje autorów piszących książki należące do gatunku jakim jest fantastyka. 
Prócz konstrukcji świata trzeba przyznać, że moją uwagę przykuła okładka. Choć miałam okazję czytać tę książkę w formie ebook'a, to uważam, że jej twórca zasługuje na gromkie brawa. 
Świetnym urozmaiceniem są fragmenty wierszowane, mam na myśli pieśni i inne liryki. To one wprowadzają w klimat Legerdy i zakładam, że wymagały dużo dopracowania ze strony autora. 
I na koniec powiem, że zakończenie zwiastuje interesującą kontynuację. Jest to zdecydowanie wielka zaleta, dla tych, którzy zobaczą w „Wyspach Legerdy” początek obiecującej sagi. 

Czy mnie „Wyspy Legerdy” ujęły swoją treścią? 
Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że bardzo przeszkadzała mi mnogość postaci. Co chwilę nowa osoba o skomplikowanym nazwisku, to kolejny powód by albo robić notatki pomocne w późniejszym czasie przy recenzji, lub by wracać do poprzednich stron ebook'a. Książka wymaga wielkiego skupienia. Nie jest to pozycja lekka. Gdy w czasie czytania, będziemy wędrować myślami po innych krainach, to szybko się zgubimy. Porównanie do „Hobbita” może mieć także swoje złe strony. To tak jakby ta historia już miała swe miejsce i została napisana i przeczytana już bardzo dawno temu. Ostatnią rzeczą, która jeszcze mnie raziła w oczy to momentami styl autora. Duża liczba wykrzyknień, duża liczba wtrąceń, duża liczba dialogów, w których został użyty „caps lock”. Za każdym razem zastanawiałam się, po co? 

Jeśli miałabym podsumować swoje rozmyślania, powiedziałabym, że „Wyspy Legerdy” chcę polecić osobom, które interesują się fantastyką w dużo większym stopniu, niż ja, albo po prostu osobom młodszym, bo ja nie do końca „kupiłam tę historię”. Choć warta uwagi, nie do końca trafia w mój gust. 

Jednak to Wy sami zauważając plusy i minusy, które dostrzegłam musicie zdecydować, czy ta książka jest dla Was czy też nie. Ja życzę Panu Kamilowi Kasprzakowi realizacji swoich pisarskich marzeń, kolejnych tomów w fantastycznych okładkach i wielu czytelników, którzy dostrzegą w tej książce czegoś więcej niż ja

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
* cytat pochodzi z książki Wyspy Legerdy. Żelazny Łuk (tom I)

Bardzo mało zdjęć w tym poście, a bardzo dużo tekstu, 
co związane jest z tym w jakiej formie czytałam tę książkę. 
Co o niej myślicie? A może już ją czytaliście? 
Życzę Wam miłego weekendu!


czwartek, 28 sierpnia 2014

#48 Zabić drozda („Jedyna rzecz, jaka nie podlega przegłosowaniu przez większość, to sumienie człowieka.”)

Zabić drozda
Nelle Harper Lee
342 strony
Wydawnictwo: Książka i Wiedza (1979)
Ocena: 8/10
Wolałbym, żebyś strzelał do puszek od konserw w ogrodzie, ale wiem, że ty pójdziesz polować na ptaki. Strzelaj więc sobie, ile chcesz, do sójek (...) tylko pamiętaj, że grzechem jest zabić drozda. (...) Drozdy nic nam nie czynią poza tym, że radują nas swoim śpiewem. Nie niszczą ogrodów, nie gnieżdżą się w szopach na kukurydzę, nie robią żadnej szkody, tylko śpiewają dla nas z głębi swoich ptasich serduszek. Dlatego właśnie grzechem jest zabić drozda.”*

W momencie gdy zaczynałam pisać tego posta, przyszła mi na myśl pewna recenzja, w której autorka pisała, że w używaniu słów „mądra” i „piękna” wobec książek istnieje pewna niepoprawność. Przecież są to słowa tak powszechne. Ale swoistym wyjątkiem od tego przekonania, zdaje się być książka Harper Lee pod tytułem „Zabić drozda”. Ten utwór jest piękny, mądry i powinien być omawiany jako lektura w szkole. Dlaczego? Bo w przystępny sposób porusza kilka niezwykle istotnych i ponadczasowych kwestii. 




Atticus Finch - adwokat w sile wieku. Poważany przez społeczeństwo, pracujący w małym miasteczku na południu USA w latach 30. XX wieku. Sprawuje opiekę na dwójką swoich dzieci, jedno z nich to chłopak - Jem, nieco starszy od swojej siostry - Smyka, która pełni rolę wybitnego narratora tej powieści. Życie w Maycomb wydaje się być uporządkowane, a ludzie wzajemnie życzliwi. Prawdziwe oblicze społeczeństwa poznajemy w momencie, gdy Atticus Finch podejmuje się obrony niesłusznie oskarżonego o gwałt murzyna - Toma Robinsona. Wtedy dowiadujemy się w jak dużym stopniu południe USA było skażone rasizmem

Zabić drozda” to książka, która z pewnością oddaje ducha amerykańskiego Południa lat 30. Początkowo jest zabawna. Pierwsze sto stron wcale nie zwiastuje tego, na co natkniemy się później. Na początku, przyznaję, że książka zdawała się być bardzo nudna, a co więcej dziecinna. Zabić drozda” nabrało tempa, w momencie wkroczenia na salę sądową. Był to najbardziej interesujący, wciągający, a jednocześnie smutny proces, którego byłam świadkiem. To właśnie ten proces, w którym ludzie skazali człowieka, tylko i wyłącznie ze względu na jego kolor skóry jest najbardziej bolesny. Zacofanie ludzi, ciemnota, postępujący rasizm, który przechodzi z człowieka na człowieka niczym śmiertelny wirus

Tytułowym drozdem jest Tom Robinson. Nie czynił nikomu nic złego, prócz tego, że był. Wręcz przeciwnie. Pomagał innym, był życzliwy - czy właśnie przez to poniósł klęskę? To w takim razie, jak powinien zachowywać się człowiek ciemnoskóry w jego czasach? Przecież izolacja od innych ludzi, byłaby również powodem do linczu. Jak się okazuje, na rasizm nigdy nie było i chyba nadal nie ma lekarstwa. 


Innym problemem poruszanym w książce jest sposób edukacji młodych w latach 30. XX wieku. Na przykładzie powieści Nelle Harper Lee dowiadujemy się, że nauczania dokonują ludzie niedoświadczeni, nieświadomi powagi swojej pracy i nieodpowiedzialni. Cały system szkolnictwa opiera się na niesprawdzonym wcześniej, świeżo wdrożonym projekcie. To powoduje, że dzieci są w stanie czegoś się nauczyć wtedy i tylko wtedy, gdy nauczania podejmą się ich opiekunowie w domowym zaciszu. 

Zabić drozda” to książka, która zawiera wiele myśli zasługujących na uwagę i ponowne przeczytanie. Choć sam początek określiłabym jako słaby, to utwór nabiera tempa wraz z kolejnymi stronami. Moment wejścia na salę sądową jest punktem kulminacyjnym i został ujęty w mistrzowski sposób. Po przeczytaniu powieści Nelle Harper Lee można zakochać się w postawie Atticusa Finch'a. Człowiek odważny, posiadający wartości i swoją unikalną ideologię. Nie został skażony przez zacofanych i zaściankowych sąsiadów. Pokazał, czym jest prawdziwa odwaga i przekazał swoim dzieciom to, co najlepsze, zachowując przy tym czystość sumienia.

 „Naprawdę odważnym jest się tylko wtedy, gdy się wie jeszcze przed walką, że się dostanie cięgi, ale mimo to przystępuje się do tej walki tak czy inaczej i doprowadza się ją do końca bez względu na przeszkody.”*

Polecam Wam tę książkę z całego serca, tym bardziej, że znajduje się na liście 100 najlepszych książek według BBC. 




Mieliście okazję obejrzeć ekranizację powieści z 1962 roku, 
gdzie Atticusa Fincha zagrał Gregory Peck? 

Zabić drozda
To Kill a Mockingbird

1962
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
* cytaty pochodzą z książki Zabić drozda”, kadry z filmu: gregorypecks.tumblr

Zapraszam Was również do przeczytania recenzji innej książki 
znajdującej się na liście 100 książek według BBC








poniedziałek, 25 sierpnia 2014

#47 Niebo istnieje... Naprawdę! („Niekiedy śmiech pomaga przetrwać trudne chwile.”)

Niebo istnieje... Naprawdę!
Todd Burpo / Lynn Vincent
192 strony
Wydawnictwo Rafael
Ocena: 7/10
-Tak? 
- Powiedziałeś, że byłeś w niebie. Ludzie muszą umrzeć, żeby pójść do nieba. 
- No, dobra, umarłem. Ale tylko na chwilę - odpowiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.”*

Colton Burpo to zwyczajny czterolatek. Kiedy patrzymy na jego wizerunek na krzykliwej, żółtej okładce, raczej nie przychodzi nam do głowy, że jest to osóbka, która przekroczyła granicę nieba. Osoba, która siedziała na kolanach Jezusa, widziała Jana Chrzciciela oraz archanioła Gabriela. Czy chcemy czy nie, mały Colton sprawia, że serca stają się bardziej miękkie. Jego krótkie, ale treściwe opowieści o tym, jak znalazł się w niebie wprawiają w osłupienie i jednocześnie dają do myślenia. Czy ten mały człowiek może kłamać? Po co miałby to robić? Przecież to właśnie dzieci są najbardziej szczerymi postaciami pod słońcem. Są także postaciami, które mają wielką wyobraźnię. Istnieją jednak liczne dowody, które potwierdzają prawdomówność Coltona. On faktycznie umarł, „ale tylko na chwilę”.

Wszystko zaczęło się od pogorszenia stanu zdrowia Coltona. Złe samopoczucie, z czasem wymioty, ogólne rozbicie, gorączka. Jak się z czasem okazało (o wiele za późno) były to objawy zapalenia wyrostka robaczkowego, jak i również jego pęknięcia. Jedna operacja, potem druga w celu oczyszczenia wnętrzności chłopca i z czasem jego stan zaczął ulegać znacznej poprawie. Jednak zanim doszło do polepszenia stanu zdrowia, wydawało się, że chłopiec umrze i nie będzie dla niego żadnego ratunku. Co przychodzi do głowy w momencie największego zwątpienia? Oczywiście wyrzuty: „Boże, dlaczego chcesz mi go zabrać?” - przerażające słowa płynące z ust rodziców, a właściwie ojca, tym straszniejsze, gdy dowiadujemy się, że ojciec Coltona jest pastorem. Sinusoida emocji, wzloty i upadki w wierze, a z czasem całkowite zaufanie okazane Bogu. Jak się okazało, była to jedyna droga by pokonać trudne życiowe zakręty.

catruth.tumblr
Colton Burpo jakiś czas po zabiegu oznajmił swoim rodzicom, że wie dokładnie co robili w czasie jego trwania. Chłopiec szczegółowo opisał im, co robili w czasie, gdy on leżał na stole operacyjnym. Z czasem w swoje opowieści całkiem naturalnie zaczął wplatać historie wyniesione z nieba, nie widząc w tym nic niezwykłego, bo dla Coltona wizyta w niebie była równie zwyczajnym i naturalnym przeżyciem jak wizyta u dziadków. Jeżeli spodziewacie się po tej książce długich historii opowiadanych przez czterolatka, to „Niebo istnieje... Naprawdę!” nie spełni Waszych oczekiwań. Sięgając po tę książkę musicie mieć świadomość, że jest to historia widziana oczami małego dziecka. Moim zdaniem na okładce książki powinien się znaleźć również ojciec chłopca. Uważam, że został w pewien sposób niedoceniony. Nie zapominajmy, że to właśnie ta książka jest świadectwem ojca czteroletniego chłopca! Gdyby nie jego wiara i znajomość Biblii to być może opowieści Coltona zostałyby potraktowane jako nic nieznaczące wymysły dziecka ze zbyt rozwiniętą wyobraźnią.

To właśnie Todd Burpo opowiada nam historię w gruncie rzeczy bardzo krótką, która zmieściła się na dwustu stronach. Historia ta została podzielona na dwadzieścia siedem zatytułowanych rozdziałów. Jest to książka, którą z całego serca Wam polecam. Tym bardziej, że powstała jej ekranizacja, którą w najbliższym czasie zamierzam obejrzeć.

Niebo istnieje... naprawdę
Heaven Is For Real

2014
Mieliście okazję zobaczyć uroczego Connora Corum'a w roli Coltona?

amozon28.tumblr
Czasami ludzie mnie pytają "Czemu Colton? Dlaczego przydarzyło się to twojej rodzinie?". Wiele razy musiałem odpowiadać: - Jesteśmy zwyczajnymi ludźmi z zapadłem dziury w Nebrasce. Najlepsze, co możemy zrobić, to opowiedzieć wam, co nam się przytrafiło, i mieć nadzieję, że was to zainspiruje.”*
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
* cytat pochodzi z książki  „Niebo istnieje... Naprawdę!

Co myślicie o tej książce?
Życzę Wam udanego tygodnia, a sama pędzę do biblioteki poszukać czegoś interesującego. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

#46 Niezniszczalni (Historie świętych, których ciała nie uległy zepsuciu)

Niezniszczalni
Historie świętych, których ciała
nie uległy zepsuciu.
Joan Carroll Cruz
tłumaczenie: Edyta Stępkowska
380 stron
Wydawnictwo Esprit
Ocena: 6/10
Premiera: 13 czerwca 2014
Tajemnica świętych, których ciała nie uległy zniszczeniu ani rozkładowi, od wieków fascynowała kolejne pokolenia chrześcijan. Joan Carroll Cruz, będąca pod wielkim wrażeniem historii o cudach związanych z ciałem św. Charbela Makhloufa, postanowiła zbadać to zjawisko.”*

Nie chcę abyście pomyśleli, że próbuje Was zamęczać kolejnym postem o nudnej tematyce religijnej. Przyznaję, że jest to kolejna propozycja od wydawnictwa Esprit, jednak całkowicie różni się pod względem tematyki od książki autorstwa Irene Corona, o której pisałam dwa dni temu. Tym razem udajemy się do świata balsamowania zwłok. Brzmi strasznie? Dlaczego? Przecież już od czasów faraonów ludzie znali sztukę konserwowania ciał, a same „niezniszczalne ciała świętych” stanowią dziś wyjątkową grupę pośmiertnie wyróżnionych osób. 

Zdaję sobie sprawę, że gdy będziecie mieć do wyboru kupić książkę o dużo lżejszej tematyce i książkę Joan Carroll Cruz, wybierzecie tę pierwszą. Ale gwarantuję Wam, że warto czasem sięgnąć po coś całkiem innego, by móc powiedzieć: „naprawdę? Nie miałem o tym zielonego pojęcia!

Jeśli myślicie, że autorka tej książki na co dzień pracowała w tej „branży”, to Was światopogląd legnie w gruzach. Joan Carroll Cruz realizowała się każdego dnia w dużo bardziej wymagającym zawodzie, a mianowicie nyła gospodynią domową i matką piątki dzieci. Pisanie nigdy nie zajmowało w jej życiu czołowego miejsca, a tak naprawdę przyszło całkiem przypadkowo. Co więcej autorka praktycznie zawsze pisała w nocy, bo w ciągu dnia było zbyt dużo rzeczy do zrobienia w domu. Nie znaczy to, że jej książki są przez to niedopracowane. Wręcz przeciwnie. Chęć napisania książki przez Joan Carroll Cruz wynikła z braku na rynku publikacji, która by w pełni wyjaśniła wszystkie sprzeczne teorie związane ze szczątkami świętych. Niezniszczalni” stanowią więc obszerne kompendium wiedzy w tym temacie i uściślają wiele bardzo istotnych faktów. 


Na początku chciałabym zacząć o samej budowy książki. Na pierwszych stronach znajdziemy informacje o autorce, wstęp, a także bardzo istotne wprowadzenie do tematu. Gdyby nie ono, kolejne 102 biogramy świętych nie byłyby dla nas takie ważne. Joan Carroll Cruz świetnie rozwiązała problem typowego czytelnika, który nie ma żadnej wiedzy na temat np. balsamowania ciała, który będzie poruszany w dalszej części książki. Autorka zdaje sobie sprawę, że aby przystąpić do tego typu lektury trzeba mieć choć minimalną wiedzę w tym zakresie. Budowa tej książki sugeruje nam, że została przemyślana od początku do końca i dopięta na ostatni guzik. Pełen profesjonalizm


Niezniszczalni” uświadamia nam, że istnieją trzy rodzaje ciał: ciała zachowane celowo, zachowane przypadkowo i ciała niezniszczalne. Stanowisko Kościoła wobec tych ostatnich jest następujące: „ciała, które odkryto w stanie nienaruszonym, lecz po kilku latach uległy rozkładowi, nie mogą zostać uznane za cudownie zachowane. Jedynie te przypadki konserwacji, w których ciało zmarłej osoby niepoddawane celowym zabiegom, wiele lat po śmierci zachowywało swoje właściwości”. Mimo tych rygorystycznych warunków jakie narzuca Kościół, Joan Carroll Cruz umieściła w swojej książce 102 świętych, którzy spełniają te wymagania i jak sama mówi, nie są to jeszcze wszyscy. 

Sceptycy odnoszą się do tych historii w wiadomy sposób. To, że krew niektórych świętych po wielu, wielu latach jest nadal w stanie płynnym, a skóra elastyczna, jest dla nich powodem by szukać przyczyn tego zjawiska w radioaktywności, „ascetycznej diecie” świętego, czy też traktować to jako mistyfikację Kościoła katolickiego. Ja wierzę w te cuda, a te wszystkie 102 przykłady mnie w tym umacniają. 

W książce znajdziecie między innymi opis życia św. Rity, św. Andrzeja Boboli czy św. Stanisława Kostki. To wszystko okraszone czarno-białymi fotografiami i odwołaniem do licznych książek (bibliografia to około 245 pozycji!). Dlaczego ciała niektórych ulegają procesom zniszczenia praktycznie od razu, a innych nawet po wielu, wielu latach potrafią wydzielać woń róż? Nie wiem, ale przyznam, że jest to naprawdę intrygujące...

Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Esprit
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
* cytat pochodzi z książki „Niezniszczalni

W ostatnich dniach udało mi się przeczytać ostatni tom Igrzysk śmierci - „Kosogłos” to naprawdę fantastyczna książka. Teraz zabieram się za „Zabić drozda”. 

Co do „Niezniszczalnych” Joan Carroll Cruz chciałabym dodać, że tak naprawdę nie jest to młoda książka. Wydawnictwo Esprit odmłodziło ją nowym wydaniem, ale tak naprawdę była już znana w 1977 roku. Jak widać, temat cały czas aktualny. 




wtorek, 19 sierpnia 2014

#45 Szatan nienazwany (Sądzicie, że Szatan nie istnieje? Myśląc w ten sposób, właśnie zaczęliście mu służyć)

Szatan nienazwany
Irene Corona
tłumaczenie: Agnieszka Zielińska
Wydawnictwo Esprit
Ocena: 6/10
Premiera: 16 czerwca 2014
W górnej bazylice św. Franciszka w Asyżu możemy podziwiać fresk Giotta przedstawiający świętego w chwili, gdy wyrzuca z miasta Arezzo szatańskie zastępy. Gdyby biedaczyna z Asyżu żył dziś pośród nas, nie wiedziałby, od którego miasta zacząć swoją misję.”*

Kiedy weszłam na stronę wydawnictwa Esprit w poszukiwaniu książki, której recenzję chciałabym opublikować na swoim blogu, jako pierwsza rzuciła mi się w oczy okładka, którą widzicie po lewej. Utrzymana w ciemnych kolorach, prezentująca tajemniczą, zakapturzoną postać, z pewnością w dużym stopniu intryguje potencjalnego czytelnika. 

Im więcej czytam książek o tematyce religijnej, tym bardziej wzmaga się mój głód czytelniczy i szukam coraz to nowszych pozycji na temat wiary. Bardzo się cieszę, że tym razem wpadła mi w dłonie książka pt. „Szatan nienazwany”. Jeśli miałabym ją określić w kilku słowach, powiedziałabym, że jest mało znana, tajemnicza i poruszająca temat - jak mówi nam sam autor - bagatelizowany we współczesnych czasach. Może czas zastanowić się, czy przypadkiem fakt, że nie wierzymy w złe duchy, jest już może pierwszym krokiem do utraty wiary? 

Książka „Szatan nienazwany” została podzielona na siedem niezbyt długich rozdziałów. Do mnie jednak najbardziej przemawia część zatytułowana:  „Kim właściwie jest diabeł?”. Wydaje mi się, że to właśnie ona jest kwintesencją tej książki. Irene Corona stara się w bardzo prosty sposób wytłumaczyć czytelnikowi skąd tak naprawdę wziął się szatan i dlaczego jego czyny stoją w opozycji do woli Boga. Mówi też nam, że zauważenie wpływu szatana na nasze życie jest kluczowym punktem do zrozumienia naszej wiary. Zlekceważenie istnienia szatana jest bowiem bagatelizowaniem naszych chrześcijańskich obowiązków. 

Niewidzialna działalność szatana to główna myśl tej książki - książki zgodnej z doktryną Kościoła. Nie zamierzam wgłębiać się w kwestie merytoryczne poruszane w tej książce, ale to co wyciągnęłam z niej dla siebie to na pewno fakt, że w dzisiejszym świecie ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie wynika z braku świadomości o istnieniu szatana, a co za tym idzie - braku wiary w niego. Irene Corona daje niejako konkretne zalecenia, by przybliżać nas do Boga. Szczególną rolę odgrywa tu pewien maltański egzorcysta - ojciec Eliasa Velli, którego świadectwo uzmysławia nam, że choć żyjemy w XXI wieku, to w pojmowaniu spraw duchowych jesteśmy jeszcze w Wiekach Średnich. 

Choć możemy poszczycić się, że żyjemy w epoce rozwoju nauki, odkryć, eksperymentów, osiągnięć medycyny itp., to jednak nie osiągnęliśmy szczęścia; sytuacja społeczno - polityczna pogarsza się, a kryzys ekonomiczny pogłębia. Jakby tego było mało, niektórzy uczynili z szatana przedmiot biznesu: pomyślmy tylko o licznych książkach na jego temat, o kultowych filmach takich jak Egzorcysta i Dziecko Rosemary. Takie utwory z pewnością nie są właściwą drogą poznania diabła.”*

Dlaczego na lekcjach religii nie dyskutujemy na takie tematy? Dlaczego boimy się rozmów na temat naszej wiary? Dlaczego boimy się zgłębiać wiedzę na temat tego, w co wierzymy? Czy jesteśmy aż tak leniwi, czy może pyszni i zbyt dumni, by przyznać się do naszej niewiedzy. Ta książka zabiera nas w świat, w którym skupimy się tylko na tym co niematerialne. „Szatan nienazwany” to książka specyficzna, zarówno jeśli chodzi o tematykę, jak i o styl. Jeśli nie po drodze Wam z religią i wiarą, to nie macie czego tutaj szukać, ale jeśli jesteście żądni wiedzy, to warto spróbować. W przystępny sposób podane zostały rzeczy nieprzystępne. 


Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Esprit

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
* cytat pochodzi z książki Szatan nienazwany

Zostawiam Was z recenzją tak specyficznej książki. 
Co o niej myślicie? 


niedziela, 17 sierpnia 2014

#5 Między książkami. MFBTAG My First Book

Zainspirowana postem Do Xxil (dziękuję Ci bardzo), postanowiłam sama w cyklu Między książkami zebrać wszystkie „pierwsze książki”. Myślałam, że pójdzie trudniej, ale jak się okazało, mam całkiem dobrą pamięć. Zapraszam Was do tej blogowej zabawy. 


1. „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren

Prawdopodobnie pierwsza. Na pewno pierwsza, o której pamiętam. 

2.Oskar i pani Róża” Eric-Emmanuel Schmitt

Pokochałam ją za to, że była krótka, ale treściwa. Dzięki niej pokochałam także samego autora. Nie znam drugiego, który w tak cudowny sposób potrafi wyrażać to, co mamy w głębi duszy. 

3. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nawet jeśli jakaś książka mi się nie podoba, staram się w niej znaleźć pozytywny punkt zaczepienia i nigdy nie nastawiam się w stosunku do niej tak źle. Ale kiedy zapytacie mnie, która książka była totalnie nie w moim guście to: 

Sługa Boży” Jacek Piekara

Nie uprzedzam się do tego autora, ale nienawidzę takiego stylu i tematyki.  

  


4.Oskar i pani Róża” Eric-Emmanuel Schmitt

Tutaj znowu króluje Schmitt. Poszłam, kupiłam i od tego czasu kupuję coraz więcej i więcej. 

5.  „Fotografia” Penelope Lively

Na pewno bywały książki przed  „Fotografią”, która wypożyczałam z biblioteki, mam tu na myśli przeróżne lektury i małe nic nie znaczące czytadła, ale to od tej książki zaczęłam przynosić do domu nie pojedyncze pozycje, a raczej pełne torby. Swoją drogą książka wybrana na chybił-trafił, nie będąca dziełem sztuki, ale według mnie warta uwagi. 

6. Potęga Bożego szeptu” Bill Hybels

Sprzedana, albo raczej wymieniona. Nigdy nie sprzedałam żadnej książki. Jedyne co robię, to wymieniam się nimi czasem na portalu LubimyCzytac.pl. Dokładnie pamiętam, że była to pierwsza wymieniona przeze mnie książka, bo nie mam w zwyczaju tego robić. Wolę kiedy lektury stoją na półce nawet jeśli w 99% jestem pewna, że ich ponownie nie przeczytam. Lubię na nie patrzeć, nawet jeśli są pokryte warstwą kurzu. 

7. A tego tak naprawdę nie pamiętam. 
Przed Niebieską Obwolutą posiadałam innego bloga i nie mam zielonego pojęcia od jakiej książki się zaczęło. Wiem, że tutaj pierwszą obszerną recenzją była recenzja książki:

Pamiętnik z powstania warszawskiego” Miron Białoszewski

  

8.Co dr House wie o medycynie” Andrew Holtz

Zakochana w serialu postanowiłam kupić książkę, na której okładce znajduje się uwielbiany przeze mnie Hugh Laurie, ale chyba nie tego się po niej spodziewałam. Do dzisiaj leży zakurzona na półce, a w środku nudne i szczegółowe opisy chorób. 

9.  „Kwiat pustyni” Waris Dirie / Cathleen Miller

Piękna. Prawdziwa. Warta uwagi. 

10. Trudne pytanie, bo generalnie uwielbiam czytać książki i oglądać ich ekranizacje dla porównania. Przyjmijmy, że było to w pierwszej klasie liceum, a ową książką był: 

 „Potop” Henryk Sienkiewicz

Polecam wszystkim, którzy z góry zakładają, że lektury są nudne. 

  

11.Saga Zmierzch” Stephenie Meyer

Przeczytałam i mówcie sobie co chcecie, ale nawet mi się podobało. W szczególności pierwszy tom. Racja kolejne były niczym wymuszone na potrzeby ludu. Ale pierwszy - naprawdę przyjemny. 

12. Lokomotywa” Julian Tuwim

To jest pierwsza książka, która kojarzy mi się z dzieciństwem. I mam nadzieję, że zawsze tak będzie. 

13.Ja, anielica” Katarzyna Berenika Miszczuk

Po przeczytaniu pierwszego tomu trylogii tej polskiej autorki, odliczałam dni do publikacji drugiego tomu. Po czym kupiłam i przeczytałam w jedno popołudnie. Może być lepsza recenzja? 

  

14. Duma i uprzedzenie” Jane Austen

Anglia na przełomie XVIII i XIX wieku to jest to. 
Ale zaznaczam, że z tego podpunktu mogłabym uczynić osobny plebiscyt. 

15. A to niech będzie jedyny podpunkt bez książki, bo w lekturach zakochiwałam się z utworu na utwór i nie było to pod wpływem tej jednej, jedynej książki. :)

znalezione na tumblr


sobota, 16 sierpnia 2014

#44 Pochłaniacz („Czym jest kłamstwo? Prawdą w masce.”)

Pochłaniacz
Katarzyna Bonda
672 strony
Wydawnictwo Muza
Ocena: 7/10
Premiera książki: 21.05.2014
Są w życiu momenty, które zmieniają jego bieg na zawsze. Po nich nic już nie będzie takie samo. Bóg czuwa nad nami, daje nam duży kredyt zaufania, prowadzi. Ale to my podejmujemy decyzje. (...) Nie ma ludzi złych, są tylko ci, którzy dokonali złych wyborów lub nie dokonali ich wcale. I potem pragniemy, by to był tylko sen, chwilowa ułuda, ale nie da się niczego cofnąć.”*

Przebrnęłam! A była to dość obszerna lektura. Wzięłam sobie za punkt honoru przeczytanie tej książki i się udało. Dwa dni, 672 strony i ogromna satysfakcja. A przecież to dopiero pierwsza część zapowiadanej przez Katarzynę Bondę tetralogii: „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Czy „Pochłaniacz” pochłonął mnie bez reszty? Raczej nie. Bardziej pochłonęła mnie Dziewiąta runa”, o której pisałam w czerwcu. A może tylko trochę ugasiłam swój pierwszy zachwyt, którego doznałam czytając pierwszą książkę Katarzyny Bondy. Prawdą jednak jest, że bardzo ciężko mi się zgodzić ze stwierdzeniem, że dzięki pierwszej części tetralogii możemy nazywać autorkę „królową polskiego kryminału”. Na pewno jest królową budowania akcji, kreowania bohaterów, ale czy kryminału? Mam dziwne wrażenie, że w „Pochłaniaczu” wątek kryminalny zszedł na drugi plan. 

 

Przy okazji „Dziewiątej runy” poznaliśmy zawód profilera - czyli w skrócie mówiąc człowieka określającego sprawcę po nielicznych śladach z miejscu zbrodni. Mówiłam wtedy, że Agatha Christie ma swojego Herkulesa Poirota, sir Arthur Conan Doyle Sherlocka Holmesa a Katarzyna Bonda Huberta Meyera. Bohaterką nowej książki pani Katarzyny jest jednak ktoś całkiem nowy - Sasza Załuska - niezwykle interesująca postać, a może nie tyle interesująca, co intrygująca.

Sasza Załuska - przez wiele lat pracowała za granicą, gdzie także samotnie wychowywała swoją sześcioletnią córeczkę - Karolinę. Teraz wraca do Polski, próbuje jeszcze raz poukładać swoje życie. Jej życie jest o wiele bardziej ciekawe niż niejedna sprawa, której rozwiązania się podejmowała. Sasza zmaga się ze swoją historią, przypominając jak niegdyś jej największym upiorem był alkohol. Wszystko to sprawia, że „Pochłaniacza” czyta się jak naprawdę dobrą „obyczajówkę”. Gdzie w tym wszystkim wątek kryminalny?

Otóż jest. Aparat policyjny i sądowy nie jest autorce obcy. W „Pochłaniaczu” wkraczamy w świat mafii, wielkich pieniędzy i jeszcze większego ryzyka. Jest to książka wielowątkowa. Początkowo zostaje przywołana historia rodzeństwa, które zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach i choć w dwóch różnych miejscach, to w ten sam dzień, a zaraz po tym jesteśmy świadkami zdarzenia, w którym życie traci gwiazda polskiej sceny muzycznej. Wszystko zdaje się być tak chaotyczne, natłok wydarzeń i postaci sprawia, że zaczynamy się gubić. Wszystko jednak znajduje swoje rozwiązanie na ostatnich stu stronach powieści. 



Czytając „Pochłaniaczamiałam wrażenie, że historię którą autorka opisała na tylu stronach można było zmieścić na połowie mniejszej objętości papieru. Chwilami ulegałam znudzeniu, myślałam że wszystko zostaje rozbijane na części pierwsze, przez co cała opowieść staje się niezwykle nudna. Katarzyna Bonda wzmiankami o ludzkich problemach jakimi są alkoholizm, samotność i brak zrozumienia odwraca uwagę czytelnika od sprawy, którą zajmuje się profilerka. Jednak nie widzę w tym nic złego, dopóki to, o czym pisze autorka jest podane w fantastyczny sposób, a warsztatu pisarskiego pani Katarzynie nie można odmówić. Warto też zwrócić uwagę na to, że aby napisać książkę tak szczegółowy sposób, Katarzyna Bonda musiała posiadać ogromne zaplecze w postaci wiedzy na temat pracy profilera, czy np. osmologii - jej roli i znaczeniu w kryminalistyce. 

Prawdopodobnie gdybym nie czytała „Dziewiątej runy” zachwyciłabym się „Pochłaniaczem”, jednak teraz brakowało mi w tej książce energii, konkretu i właśnie tego czegoś. Ze strony na stronę bardziej wkraczałam w świat Saszy Załuskiej zastanawiając się, czy później nastąpi charakterystyczny dla kryminału zwrot akcji. Liczę na to, że tak idealny po względem warsztatu „Pochłaniacz” jest tylko znakomitym wstępem i przedsmakiem tego, co spotkamy w kolejnych tomach. Czekam na nie z niecierpliwością. 


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Pochłaniacz

Na pewno znacie twórczość Katarzyny Bondy lepiej ode mnie. Co myślicie o tej autorce? 
Zapraszam Was także tutaj: 


Miłego weekendu!

środa, 13 sierpnia 2014

#43 Proces („Mieć taki proces, znaczy, już go przegrać”)

Proces
Franz Kafka
448 stron
(w wyd. Państwowego Instytutu Wyd. 230 stron)
Ocena: 5/10
Zapomniałem pana zapytać na wstępie, jakiego rodzaju uwolnienia pan pragnie. Istnieją trzy możliwości, mianowicie: prawdziwe uwolnienie, pozorne uwolnienie i przewleczenie. Prawdziwe uwolnienie jest naturalnie najlepsze, ale na tego rodzaju rozwiązanie nie mam najmniejszego wpływu. Moim zdaniem nie ma tu człowieka, który by na to miał wpływ.”*

Ostatnim razem, kiedy pisałam Wam o książce Krzysztofa Koziołka „Instrukcja 0066 powiedziałam, że „człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”. Istotnie, tak było na przykładzie tamtej książki. Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować „Proces” Kafki, który w dużej mierze mówi o tym samym, czyli nieudolnym prawie i bezsilności człowieka wobec niego, a jednocześnie podważa stwierdzenie z poprzedniej recenzji. Mówi także o wielu innych aspektach, ale nie dosłownie. Właściwie wszystko musimy umieć sami odczytać i odnaleźć ukryte symbole.
Po co powstała ta książka? Po co Kafka napisał „Der Prozess”?




anitramm.tumblr
Zacznijmy od tego, że powieść jaką jest „Proces” została wydana po śmierci autora, a co więcej wbrew jego woli. Czy ja byłabym zdolna sprzeciwić się woli zmarłego autora? Raczej nie, ale Max Brod - przyjaciel Franza Kafki uznał, że to wybitne dzieło musi ujrzeć światło dzienne. „Proces” po raz pierwszy został wydany w 1925 roku. Aby pisarz mógł stworzyć tak wybitne dzieło, najczęściej musi go spotkać w życiu szczególnie niebezpieczny zakręt. W przypadku Franza Kafki było to zerwanie zaręczyn z jego narzeczoną. To spowodowało, że prawdopodobnie niewinne opowiadanie przerodziło się w utwór uniwersalny, który możemy odczytywać na wielu płaszczyznach i założę się, że to nie zmieni się przez kolejne lata

To co wysuwa się na plan pierwszy podczas czytania „Procesu” to wielki chaos. Wygląda to mniej więcej tak, jakby autor bał się, że jedna z jego myśli może się w szybki sposób ulotnić, więc zapisywał je bez względu na to, czy w danym momencie są odpowiednie, czy nie. Bohaterem swojego utworu Franz Kafka uczynił niejakiego Józefa K. - przeciętny aż do bólu kawaler, którego pewnego dnia nachodzą urzędnicy. To właśnie tego dnia Józef K. staje się winny. Tak naprawdę nie wiadomo kto oskarżył bohatera, o co oskarżono bohatera - tym samym odbiera się mu prawo do obrony. Dziwne prawda? Na tym polega surrealizm tej powieści. 

Nic dziwnego, że „mieć taki proces, znaczy, już go przegrać”, skoro nawet nie wiadomo przeciw czemu się walczy. To tak jakbyśmy nie wiedzieli jaką broń wybrać do walki z wrogiem, bo nie mielibyśmy pojęcia czy to smok, czy może szczur. W przypadku Józefa K. było to coś ogromnego, bo zniszczyło mu życie i doprowadziło do jego ostatecznej klęski. 

Fantastyczny pomysł na książkę. Człowiek uwięziony w klatce prawa, nie mogący znaleźć żadnego rozwiązania. Józef K. jest niczym ofiara totalitaryzmu - nie zrobił nic złego, ale jest uznany winnym i tak zaczyna się czuć. Zaciera mu się granica pomiędzy faktami, a tym co inni próbują mu uzmysłowić. Podoba mi się wgląd na psychikę bohatera i na to jak z czasem ulega przemianie. Jednak to czego nienawidzę to styl Kafki, chaotyczny, niezrozumiały, wymagający ciągłego zaangażowanie czytelnika i jego własnej pracy nad tekstem. W dużej mierze to właśnie przez ten styl książka staje się mroczna, przygnębiająca i dołująca. Zdaje się, że życie każdego z nas jest nudnym procesem, który znowu skończy się tak samo. Sam człowiek jest bezsilny wobec biurokracji, wiedział to Kafka, a my w dzisiejszych czasach wiemy to jeszcze lepiej. „Proces” Kafki to jedna z najważniejszych książek w historii, trzeba ją poznać, bo posiada drugie dno, a może nawet trzecie i czwarte. Trzeba ją poznać, co nie znaczy, że łatwo przez nią przebrnąć. Dla mnie było to niezwykle trudne. Książka nieco „dusi” czytelnika, za dużo biurokracji, za dużo sądownictwa, a i gdyby było mniej absurdu, nic złego by się nie stało. Mimo wszystko to klasyka. Czy z klasyką można walczyć? 


Post pisany przy kawałku Pidżamy Porno. Został on zainspirowany dziełem Kafki. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Proces

Moje czytelnicze plany ulegają ciągłym zmianom. 


Od góry: „Trochę większy poniedziałek” Katarzyny Grocholi, „Pochłaniacz” Katarzyny Bondy oraz dwie nowości od wydawnictwa Esprit. Na samym końcu stare wydanie „Zabić drozda” Harper Lee. Jeśli tego nie przeczytam, mam zakaz zbliżania się do biblioteki. 

A teraz idę pochłaniać „Pochłaniacza”, 
miłego dnia!

niedziela, 10 sierpnia 2014

#4 Między książkami. Cytaty

Chciałabym Wam dzisiaj ukazać kilka wspaniałych cytatów, pochodzących z mniej i bardziej znanych książek. Zróbmy sobie krótki przegląd niezwykle wartościowych myśli. 

znalezione na: cyatyt.blogspot

Z życiem jest jak z biblioteczką z książkami. Są dzieła do przeczytania i są też przeczytane. Do tych drugich czasem się wraca, by sobie przypomnieć bądź by się znów nimi zachwycić. Niech wracają do mnie wszystkie moje życiowe karty, nie chcę niczego skreślić, odstawić na bok. Nie chcę już.

Złudzenia nie czynią hałasu, są bezgłośne, zawstydzone i niechętnie się ujawniają. Nie należy się ich wstydzić. Wstydzić się trzeba koniecznie, gdy nie ma już nic - ani złudzeń, ani marzeń i przemyśleń, gdy się boimy. Wtedy nie ma działania i nie ma życia. Bo życie to działanie.
Iwona J. Walczak / Dom Złudzeń. Iga

* * * 

Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość

To dobrze - powiedziałam - cieszę się, że to dziewczynka. I mam nadzieję, że będzie głupia - to najlepsza rzecz dla kobiety na tym świecie być pięknym głuptaskiem.
F. Scott Fitzgerald / Wielki Gatsby


* * * 

Chciałam przejść przez życie, tańcząc, płynąc w powietrzu, wznosić się do góry jak tancerka. Nigdy nie umiałam stąpać twardo po ziemi, powoli i ostrożnie, nie chciałam wlec się przez życie ze zwieszoną głową i opuszczonymi ramionami. Chciałam tańczyć, a nie wiedziałam, że to właśnie najbardziej boli, że krwawią stopy, że właśnie to wymaga ćwiczeń, wyrzeczeń, żelaznego zdrowia i że każdy może mnie zranić. (...)
Dziś wiem, że należę do kobiet, które kochają za bardzo.
R. Ligocka / Wolna miłość 

* * * 

Sprawiedliwość trzyma miecz. Gdy zabierze się miecz, pozostanie waga. Wagę mają też sprzedawcy.
S. Mirivilis / Motto książki „Premier musi zginąć” K. Koziołka

* * * 

Od kiedy moje życie jest puste, nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że jest tak pełne.
Ch. Gamberale / Przez 10 minut


Już niebawem recenzja „Procesu” Kafki i kolejnej książki Krzysztofa Koziołka. 
Zapraszam Was serdecznie. 


środa, 6 sierpnia 2014

#42 Instrukcja 0066 („Dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf”)

Instrukcja 0066
Krzysztof Koziołek
366 stron
Manufaktura Tekstów
Ocena: 9/10
Szafran wniosek złożył, prokuratura rozpatrzyła go odmownie, uzasadniając, że nie ma takiej potrzeby. Napisałby wniosek z prośbą o zezwolenie na oddychanie, też by pewnie przyszła odpowiedź, że nie ma takiej potrzeby.”*

Miała być „Anna Karenina”, miało być „Zabić drozda”, ale ostatnia wizyta w bibliotece zaowocowała w całkiem nową stertę interesujących książek takich jak „Gołębiarki” Alice Hoffman, czy  pozycje wprost od pana Krzysztofa Koziołka: „Instrukcja 0066”, a także „Premier musi zginąć”. Nic nie mogę poradzić na to, że gdy widzę nowe książki na bibliotecznej półce, mam ochotę wszystkie zabrać ze sobą do domu. 

Słyszeliście kiedyś o autorze jakim jest Krzysztof Koziołek? Nie? Ja również nigdy nie słyszałam. Byłam w szoku, że w wypożyczalni znalazło się tyle jego utworów, a ja nie mam o nich pojęcia. Jako pierwszą do przeczytania wybrałam „Instrukcję 0066”. Jedno popołudnie i jeden poranek - przeczytane. Książka poruszyła mnie do głębi - oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 




Zacznijmy niestandardowo, a mianowicie od wyglądu okładki. Jej przednia część prezentuje policjanta zakutego w kajdanki. Niecodzienny widok, prawda? Do tego już pod samym tytułem widnieje napis, że jest to historia oparta na faktach. Jej tył jak widzicie na powyższym zdjęciu jest jeszcze bardziej oryginalny i w dużym stopniu określa nam, czego możemy się spodziewać po tej książce. 

Głównym bohaterem „Instrukcji 0066”jest Stanisław Szafran, policjant. Wyróżnia się odwagą, rzetelnością i oddaniem swojej pracy. Ma żonę Joannę i córkę, których życie ze względu na niebezpieczną pracę w policji jest narażane każdego dnia. Jego poświęcenie służbie było wielokrotnie nagradzane jednak nastąpił też dzień, kiedy sam Szafran został niesłusznie posądzony o przyjmowanie korzyści majątkowych, o przekroczenie uprawnień i o ujawnienie tajemnicy państwowej. Ktoś ewidentnie chciał go „posadzić” w więzieniu i zniszczyć mu życie. Procesy ciągnęły się za bohaterem książki całe 10 lat. Okres czasu od 2001 roku do 2010 to momenty zwątpienia, depresji, rozpaczy, a także nadziei, że nadejdą lepsze dni i w końcu sprawiedliwość wygra. Udało się, jednak ta walka zniszczyła być może najpiękniejsze 10 lat życia tych wielu ludzi. To wszystko sprawia, że zadajemy jedno proste pytanie: czy my tak naprawdę żyjemy w państwie prawa?


Książka Krzysztofa Kozioła poraża prawdą w sobie zawartą. W przeważającej części jej akcja toczy się na sali sądowej, gdzie jesteśmy świadkami procesów pełnych absurdu. Wszyscy wsłuchują się w głosy recydywistów, biorąc ich za najważniejszych świadków, a zdanie policjanta o nieposzlakowanej opinii zdaje się być warte tyle co nic. „Instrukcja 0066” to niezwykle mocna historia. Czytając ją, chciałoby się krzyknąć: „Ludzie, dlaczego nie chcecie mu pomóc? Dlaczego chcecie go pogrążyć?” Przetrzymywany w strasznych warunkach Stanisław Szafran nie może liczyć na wymiar sprawiedliwości. Nikt nie chce naprawdę wysłuchać jego wyjaśnień, nikt nie chce przyjąć jego wniosków, nikt nie chce udzielić mu w więzieniu pomocy profesjonalnego psychologa. W XXI wieku odebrano mu prawo do obrony! Ile czasu dalibyście radę ciągle próbować udowodnić swoją niewinność? Rok? Dwa? Ten bohater walczył o swoje dobre imię całą dekadę!

Instrukcja 0066” stała się dla mnie książką - generatorem emocji. Czytając ją jednocześnie byłam wściekła i współczułam bohaterowi. Ta opowieść pokazuje jak swoisty układ władz na wyższych szczeblach potrafi w mgnieniu oka zniszczyć zwykłego, szarego człowieka. Do tego książka Krzysztofa Koziołka obnaża absurdy i luki w polskim prawie. Gdzie podziały się uczciwość i rzetelność? Całe szczęście, że bohater którego poznajemy w tej książce mógł liczyć na swoją rodzinę. Odebrałam jego historię w ten sposób, że gdyby nie jego żona, rodzice, teściowie i przyjaciele, jego życie mogłoby się skończyć zbyt szybko i zbyt tragicznie. 

Stanisław Szafran pokazuje w „Instrukcji 0066”, że człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Tak było w czasach wojny, w czasach powstań, w każdym systemie totalitarnym i tak jest też w XXI. Historia bardzo smutna, ale zakończona sukcesem. Prawdziwa, a chwilami tak przerażająco straszna jakby była wyrwana z thrillera samego Stephena Kinga. Kto jeszcze nie czytał, polecam. Oto człowiek, o którym na chwilę zapomniała Sprawiedliwość

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
* cytat pochodzi z książki Instrukcja 0066” 


Recenzja książki o podobnej tematyce

Zapraszam także na stronę autora Instrukcji 0066

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...