poniedziałek, 28 lipca 2014

#40 Czerwona królowa (Małgorzata Beaufort - matka pierwszego władcy z rodu Tudorów)

Czerwona królowa
Philippa Gregory
384 strony
Wydawnictwo Książnica
Ocena: 8/10
"Paczka wysyłana z miejsca na miejsce, przekazywana z rąk do rąk, odwijana i zawijana wedle woli właściciela - oto czym jestem."*

Tak mówi o sobie bohaterka książki Philippy Gregory czyli Małgorzata Beaufort. Kobieta, która "odniosła ziemski sukces, równocześnie starając się usilnie służyć Bogu. Została zapamiętana przez historyczki jako jedna z nielicznych oczytanych przedstawicielek płci pięknej swoich czasów; przez kronikarzy Tudorów jako założycielka ich dynastii; natomiast przez mniej czołobitnych pamiętnikarzy jako "ta stara krowa", której przypadła rola teściowej z piekła rodem".*

Dzisiaj chciałabym Was zabrać w podróż do XV-wiecznej Anglii, gdzie miłość schodzi na dalszy plan - najważniejsza jest polityka państwa i nawet wyższe uczucia są jej w pełni poddane. Zabieram Was w tę podróż, a przy okazji chwalę się, że udało mi się przeczytać książkę autorki, o której myślałam już przez dłuższy czas. Philippa Gregory - tak często spotykam recenzje jej książek na Waszych blogach. Bardzo chciałam przeczytać jeden z jej utworów. Wybór padł na "Czerwoną królową". I wcale tego nie żałuję. 


Twórczość Philippy Gregory /
źródło: en.wikipedia.org 
Zanim otworzyłam "Czerwoną królową" z czystej ciekawości poszukałam w Internecie, gdzie ta książka ma swoje miejsce w całej Twórczości Philippy Gregory. Okazało się, że "The Red Queen" została wydana w 2010 roku i jest drugą książką z serii: "The Cousins' War Series". 

Autorka ukończyła historię na Uniwersytecie Sussex, gdzie uzyskała tytuł doktora. Zadebiutowała utworem "Dziedzictwo" w 1987 roku. Do dnia dzisiejszego napisała wiele interesujących powieści historycznych, docenianych przez czytelników na całym świecie. Philippa Gregory jest także autorką książek dla dzieci.

Małgorzatę Beaufort poznajemy już jako dziewczynkę. Właściwa akcja toczy się od wiosny 1453 roku do 21 sierpnia 1485 roku. Jest to czas kiedy ta młoda kobieta zostaje przedstawiona nam za pomocą narracji pierwszoosobowej. Poznajemy jej uczucia i emocje. Małgorzata Beaufort to osoba niezwykle religijna, która chce swoje życie poświęcić Bogu, ale tak naprawdę jej własne potrzeby duchowe schodzą na dalszy plan w obliczu przyszłości Anglii. Wychodzi za mąż, rodzi syna w wieku niewiele ponad dziesięciu lat, a za swój ideał obiera postać Joanny d'Arc. Przypadek?

Małgorzata Beaufort to kobieta niezwykle silna. Wychowywana w trudnych czasach, sama musi radzić sobie w dorosłym życiu - szczególnie wtedy, kiedy zostaje wdową, lub kiedy poślubia kolejnego mężczyznę. Philippa Gregory stworzyła bohaterkę o wyjątkowej osobowości, która jest w stanie nawet podstępem dosięgnąć upragnionego celu. Małgorzata to przede wszystkim matka kochająca swego jedynego syna - Henryka Tudora. Chce za wszelką cenę stać się matką przyszłego Króla. I w końcu udaje jej się osiągnąć upragniony cel.

Małgorzatę Beaufort można w równym stopniu polubić, jak i znienawidzić. Można wytykać jej cynizm, pozorną religijność czy też używanie Boga w celu usprawiedliwienia swoich podłych czynów. Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę na jej odwagę, oczytanie i prawdę historyczną, którą na kartach swojej książki postarała nam oddać Philippa Gregory. Swoboda literacka i fakty - ta mikstura idealnie może oddać postać Czerwonej Królowej - dumnej, ambitnej i konsekwentnej. 

Główna bohaterka została ukazana na tle konfliktu Yorków i Lancasterów. Philippa Gregory dba o szczegóły historyczne i z zegarmistrzowską precyzją oddaje atmosferę XV-wiecznej Anglii. Książkę czyta się jednym tchem, mimo iż należy do literatury historycznej. Małgorzata Beaufort wyniosła Henryka Tudora na tron. Warto pamiętać o ludziach, którzy odegrali tak wielką rolę w historii. Mam wrażenie, że książki Philippy Gregory zachęcają nas do tego, by odwiedzić "cmentarz zapomnianych postaci historycznych".

Jeśli lubicie historię, książki Philippy Gregory mogą być strzałem w dziesiątkę. Jeśli stronicie od niej, może warto przeczytać choć jeden utwór tej autorki i sprawdzić, czy jej pióro i jej sposób koloryzowania rzeczywistości do Was przemawia. Ja ze swojej strony polecam i już szukam kolejnych książek.

źródło: bangzo.com
____________________________________
* cytat pochodzi z książki "Czerwona królowa"

Jedno niedzielne popołudnie bez prądu i książka przeczytana.
Koniec lipca nadchodzi wielkimi krokami.
Jakieś szczególne plany na sierpień?

Zapraszam Was do przeczytania pozostałych recenzji książek
o tematyce historycznej:


piątek, 25 lipca 2014

#3 Między książkami. Książki z dzieciństwa.

"To one nas ukształtowały. Wyrobiły poczucie estetyki i wrażliwość. Ulubione książki, które rodzice czytali nam w kółko setki razy. I teraz my czytamy je swoim dzieciom powtarzając ten zaklęty krąg baśniowych mantr."*

I nie tylko te, które czytali nam nasi rodzice, ale także te, które jako pierwsze przeczytaliśmy sami "od deski do deski". Dzisiaj chciałabym poświęcić im trochę miejsca na swoim blogu. Zapraszam. 

źródło: merlin.pl
Można by było to zestawienie zacząć od wielu innych książek, ale to właśnie ta jako pierwsza przyszła mi na myśl - pierwszy prezent książkowy od mojego taty. W wydaniu książkowym ukazała się już w 1938 roku! Przełożona na wiele języków. Więcej możecie o tym przeczytać na portalu culture.pl. Czy to właśnie ta Lokomotywa nie jest przypadkiem pierwszym wierszem jakim przeczytaliśmy? 

źródło: lubimyczytac.pl


Wspominam o "Dzieciach z Bullerbyn" Astrid Lindgren, choć wstyd się przyznać, nigdy nie doczytałam tej książki do końca. Brakło mi dosłownie kilka stron. Pierwsza nagroda książkowa ze szkoły i pierwsza książka o ponad 200 stronach do przeczytania! Szwedzka pisarka napisała tą książkę w 1947 roku. Opowiedziała w niej o przygodach szóstki dzieci z małej szwedzkiej miejscowości. Z tego co się orientuję powstały też kolejne części. Czytaliście? 





źródło: lubimyczytac.pl
Kto z nas nie zna przygód dziewczynki, która za pomocą wyjątkowego niebieskiego koralika spełniała każdą swoją zachciankę? Czytając, byłam zachwycona pomysłowością autorki i sama marzyłam o takim przedmiocie. Napisana w 1959 roku, doczekała się kontynuacji - jednak niestety po nią nie sięgnęłam. 

źródło: lubimyczytac.pl

Był Julian Tuwim, była Astrid Lindgren i była Maria Krüger. Ale kto z Was pamięta o Romanie Pisarskim? "O psie który jeździł koleją" to chyba pierwsza książka, która wzruszyła mnie do szpiku kości. Losy psa Lampo, jego przywiązanie i miłość darowana ludziom, które zostały opisane w tym opowiadaniu, zostały zainspirowane losami prawdziwego mieszańca, który w latach 50. XX wieku podróżował samodzielnie pociągami. Wydana w 1967 obecnie jest lekturą klas trzecich szkół podstawowych, a dla mnie jednym z piękniejszych wspomnień z dzieciństwa. 


źródło: lubimyczytac.pl


Carl Collodi stworzył postać, która do dnia dzisiejszego jest bardzo aktualna i ukazywana w coraz to nowszych odsłonach. Kino, teatr, telewizja - "Pinokio" jest obecny wszędzie. Jedni powiedzą, że infantylne i naiwne, albo że przedstawia losy drewnianej łamagi. A ja powiem, że to kwintesencja dzieciństwa.






 

... i wiele, wiele innych. Każdej z nich można by było poświęcić osobny post. Dzisiaj jednak zostawiam Was z ich okładkami. Powspominajcie dzieciństwo tak jak ja. 

  
  
_______________________________________________
* źródło: foch.pl, animacje pochodzą z sorryblondie.tumblr,
okładki: portal lubimyczytac.pl

Miłego popołudnia. 

poniedziałek, 21 lipca 2014

#39 Joyland ("bo same słowa nic nie znaczą, jeśli nie wypełni się ich treścią")

Joyland
Stephen King
336 stron
Prószyński i S-ka /
Przeczytane w formie ebook'a
Ocena: 8/10
"Byłem dwudziestojednoletnim prawiczkiem z literackimi ambicjami. Miałem trzy pary dżinsów, cztery pary majtek, zdezelowanego forda (ze sprawnym radiem), sporadyczne myśli samobójcze i złamane serce."*

Oto Devin Jones - uczeń college'u mieszkający w Karolinie Północnej. Bohater książki Stephena Kinga z 2013 roku, którą chciałabym Wam po krótce zaprezentować, bo jest to moje kolejne spotkanie z wybitnym amerykańskim pisarzem. 

Miałam do wyboru wiele książek Kinga, po które mogłam sięgnąć, a jednak wybrałam "Joyland". Dlaczego? Po pierwsze jest to książka napisana stosunkowo niedawno (rok 2013), po niej wydane zostały tylko: "Doktor Sen" i "Pan Mercedes" (w planach "Revival"), a co więcej moją uwagę przyciągnęła klimatyczna okładka. "Przyjdź, jeśli się odważysz" - mówi napis nad wejściem do parku rozrywki. Brzmi jak wyzwanie, nieprawdaż? 





Główny bohater podejmuje w tytułowym parku rozrywki sezonową pracę. Zostawiła go dziewczyna i wyjazd do innego miejsca zdaje się być dla niego odpowiednim lekarstwem. Z czasem podejmuje decyzję o pozostaniu tam kolejny rok. Jak się okazuje, to całkiem dobry pomysł. Ktoś miał dla niego od początku bardzo dobry plan, a obecność Devina w Joylandzie pomaga uratować życie niejednej osoby. 

Każdemu z nas na myśl o parkach rozrywki pojawia się uśmiech na twarzy. Być może wtedy przywołujemy zabawne wspomnienia z dzieciństwa. Stephen King pokazuje nam rzeczywistość Joyland'u od kulis. Obserwujemy ludzi tam pracujących, którzy nie są robotami, ale każdego dnia przeżywają wiele własnych rozterek. Niewinny sposób na spędzenie wakacji i zarobienie pierwszych własnych pieniędzy, staje się sposobem na nabycie dojrzałości, poznanie wielu interesujących ludzi i zrozumienie kilku życiowych prawd. Podobnie jak "Carrie", "Joyland" traktuje głównie o człowieku. Brutalne morderstwo sprzed lat, które sprawia, że książka Stephena Kinga staje się w mgnieniu oka powieścią kryminalną było dla mnie tylko dodatkiem. Dodatkiem do bardzo ciekawej i jednocześnie skomplikowanej postaci jaką jest Devin Jones. 

"Joyland" to książka o niezwykłym klimacie z nutką strachu. Jednak od tego strachu ważniejsza jest kreacja bohaterów. Szczerze Wam polecam, choć tak naprawdę na pewno większość z Was zna już tą pozycję (często na Waszych blogach trafiam na jej recenzję). Ja z kolei dopisuję "Joyland" do listy kolejnych udanych spotkań ze Stephenem Kingiem i liczę na następne. Po jaką książkę teraz powinnam sięgnąć? Może po "Miasteczko Salem"? Czekam na Wasze propozycje. 

harvinainen.tumblr
_______________________________________
*cytat pochodzi z książki "Joyland" - Stephen King

...witam Was po długiej nieobecności. Wybór studiów, prawo jazdy - wszystko na raz. To spowodowało, że mamy 21 lipca, a ja kończę dopiero 4 książkę. Mam nadzieję, że zdążę jeszcze poprawić ten wynik. 


Po skończeniu "Nocy Tajemnic" Lisy Jackson - Philippa Gregory i Franz Kafka. 
Nie tracąc czasu, zabieram się do przeglądnięcia Waszych recenzji, 
miłego tygodnia. 

poniedziałek, 7 lipca 2014

#38 Zbaw nas ode Złego ("Nie może nazywać siebie chrześcijaninem ten, kto wątpi w istnienie diabła")

Zbaw nas ode Złego
Ralph Sarchie \ Lisa Collier Cool
448 stron
Wydawnictwo Esprit
Ocena: 7/10
Premiera: 30 czerwca 2014!
"Spróbujcie sobie przez chwilę wyobrazić, że jesteście w tym domu i pomyślcie, jak musiała się czuć ta młoda kobieta i jej rodzina. Wyobraźcie sobie, że jest późno i leżycie sobie wygodnie w swoim łóżku, lecz wiecie, że w waszym domu czai się zło, więc nie możecie zmrużyć oka. Leżycie w przerażeniu, czekając, co się wydarzy za moment - czy zło zaatakuje was, czy któregoś z waszych najbliższych. I nagle słyszycie rozdzierający krzyk córki. Zrywacie się i pędzicie co sił w nogach, serce wali jak młotem i z trudem łapiecie powietrze. W takim koszmarze, przez okrągłą dobę od niemal trzech upiornych miesięcy żyła cała ta rodzina."*

Jeśli wierzysz w Boga, kierujesz do niego swoje modlitwy. Nie żądasz, ale prosisz. Prosisz o siłę, o wytrwałość, o zdrowie, a także wiele innych łask. Przede wszystkim zależy Ci jednak na słowach: "... i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego." Te słowa stały się tytułem książki Ralpha Sarchie'go. Jak się okazuje, to zło nie występuje tylko w słowach modlitwy, ale czyha na nas każdego dnia...





Na samym początku przedstawmy autorów tej książki, a właściwie autora. Jest nim Ralph Sarchie, bo to jego wspomnienia zostały spisane w tej książce. Na co dzień pracuje na 46. posterunku w południowym Bronxie i jak sam o sobie mówi: "Nigdy nie sądził, że napisze książkę o zjawiskach nadprzyrodzonych"*. Życie jednak jak wiemy, bywa zaskakujące. Obecnie Ralph żyje "w dwóch światach: w jednym jest typowym gliną, a w drugim musi mierzyć się ze zbrodnią zupełnie innej natury"*. Po godzinach swojej regularnej pracy zajmuje się przypadkami opętań i brał udział w niejednym egzorcyzmie współpracując z biskupami i demonologami. Jego życie stało się dzięki tym przypadkom niezwykle interesujące, ale także ekstremalnie niebezpieczne dla niego i jego bliskich. "Zbaw nas ode Złego" jest przypomnieniem sytuacji i historii, które faktycznie miały miejsce, a które wydają się być tylko sceną z makabrycznego horroru.

To wszystko może zacząć się dość niepozornie. Mówiąc wszystko, mam na myśli opętanie przez demona. Niespotykany cień w rogu pokoju, który ukazuje się tylko nam. Poprzekładane krzesła w salonie. Siniaki na ciele. Z czasem jednak demon może posunąć się nieco dalej, atakując nas i nasze ciało. Ralph Sarchie opisuje na przykład sytuację, kiedy demon próbował zgwałcić kobietę! To wszystko wydaje się być tak przerażające, że zapominamy o tym, że to faktycznie może się zdarzyć. I nie zależy to od stopnia naszej wiary, ale tylko od wyboru jakiego dokonuje siła nieczysta. 

Książka "Zbaw nas ode Złego" porusza dużo poważniejszy problem, bowiem zadaje nam pytanie, czy tak naprawdę wierzymy w siły nadnaturalnego zła. Przyznam szczerze, że podchodzę do sprawy dość sceptycznie. Jest mi bardzo ciężko uwierzyć w ich działanie, jednak przykład tak wielu cierpiących osób, zdecydowanie przybliża mnie do tej wiary. Cały czas mam przed oczami słowa autora z pierwszych stron książki: "Nie może nazywać siebie chrześcijaninem, a już na pewno nie katolikiem ten, kto wątpi bądź nie wierzy w istnienie diabła."*. Z tego powodu bardzo cieszę się, że powstają takie książki, i że wszyscy mamy do tych niezwykłych historii dostęp, bo tak naprawdę uwierzyć w siły nieczyste możemy na dwa sposoby. Albo doświadczymy tego sami, albo spróbujemy zrozumieć przypadki innych osób. 

Mimo tematyki jakiej porusza, "Zbaw nas ode Złego" to książka napisana w przystępny sposób. Nie znajdziemy tu skomplikowanych pojęć, ale historie z życia wzięte. Wydaje mi się, że Ralph Sarchie wielokrotnie, a może najczęściej spotyka się z brakiem wiary ze strony innych ludzi. I przez to wie jak sprawić, aby uwierzyli, albo chociaż wie jak zasiać w nich ziarno zainteresowania. Te ponad 400 stron są właśnie takim ziarnem. Jest tu sporo odwołań do religii jednak nie mają one charakteru upomnienia, czy zmuszania do wiary - od tego typu "mądrości" autor zdecydowanie stroni. "Zbaw nas ode Złego" jest podzielona na czternaście rozdziałów, w których znajdziemy przede wszystkim wspomnienia, ludzkie emocje i próbę wyzwolenia się od demona. Jest to kompendium wiedzy o rzeczach duchowych, o których wielokrotnie słyszeliście, ale założę się nadal nie macie pojęcia

Polecam tę książkę wszystkim zainteresowanym tematyką opętań i demonów. Jeśli od dawna szukacie tego typu pozycji, to "Zbaw nas ode Złego" jest idealne, bo przypadki Ralpha Sarchie'go są przepełnione wiarygodnością i są interesująco opisane. Nieco bardziej opornym mogę zaproponować film, który wszedł do kin 4 lipca, a który został oparty na tej lekturze. Pójdźcie, zobaczcie, a potem opowiedzcie jak było, bo jak dotąd nie miałam okazji go zobaczyć. 

Zbaw nas ode Złego (2014)
Za możliwość przeczytania
dziękuję wydawnictwu Esprit

Jako że książka porusza tematykę dość specyficzną, i że należy do literatury faktu, mogę jej z czystym sumieniem wystawić maksymalnie ocenę 7!

_______________________________________
* cytaty pochodzą z książki "Zbaw nas ode Złego"

Znacie książki o podobnej tematyce? 

terrorama.tumlbr

sobota, 5 lipca 2014

#37 Carrie ("Co się stanie, jeśli jest więcej takich jak ona? Co się stanie ze światem?")

Carrie
Stephen King
208 stron
Przeczytana w formie Ebook'a
Ocena: 8/10
"Carrie stała między nimi bez ruchu - ropucha wśród łabędzi. Była niezgrabną, przysadzistą dziewczyną z pryszczami na szyi, plecach i pośladkach. Mokre, kompletnie pozbawione koloru włosy uparcie lepiły się jej do twarzy. Stała nieruchomo, z lekko pochyloną głową, biernie pozwalając, żeby woda spływała po jej ciele."*

Carrie to dziwna dziewczyna. 
Tylko tak można ją przedstawić. 
W niczym nie jest podobna do swoich rówieśnic. Wręcz przeciwnie, staje się obiektem ich drwin. To w jaki sposób jest traktowana przez innych, wyśmiewana i pogardzana sprawia, że chciałoby się jej pomóc. Ale tylko do pewnego momentu. 
Momentu, w których Carrie odkrywa swoje zdolności telekinetyczne i jest w stanie przejąć kontrolę nad umysłami innych osób. Co robi źle traktowana przez innych osoba, gdy odkrywa u siebie tak wielkie moce? 
Na pewno nie szuka pomocy. 
Szuka zemsty. 





"Carrie" to debiutancka opowieść Stephena Kinga wydana w 1974 roku. Zdecydowanie zwraca na siebie uwagę formą, bo jest połączeniem listów, wycinków z gazet i fragmentów książek. Wielokrotnie została zekranizowana. W 1976, w 2002 i w 2013 roku. Jest to moje drugie spotkanie z tym autorem. Pierwszą książką Stephena Kinga, którą przeczytałam był "Ostatni bastion Barta Dawesa". 

Pierwsza książka Stephena Kinga jest zdecydowanie najlepszym pretekstem, żeby na nowo rozpocząć wielką czytelniczą przygodę z tym autorem. "Carrie" to książka niezwykle wciągająca i energetyczna. Dzieje się tak za sprawą głównej bohaterki, która jest jednocześnie przerażająca, tajemnicza i ogromnie samotna. Już od pierwszych stron pochłania nas jej historia. Zastanawiamy się co stanie się z nią dalej. Chcemy, aby się zmieniła i przestała poddawać się bez reszty swojej matce. Kibicujemy jej próbie podejmowania zmian. Gdy wszystko zaczyna zmieniać się najlepsze, Carrie ponosi ostateczną klęskę. Na wielkim balu z okazji ukończenia szkoły, los ostatecznie z niej drwi. Wtedy to szala goryczy ostatecznie się przelewa i dochodzi do wielkiej tragedii, która swoim zasięgiem obejmuje całe miasto. Czy ktoś spodziewał się tego, jakie zdolności telekinetyczne posiada Carrie? Oczywiście, że nie. To właśnie dlatego doszło do tak ogromnej tragedii.

Stephen King wykreował niezwykle barwnych bohaterów. Stworzył świat tajemniczy, idealny dla tak skrytej postaci jak Carrie. Jednocześnie poruszył bardzo ważny problem braku tolerancji dla innych ludzi. Ile razy w życiu spotkaliśmy się przykładami osób, które były obiektem drwin i nikt nie był w stanie im pomóc, a co więcej nikt nie miał ochoty im pomóc. To wszystko sprawia, że "Carrie" Kinga jest bardziej smutna niż przerażająca. Surowy reżim, którym żyje główna bohatera stworzył z niej "dziwoląga". Po raz kolejny okazuje się, że to środowisko ma największy wpływ na człowieka. To ono potrafi go zniszczyć. 

"Słowa powtarzające się kilkakrotnie na tej samej stronie w jednym z zeszytów szkolnych Carrie White: Everybody's guessed that baby can't be blessed until she finally sees, that she's like all the the rest..."*

Książkę polecam wszystkim fanom horrorów. 
Tylko błagam Was, nie psujcie sobie wrażenia po przeczytaniu książki, obejrzeniem ekranizacji z 2013 roku. Nie ma ona nic wspólnego z atmosferą, którą wykreował King. 

Carrie (1976)
____________________________________
* cytaty pochodzą z: "Carrie" Stephen King

"Carrie" towarzyszyła mi wszędzie, bo czytałam ją w formie Ebook'a. Kolejną książką Stephena Kinga, za którą się wzięłam jest "Joyland". W międzyczasie dotarła do mnie lektura pod interesującym tytułem "Zbaw nas ode złego" Ralpha Sarchie. Po 150 stronach, mogę powiedzieć, że jest to dość przerażająca przygoda z demonami i egzorcyzmami. Kto w nie nie wierzy, może zdecydowanie zmienić swoje zdanie po przeczytaniu tej książki. 
Zapraszam więc Was na Niebieską Obwolutę, niebawem kolejne bardzo ciekawe książki. 

   

Miłego weekendu!

wtorek, 1 lipca 2014

#2 Podsumowanie czerwca | Zapowiedzi na lipiec

Wojnę z maturami wygrałam. W czerwcu przeczytałam 12 książek. Jest to całkiem niezły wynik. Zapraszam Was na krótki przegląd ostatniego miesiąca. 

Zacznijmy od recenzji dla wydawnictw. 

  
 

"Hyperversum 2" (8/10) Kontynuacja "Hyperversum" autorstwa Cecilli Randall nie przyniosła zawodu fanom tej serii. Choć książka nie leży już na mojej półce, bo wymieniłam się z inną blogerką, to jednak wspominam ją bardzo miło i jest to niewątpliwie jedna z lepszych propozycji od wydawnictwa Esprit.
"Bracia Kliczko" (6/10) Jak to się stało, że bracia Kliczko stali się symbolem światowego boksu? Choć nie moja tematyka i nie mój gatunek (biografia), to polecam wszystkim fanom boksu. Jest to powrót do wielu kluczowych wydarzeń w historii tego sportu. 
"Przez 10 minut" (7/10) Po przeczytaniu książki Chiary Gamberale dojdziecie do wniosku, że dziesięć minut, to jednak sporo czasu by zmienić coś w swoim życiu. Jest to zdecydowanie magiczna książka. 
"Dom złudzeń. Iga" (6/10) Książkę Iwony J. Walczak przeczytałam w formie ebooka. Dość wciągająca historia kobiety zatrutej konsumpcjonizmem i XXI wiekiem. Polecam na leniwe wakacyjne popołudnie. W końcu oficjalna premiera tej książki przypada na 16 lipca
Za okazane zaufanie dziękuję wydawnictwu Esprit, Feeria i Replika

  

W mojej biblioteczce nie mogło zabraknąć wspaniałych kryminałów. Jeden jak i drugi godny polecenia. 

"Dziewiąta runa" (9/10) Moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Bondy. Na pewno sięgnę po więcej. Już rozglądam się za jej najnowszą książką czyli "Pochłaniaczem". 
"Morderstwo w Orient Expressie" (9/10) Kolejna sprawa Herkulesa Poirota, którego nie trzeba przedstawiać fanom twórczości Agathy Christie. Jest to powieść detektywistyczna wydana jeszcze w 1934 roku. 


"Wielki Gatsby" (7/10) W ramach wyzwania polegającego na czytaniu książek z listy 100 tytułów BBC, przeczytałam w czerwcu utwór Francisa Scott Fitzgeralda. Polecam wszystkim książkę jak i film z Leonardem diCaprio w roli tytułowej. 
  

"Posłaniec" (7/10) Zachęcona fantastyczną "Złodziejką książek", postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę Markusa Zusaka. Nie zawiodłam się, choć jest to utwór całkowicie różniący się od losów Liesel Meminger. 

"Wolna miłość" (6/10) Wybór tej książki w bibliotece nie był celowy, jednak zbiór felietonów Romy Ligockiej niesie z sobą wiele interesujących myśli. 

"Carrie" (8/10) Rok 2014 miał być spod znaku Stephena Kinga, a tu czerwiec i dopiero pierwsza książka tego autora. Nie mniej jednak porywająca i niezwykle wciągająca. Niebawem recenzja na blogu. 

A teraz książki, które zdecydowanie należą do największych pomyłek tego miesiąca, i które zdecydowanie nie trafiły w mój gust czytelniczy. 

  

"Po zmierzchu" (2/10) Chciałam poznać choć jedną książkę Haruki Murakamiego, ale tłumaczę sobie, że pewnie trafiłam na tę gorszą. Jestem naprawdę cierpliwa i mogę długo czekać, aż książka mnie wciągnie, lub po prostu zacznie się w niej coś dziać (ale nie w nieskończoność). 

"Sługa Boży" (4/10) Opowiadania o tematyce inkwizycji zdecydowanie nie trafiają w mój gust czytelniczy. Nudziłam się niemiłosiernie. 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

W lipcu na pewno zapoznam się z jedną z książek Lisy Jackson. Zapewne będzie to wypożyczona przeze mnie "Noc tajemnic", a także zbiór opowiadań Alice Munro "Jawne tajemnice", który od ostatnich dwóch miesięcy czeka na przeczytanie. (Nie za dużo tych tajemnic w tytułach)

   

Dziękuję Moi Drodzy za wszystkie komentarze, a także za plusy dodawane do opinii na portalu Lubimyczytac. Liczę na to, że kolejny miesiąc okaże się równie interesujący w kwestii doboru książek.
A jak Wasze plany na najbliższy czas?
Jest coś co możecie mi w szczególny sposób polecić? 

Zapraszam do obserwowania i komentowania Niebieskiej Obwoluty, liczę na Waszą obecność w lipcu. 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...