sobota, 28 czerwca 2014

#36 Dom złudzeń. Iga ("W domu złudzeń było cicho. Złudzenia nie czynią hałasu, są bezgłośne...")

Dom złudzeń. Iga
Iwona J. Walczak
408 stron
Wydawnictwo Replika
Ocena: 6/10
Premiera 16 lipca 2014!
"W domu złudzeń było cicho. Złudzenia nie czynią hałasu, są bezgłośne, zawstydzone i niechętnie się ujawniają. Nie należy się ich wstydzić. Wstydzić się trzeba koniecznie, gdy nie ma już nic - ani złudzeń, ani marzeń i przemyśleń, gdy się boimy. Wtedy nie ma działania i nie ma życia. Bo życie to działanie."*

Gdy po raz pierwszy spojrzałam na okładkę książki Iwony J. Walczak, poczułam zapach kwiatów, lata i bijącą od niej lekkość i ciepło. Pomyślałam sobie, że będzie to idealna książka na wakacyjne popołudnia i nieco chłodniejsze wieczory. Generalnie, nie spodziewałam się niczego wyszukanego. Raczej kolejnego babskiego czytadła. Tymczasem poznałam historię Igi - kobiety w pewnym sensie brutalnej wobec najbliższych i jednocześnie bezmyślnie zapatrzonej w siebie egoistki. 

Zapraszam Was na recenzję książki, która według mnie opowiada o typie człowieka, którym nigdy nie powinniśmy się stać, a także o tym, że życie potrafi wymierzyć nam celny strzał z broni palnej w momencie, w którym się najmniej tego spodziewamy. 

"Dom złudzeń. Iga" czyli propozycja na lipiec od wydawnictwa Replika. 


Mówi się, że pieniądze to nie wszystko. Dla bohaterki książki Iwony J. Walczak, to jednak cały świat. Zdecydowanie nie można się bez nich obejść, ale przede wszystkim trzeba je mieć zawsze przy sobie. Odkąd Iga weszła w posiadanie dużego majątku wraz z kolejnym zamążpójściem, straciła całkowitą kontrolę nad swoim życiem. Bohaterka to kobieta "wyzwolona". Przelotne związki, skryte romanse, a przede wszystkim nikłe zainteresowanie córką z pierwszego związku i małym synem Stasiem to codzienność. Zachowanie Igi jest przerażające. Przerażające na tyle, że aż sama nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo można znienawidzić bohaterkę literacką. Może tak naprawdę jest ona ucieleśnieniem XXI wieku, rozwiązłości, a także wszechobecnego konsumpcjonizmu? 

Akcja książki rozpoczyna się w momencie, gdy główna bohaterka znajduje się na Minorce - niewielkiej wyspie - najmniej znanej spośród Balearów. To właśnie tam Iga poznaje Ludwika Sommera, swojego przyszłego kochanka, nazywając go miłością swojego życia. Trzeba przyznać, że mimo wrednego charakteru, autorka uczyniła z kobiety także wielką szczęściarę. Mimo tego, jakie życie prowadzi bohaterka, to przez dłuższy czas jest rozpieszczana przez swojego męża, a także wielu ludzi dookoła. To pozwala nam sądzić, że w gruncie rzeczy, to oni wszyscy przyczynili się do ukształtowania jej podłego charakteru i wyrobienia sobie określonych opinii na temat pieniędzy, małżeństwa, czy dzieci. 

Wielkim plusem jest fakt, że akcja książki jest przeplatana, raz poznajemy Igę z lat 70. i 80. czyli czasów jej młodości, a raz czytamy o tym, jak wyglądało jej życie począwszy od 2007 roku. To pozwala nam w pełni poznać główną bohaterkę i poznać dogłębnie jej charakter. 

To co przykuło moją uwagę w szczególny sposób to wzmianki o tym, jak wyglądały lata 80. w perspektywie całego państwa polskiego, a także plastyczne opisy, które nie były obszerne, ale wpłynęły na ostateczny kształt książki. 

Z czasem w charakterze głównej bohaterki zachodzą zmiany. Nagle musi stać się odpowiedzialna za swoje długi i poniekąd za swoją chorobę, bowiem dotyka ją reumatoidalne zapalenie stawów. Denerwujące jest to, że Iwona J. Walczak uczyniła ze swojej bohaterki kobietę uzależnioną od mężczyzn. Wystarczy jeden telefon, by Iga porzuciła wszystko i biegła na spotkanie z jednym z nich. 

"Nieraz się przekonałam, że w nas kobietach, tkwi nieprawdopodobna siła."*

Zdecydowanie tak, tylko w przypadku Igi jest ona tłumiona przez podatność na mężczyzn. 

W książce "Dom złudzeń. Iga" brakuje mi szybkiej akcji. Ponadto książka zdaje się być neutralna pod względem wyrażania uczuć. Nie znajdziemy w niej nic co nas szczerze rozśmieszy, ani nic przy czym będziemy mogli się wzruszyć. Książka jest pisana lekkim piórem i Iwona J. Walczak zdecydowanie ma talent do opowiadania zwyczajnych historii, zwyczajnych dni - co sprawia że umie stworzyć typowe, niewymagające kobiece czytadło na letnie popołudnie. Morał tej książki jest taki, że nie można swojego życia opierać na złudzeniach i trzeba mieć w sobie choć szczyptę pokory żeby... Żyć. 

Na sierpień 2014 planowana jest kolejna część "Domu złudzeń", 
może to również zachęca Was do sięgnięcia po książkę Iwony J. Walczak. 

Dom złudzeń. Zosia
Iwona J. Walczak
sierpień 2014
"Z życiem jest jak z biblioteczką z książkami. Są dzieła do przeczytania i są też przeczytane. Do tych drugich czasem się wraca, by sobie przypomnieć bądź by się znów nimi zachwycić. Niech wracają do mnie wszystkie moje życiowe karty, nie chcę niczego skreślić, odstawić na bok. Nie chcę już."*


Za możliwość przeczytania książki przed redakcją i korektą dziękuję wydawnictwu Replika,
które udostępniło mi ją dzięki wydarzeniu na Facebook'u. 

____________________________________
* cytaty pochodzą z książki "Dom złudzeń. Iga"

I jak, sięgnięcie po książkę Iwony J. Walczak? 
Życzę Wam miłego weekendu, najlepiej z dobrą książką. 


środa, 25 czerwca 2014

#35 Posłaniec („Nazywam się Ed Kennedy. Miło mi państwa poznać”)

Posłaniec
Markus Zusak
352 strony
Nasza Księgarnia
Ocena: 7/10
Nazywam się Ed Kennedy. Mam dziewiętnaście lat. Jestem młodocianym taksówkarzem. Przypominam wielu młodych ludzi, których spotykacie na przedmieściach - nie mamy zbyt wielkich perspektyw ani możliwości. Poza tym czytam stanowczo za dużo książek i zdecydowanie nie radzę sobie z seksem oraz płaceniem podatków. Miło mi państwa poznać.”*

Bohatera książki Markusa Zusaka można przedstawić tylko i wyłącznie za pomocą tego błyskotliwego cytatu. Nic dodać, nic ująć. 

Kiedy dwa lata temu sięgnęłam po słynną „Złodziejkę książek” tego autora, wiedziałam że prędzej czy później w moich rękach znajdą się pozostałe książki australijskiego pisarza, bo powieść o Liesel Meminger zawładnęła moim sercem i dzisiaj postrzegam ją jako jedno z najpiękniejszych czytelniczych wspomnień. Markus Zusak „Złodziejką książek” podniósł poprzeczkę bardzo wysoko, chyba za wysoko, żeby po przeczytaniu jej umieć jeszcze docenić „Posłańca”.
Zacznijmy od tego, że „Posłaniec” („The Messenger”) został wydany w 2002 roku, a „Złodziejka książek” („The Book Thief”) w roku 2006. W Polsce jednak obie książki znalazły się na rynku z dużym opóźnieniem, przy czym to „Złodziejka książek” została wydana jako pierwsza i dopiero po tym, jak zebrała pozytywne recenzje, wydawnictwo Nasza Księgarnia wydało pierwszą książkę Markusa Zusaka. 

Ta z pozoru nic nie znacząca zmiana kolejności, dla wszystkich czytelników którzy zapoznali się ze „Złodziejka książek”, a następnie sięgnęli po „Posłańca” mogła spowodować, że po przeczytaniu tej drugiej książki będziemy czuć wielki niedosyt. Niedosyt, bo: 
1) Książka nie jest osadzona w ogromnie trudnych czasach wojny. 
2) Narratorem nie jest śmierć. 
3) Ed Kennedy - główny bohater budzi w nas różne uczucia (generalnie politowanie), ale na pewno nie sympatię tak jak Liesel Meminger. 

Markus Zusak opisał w swojej książce zwykłego człowieka o niespełnionych marzeniach, który boryka się z codziennością. Jego życie wydaje się tak szare i przepełnione rutyną, że zaczynamy mu współczuć. W pewnym momencie bohater przeobraża się w tytułowego Posłańca. Otrzymuje w tajemniczy sposób karty z nazwiskami ludzi, w których życiu ma odegrać ważną funkcję. Bohater z czasem bardzo dobrze odnajduje się w swojej roli. Te pozornie małe rzeczy - pomoc i uczucia okazywane innym ludziom sprawiają, że Ed Kennedy z czasem odnajduje radość i sens swojej egzystencji. Odnajduje także innych ludzi wokół siebie, których wcześniej nie dostrzegał i poznaje smak radości płynącej z poznawania świata. 

Okazuje się po raz kolejny, że w życiu liczą się małe rzeczy. To one pozwalają nam się przeobrazić w wielkiego człowieka. Jest to kolejna książka, która skłania do refleksji, i która pod maską powierzchowności skrywa wielkie wartości. Markus Zusak po raz kolejny wielką porcją niedomówień, krótkich rozdziałów, wyrwanych z kontekstu refleksji - uczy. Uczy, że każdego dnia powinniśmy próbować zmieniać siebie. 

Bohaterowie książki wydają się być niezwykle płytkimi osobami. Bez wyrazu. Bez charakteru. Według mnie jest to celowy zabieg, aby ukazać zwyczajność, a właściwie szarość człowieka w codziennym życiu. Ile razy zastanawialiśmy się, jakie życie jest beznadziejne? Na pewno nie mniej niż Ed Kennedy. A mimo wszystko on znalazł radość z pomocy innym ludziom. Przecież każdy z nas chce czyjegoś szczęścia. 

Mądra, lekka, skropiona humorem. Bardzo różni się od „Złodziejki książek” jednak polecam ją wszystkim, którzy ową „Złodziejkę...” mają za sobą. Polecam także wszystkim, którzy szukają książki skrywającej pod swoją powierzchownością wielkich myśli. Fantastyczne wydanie Naszej Księgarni w twardej okładce zachęca do przeczytania. Ja Was również zachęcam. 

Może ten Ed Kennedy nie był wcale takim zwyczajnym taksówkarzem? 

____________________
* cytat: „Posłaniec” str. 9 

A Wy, czytaliście już jakieś książki Markusa Zusaka? 
Jakie są Wasze opinie? 
Może oglądaliście słynną ekranizację „Złodziejki książek”? 

nulooks.tumblr

sobota, 21 czerwca 2014

#2 Między książkami. Prezenty dla mola książkowego.


Co zrobić, 
kiedy jeden z moli książkowych ma urodziny, imieniny lub nie daj Boże inną rocznicę? Trzeba mu kupić prezent. Wydawałoby się, że nic prostszego od pójścia do księgarni i wybrania pierwszej lepszej książki, ale tak naprawdę po przekroczeniu progu sklepu, kiedy zależy nam na osobie, dla której wybieramy prezent i ponadto chcemy żeby upominek był trafiony - pojawiają się schody, bo od nadmiaru tytułów i autorów potrafi rozboleć głowa. 
Sama ostatnio stanęłam przed takim wyborem i co? Uznałam, że bezpieczniejszą formą prezentu są niezobowiązujące czytelnicze gadżety. Zobaczcie co znalazłam. 


Zacznijmy od najprostszego prezentu.
Zakładki. Papierowe i najczęściej ręcznie wykonane.

inspiracje.scrap.com.pl
paper-paradise.com
infokakow.pl
Są prezentem uniwersalnym i zawsze przydatnym każdemu, kto kocha książki. Jeśli uznamy, że papierowe są zbyt infantylne, możemy sięgnąć po zakładki metalowe, dużo bardziej trwałe i eleganckie.

123zapytanie.pl
artmadam.pl
modna.pl
Zakładki zakładkami, ale dość popularne w świecie moli książkowych są różnego rodzaju kubki, z których w czasie czytania utworów można popijać pyszną gorącą czekoladę. 

blurppp.com
spodlady.com
znalezione na lubimyczytac.pl
Jeśli komuś uzbierała się już dosyć spora sterta książek, może czas znaleźć oryginalne podpórki

galerialimonka.pl
jaczytam.blox.pl
allegro.pl
klamoteka.pl
I to, co najbardziej uwielbiają kobiety, czyli oryginalna biżuteria

znalezione na lubimyczytac.pl
ksiazka.net.pl

ksiazka.net.pl
Albo inne dodatki... 

alima.com.pl
alima.com.pl
Te torebki są zdecydowanie moimi największymi faworytami.

ksiazka.net.pl
ksiazka.net.pl
Wszystkie te prezenty, idealnie wpasowują się w tematykę książek. Nawet woda kolońska z nutką starzejącego się papieru. 


demeterfragrance.com
... czy interesujące ubranie
znalezione na lubimyczytac.pl
ksiazka.net.pl
... pamiętajmy jednak, ze te wszystkie przedmioty są tylko materialnym symbolem.
Najpiękniejszym prezentem jest nasza pamięć o drugiej osobie. 
Mam nadzieję, że te upominki stały się dla Was ciekawą inspiracją
Może coś Wam się szczególnie spodobało? 
Miłego dnia życzę! 

mysweetheartdylan.tumblr


czwartek, 19 czerwca 2014

#34 Wielki Gatsby ("...kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość.")

Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerald
110 stron
Oficyna Wydawnicza
Jeden ze 100 najlepszych tytułów według BBC
Ocena: 7/10
"Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość."* 

Właśnie te słowa kończą książkę napisaną przez F. Scotta Fitzgeralda. Czyżby były to słowa prorocze? A może najlepiej opisujące książkę, która dzięki drugiemu życiu, nadanemu jej dzięki ekranizacji z Leonardem DiCaprio w roli tytułowej znalazła się na liście 10 najchętniej czytanych książek w USA w 2013 roku.

"Wielki Gatsby" to klasyk sam w sobie. Bestsellery w USA z 2013 to nie jedyna lista, na której książka Fitzgeralda się znajduje. Generalnie jest to utwór, który trzeba poznać, bo...  
Bo wstyd nie znać klasyki. Bo jak na tak cenioną na świecie książkę, jest bardzo mała pod względem objętości. I przede wszystkim, jest po prostu dobra.

Jest to moja #11 książka z listy "100 tytułów BBC", po którą sięgnęłam. Zawsze podczas czytania tak cenionych przez krytyków utworów pojawia się refleksja, czy jeśli utwór mi się nie spodoba, to znaczy że mój gust czytelniczy jest tak "ubogi", czy może o gustach się nie dyskutuje również w tym przypadku. W każdym bądź razie, podczas sięgnięcia po "Wielkiego Gatsby'ego" wszystkie czytelnicze obawy ulotniły się bardzo szybko.

Wypożyczyłam, przeczytałam, a nawet obejrzałam ekranizację. 

Książka F. S. Fitzgeralda zaczyna się w momencie, kiedy niejaki Nick Carraway wynajmuje mieszkanie w West Egg obok posiadłości Jay'a Gatsby'ego. Tytułowy bohater tego ponadczasowego romansu nie miał łatwego życia. Choć obecnie jest bogaty i sławny w całej okolicy ze względu na huczne, sobotnie przyjęcia w swojej rezydencji, to nie zawsze tak było. Najlepszym świadectwem jego trudnej sytuacji jest fakt, że gdy pięć lat wcześniej poznał i pokochał piękną Daisy, musiał się z nią rozstać i ze względu na brak pieniędzy wyjechać. 
Daisy w tym czasie ułożyła sobie życie z innym człowiekiem. Tom - jej mąż, zdaje się jednak być dla niej tylko ciężarem na sercu. Gatsby po tych trudnych pięciu latach rozłąki w czasie których stał się bajecznie bogaty, decyduje się zaryzykować całe swoje dotychczasowe życie i znów zawalczyć o Daisy. Czy mu się uda? 

"Wielki Gatsby" to książka, w której zostaje poruszony problem szowinizmu, rasizmu, ale przede wszystkim niespełnionej miłości. Prócz tego został w niej ukazany amerykański dobrobyt lat 20. XX wieku. Jest to także studium życia ludzi, którzy poczuli wolność po ciężkim czasie I wojny światowej. Na tle okresu prosperity zostali zaprezentowani bardzo charakterystyczni, wręcz kolorowi bohaterowie. Zastanawiam się czy ta książka zwróciłaby czyjąś uwagę, gdyby miała swoją premierę w obecnych czasach. Zdecydowanie nie przemawia do mnie styl Francisa Scott Fitzgeralda. Mimo małej objętości, książki nie czytało się lekko, a niektóre fragmenty musiałam czytać dwukrotnie, by w pełni je zrozumieć. Wydaje mi się, że "Wielki Gatsby" jest to powieść obowiązkowa dla czytelników sięgających po klasykę literatury, bo jest to utwór o wielowarstwowej problematyce. Jak się okazuje, pieniądze szczęścia nie dają, a miłość pod wpływem upływającego czasu potrafi się przeobrazić

 

The Great Gatsby 
2013
reżyseria: Baz Luhrmann
Pierwszy raz jednak przydarzyła mi się taka sytuacja, że film spodobał mi się bardziej niż książka. Nie lubię rozpisywać się o filmach, bo odnoszę dziwne wrażenie, że wiem o nich dużo mniej niż przeciętny Kowalski. Ale jednocześnie porównanie książki F.S. Fitzgeralda do filmu, który miał miał w Polsce premierę ponad rok temu jest nieuniknione. 

Wiele osób zarzuca tej produkcji, że jest zbyt kolorowa, a wręcz że podczas oglądania ekran krzyczy to swojego odbiorcy krzykliwymi barwami. Dla mnie jednak ta "bajkowość" to ogromny atut "Wielkiego Gatsby'ego"!

Oto przed naszymi oczami pokazuje się film przesycony kolorami, w pewnym sensie przerysowany, ale jest to przerysowanie celowe, można rzec: artystyczne, które ma na celu oddać obraz amerykańskiej prosperity lat 20. Ekranizacja odsłania na światło dzienne wszystko to, co autor "Wielkiego Gatsby'ego" zakrył swoim nieco nudnawym stylem.  

Mówi się, że to książka bardziej działa na wyobraźnię. Podpisuję się pod tym, ale w tym przypadku było inaczej. 


 

Leonardo DiCaprio zdaje się być stworzony do roli cierpiącego "na miłość" człowieka, który również dostał się w trybiki półświatka lat 20. Urocza Carey Mulligan czyli piękna Daisy swoją urodą sprawia, że po obejrzeniu "Wielkiego Gatsby'ego" czuje się niedosyt. Chciałoby się oglądać ją więcej i więcej. Chciałoby się, aby była bardziej bezwzględna, wzięła sprawy w swoje ręce i odwróciła losy. Jednak jej rola dąży tylko do zaskakującego zakończenia jakie nadał jej blisko 100 lat temu Francis Scott Fitzgerald. 



Z "Wielkiego Gatsby'ego" zrobił się całkiem wielki post. Polecam Wam z całego serca książkę i film. Zdecydowanie czas poświęcony czy to na jedno, czy na drugie - nie będzie czas zmarnowanym. 

"To dobrze - powiedziałam - cieszę się, że to dziewczynka. I mam nadzieję, że będzie głupia - to najlepsza rzecz dla kobiety na tym świecie być pięknym głuptaskiem."* 
___________________________________
*   cytaty pochodzą z "Wielkiego Gatsby'ego"
** animacje: carriefishers.tumblr



poniedziałek, 16 czerwca 2014

#33 Dziewiąta runa (Życie gwiazdy i praca profilera w jednym.)

Dziewiąta runa (Wydanie II)
Pierwsze wydanie książki nosiło tytuł:
Sprawa Niny Frank
Katarzyna Bonda
432 strony
Wydawnictwo: Videograf II
Ocena: 9/10
Tak, to morderstwo jest jak ruska matrioszka. Wyjmujesz jedną kolorowaną babę, a okazuje się, że wewnątrz jest druga, a w niej następna. 
- Co znajdę w tej najmniejszej i czy uda mi się ją otworzyć? - myślał psycholog późną nocą.”*

Niezbyt często sięgam po kryminały. Ale jeśli już zaczynam je czytać, to są to najczęściej utwory napisane przez A. Christie lub J. Chmielewską - czyli mistrzynie tego gatunku. 

Dlaczego? 
Ten gatunek jest dla mnie w pewnym sensie obcy. Nie znam autorów, a co więcej jestem uprzedzona, jeśli chodzi o poznawanie nowych książek.
Kiedy jestem w swojej małej miejscowej bibliotece , rozkładam bezradnie ręce i poddaję się. Nie sądziłam jednak, że równie dobrze przez przypadek, mogę w tej samej bibliotece natrafić na tak fantastyczną powieść kryminalną, która wyszła spod pióra polskiej autorki. Życie zaskakuje, a przypadkowe wizyty w bibliotece jeszcze bardziej.
Zapraszam Was na "słów kilka" o pierwszej książce Katarzyny Bondy. 






Katarzyna Bonda / fot. ksiazki.onet.pl
Katarzyna Bonda... Dzięki wizytom na Waszych blogach, jej nazwisko „obiło mi się o uszy”. Szczególne podziękowania tu dla Ann RK, której recenzje niezwykle motywowały mnie do zgłębiania wiedzy na temat tej autorki. Katarzyna Bonda to polska pisarka, dokumentalistka i nie tylko, która w swoich książkach pokazuje wielkie zainteresowanie zawodem profilera. „Dziewiąta runa” jest jej debiutem literackim, który światło dzienne ujrzał już w 2007 roku pod tytułem „Sprawa Niny Frank”. Książka ta została wydana ponownie w roku 2011. Kryminał Katarzyny Bondy został kilkakrotnie wyróżniony - nominowany do słynnej literackiej Nagrody Wielkiego Kalibru, czy doceniony przez Wydawnictwo Media Express. Zastanawia mnie tylko jedno... Dlaczego jedna z jej książek, nie wpadła mi w dłonie dużo, dużo wcześniej. 

Mówią, że każdy jest kowalem własnego losu. Jeśli czegoś bardzo pragniesz, wcześniej czy później osiągniesz cel. Uważaj na swoje marzenia - mogą stać się przekleństwem, a za wszystko trzeba będzie zapłacić.”*

Arthur Conan Doyle ma swojego Sherlocka Holmes'a, Agatha Christie swojego Herkulesa Poirot'a, a Katarzyna Bonda - Huberta Meyera. To właśnie ten komisarz przybywa na miejsce zbrodni - zabójstwa słynnej gwiazdy - Niny Frank (niegdyś zwyczajnej dziewczyny Agnieszki). Przyjazd do małego Mielnika nad Bugiem ma być dla poważanego profilera policyjnego urlopem i oderwaniem się od problemów osobistych, a jak się okazuje, pozornie prosta sprawa staje się najtrudniejszą do wykonania „robotą” w karierze Huberta Meyera. Kto aż tak bardzo jej nienawidził, że dokonał tak okrutnej zbrodni? Czy morderca nadal znajduje się na wolności? Kim jest? 

"Dziewiąta runa" to rewelacyjna książka. Równolegle poznajemy przeszłość zamordowanej Niny Frank oraz sprawę, której podejmuje się profiler policyjny Hubert Meyer. Autorka raz staje się narratorem pierwszoosobowym opisującym życie rozpoznawalnej gwiazdy, a raz jest narratorem wszechwiedzącym, opisującym pozornie sielskie życie w małej wsi. Katarzyna Bonda wykreowała fantastyczne postacie, które są niezwykle charakterystyczne i które z pewnością mogłyby rywalizować z innymi bohaterami znanymi nam z książek Christie, czy Chmielewskiej - mam tu na myśli oczywiście postać Huberta Meyera. Bohaterowie są wielowymiarowi, a akcja na tyle zapętlona, że czytelnik staje się jej częścią. 

Katarzyna Bonda stworzyła obraz zarówno wiejskiego społeczeństwa, jak i grupy ludzi należącej do tzw. „high life'u”. Według jej opisu ani jedno, ani drugie środowisko nie jest godne naśladowania. Na tle tej  masy ludzi,  autorka wykreowała portret psychologiczny ofiary. Widzimy, że zabita bohaterka - Nina Frank - nie wiodła szczęśliwego życia. A jej problemy mają swoje korzenie w dzieciństwie, następnie w młodości i początkach kariery. Podczas tych rozdziałów, w których życie aktorki zostało ukazane z jej własnego punktu widzenia, staje się ona niezwykle bliska czytelnikowi. Każdy z nas jest swego rodzaju psychologiem. Psychologiem, który mimowolnie zaczyna oceniać Ninę Frank. Niestety nie może jej już pomóc. 

Cała intryga opisana przez Katarzynę Bondę to majstersztyk. Tylko dlaczego autorka właśnie w taki sposób zakończyła swoją książkę? Kiedy ją przeczytacie, być może również dołączycie się do tych lamentów, które głoszą, że ostatnie dwa na trzydzieści osiem pozostałych rozdziałów są tylko i wyłącznie zbędnym dodatkiem nie pasującym do całej reszty. 

Nie spodziewałam się tak dobrej książki. Mówię to całkiem poważnie.Dziewiąta runa” to idealna książka dla wszystkich fanów gatunku jakim jest kryminał i dla ludzi, którzy nie wierzą, że książki polskich autorów trzymają światowy poziom. Jeśli chcecie zgłębić wiedzę na temat pracy profilera, poznać ciemne strony bycia gwiazdą i spróbować samemu stworzyć portret psychologiczny ofiary, to ta książka jest dla Was. Ze swojej strony gorąco Wam ją polecam i liczę, że w przyszłości natrafię jeszcze na pozostałe książki Katarzyny Bondy, bo warto!

___________________________
* cytaty z książki "Dziewiąta runa"

Po wielu trudach w związku z faktem, że przez ostatni kwadrans platforma Bloggera nie miała ochoty ze mną współpracować - post opublikowany. Możecie mi polecić jakiś inny interesujący kryminał na najbliższe letnie dni? A może czytaliście książki Katarzyny Bondy, którą z nich polecacie? Liczę na Wasze opinie i pozdrawiam!

edit:


pamiętacie? 


piątek, 13 czerwca 2014

#1 Między książkami. Jakim jestem czytelnikiem?

Nowy post na Niebieskiej Obwolucie oznacza najczęściej spotkanie z nową książką. Dzisiaj jednak postanowiłam odejść od tego schematu, ze względu na to, że w natłoku książek zbyt często zapominam o sobie i mimo wielu recenzji za mało daję się poznać jako czytelnik. 
Przyznam szczerze, że przewertowałam wiele blogów, w celu znalezienia pytań, na które czytelnicy - blogerzy najczęściej odpowiadają. Mam nadzieję, że dzięki temu powstanie w miarę interesujący artykuł, dzięki któremu choć na chwilę przestanę być tylko małym trybikiem na blogowej platformie. Zapraszam.

kingdomjournalist.tumblr.com

Każdy z nas doświadczył w życiu takiego momentu, kiedy zwykłe zainteresowanie przeradza się w pasję. Nagle zaczynasz dostrzegać, że dana czynność zaczyna żywić się Twoim wolnym czasem, a Ty nie masz już nic do powiedzenia. 

Kiedy zwykłe czytanie książek przerodziło się u mnie w coś więcej? 

Zdecydowanie stało się to na przełomie 2011 i 2012 roku. Tak, racja - to stosunkowo niedawno. Co nie znaczy, że wcześniej nie czytałam książek. Oczywiście wcześniej także czytałam, ale wydaje mi się, że nie czerpałam z tego tyle radości co dzisiaj. 2012 rok był dla mnie magiczny, bo był pierwszym rokiem, w którym liczba przeczytanych książek przekroczyła magiczną 50! 

Co było na początku? 

Na początku były oczywiście lektury. Do momentu ukończenia liceum na palcach jednej ręki mogę policzyć te obowiązkowe książki, których nie przeczytałam. Odkąd pamiętam, biblioteka była dla mnie niezwykle interesującym miejscem. Najbardziej mglistym wspomnieniem z dzieciństwa, są wypady z moją koleżanką do pobliskiej biblioteki, gdzie albo pomagałyśmy pracującej tam pani w układaniu książek, albo wyposażone w długopisy i zeszyty wypisywałyśmy tytuły przypadkowych lektur, które wpadły nam w ręce, udając że prowadzimy niezwykle ważną ewidencję książek. Ile mogłam mieć wtedy lat? 10? 
Jednak to była fantastyczna zabawa! Z chęcią bym ją powtórzyła, nie wiem tylko jak dzisiaj pracujące w bibliotece publicznej osoby, by na nią zareagowały. 

Z czasem wybór książek przestawał być przypadkowy, a książka musiała zostać przeczytana by wrócić na półkę i tak zostało do dnia dzisiejszego. 

ooweirdto-live-toorareto-die.tumblr.com
Jak dzisiaj wygląda moja półka biblioteczna? 

Jest wypełniona przeróżnymi książkami o bardzo zróżnicowanej tematyce. Są to utwory, które niegdyś należały do moich rodziców, ale w większości są to egzemplarze które należą do mnie. Nie wiem ile ich jest. Może 100, może więcej. Biblioteczka cały czas się rozszerza i mam nadzieję, że to się nie zmieni. 

Jak nabywam książki? 

Przyznam szczerze, że niezbyt często kupuję nowe książki. Są miesiące, w których w ogóle nie odwiedzam księgarni. Ale równie często zdarza się, że gdy zaplanuję sobie jakiś zakup, to nie ma siły, która potrafiłaby odwieść mnie od tego pomysłu. Książki dostaję od bliskich, po książki wędruję do bibliotek i antykwariatów. Ostatnimi czasy, interesujące pozycje dostaję od wydawnictw, są to egzemplarze do recenzji. Od momentu powstania bloga uzbierało się ich 17. Jestem z tej liczby niezwykle dumna. :)

teenbookreviews.tumblr.com
Gdzie czytam? Kiedy czytam? 

Czytam wszędzie. No dobra, prawie wszędzie. Fakt, że non stop poruszam się autobusami i spędzam dużo czasu poza domem, sprawia że w mojej torbie zawsze znajdzie się jakaś książka. Dawniej nie potrafiłam się skupić na czytaniu w miejscach publicznych, dzisiaj wiem że mogę czytać wszędzie. Siedzenie w autobusie, ławka w parku... Wszystko jedno, bo stopień "zaczytania" zależy tylko od tego, jak bardzo interesująca jest książka. 

Czytam codziennie. Choćby tylko kilka stron. To oczywiste, że moja "czytelnicza wydajność" spadała wraz ze wzrostem szkolnych obowiązków. Okres matur sprawił, że swoją pasję odsunęłam na dalszy plan. Niestety nie mogłam postąpić inaczej. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu, widzę że właśnie z powodu osaczających mnie niekiedy obowiązków rezygnowałam z regularności w publikacji postów i jedną książkę potrafiłam czytać więcej niż tydzień lub dwa. To jest rzecz, którą zarzucam sobie bardzo często. 
Zazdroszczę innym, że potrafią "rozciągać" swój wolny czas do granic możliwości. Ja się tego dopiero uczę. 

Czego szukam w książkach? 

W książkach szukam środka, który pomoże mi się oderwać od codzienności. W książkach szukam cytatów, które wzbudzą mój zachwyt. Szukam w nich jakiejś mądrości, której nie jestem w stanie do końca określić, ale są takie momenty kiedy czytając coś, zatrzymam się na chwilę i powiem: "Piękne!", albo po prostu: "Cholera, on ma rację!". Przecież wiecie o czym mówię. ;)

Czy mam swoje czytelnicze nawyki?

Oczywiście! Od wąchania książek po czytanie ostatniej strony, przed ukończeniem książki i nałogowym sprawdzaniem ile stron zostało do końca. Do tego chęć posiadania tysiąca zakładek, kolorowych znaczników stron, notatnika z ciekawymi cytatami i wiele, wiele innych. Nienawidzę zaginania kartek, a już w ogóle nie znoszę pisania czegokolwiek w książkach. Zawsze staram się przeczytać każdą książkę, po którą sięgnę. Jednak zdarzyło mi się wielokrotnie, że z braku czasu lub po prostu gdy książka okazała się wprost nie do zniesienia, została oddana tam, skąd do mnie przybyła bez uprzedniego przeczytania. Z czasem doszłam do wniosku, że życie jest zbyt krótkie, by męczyć siebie książkami, które są nieciekawe.
Utwory niestety (albo stety) oceniam po okładce i często to ona decyduje o tym, czy dana książka wyląduje w moich dłoniach, czy nie.
Na blogu staram się umieszczać recenzje wszystkich przeczytanych książek, chyba że dochodzę do wniosku, że wszystko zostało o niej powiedziane. Większość lektur stanowi dla mnie czytelnicze wyzwanie. Nowe gatunki, nowi autorzy, nowe formy wypowiedzi. Jeszcze tyle lądów nieodkrytych

my-favourite-books.tumblr.com
W ten sposób moja krótka spowiedź dobiegła końca, liczę na podobne spotkania niebawem!
I życzę Wam miłego weekendu!


środa, 11 czerwca 2014

#32 Wolna miłość (Należę do kobiet, które kochają za bardzo)

Wolna miłość
Roma Ligocka
184 strony
Wydawnictwo Literackie
Ocena: 6/10
"Chciałam przejść przez życie, tańcząc, płynąc w powietrzu, wznosić się do góry jak tancerka. Nigdy nie umiałam stąpać twardo po ziemi, powoli i ostrożnie, nie chciałam wlec się przez życie ze zwieszoną głową i opuszczonymi ramionami. Chciałam tańczyć, a nie wiedziałam, że to właśnie najbardziej boli, że krwawią stopy, że właśnie to wymaga ćwiczeń, wyrzeczeń, żelaznego zdrowia i że każdy może mnie zranić. (...)
Dziś wiem, że należę do kobiet, które kochają za bardzo."*

Tak właśnie w książce "Wolna miłość" opisała samą siebie Roma Ligocka - polska malarka i pisarka, a jednocześnie postać barwna i kontrowersyjna. W swoim życiu przeszła różne etapy - i dzieciństwo w getcie, i fascynację komunizmem, a także ciężką depresję. Od 2001 roku, światło dzienne ujrzało wiele jej publikacji. "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku", czy "Róża". Ja natomiast całkiem przypadkiem natrafiłam na jej ostatnią publikację (z 2013 roku) zatytułowaną "Wolna miłość". 




Roma Ligocka
fot. Włodzimierz Wasyluk
"Wolną miłość" tworzy zbiór 28 tekstów, a właściwie felietonów, które w większości były już drukowane w latach 2011-2013 na łamach miesięcznika "  Pani", lub też powstały na potrzeby niniejszego wydania. Szkoda tylko, że nota redakcyjna mówiąca o tym, znajduje się dopiero na końcu książki. Czuję się przez to poniekąd oszukana i zastanawiam się, czy sięgnęłabym po poukładane i przedrukowane z gazet teksty, gdybym wiedziała o tym wcześniej. 

Jednak mimo wszystko, nie wiedziałam o tym wcześniej. Klamka zapadła. Zaczętych książek się nie odkłada, a przynajmniej ja staram się tego nie robić zbyt często. Sięgając po każdy kolejny tekst czułam, że książka coraz bardziej mnie wciąga. Oczywiście "Wolna miłość" składa się z tekstów gorszych i lepszych, jednak czytając czuje się artystyczną duszę pisarki, bo jej felietony są według mnie słowem malowane. 

Roma Ligocka prezentuje w swojej książce różne spojrzenia na miłość. Miłość może być matczyna, ale może być także wypełniona namiętnością. Jest nieprzewidywalna, a jednocześnie daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Pani Roma jest kobietą, która posiada bagaż doświadczeń. Czytając "Wolną miłość" poznajemy jej życiowe mądrości, a co więcej w każdym felietonie znajdziemy ciekawą sentencję. Jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że dla wielu osób ten wizerunek artystki może wydawać się upozowany. Autorka zdaje się być po latach "zabaw z życiem" kobietą idealną, posiadającą swój własny pogląd na życie, który jest oczywiście społecznie akceptowany i zdolny zachwycać innych. 

Pierwszy raz mam do czynienia z książką będącą zbiorem felietonów. Nie jestem zachwycona samą formą wypowiedzi jaką jest felieton. Uważam, że ten typ twórczości potrafi się obronić tylko i wyłącznie w czasopismach, jednak w tym przypadku zwracam uwagę na elegancję i talent autorki. W sposób piękny ujarzmiła na kartach tej książki to, co wielu osobom chodzi każdego dnia po głowie. 

Roma Ligocka dała się poznać jako kobieta, z którą chciałoby się pójść do nastrojowej kawiarni i porozmawiać o wszystkim. Nie tylko miłości. "Wolna miłość", to nie jest książka w moim stylu, jednak dopisuję ją do swojej listy nowych czytelniczych doświadczeń. Teraz wystarczy tylko dążyć do perfekcji, by móc wyrażać swoje myśli w równie dostojny sposób jak Pani Roma. 

Nie mogę nie wspomnieć o licznych fotografiach, rysunkach i bardzo kobiecej okładce. 
Ta książka to takie małe dzieło sztuki. 

A Wy? Czytaliście kiedyś utwory Pani Romy Ligockiej? Z chęcią poznam Wasze opinie. 

_______________________________
* cytat z książki "Wolna miłość" str. 158


poniedziałek, 9 czerwca 2014

#31 Przez 10 minut (Tyle mi wystarczy, by odmienić swoje życie...)

Przez 10 minut
Chiara Gamberale
192 strony
Tłumaczenie: Elżbieta Derelkowska
Wydawnictwo Feeria
7/10
Dostępność w księgarniach od 4 czerwca 2014!
Chiara to zwyczajna kobieta. 
Jednak znalazła się na życiowym zakręcie. 
Utraciła pracę. 
Mąż postanowił od niej "odpocząć".
To wystarczyło by z pozornie silnej kobiety przerodzić się w mały, człekokształtny twór wymagający non stop czyjejś opieki. Całe szczęście Chiara ma przyjaciół, którzy są blisko niej w trudnych momentach. Bohaterka tak jak Ty, czy ja jest wielkim życiowym ignorantem. Nie żyje w pewnej społeczności, ale obok niej. Nie żyje z ludźmi, ale obok nich. Pewnego dnia, psychoanalityczka proponuje jej grę, której zasady są bardzo proste. 

"W ciągu jednego miesiąca, zaczynając od zaraz, proszę przez dziesięć minut dziennie robić coś, czego pani nigdy nie robiła. (...) Przez dziesięć minut."*

I właśnie dzięki temu Chiara zaczyna żyć na nowo. Niebywałe, prawda? Aż chciałoby się powiedzieć, jak główna bohaterka: 

"Od kiedy moje życie jest puste, nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że jest tak pełne."*




Ta książka jest magiczna. Swoją prostotą przypomina mi Schmitta, Schmitta wprost z "Małych zbrodni małżeńskich". Z pozoru głupstwo, nic nie znacząca gra, przyczynia się zmiany życia na lepsze. W jeden dzień pójdę na siłownię, w kolejny zagram na skrzypcach, spróbuję zrobić naleśniki, a może kupię dwa chińskie lampiony. Metoda polegająca na codziennym odkrywaniu rzeczy z pozoru nam znanych, a jak się później okazuje obcych jest najlepszym sposobem, by odkryć siebie na nowo i zwolnić w codziennej gonitwie. Po raz kolejny okazuje się, że otacza nas wiele cudów, a my jesteśmy ślepi i nie mamy nawet białej laski. 

Co można zrobić przez 10 minut? Jak się okazuje, bardzo wiele. Wystarczy tylko chcieć spróbować. Książka Chiary Gamberale dowodzi, że stawianie drobnych kroczków ku wyznaczonym celom, da w przyszłości wymarzone efekty. Kluczowe są jednak nasze chęci, których tak często nam brakuje. 

"Przez 10 minut" to tak naprawdę pamiętnik pisany od poniedziałku 3 grudnia, do środy 3 stycznia. Każdy dzień to nowy, krótki rozdział wypełniony refleksjami Chiary. Notatnik ten jest prowadzony niezwykle chaotycznie. Czasami ciężko ogarnąć rozumem wszystko to, co chce nam przekazać bohaterka. Jednak z czasem czytelnik przyzwyczaja się do książki i chce więcej. Mogę śmiało powiedzieć, że przez te niespełna 200 stron zaprzyjaźniłam się z autorką pamiętnika i kibicowałam jej w odkrywaniu nowych rzeczy, a tak naprawdę drobnostek, które ją otaczały. 

Książka Chiary Gamberale zdecydowanie nastraja do zmian. Jest niezwykle inspirująca. Jest to także pozycja zdecydowanie za krótka. Tytułowe 10 minut to metafora zmian, próby walki o samą siebie i o lepsze jutro. Te krótkie 10 minut pokazuje nam, że jesteśmy życiowymi ignorantami, którzy doceniają coś wtedy, gdy to stracą. 

Pod względem czysto fizycznym, "Przez 10 minut" ujmuje piękną, letnią okładką. Wydanie w twardej oprawie jest eleganckie i choć wiele osób obstaje za miękkimi okładkami, to ta zdecydowanie pasuje do tej książki. Krótkie rozdziały sprawiają, że książkę pochłania się w mgnieniu oka. To co można zarzucić autorce to fakt, że pamiętnik Chiary mógł być dłuższy i mniej chaotyczny. Co do pierwszej wady jestem całkowicie pewna, natomiast jeśli chodzi o drugą, mam pewne wątpliwości, w końcu to pamiętnik - dziennik zbierający ludzkie emocje. Nieprecyzyjność jest tutaj chyba wręcz wskazana. 
Nie mogę wystawić tej książce więcej niż 7/10 ze względu na jej objętość, jednak szczerze Wam ją polecam.

"Przez 10 minut" traktuję jako poradnik życia. 
Ilekroć na niego spojrzę, przypominam sobie,
 że 10 minut to jednak bardzo długo. 

Na koniec posłużę się cytatem z książki, odpowiadając na bardzo ważne, czytelnicze pytanie. 
Dlaczego tak właściwie czytamy? 

"Czytamy z nudy, z ciekawości, uciekając od życia, jakie prowadzimy, żeby spojrzeć mu prosto w oczy, żeby wiedzieć, żeby zapomnieć, żeby oswoić zmory krążące między głową a sercem, żeby je uwolnić."*

_________________________________________________________
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Przez 10 minut" Chary Gamberale

Za możliwość przeczytania
dziękuję Wydawnictwu Feeria.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...